edek40
30.11.13, 15:37
To dosc ruchliwy skrot pozwalajacy na ominiecie permanentnie zakorkowanej ulicy. Skrzyzowanie, ktore pokonujemy jest w ksztalcie litery T. Ten gosc, a za nim ja, jechalismy z tego uprzywilejowanego kierunku na wprost. I on wyjechal, trzeba przyznac, bez patrzenia. Ot, pojechal prosto. I dostal poteznego strzala w lewa burte od "rajdowaca", ktory chcial sprawdzic jak szybko mozna skrecic to w lewo. Poduszki, huk, kawalki blota. No festiwal okropnosci. Ten, ktory dostal w bok, nie mial bocznej poduszki i poteznie przywalil w lewa szybe i ja wybil. Nie bardzo mogl klocic sie z mlodzianem, ktory w niego uderzyl. Mlodzian dowodzil, ze ma pierwszenstwo, mi wydawalo sie, ze my, bo skrzyzowanie jest rownorzedne. Na to mlodzian pokazal znak pierwszenstwa na jego kierunku, co wyklucza nasze pierwszenstwo. Hm... Na naszej galezi zadnych znakow nie bylo...
No coz zostawilem poszkodowanemu/sprawcy (?) numer telefonu. Moze zadzwoni, moze dowiem sie jak sprawa sie skonczyla.
Podjade w poniedzialek i sprawdze czy postawili "nam" trojkat. Przyznam, ze nie wymuszam tu nigdy pierwszenstwa, ale jezdzilem ze swiadomoscia, ze to ja je mam. Nigdy nie jezdzilem z kierunku, na ktorym jest znak. Czy musze dodawac, ze jak jezdzilem w przeciwna strone rowniez bylem przekonany, ze to skrzyzowanie rownorzedne. Z tej strony tez nie ma znakow. Jest tylko na 1 z 3 jezdni!!!