Dodaj do ulubionych

Przekraczanie dozwolonej prędkości

11.04.07, 17:29
Po dalekiej świątecznej wycieczce wyciągnąć mogę takie wnioski:
- malutki procent kierowców - 10 - jedzie zgodnie z przepisami
- mały procent kierowców - 20 - jedzie prawie zgodnie z przepisami
- bardzo duży procent - 50 - kierowców jedzie o co najmniej 20 - 40 km/h
szybciej niż jest to dozwolone
- mały procent kierowców - 20 - jedzie o co najmniej 40 km/h szybciej niż
jest to dozwolone
Duża liczba kierowców nie reaguje na znaki ograniczające dozwoloną prędkość -
bez względu na warunki i okoliczności jadą wszędzie te swoje 130 - 140 km/h,
także tam, gdzie znaki ograniczają prędkość do 70 km/h, są przejścia dla
pieszych i skrzyżowania z drogami podorządkowanymi.
Co powoduje takie zachowanie na drodze ? Czy tylko głupota i chęć
zaszpanowania ? Podkreślam, że taki sposób jazdy widać było w dni świąteczne.
Nikt nie śpieszył do obowiązków zawodowych, na służbowe spotkanie itd. Czy
jedynym rozwiązaniem aby takie praktyki ukrócić są fotoradary co 3 - 5 km ?
Obserwuj wątek
    • Gość: ktoś Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.07, 20:54
      Co prawda tego nie napisałeś ale z własnych obserwacji wiem, że ta większość
      przekraczająca prędkość miała w 100% włączone światła.
      Byli widoczni i to im wystarczało do usprawiedliwienia takiej jazdy..
    • kozak-na-koniu Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 11.04.07, 21:08
      Niech ograniczenia prędkości zaczną rozmieszczać wedle rzeczywistych potrzeb
      oraz realnych zagrożeń a nie zza biurka, wedle "widzimisię" lokalnych urzędasów
      a i odsetek przestrzegających rychło wzrośnie...
      • Gość: rav107 Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości IP: *.gazeta.pl 12.04.07, 15:05
        > Niech ograniczenia prędkości zaczną rozmieszczać wedle rzeczywistych potrzeb
        > oraz realnych zagrożeń a nie zza biurka, wedle "widzimisię" lokalnych
        > urzędasów a i odsetek przestrzegających rychło wzrośnie...

        O i to jest bardzo trafna uwaga. Jest to jedna z przyczyn nieprzestrzegania
        ograniczeń przez dużą część kierowców - po prostu nauczyliśmy się, że połowa
        zakazów nie ma zadnego sensu i jest rozmieszczona zupełnie bez głowy. W krajach
        o wysokiej kulturze jazdy większość zakazów przestrzega, ale tam przynajmniej
        wiadomo, że jak jest ograniczenie do 40 km/h to zaraz będzie np. ostry zakręt
        na którym z większa prędkościa się nie wyrobisz. U nas ograniczenia sa co
        chwilę i w dużej części bez żadnego uzasadnienia poza widzimisię lokalnych
        władz.
    • kos22 Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 11.04.07, 21:22
      "Co powoduje takie zachowanie na drodze ? "

      Brak autostrad, dróg ekspresowych, dwujezdniowych jest powodem, że każda droga
      jest traktowana wg tego jaką powinna być a nie jaka jest.

      pozdr
      • mejson.e Udawanie 12.04.07, 00:11
        kos22 napisał:

        "Brak autostrad, dróg ekspresowych, dwujezdniowych jest powodem, że każda droga
        jest traktowana wg tego jaką powinna być a nie jaka jest."

        I udajemy, że osiedlowa droga to międzymiastowa, jednojezdniowa krajowa to
        ekspresówka, dwujezdniowa to niemiecka autostrada.
        To nic, że są tam piesi, rowerzyści, traktory i zwierzęta.

        My CHCEMY autostrad, więc jeździli jakbyśmy je mieli, a jeśli ktoś rozmaże na
        asfalcie dziecko, to po prostu będzie miał niefart.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • Gość: prawdziwy tebe zaklinanie rzeczywistosci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.07, 09:08

          > My CHCEMY autostrad, więc jeździli jakbyśmy je mieli, a jeśli ktoś rozmaże na
          > asfalcie dziecko, to po prostu będzie miał niefart.

          tylko niefartem dla kierowcy mozna nazwac trafienie bekarta na dk. bo winy, to
          on nie ponosi najmniejszej, a okrzykniety zostanie najwiekszym zbrodniarzem
          wszechczasow.
          • mejson.e Re: zaklinanie rzeczywistosci 13.04.07, 09:44
            Gość portalu: prawdziwy tebe napisał(a):

            "tylko niefartem dla kierowcy mozna nazwac trafienie bekarta na dk. bo winy, to
            on nie ponosi najmniejszej, a okrzykniety zostanie najwiekszym zbrodniarzem
            wszechczasow."

            Zaiste - tylko bękarty mogą pojawić się na takim przejściu przez DK8:

            strony.aster.pl/mejson/images/droga/rower.jpg

            Prawdziwie aryjskie z prawego łoża nigdy się do takiego miejsca nie zbliży.

            Ale bękarty mają niefart już od samego początku...

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • Gość: prawdziwy tebe Re: zaklinanie rzeczywistosci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.07, 11:23

              > Zaiste - tylko bękarty mogą pojawić się na takim przejściu przez DK8

              nie bylo mowy o przejsciu dla pieszych.

              swoja droga malowanie przejsc na dk to tez niezly absurd.
              • mejson.e Re: zaklinanie rzeczywistosci 13.04.07, 17:05
                Gość portalu: prawdziwy tebe napisał(a):

                "nie bylo mowy o przejsciu dla pieszych."

                Gnający powyżej 150 też o nich nie mówią, nawet nie myślą.

                "swoja droga malowanie przejsc na dk to tez niezly absurd."

                Oczywiście - lepiej zrobić podkop albo kładkę.
                Taka biedna wieś na pewno ma dość kasy, by postawić ich kilka, co kilkaset metrów.

                Pozdrawiam,
                Mejson
                --
                Automobil
                Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
    • Gość: justyna Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości IP: 83.12.157.* 11.04.07, 22:18
      Jak zrobiłam prawo jazdy (1,5 roku temu), to obsesyjnie przestrzegałam przepisów. Po pół roku pozwalałam sobie na 100 km/h poza obszarem zabudowanym i w mieście koło 60 km/h. Teraz często robię długie trasy (300 km) i jadę odpowiednio 110 i 70 km/h. Zawsze jednak zwalniam na zabudowanym w okolicach szkół, gdy widzę dzieciaki, psy, pijanych etc. na poboczu czy niedaleko drogi. Poza tym staram się przewidywać, nie wyprzedzam głupio, bezwzględnie trzymam się zakazów wyprzedzania.
      Oczywiście jeśli przytrafi mi się coś złego będę mogła mieć pretensję tylko do siebie, ale jak patrzę na to na tyle obiektywnie na ile potrafię, to wydaje mi się, że na średnoiej jakości polskiej drodze 100-110 nie jest dramatyczną prędkością.
      • mejson.e "Wydaje mi się" 12.04.07, 00:17
        Gość portalu: justyna napisał(a):

        "Jak zrobiłam prawo jazdy (1,5 roku temu), to obsesyjnie przestrzegałam
        przepisów. Po pół roku pozwalałam sobie na 100 km/h poza obszarem zabudowanym i
        w mieście koło 60 km/h. Teraz często robię długie trasy (300 km) i jadę
        odpowiednio 110 i 70 km/h. Zawsze jednak zwalniam na zabudowanym w okolicach
        szkół, gdy widzę dzieciaki, psy, pijanych etc. na poboczu czy niedaleko drogi."

        Rozumiem, że jak nie widzisz, to nie zwalniasz?
        Bo przecież jak ich nie widzisz, to ich nie ma i nie będzie, prawda?

        Szybko uwierzyłaś w swój geniusz, że po półtora roku jesteś w stanie prawidłowo
        ocenić, uznać istniejące ograniczenia są nadmierne, tylko dla
        "niedoświadczonych", takich ze stażem, dajmy na to, sześciu miesięcy.
        Dla innych są już zbędne...

        "Poza tym staram się przewidywać, nie wyprzedzam głupio, bezwzględnie trzymam
        się zakazów wyprzedzania.
        Oczywiście jeśli przytrafi mi się coś złego będę mogła mieć pretensję tylko do
        siebie, ale jak patrzę na to na tyle obiektywnie na ile potrafię, to wydaje mi
        się, że na średnoiej jakości polskiej drodze 100-110 nie jest dramatyczną
        prędkością."

        Masz rację.
        Wydaje Ci się.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • babaqba Re: "Wydaje mi się" 12.04.07, 01:49
          mejson.e napisał:

          > Gość portalu: justyna napisał(a):
          >
          > (...)Zawsze jednak zwalniam na zabudowanym w okolicach
          > szkół, gdy widzę dzieciaki, psy, pijanych etc. na poboczu czy niedaleko drogi.
          > "
          >
          > Rozumiem, że jak nie widzisz, to nie zwalniasz?
          > Bo przecież jak ich nie widzisz, to ich nie ma i nie będzie, prawda?

          Ależ są :) Poukrywani za drzewami i słupami, zakopani pod chodnikiem i w studzienkach ściekowych.
          Gotowi, by momentalnie wyskoczyć pod samochód...

          > Szybko uwierzyłaś w swój geniusz, że po półtora roku jesteś w stanie prawidłowo
          > ocenić, uznać istniejące ograniczenia są nadmierne, tylko dla
          > "niedoświadczonych", takich ze stażem, dajmy na to, sześciu miesięcy.
          > Dla innych są już zbędne...

          Generalnie masz rację. Trochę tylko przesadzasz z tym "geniuszem". Do jeżdżenia potrzebne są
          umiejętności średniego szympansa. Czy dla Ciebie to już "geniusz"?

          > wydaje mi się, że na średnoiej jakości polskiej drodze 100-110 nie jest dramatyczną
          > prędkością."
          >
          > Masz rację.
          > Wydaje Ci się.

          No, ma rację. 110 to wolnawo. Wszyscy wiedzą, kiedy można a kiedy trzeba zwolnić. A nikt nie ma
          czasu podróżować trzy dni przez kraj, jak pielgrzymka piesza. I da się. Wypadków jest coraz mniej i to
          nie dzięki urzędasom, którzy NIC nie robią, a nam, kierowcom, naszym umiejętnościom i lepszym
          samochodom.
          • edgar22 A po co się tak spieszyć?? To niewiele daje. 12.04.07, 07:43
            > 110 to wolnawo. Wszyscy wiedzą, kiedy można a kiedy trzeba zwolnić.
            > A nikt nie ma czasu podróżować trzy dni przez kraj

            Przesada. Należę do zdecydowanej mniejszości jeżdżącej mniej więcej zgodnie z
            ograniczeniami prędkości. Poza miastem poruszam się z prędkością licznikową w
            okolicy 100km/h (nie więcej) i nie zauważam, żebym nawet na drugi koniec Polski
            dojechał dzień później niż koledzy gnający na złamanie karku. Są to zwykle
            różnice nic nie znaczące - bo czym jest godzina przy całodniowej podróży?
            Żeby realnie skrócić czas podróży, trzeba jechać nie licząc się nie tylko
            przepisami ale i ze zdrowym rozsądkiem.
            Zresztą - gdzieś (może na tym forum) ktoś chwalił sie swoimi eksperymentami z
            jazdą "na wariata" i ortodoksyjnie zgodnie z ograniczeniami. Zysk czasowy był
            niewielki, zupełnie nieproporcjonalny do kosztów (wzrost zagrożenia, zużycie
            paliwa). Nie warto.
            • emes-nju Re: A po co się tak spieszyć?? To niewiele daje. 12.04.07, 13:04
              edgar22 napisał:

              > > 110 to wolnawo. Wszyscy wiedzą, kiedy można a kiedy trzeba zwolnić.
              > > A nikt nie ma czasu podróżować trzy dni przez kraj
              >
              > Przesada. Należę do zdecydowanej mniejszości jeżdżącej mniej więcej zgodnie z
              > ograniczeniami prędkości.

              Nie ma czegos takiego jak "mniej wiecej" zgodnie z przepisami. Albo sie je lamie albo nie - tertium non datur. A jak sie ograniczen predkosci nie lamie, to srednia przez Polske wychodzi na poziomie 45-55 km/h, co rezultatem imponujacym nie jest i faktycznie trase np. Przemysl-Szczecin warto planowac z "miedzyladowaniem". Wiem, bo trase Warszawa-Szczecin z dosc poblazliwym traktowaniem ograniczen pokonuje sie czasem nawet w 8-10 godzin. Oczywiscie jak sie pedzi, da sie ten czas skrocic. Tylko, ze ja nie pedze (z drobnymi wyjatkami), mimo, ze mam czym :-)
              • edgar22 Re: A po co się tak spieszyć?? To niewiele daje. 12.04.07, 13:42
                > Nie ma czegos takiego jak "mniej wiecej" zgodnie z przepisami.
                > Albo sie je lamie albo nie - tertium non datur.

                Zgoda. Ale ja nie pisałem o przepisach w ogóle tylko o ograniczeniach prędkości.
                "Mniej więcej" oznaczało, że raczej nie przekraczam dozwolonej prędkości o więcj
                niż 10 km/h na liczniku. A że licznik zawyża, to w rzeczywistości jadę jeszcze
                wolniej. Myślę, że i radarowcy by się mnie nie czepiali.

                > A jak sie ograniczen predkosci nie lamie, to srednia przez Polske
                > wychodzi na poziomie 45-55 km/h, co rezultatem imponujacym

                To dziwne, bo mi wychodzi bez problemu jakieś 65 do 70 km/h (na 300 km trasie).
                Jeżdżąc tak jak napisałem wyżej.

                Ale może wybieram trasy z mniej gęstym ruchem?
                • emes-nju Re: A po co się tak spieszyć?? To niewiele daje. 12.04.07, 13:59
                  edgar22 napisał:

                  > > A jak sie ograniczen predkosci nie lamie, to srednia przez Polske
                  > > wychodzi na poziomie 45-55 km/h, co rezultatem imponujacym
                  >
                  > To dziwne, bo mi wychodzi bez problemu jakieś 65 do 70 km/h (na 300 km
                  > trasie). Jeżdżąc tak jak napisałem wyżej.

                  Im dluzsza trasa, tym wieksza szansa na radykalne obnizenie sredniej - czasem wystarczy kilka km kolumny za rozpadajacym sie PKSem przy duzym ruchu z przeciwka. Z tym, ze ja, dla zabawy, srednia sprawdzalem - na silnie zaznaczonych reka znakologa trasach, przy ortodoksyjnym trzymaniu sie ograniczen, ani razu nie udalo mi sie przekroczyc sredniej 55 km/h w kilku podrozach (niezbyt dlugich - tak 250-300 km, bo na wiecej mi cierpliwosci nie starczylo). Do sredniej wliczam tez postoje na tankowanie i siusiu-kupka. Fakt - pisze o drogach o nieco wiekszym ruchu. Na takich zawsze wiecej niz raz trafi sie na autochtona, ktory po brawurowym wlaczeniu sie do ruchu, gna 30 km/h, bo ma niedaleko; albo na ciagnik czy wspomniany juz PKS; albo na takiego, ktory jadac powoli i bezpiecznie pedzi przez pola, lasy i miasta 60-70 km/h bez wiekszych wahan predkosci. A na drogach o duzym natezeniu ruchu trudno sie wyprzedza. Szczegolnie wtedy, gdy ortodoksyjnie przestrzega sie ograniczen, bo za przekroczenie predkosci przy wyprzedzaniu tez potrafia dosolic mimo, ze skrocenie czasu na nie swoim pasie ewidentnie poprawia bezpieczenstwo tego niebezpiecznego z natury manewru...
          • Gość: Kokeeno Re: "Wydaje mi się" IP: *.crowley.pl 12.04.07, 08:16
            > Ależ są :) Poukrywani za drzewami i słupami, zakopani pod chodnikiem i w studzi
            > enkach ściekowych.
            > Gotowi, by momentalnie wyskoczyć pod samochód...

            No to się możesz zdziwić, jak zobaczysz w nocy jadącego bez świateł (i pod prąd)
            rowerzystę (pijanego) na drodze międzymiastowej - ja się nie zdziwiłem, dlatego
            zdążyłem się zatrzymać (jadąc 20km/h więcej raczej bym nie zdążył), rowerzystę,
            który ma w de przepis zabraniający wjazdu wprost przed nadjeżdżający pojazd i
            kosi Ci rejestrację wypadając zza żywopłotu (ten też przeżył, bo jechałem powoli
            i zdążyłem się zatrzymać przed kamikadze), matkę z wózkiem (tu się zawsze
            zatrzymuję, ale miałem sytuację, że ci z lewego pasa byli bardzo zdziwieni,
            dlaczego tu nagle wyrosło przejście dla pieszych, a oni wyprzedzają),
            wyprzedzających na trzeciego (a nawet czwartego na jednopasmówce/w każdą stronę
            z delikatnym poboczem)...

            > Generalnie masz rację. Trochę tylko przesadzasz z tym "geniuszem". Do jeżdżenia
            > potrzebne są
            > umiejętności średniego szympansa. Czy dla Ciebie to już "geniusz"?
            No, niestety, ale spora część populacji zatrzymała się na etapie szympansa - do
            jazdy potrzebna jest spora dawka wyobraźni (jeśli ktoś przed Tobą może zrobić
            coś głupiego, to pewnie to zrobi) - rocznie na polskich drogach ginie populacja
            małego miasteczka (kilkoro moich znajomych już się pożegnało z życiem w ten
            sposób, niekoniecznie ze swojej winy)...

            > No, ma rację. 110 to wolnawo. Wszyscy wiedzą, kiedy można a kiedy trzeba zwolni
            > ć. A nikt nie ma
            > czasu podróżować trzy dni przez kraj, jak pielgrzymka piesza. I da się. Wypadkó
            > w jest coraz mniej i to
            > nie dzięki urzędasom, którzy NIC nie robią, a nam, kierowcom, naszym umiejętnoś
            > ciom i lepszym
            > samochodom.

            Nawet na niemieckiej autobanie staram się nie przekraczać 150km/h - przyczyna
            jest prosta - jak przed Ciebie nagle wyjedzie ktoś z prawego pasa jadący
            80-110km/h, a Ty fruniesz 180km/h to droga hamowania wydaje się naprawdę
            dłuuuuga (raz mi takie doświadczenie wystarczyło i dziękuję).

            Im więcej pokory tym bezpieczniejsza jazda (a im gorsze drogi, tym więcej trzeba
            wyobraźni co się może na nich stać)...
            • emes-nju Re: "Wydaje mi się" 12.04.07, 14:08
              Gość portalu: Kokeeno napisał(a):

              > No to się możesz zdziwić, jak zobaczysz w nocy jadącego bez świateł (i pod
              > prąd) rowerzystę (pijanego) na drodze międzymiastowej - ja się nie zdziwiłem,
              > dlatego zdążyłem się zatrzymać (jadąc 20km/h więcej raczej bym nie zdążył)

              A jakbys jechal o 25 km/h wiecej bys nie zdarzyl. A jakbys jechal nawet o 30 km/h wolniej, a pijaka pozniej zobaczyl, tez bys nie zdarzyl... W ten sposob mozna dojsc do tego, ze najlepiej z lozka nie wychodzic (choc to tez takie pewne nie jest, bo w lozkach najwiecej ludzi umiera...).

              W kazdym zagadnieniu w pewnym momencie, wobec tego, ze nie da sie WSZYSTKIEGO przewidziec, trzeba poddac sie statystyce. A ta nie wpycha nam, pod kola pijanych rowerzystow zawsze i wszedzie... A nawet jezeli tak, to i tak nigdy nie wiesz gdzie ten pijak sie pojawi.
              • Gość: Kokeeno Re: "Wydaje mi się" IP: 80.54.202.* 13.04.07, 18:02
                Statystycznie mnie to nie pociesza... Ale lepiej będę się czuł jak rozwalę nieoświetlonego rowerzystę jadąc z przepisową prędkością niż gdybym miał przekroczyć dozwoloną prędkość o 30km/h i z tego powodu nie mieć nawet cienia szansy na wyhamowanie - tłumaczenie pokrętne, ale róznica taka, że mam mniejsze szanse trafić na kilka lat do ciupy...
                • emes-nju Re: "Wydaje mi się" 13.04.07, 18:07
                  dlatego wlasnie staram sie jezdzic z przepisowymi predkosciami. Z grubsza... Sa
                  miejsca, gdzie mi sie nie udaje :-(
                  • Gość: Kokeeno Re: "Wydaje mi się" IP: 80.54.202.* 13.04.07, 18:13
                    U mnie podobnie. Ale przynajmniej staram się nie przesadzać (maks +20km/h). Jak już mam w coś trzasnąć, to żeby to było jak z najmniejszą prędkością (wtedy jedyną stratą jest zwykle lakier na zderzakach)...

                    I jak zwykle przestrzegam głównej zasady Foxa Muldera: Trust no 1...
      • 1realista Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 13:11
        > siebie, ale jak patrzę na to na tyle obiektywnie na ile potrafię, to wydaje mi
        > się, że na średnoiej jakości polskiej drodze 100-110 nie jest dramatyczną prędk
        > ością.

        Niestety jest sporo dróg o fatalnej nawierzchni i zdewastowanych poboczach i te 110 zaczyna być igraniem z ryzykiem. Sam jeżdzę obecnie ok.90 tam gdzie jeszcze 4 lata temu jexdziłem 110 i to głównie z powodu zdewastowanego asfaltu.
    • kodem_pl Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 00:00
      Moj ojciec znajduje sie w tym procencie kierowcow, ktorzy caly czas jada jak
      chca. Dlaczego? Jezdzi glownie sam, wiec nikomu nie szpanuje. Po prostu tak
      jezdzi. Robi zaleznie od roku 60-90 tysiecy (albo i wiecej, ciezko powiedziec
      bo czesto ma chwilowo inne auta, ten przebieg nie jest liczony). Znaki
      ograniczajace predkosc sa tyle samo warte co ich brak. Dlaczego? Bo z powodu
      'nadgorliwosci' w ich stawianiu te wartosciowe stracily jakikolwiek wydzwiek.

      Jaki jest sposob na ukrocenie tych praktyk? Nie ma:-) Co wiecej uwazam, ze nie
      ma sensu ich ukracac...
      • mejson.e "Wydźwięk" 12.04.07, 00:24
        kodem_pl napisał:

        "Znaki ograniczajace predkosc sa tyle samo warte co ich brak. Dlaczego? Bo z
        powodu 'nadgorliwosci' w ich stawianiu te wartosciowe stracily jakikolwiek
        wydzwiek."

        Rewolucyjne podejście do przepisów!

        Ale dlaczego tylko te znaki "straciły wydźwięk"?
        Olewaj wszystkie!

        "Jaki jest sposob na ukrocenie tych praktyk? Nie ma:-) Co wiecej uwazam, ze nie
        ma sensu ich ukracac..."

        Masz prawo do własnego zdania.
        Obyś nie musiał go zmieniać w tragicznych okolicznościach.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • viking2 Re: "Wydźwięk" 12.04.07, 04:22
          mejson.e napisał:
          > Rewolucyjne podejście do przepisów!
          >
          > Ale dlaczego tylko te znaki "straciły wydźwięk"?
          > Olewaj wszystkie!

          Mejson, masz racje, ze to raczej "niecodzienny" argument, ale z drugiej strony,
          spojrzmy na rzeczywistosc: czy jest na swiecie chociaz jeden kierowca, ktory
          NIGDY nie przekroczyl dozwolonej predkosci? Ide o zaklad, ze nie ma. Dlaczego?
          Przypuszczalnie dlatego, ze ograniczenia predkosci maja byc "wszystkim dla
          wszystkich". Z zalozenia, maja one uczynic droge bezpieczna - ale to nie zawsze
          oznacza to samo dla kazdego. Wezmy taki kontrastowy przyklad: Jestes na
          autostradzie (prawdziwej, nie w Polsce), jest 3 w nocy, lipiec, ksiezyc, jasno,
          sucho, deszczu nia bylo od 2 tygodni, droga calkiem pusta i prosta jak drut.
          Ograniczenie do, powiedzmy, 130 km/h. Wyobrazmy sobie, ze spokojnie "odkrecasz
          do dechy" i lecisz 220. Wybacz, ale ja naprawde nie widze, jakie niby
          niebezpieczenstwo w tych warunkach spowodowales?
          Teraz wezmy sytuacje, kiedy - na tej samej drodze i przy tym samym ograniczeniu
          do 130 - jedziesz we wtorkowe popoludnie w styczniu, jest juz ciemno, pada gesty
          snieg, jest godzina szczytu i ruch posuwa sie 40 km/h. Naprawde sadzisz, ze ktos
          sprobuje pojechac 130, bo tyle wolno?
          Zmierzam do tego, ze ograniczenia predkosci nie odzwierciedlaja prawdziwie
          "bezpiecznej" predkosci czesciej, niz 2 albo 3 razy w roku, bo ona zalezy od
          kombinacji warunkow atmosferycznych, natezenia ruchu i widocznosci, juz nawet
          nie wspominajac o umiejetnosciach kierujacego pojazdem. A jednak ograniczenie
          obowiazuje przez caly czas, a nie tylko 3 razy w roku. Kazdy z jezdzacych, kto
          ma jakie-takie pojecie o ruchu drogowym bardzo szybko spostrzeze, ze ta
          maksymalna predkosc raz bedzie za duza, a raz za mala. Jak przypuszczam, stad
          bierze sie "brak wydzwieku" ograniczenia predkosci. Caly klopot w tym, ze nie
          kazdy umie ocenic jaka predkosc bedzie w danych warunkach bezpieczna. Czy to
          dobrze? Nie, niedobrze. Ale jaka jest na to rada? Przyznam, ze nie wiem, z
          pewnoscia nalezaloby zaczac od znakow "alternatywnych", na przyklad: 80 km/h
          jesli pada deszcz, 120 jesli sucho (albo jakakolwiek inna kombinacja). I dobrze
          byloby, zeby ci, ktorzy decyduja o ograniczeniach odwiedzili dany odcinek drogi
          przynajmniej raz w roku...
        • 1realista Re: "Wydźwięk" 12.04.07, 13:43
          Widzisz faktycznie jest tak że z powodu nadgorliwości w stawianiu stwarza sie niebezpieczne sytuacje. Znaki sie stawia po jakimś tragicznym wypadku zazwyczaj spowodowanym jazda po pijaku i z nadmierna prędkoscia( pow. 120)lub spowodowane zwyczajnym sciaganiem się kilku pacanów. Sam na pewnej trasie którą zazwyczaj jezdze na dwoch ograniczeniach ( do 40 i do 60) jeżdze po staremu ( czyli 60 i 90). Czekam jak przyjdzie mandat. Wtedy wystapię o przywrocenie poprzednich ograniczeń co będzie łatwe do wygrania. Idioci stawiający takie ograniczenia powodują że po kolejnej 40 ( itp) kierowcy ignoruja kolejną ktora jest akurat na miejscu. Na dwoch najczęstszych trasach są odpowiednio 13 i 6 ograniczen choc powinno być 2 i 1 ograniczenie. Resztą wystarczy jechać z prędkoscia kodeksowa. Brakuje natomiast domalowania podwojnych ciaglych na 3 odcinkach. I to pokazuje skalę zagrozeń spowodowanych oznakowaniem drogi.
          Dlaczego uznaję że akurat niektore są niepotrzebne? bO wystarczy przeprowadzić analizę zagrożeń w danym miejcu aby określic czy potrzebne ograniczenie czy jest stawiane na pałę. No bo jak zdefiniować potrzebę jednostronnego ustawienia 40 na odcinku jakiś 80 m gdzie jest rownoczesnie podwojna ciagła?Bo wjazd do warsztatu? Albo postawienie 40 a zdjęty znak 60 przesunieto o jakieś 10 m wczesniej akurat tak że go zaslania drzewo? bo robili remont i ktoś im powiedzial że dac 40 to sie potem fotoradar ustawi? Albo 60 na skrzyżowaniu z zakretem gdzie jedynym zgrozeniem jest dyskoteka 500m dalej.Albo 40 w miejscu gdzie jest niewidoczny wyjazd z bramy (choć to na zabudowanym) a do wypadkow dochodziło gdy pojazdy mialy te 80-120 km/h...
          Ja testuję jakośc oznakowania nastepująco: - jak zauważam ograniczenie lub zabudowany zdejmuje noge z gazu. Jesli wtaczam sie na ograniczenie z predkoscia ok. 5-15 więcej niz ono wynosi to znaki stoja dobrze. Jeśli mam wiekszą prędkośc oznakowanie do poprawy bo jest xle stopniowane lub stoi w niewłasciwym miejscu - czyli go nie widać. I to jest poważny problem jak roślinnośc wypusci liście. Brak jest kultury projektowania dróg.Robi się coś tam na pałę a ograniczenia narzucają idioci z samorządu po kolejnej kraksie. I lament że niebezpieczne miejsce /skrzyżowanie. Obok mnie są dwa skrzyżowania - oba ze stopami. Jedno jest srednio-widoczne a przy drugim płoty dochodza prawie do jezni. Tam gdzie jest lepsza widocznosc kierowcy nagminnie olewają "stop". tam gdzie widocznosci nie ma nie ma wypadków bo trzeba stanąć.A samorząd co proponuje? Ograniczyć prędkosc do 40.A wypadki i tak bedą. Bo jak sie nie nauczyło kierowcy ze jak ma stop to ma stanąć to jak ma nie być wypadkow? A jak ktoś sobie uważa że taki stop mu niepotrzebny to powinien zostac skierowany na badania psychiatryczne czy posiada zdolność do kierowania.
          • totutotu Re: "Wydźwięk" 12.04.07, 15:25
            Wypadek z innej niż prędkość przyczyny też może być uzasadnieniem ograniczenia
            prędkości. Na obrzeżach Gdańska, na odcinku drogi bez zabudowy wokół,
            wprowadzono ograniczenie do 50 km/h bo kiedyś rozbił się tam na drzewie autobus
            PKS. Rozbił się nie dlatego, że jechał zbyt szybko ale dlatego, że był
            przeładowany i pękła przednia opona.
            • 1realista Re: "Wydźwięk" 12.04.07, 17:27
              Jedynym powodem dla ograniczenia prędkosci jest przypadek w ktorym dana prędkosć spowoduje zagrożenie dla innych ( w normalnych warunkach) i należy ja zmniejszyć. Wszystkie inne przyczyny typu katastrofa bo kierowca zachlał, przeładował, przeszarżował sa nieistotne. Gdyby było inaczej to musielibyśmy ograniczyc wszedzie predkosc na taka ktora w razie najniebezpieczniejszej opcji czyli szklanki spowoduje że podrozowanie bedzie bezpieczne. Czyli ograniczenie do jakis 20 a moze nawet 10 km/h na terenie całego kraju. Ale wtedy nasuwa sie pytanie czy szkolenie i sam proces dopuszczenia do kierowania sa wlasicwie przeprowadzone. Bo jesli kierowca sam z siebie nie posiada umiejętnosci oceny warunków drogowych to może ktos powinien beknąc za dopuszcznie go do kierowania. Generalnie poziom dopuszczalnej predkosci jest analizowany i ocenia on zdolnosc postrzegania , reagowania przez osobe prowadzącą oraz ocenia sie poziom znużenia ktory jest równie niebezpieczny.Zbyt mała prędkosć też powoduje wypadki. Dlatego ustala sie pewne wartosci predkosci. Zresztą sam proces doskonalenia bezpieczenstwa pojazdow jest z tym zwiazany. Niestety na glupotę ludzką nie ma lekarstwa. Ale wymuszenie przestrzegania pewnych przyjętych zasad można wymusic poprzez własciwy proces szkolenia,dopuszczenia oraz karania za przewinienia. U nas niestety stawianiem ograniczeń zajmuja sie ignoranci.A same znaki zakazu czy ostrzegawcze tracą swoja funkcje na skutek rozmycia ich znaczenia w tlumie innych zapomnianych znaków. Dam pewnien przykłąd na gierkowce poczas remontu ustawiono przez kilka km ograniczenie do 70 przeplatane co kilkaset m 50 bo pasy. W efekcie mielismy sieczke 70-50 skrzyzowanie 70 -50-70-skrzyzowanie -50-70.Niewykonalne było jechanie zgodnie z oznakowaniem. Dlatego jechalem 65. Ustawienie takiego ograniczenia byloby dobre a istniejace powodowalo jedynie wkurzenie takim nagromadzeniem znakow.
        • Gość: Kodem_PL Gdy cos jest do wszystkiego, to jest do niczego. IP: *.hor.brad.ac.uk 12.04.07, 17:28
          Prawde mowiac, to juz rozmawialismy o tym kiedys...

          I tak na znaku stopu czesto sie tocze, a nie staje. Czasami nawet sie nei tocze,
          gdy stop postawiony jest w wyjatkowo kretynski sposob (wyjazd z jednej stacji...
          doskonala widocznosc na szeroki chodnik i droge, pelna pewnosc, ze nikogo nie
          ma... po co mam sie zatrzymywac?). Potrafie przejechac na czerwonym w srodku
          nocy, gdy nie ma zywej duszy. Potrafie wyprzedzac na podwojnej ciaglej i
          zakazie, gdy znam droge i wiem, ze nie ma wzniesien, zakretow, skrzyzowan i
          innych takich.

          Dodam, ze jezdze w taki sposob tylko, gdy dobrze sie czuje i jestem wyspany,
          skupiony. Gdy jade z kims i rozmawiam, gdy jestem niedospany itp. jezdze
          zdecydowanie przepisowiej, bo nie lubie ryzykowac.

          Kolejna kwestia: dlaczego mamy dostosowywac predkosc do panujacych warunkow, ale
          tylko w dol? To cos w klimacie innego postu tu o jezdzie pusta autostrada 220.
          Gdy bedzie sniezyca, to mimo przepisowej jazdy, w wypadku wypadku (;-)) wina
          bedzie moja. Bo nie dostosowalem predkosci do panujacych warunkow. Ale jadac 220
          3 pasmowa, niemal pusta autostrada zdecydowanie dostosowalem predkosc do
          panujacych warunkow. I prawde mowiac jezdze podobnie. Na ograniczeniach do 75
          mph (112km/h), gdy wracam z pracy w okolicach polnocy, mam czesto 160-190 (190
          to vmax mojego auta). I raczej nie stanowie zagrozenia dla nikogo...

          Ahhh i zeby nie bylo: nie mam pretensji do ustawodawcy (no mam tylko
          niewielkie), znaki maja dotyczyc 77 letniego dziadka w PF126 i 30 letniego
          posiadacza licencji rajdowej w nowym Mercedesie SL66AMG. A jak wiadomo, gdy cos
          jest do wszystkiego, to jest do niczego.
          • 1realista Re: Gdy cos jest do wszystkiego, to jest do nicze 12.04.07, 18:02
            Pytanietylko czy te 220 niepowoduje istotneg zagrozenia dla innych uczestnikow ruchu, jest wlsciwa infrastruktura drogowa, kierowca wyszkolony dla takich prędkosci, auto sprawne oraz czy inni kierowcy są w stanie przewidziec i wlasciwie zareagowac ze na sasiednim pasie ktos jedzie taka predkoscia.
            no ale z drugiej strony czemu ma służyć taka jazda? zabawie- to na tor; konieczniosci - lepiej podrozowac smiglowcem; ? Przeciez wielu kierowcow o choćby F1 rezygnowalo w pewnym wieku bo zdawali sobie sprawe ze duze predkosci przy spadajacym refleksie to zagrozenie.a najzabawniejsze że ci co szaleja w rajdowkach wszelakiej maści no moze poza Holowczyczem ;-))) jeźdzą po dogach grzecznie i przepisowo.
            • Gość: Kodem_PL Re: Gdy cos jest do wszystkiego, to jest do nicze IP: *.hor.brad.ac.uk 12.04.07, 19:21
              Nie powiem, zebym i o tym nie myslal. No i...

              Kazdy normalny czlowiek jadacy autostrada slyszal, widzial i czul, ze ludzie
              obok przemykaja majac ponad dwie paki. W takim razie, jesli o tym wie, to gdy
              zaczyna wykonywac jakis manewr chyba sie tego spodziewa, nie?

              Ale nawet jesli... ja tak jezdze noca. Np. wracajac z pracy na autostradzie
              mijam jakies 20-30 aut przez niecale 20 km. Sytuacja, ze dwa pasy sa zajete,
              jest wyjatkowa. A pasy niemal cala droge sa 3...

              Czemu ma to sluzyc? Nie nazwalbym tego zabawa, raczej przyjemnoscia. Gdy jade
              120 to droga, nawet tak krotka, sie dluuuuzy i dluuuuzy. Jadac 160-190 jest
              przyjemnie, dopamina wydziela sie do mozgu, kilometry uciekaja.

              Na smiglowiec mnie nie stac, ale to nic, bo taka jazda w wypadku powrotu z pracy
              nie sluzy oszczednosci czasu, oszczedzam jakies 10 min jadac agresywniej. W
              wypadku jazdy np. z UK do Polski oszczedzam dobre kilka godzin, ale to tez nie
              jest powodem. Jadac wolniej niz ~150 przestaje MYSLEC po paru kilometrach.

              Bawic bawie sie na parkingach zamknietych hipermarketow zima, lub na dawnych
              lotniskach. No czasami na polnych drogach. Torow niestety w Polsce tyle i
              dostepnosc ich taka, ze... Tutaj moge niby jechac na silverstone, ale nie mozna
              tam jezdzic swoim autem. Szukalem innych torow na maly track day, ale nie udalo
              mi sie znalezc.

              Ci z rajdowek wszelakiej masci jezdza w Polsce nie tak jak piszesz... tak to
              mowia, ze jezdza.
    • w_sasnal_csw Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 01:26
      Bardzo mnie irytują bubki co jadą przez cały czas te swoje 80 km/h, niezależnie
      czy właśnie przejeżdżają przez jakąś miejscowość/wioskę, czy nie. Włączają sobie
      w głowie taki przełącznik "trasa" i głupieją.

      A radary to chyba najskuteczniejszy sposób, wtedy nie ważne co kto myśli o
      ograniczeniu prędkości na danym odcinku, tylko ile kasy taki mandat może
      wynosić. Widziałem jak kierowcy reagują na radar, to musi być to:)
      • babaqba Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 01:57
        w_sasnal_csw napisał:

        > Bardzo mnie irytują bubki co jadą przez cały czas te swoje 80 km/h, niezależnie
        > czy właśnie przejeżdżają przez jakąś miejscowość/wioskę, czy nie. Włączają sobi
        > e
        > w głowie taki przełącznik "trasa" i głupieją.
        >
        > A radary to chyba najskuteczniejszy sposób, wtedy nie ważne co kto myśli o
        > ograniczeniu prędkości na danym odcinku, tylko ile kasy taki mandat może
        > wynosić. Widziałem jak kierowcy reagują na radar, to musi być to:)

        Są lepsze sposoby: kolce w poprzek drogi! Zatamować ruch całkowicie i będzie bezpiecznie, że
        przedszkolaki będą mogły grać w kółko graniaste na nieczynnej trasie Berlin-Moskwa!

        W Polsce remontuje się i łata byle jak niektóre odcinki. Za to prawie wcale nie buduje się nowych dróg
        tranzytowych, nie przebudowuje starych. W Wielkopolsce w miejscowości Czacz był odcinek drogi gdzie
        zginęło wiele dzieci idących poboczem do szkoły. Wspaniała okazja by ponarzekać na "wariatów
        drogowych". Zamiast tego (po wielu latach) przebudowano pobocze, dodano bariery i ...problem
        zniknął. Nie można było wcześniej? Czy wszystkie te śmierci na pewno były wyłączną winą kierowców?
        Jednak można umożliwić kierowcom przejazd (szybki) i zapewnić bezpieczeństwo pieszym? Ale trzeba
        chcieć, co w naszym kraju jest rzadkie... trzeba myśleć. Znak ograniczenia do 40-tu plus fotoradar jest
        tańszy a nawet przynosi dochody. A że czasami ktoś zginie... urzędnik wykorzysta to by ustawić nowy
        znak i nowy fotoradar... Tfu! Mordercy za biurkiem, ot co!
        • emes-nju Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 14:15
          babaqba napisała:

          > W Wielkopolsce w miejscowości Czacz był odcinek drogi gdzie zginęło wiele
          > dzieci idących poboczem do szkoły. Wspaniała okazja by ponarzekać na
          > "wariatów drogowych". Zamiast tego (po wielu latach) przebudowano pobocze,
          > dodano bariery i ...problem zniknął. Nie można było wcześniej? Czy wszystkie
          > te śmierci na pewno były wyłączną winą kierowców?
          > Jednak można umożliwić kierowcom przejazd (szybki) i zapewnić bezpieczeństwo
          > pieszym? Ale trzeba chcieć, co w naszym kraju jest rzadkie... trzeba myśleć.
          > Znak ograniczenia do 40-tu plus fotoradar jest tańszy a nawet przynosi
          > dochody. A że czasami ktoś zginie... urzędnik wykorzysta to by ustawić nowy
          > znak i nowy fotoradar... Tfu! Mordercy za biurkiem, ot co!

          Swiete slowa. Zapewne dlatego, ze mam dokladnie takie samo zdanie :-)

          Co wcale nie zalicza mnie do kategorii wariatow drogowych!
      • Gość: Y_Sam Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.07, 10:05
        > A radary to chyba najskuteczniejszy sposób, wtedy nie ważne co kto myśli o
        > ograniczeniu prędkości na danym odcinku, tylko ile kasy taki mandat może
        > wynosić. Widziałem jak kierowcy reagują na radar, to musi być to:)

        Może zabrzmi to przewrotnie, ale właśnie te fotoradary osiągają efekt odwrotny do zamierzonego. Często jeżdżę krajową jedynką, tam między Bielskiem a Łodzią jest sporo skrzyżowań, gdzie fotoradary stoją pomiędzy pasami a władza je co jakiś czas przestawia o 180 st. I jedyną rzeczą, na jaką zwracają uwagę kierowcy, to w którą stronę łapie dziś radar. A to, że do przejścia dla pieszych zbliża się grupka dzieci, że już świeci się żółte, mało kogo interesuje. Jeśli z odległości 100 metrów zauważy, że radar jest tyłem, to z miejsca daje po garach.
        • edgar22 Jeżeli tak reaguje to jest baran i tyle. 12.04.07, 10:11
          Gość portalu: Y_Sam napisał(a):
          > I jedyną rzeczą, na jaką zwracają uwagę kierowcy, to w którą stronę łapie
          > dziś radar. A to, że do przejścia dla pieszych zbliża się grupka dzieci,
          > że już świeci się żółte, mało kogo interesuje.

          Jeżeli obserwacja fotoradaru jest ważniejsza dla niego niż obserwacja przejścia,
          to znaczy, że jest baranem nie kierowcą. Niebezpiecznym baranem.
          • Gość: Y_Sam Re: Jeżeli tak reaguje to jest baran i tyle. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.07, 10:18
            > Jeżeli obserwacja fotoradaru jest ważniejsza dla niego niż obserwacja przejścia
            > ,
            > to znaczy, że jest baranem nie kierowcą. Niebezpiecznym baranem.

            Trudno nie przyznać Ci racji. Ale niestety tak właśnie jest.
            A poza tym fotoradary miałyby jeszcze jakiś sens, gdyby przynajmniej były w nich aparaty. A z tego co mi wiadomo, są w ok. co dwudziestym. Lepszym rozwiązaniem jest wysyłanie w te miejsca żywych patroli drogówki, niech obstawiają miejsca niebezpieczne, a nie łapią takich, co skręcają w środku miasta z pasa dla busów.
          • emes-nju Re: Jeżeli tak reaguje to jest baran i tyle. 12.04.07, 14:21
            edgar22 napisał:

            > Jeżeli obserwacja fotoradaru jest ważniejsza dla niego niż obserwacja
            > przejścia, to znaczy, że jest baranem nie kierowcą. Niebezpiecznym baranem.

            A nie obawaisz sie tego, ze koszt udowadniania tym "baranom" ich baranstwa moze byz zbyt wysoki? Np. smierc tych dzieci...

            O co w sumie chodzi? O to, zeby waaadza miala racje i loila az milo, czy o to zeby bylo bezpiecznie na drogach, po ktorych jezdza swieci, polswieci, normalni oraz (niestety) srednio normalni, debile, barany itd. O co chodzi w takim jak Twoje rozumowaniu? Dziwnie zbieznym z rozumowaniem waadzy...
            • edgar22 Re: Jeżeli tak reaguje to jest baran i tyle. 12.04.07, 14:30
              emes-nju napisał:
              > O co w sumie chodzi?

              Sam sobie odpowiedziałeś:

              > o to z eby bylo bezpiecznie na drogach, po ktorych jezdza swieci, polswieci,
              > normalni oraz (niestety) srednio normalni, debile, barany itd.

              Chodzi o to, że wypatrywać na drodze rzeczywistych zagrożeń, a nie szukać po
              krzakach policji, czy wytężać wzrok na gołębnik wypatrując, w którą stronę jest
              zwrócony.
              • emes-nju Re: Jeżeli tak reaguje to jest baran i tyle. 12.04.07, 14:43
                edgar22 napisał:

                > Chodzi o to, że wypatrywać na drodze rzeczywistych zagrożeń, a nie szukać po
                > krzakach policji, czy wytężać wzrok na gołębnik wypatrując, w którą stronę
                > jest zwrócony.

                Oczywiscie. Chodzi tez o to, zeby wszyscy byli mlodzi, piekni i bogaci. Klopot w tym, ze w REALNYM (a nie zyczeniowym!) swiecie nie jest idealnie. I nawet najbardziej swiety kierowca wiedzac o fotoradarze, wiecej uwagi zwraca na predkosciomierz niz na droge - zeby nie przekroczyc predkosci. Bo wiesz - malo kto ma w glowie kocowke predkosciomierza i musi na zegar patrzec. W czasie normalnej jazdy patrzy co jakis czas. W zasiegu razenia fotoradaru zdecydowanie czesciej - moze sie okazac, ze dla kogos o jeden raz za czesto.

                Potwierdzaja to dane z Wielkiej Brytanii gdzie w miejscach, gdzie zwiekszyla sie liczba fotoradarow, zwiekszyla sie tez liczba zabitych. Co ciekawe tam, gdzie skrzyneczek ubylo, spadla liczba zabitych... Moze kierowcow nie trzeba tresowac...?
                • edgar22 Jak zwykle masz sporo racji :) 12.04.07, 14:54
                  > najbardziej swiety kierowca wiedzac o fotoradarze, wiecej uwagi zwraca
                  > na predkosciomierz niz na droge

                  Mozna zerkać na prędkościomierz nie tracąc kontroli nad obserwacją drogi. To nie
                  jest większy problem, nawet przed fotoradarem.
                  Natomiast o baranach było nie w kontekście prędkościomierza tylko wypatrywania
                  kierunku strzału radaru. Zgodzisz się, że na to trzeba poświęcić więcej uwagi
                  niż na rzut oka na prędkościomierz? Jeżeli podczas tego przestaje się obserwować
                  drogę, to dla mnie jest to jednak debilizm.
                  Nawet jeżeli drogi mamy źle oznakowane, ograniczenia prędkości są bez sensu, to
                  nie można z tego powodu zapominać, co jest na drodze najważniejsze. Nie portfel
                  (uszczuplany przez mandaty), nie czas, tylko życie. Ale w zasadzie Tobie nie
                  trzeba tego tłumaczyć. :)
                  • emes-nju Re: Jak zwykle masz sporo racji :) 12.04.07, 15:08
                    edgar22 napisał:

                    > Natomiast o baranach było nie w kontekście prędkościomierza tylko
                    > wypatrywania kierunku strzału radaru. Zgodzisz się, że na to trzeba poświęcić
                    > więcej uwagi niż na rzut oka na prędkościomierz? Jeżeli podczas tego
                    > przestaje się obserwować drogę, to dla mnie jest to jednak debilizm.

                    Jak juz pisalem, absolutna zgoda - nie powinno sie wlepiac gal w fotoradar. Ciekawe tylko co na REALIA takiego poprawiania bezpieczenstwa powiedza rodziny ofiar... Swiat nie jest idealny i stawianie skrzynki z zalozeniem, ze jednak jest, jest proszeniem sie o klopoty. Tylko, ze klopoty bedzie mial kierowca (i byc moze debil - choc nie bylbym, taki ostry w osadach w mysl starozytnego: kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamien) i jego ofiara. Stawiajacy fotoradar bedzie kryty, bo on to zrobil majac dobre intencje i zgodniez linia partii i rzadu :-P A ze przypadkowe spoleczenstwo zareagowalo inaczej niz waaadza sobie zyczy... To wina tego spoleczenstwa, no nie?
                    • edgar22 Re: Jak zwykle masz sporo racji :) 12.04.07, 15:30
                      > Ciekawe tylko co na REALIA takiego poprawiania bezpieczenstwa powiedza
                      > rodziny ofiar...

                      Na temat zasadności postawienia tam fotoradaru się nie wypowiadam.
                      Na temat zasadności stawiania fotoradarów w ogóle - również.

                      > ... To wina tego spoleczenstwa, no nie?

                      Moim zdaniem - tak. Przede wszystkim wina wlepiającego gały w gołebnik.
                      • emes-nju Re: Jak zwykle masz sporo racji :) 12.04.07, 15:40
                        edgar22 napisał:

                        > > ... To wina tego spoleczenstwa, no nie?
                        >
                        > Moim zdaniem - tak. Przede wszystkim wina wlepiającego gały w gołebnik.

                        Czyli jestes zdania, ze nawet jezeli sluszne z zalozenia dzialania daja przeciwny skutek, to nalezy sie ich trzymac? Ja uwazam, ze jezeli jest choc cien szansy na to, ze ktos bedzie sie gapil w golebnik zamiast na droge, to nalezy zastanowic sie nad taktyka (niewatpliwie koniecznego) dyscyplinowania kierowcow.

                        Wiesz... Ja pamietam komunizm w Polsce. Wtedy tez nam mowiono, ze komunizm jest dobry (zalozenia sa sliczne!) tylko ludzie do niego nie dorosli.
                        • edgar22 Kretyn się może trafić zawsze. 12.04.07, 19:08
                          > Czyli jestes zdania, ze nawet jezeli sluszne z zalozenia dzialania daja przeciw
                          > ny skutek, to nalezy sie ich trzymac? Ja uwazam, ze jezeli jest choc cien
                          > szansy na to, ze ktos bedzie sie gapil w golebnik zamiast na droge, to nalezy
                          > zastanowic sie nad taktyka (niewatpliwie koniecznego) dyscyplinowania kierowcow.

                          Zastanawiać się nad słusznością rozwiązań trzeba zawsze. Jednak zawsze też
                          znajdzie się pewien odsetek kretynów, którzy nawet na najbardziej słuszne
                          pomysły zareagują dokładnie odwrotnie niż zakładano. Uważam, że nie należy z
                          tego powodu rezygnować z przemyślanych (o ile takowe są!) rozwiązań.
                          • emes-nju Re: Kretyn się może trafić zawsze. 12.04.07, 19:41
                            edgar22 napisał:

                            > Zastanawiać się nad słusznością rozwiązań trzeba zawsze. Jednak zawsze też
                            > znajdzie się pewien odsetek kretynów, którzy nawet na najbardziej słuszne
                            > pomysły zareagują dokładnie odwrotnie niż zakładano.

                            Czesto, bardzo czesto, inaczej niz waaadza zakladala reaguje normalna wiekszosc. Czasy prostej socjotechniki skonczyly sie juz dosc dawno, ale waaadza tego nie zauwazyla. To znaczy zauwazyla - widac to np. po "jakosci" kampanii wyborczych gdzie specjalisci z grupa docelowa robia co chca. Dlaczego ci sami specjalisci nie zajmuja sie zagadnieniami bezpieczenstwa ruchu drogowego? Zapewniam Cie, ze kilka lat solidnej kampani POZYTYWNEJ (takiej gdzie odbiorca bylby partnerem, a nie prostaczkiem, na ktorego laskawy pan pohukuje z ambony, jak to jest teraz -> ze przypomne kampanie o wariatach drogowych) mogloby znaczaco poprawic sytuacje. A jak dzieli sie spoleczenstwo na waaadze, ktora nakazuje i karze oraz przypadkowe spoleczenstwo, ktore ma z podkulonym ogonem sluchac, to mamy to, co mamy. Taka "socjotechnika" zdawala egzamin na poczatku XX w., kiedy do glosu doszlo nadspodziewanie duzo dyktatorow - teraz ludzie sa zbyt otwarci, zeby tresowc ich metoda kija i marchewki...

                            > Uważam, że nie należy z tego powodu rezygnować z przemyślanych (o ile takowe
                            > są!) rozwiązań.

                            No wiec fotoradary, co sprawdzono w GB, ktora jest nimi naszpikowana, nie poprawiaja bezpieczenstwa. Sa za to zrodlem nieslabnacych wplywow do budzetu. Jakos nie moge opedzic sie od mysli, ze nie o bezpieczenstwo chodzi (bo brytyjskie badania dowodza, ze zwiekszaniu liczby fotoradarow towarzyszy zwiekszenie liczby zabitych), tylko o kase :-(
          • Gość: Kodem_PL no ni ewiem... IP: *.hor.brad.ac.uk 12.04.07, 19:43
            Bo dla NIEGO wiekszym RZECZYWISTYM zagrozeniem jest fotoradar, a nie grupka
            dzieci. Na pewnych odcinkach w Polsce, gdzie wiem, ze lubia stac, niemal cala
            uwage kieruje na miejsce 'lubiane'.

            To samo stwierdzono tu w UK. W miejscach postawienia fotoradarow dochodzilo do
            wielu stluczek, ludzie hamowali, obserwowali gdzie dokladnie jest radar, byli
            rozproszeni:-D
    • klemens1 Ograniczenia prędkości ustala sołtys 12.04.07, 11:13
      ... który nie ma pojęcia o tym jak taką bezpieczną prędkość ustalić. Więc wali
      ograniczenie z dużym zapasem. Z kolei kierowca widzi że jest pusto, 3 chałupy w
      odległości nie większej niż 15m, ale z daleka od drogi, więc sytuacja taka jak
      teren niezabudowany. I jedzie jak w niezabudowanym - ot i cała filozofia.

      I trudno się temu dziwić, jeżeli na ulicy między osiedlami jest takie samo
      ograniczenie jak na Wisłostradzie. Ciekawe, jakież to analizy wykonali
      decydenci że uznali te drogi za równoważne? Mejson, jesteś tam? Odpowiedz na to
      pytanie.
      • mejson.e Re: Ograniczenia prędkości ustala sołtys 12.04.07, 11:26
        klemens1 napisał:

        "na ulicy między osiedlami jest takie samo ograniczenie jak na Wisłostradzie.
        Ciekawe, jakież to analizy wykonali decydenci że uznali te drogi za równoważne?
        Mejson, jesteś tam? Odpowiedz na to pytanie."

        Jak mam Ci odpowiedzieć?
        Nie jestem decydentem i nie wiem, i kto, i jakie, i czy analizy wykonał.

        Jak każdy tutaj mogę napisać, jak powinno wg mnie być.
        Tylko że od mojej opinii nic się nie zmieni - ani nie zmądrzeją decydenci ani
        kierujący.

        Mogę Ci napisać, jak ja jeżdżę i dlaczego, ale czy to kogoś obchodzi?

        Ja osobiście pie...lę, kto ma rację.
        Interesuje mnie tylko, by dojechać bezpiecznie do celu i pozwolić to zrobić
        innym użytkownikom drogi.

        A jak ktoś kiedyś będzie miał inne poważne zdanie, to niech to nawet
        rozstrzygnie sąd.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • klemens1 Re: Ograniczenia prędkości ustala sołtys 12.04.07, 14:37
          > Jak mam Ci odpowiedzieć?
          > Nie jestem decydentem i nie wiem, i kto, i jakie, i czy analizy wykonał.

          Ale jak sądzisz?

          Że jakaś specjalistyczna firma dokonuje pomiarów parametrów drogi, kątów
          zakrętów, widoczności z dróg podporządkowanych, bliskości zabudować,
          przewidywanej drogi hamowania z uwzględnieniem czasu reakcji itd.,

          czy też

          decydent drapnie się po łbie i - dosłownie - pie..ie takie a nie inne
          ograniczenie. Dotyczy również niepodwyższania dozwolonej prędkości, bo "będzie
          bezpieczniej" i będą "uratowane istoty ludzkie".

          Którą ewentualność obstawiasz?
          • hamlet1111 Re: Ograniczenia prędkości ustala sołtys 19.04.07, 01:21
            Bezsensowne ograniczenia są stawiane po to że: jeżeli zdarzy się wypadek, gdzie
            winny był ewidentnie kierowca, i na miejsce tragedii przyjedzie reporter "Faktu"
            który zarejestruje np. ograniczenie do 70km tam gdzie spokojnie można jechać
            90km/h to będzie awantura. Natomiast kiedy zarząd dróg wstawi ograniczenie do
            40km/h tam gdzie można jechać 90km/h to zawsze sie wytłumaczyć: patrzcie był
            znak do 40km tylko ci kierowcy tak gnają!!!
    • derduch Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 13:27
      Debilne czepianie sie prędkości ma taki sam sens jak walka z pijanymi na drodze,
      efekty żadne, a jaka medialność!
      Ile procent wypadków powodują pijani? hahaha promil.
      Co znaczy nadmierna prędkość? Jechał za szybko i nie wyhamował albo nie wyrobił
      na zakręcie?
      Polacy uwielbiają mieć zakazy i kij na plecach, banda oszołomów
      • tiges_wiz Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 13:46
        derduch ... jak cos piszesz to sprawdz, bo sie narazasz na strzal .. promil mowisz?

        Nietrzeźwi uczestnicy ruchu w 2005 roku spowodowali 5 748 wypadków, tj. (11,9%
        ogółu wypadków). Najliczniejszą grupę nietrzeźwych sprawców wypadków stanowią
        kierujący. W odniesieniu do ogólnej liczby wypadków spowodowanych przez
        kierujących, nietrzeźwi stanowili 10,1%.
      • 1realista Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 14:01
        nadmierna prędkosc to rowniez nieudany manewr wyprzedzania gdy zakladasz ze ktos jedzie z predkoscia normalna a on zasuwa te 2-3 razy szybciej co powoduje że nie ma miejsca i czasu na wykonanie wyprzedzania. Nadmierna predkosc to rownież koniecznosc zwracanie większej uwagi na tył bo taki zbyt szybki zazwyczaj nie ma pojęcia o drodze hamowania co wymusza kalkulacje jak gwaltownie zahamowac , ew. czasami odpuścić i walić na czerwonym bo idiota za mną wjedzie w kufer. Nadmierna prędkosc to rowniez scinanie zakretow bo "sie kierowcy auto nie zmieściło" w pasie ruchu. Nadmierna predkosc to niemożnosc zmiany pasa ruchu bo roznica prędkosc jest tak duza ze ten manewr z zalozenia bezpieczny (jesli jedziesz przewidywana prędkoscia) powoduje dodatkowe zagrozenia. Ludzie jeżdzący szybko zazwyczaj nie maja zielonego pojecia na temat drogi hamowania i wielkosc potrzebnej przestrzeni aby inni mogli wykonać swoje manewry. Czesto tez niedostrzegaja wielu zgrozen bo wiadomo ze ze wzrostem predkosci ogranicza sie zdolnosc ich postrzegania. o ile na zamknietych torach jest to bezpieczne bo wszyscy sa wyszkoleni i maja porownywalne maszyny o tyle na drodze istnieje konflikt pomiędzu roznymi uczestnikami ruchu. Tyle że aby to dostrzeć trzeba miec nieco wiecej rozumu niż jest potrzebne do wciskania gazu.
        mamy dwie stony medalu - nadmierne ograniczenia i czesto niepotrzebne oraz zbyt wieu piratów drogowych. Pierwsze to wlasciwa inżynieria ruchu. drugie to skuteczna bezwzględna drogowka i gigantyczne kary. bo inaczej odbiera sie mandat te 100 czy nawet 500 zł a inaczej odbierze sie mandat powiedzmy te 5 czy 30tys. za łamanie ograniczeń predkosci. Ide o zaklad żejakby taki pirat grzejacy 100 po zwyczajnym zabudowanym zapłacił 30 tys. mandat bedzie jeździł spokojnie.
        • Gość: ignac Przekraczanie prędkości-przestępstwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.07, 14:22
          Masz rację i dlatego wnioskuję o uchwalenie przekraczania prędkości dozwolonej
          o 30 km/h za przestępstwo z wszystkimi konsekwencjami:
          1. odbieranie prawa jazdy na 12 m-cy;
          2. 100% odpowiedzialność za skutki wypadków i kolizji;
          3. Grzywna w odpowiedniej wysokości;
          4. Wpływ na wielkość składki ubezpieczenia.

          Bo dlaczego normalni ludzie mają się składać na skutki wydarzeń powodowanych
          przez przestępców drogowych ?

          Niezależnie od tych działań należałoby urealnić obowiązujące ograniczenia - za
          znakowanie obszaru zabudowanego niezgodnie z ustawą grzywnę powinien płacić
          organizator ruchu drogowego.

          A póki co mamy zezwolenie Państwa na wzajemne zabijanie się.
          pozdr

          • emes-nju Re: Przekraczanie prędkości-przestępstwo 12.04.07, 15:15
            Gość portalu: ignac napisał(a):

            > Masz rację i dlatego wnioskuję o uchwalenie przekraczania prędkości
            > dozwolonej
            > o 30 km/h za przestępstwo z wszystkimi konsekwencjami:
            > 1. odbieranie prawa jazdy na 12 m-cy;
            > 2. 100% odpowiedzialność za skutki wypadków i kolizji;
            > 3. Grzywna w odpowiedniej wysokości;
            > 4. Wpływ na wielkość składki ubezpieczenia.

            A jakich kar domagasz sie dla tych, ktorzy swoim znakowaniem daja swietne pole do lowow policji? Np. dla tych ktorzy zapomnieli po pracach drogowych posprzatac niesmiertelnych 30 czy 40 km/h. Czapa?

            Oznakujmy RZETELNIE drogi, a potem wymagajmy. Bo teraz np. wiekszosc "niebezpiecznych zakretow" (taki np. luk 5 st. o promieniu 200 m) da sie przejechac ograniczenie x2 bez zadnych, z wyjatkiem ewentualnego mandatu, konsekwencji.
            • 1realista Re: Przekraczanie prędkości-przestępstwo 12.04.07, 17:55
              myśle ze dobrym rozwiazaniem byłoby wprowdzenie duzych mandatów za przekroczenie prędkosci powiedzmy 5tys. za 3-23 km i 30 tys. za więcej jak 20. Ale rownocześnie nalezy unieważnic wszystkie ograniczenia predkosci ( tak dokladnie napisałem: zdjać wszystkie znaki) na powiedzmy rok. Policjanci jechali by sobie i spisali kazdy znak ogranizenia predkosic a nastepnie powiedzmy mandat w wysokosci 1 tys. zl( za każdy zostawiony znak) dla zarzadcy drogi i burmistrza/starosty. Po tym roku mozna wprowadzić powiedzmy po 1 os. na każde wojewodztwo ktora zajmowala by sie znakami ograniczenia prędkosci w dół i powiedzmy 10 osob na województwo ktore by spowodowały podniesienie predkosc przelotowych tam gdzie to mozliwe. Samorządy lokalnie nie miałybywplywu na oznakowanie drog. ide o zaklad ze takie rozwiazanie spowoduje drastyczne obniżenie wypadkowosci. Bo usunięcie wszystkich znakow nie spowoduje znaczącego zagrozenia przez 1 rok karencji, a likwidacja wszystkich 40 przy szkolach i innych ograniczen do 70 przy przejsciach za miastem czy skrzyzowanich nie spowoduje wiekszej wypadkowosci jeśli kierowcy bedą mieli swiadomosc że jazda z predkoscia 54 i więcej przy typowej szkole oznacza 5 tys. kary a 74 i wiecej 30 tys. kary. Beda jechac te 45 no i po trasie nie wla przez skrzyżownaie 130 tylko 95 jak sie należy. Takie rozwiazanie spowoduje że wielu kierowcow straci powod do łamania ograniczeń predkosci bo bedą mogli przeciez jechać nieco szybciej bo nie bedzie 40 i 70-tek. A to spowoduje skrocenie czasu przejazdu i zwiększenie prędkosci podrozy czyli kierowcy nie bedą mieli powodu do szybszej jazdy. Oczywiscie w wielu miejscowosciach przelotowych smialo mozna podnieśc predkosc do tych 70 bez zwiększenia zagrozenia. Zostanie wtedy problem rozwiązan technicznych drogi i pijanych kierowcow. A ci ktorzy grzeja 100 po zabudowanym albo 150 poza ale skonczą z taka jazdą ( no bo jak sie nazbiera madatow na 300 tys. po 200km to sie odechce piratowania) albo przesiada sie na taxi powietrzne. A jeszcze :-))) za nadmierne rozszerzenie ograniczenia z powodu robot drogowych placi kierownik robot. no tak z 5 tys. robi 100m drogi a znaowustawil na kilometr to niech placi. No a policja oczywiscie koniecznie zatrzymymuje wszystkich jadących wolniej o 10km od ograniczenia i sprawdza co jest przyczyną ( niesprawnosc auta,niedyspozycja kierowcy itp.).

              Utopia? ;-))) Naprawdę wprowadzenie takich reguł poprawi bezpieczeństwo Zamiast obecnej durnej zabawy: nadmierne ograniczenie -fotoradar ( kasa dla gminy)- olewka kierowców. Twarde jasne zasady - dajemy wiecej swobody ale rownoczesnie mocniej karzemy złamanie reguł.A wtedy az bedzie chcialo sie jeździć.
        • emes-nju Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 14:31
          1realista napisał:

          > mamy dwie stony medalu - nadmierne ograniczenia i czesto niepotrzebne oraz
          > zbyt wieu piratów drogowych.

          Te dwie strony sa wspolzalezne. Mamy za duzo ograniczen, co generuje kategorie ludzi calkowicie nieprzestrzegajacych przepisow, co z kolei powoduje zaciskanie kaganca nowych ograniczen, co tylko zwieksza liczbe nieprzestrzegajacych, co...

          To oczywiscie powazne uproszczenie, ale podobny mechanizm niestety, co widac, dziala.
          • emes-nju Za szybko ENTER :-) 12.04.07, 14:35
            Zwiekszanie kar do niczego nie prowadzi. Najlepszym tego przykladem sa USA gdzie odsetek osadzonych jest jeden z wiekszych w calym cywilizowanym swiecie, sady orzekaja drakonskie czasem kary, a przestepczosc jest mimo wszystko bardzo wysoka.

            W Polsce nalozenie na kierowce kary 30 tys. zrobi z niego nedzarza, ale koszt sciagniecia tego mandatu (komornicy kosztuja...) bedzie niewspolmiernie wysoki. Poza tym, zeby orzec tak drakonska kare, trzeba by udowodnic, ze zbyt szybka jazda spowodowala realne, a nie hipotetyczne zagrozenie. Bo za hipotetyczne mozna wlepiac tylko mandaty...
            • 1realista Re: Za szybko ENTER :-) 12.04.07, 18:05
              Z czym porownujesz te 30 tys.? Z zarobkami czy z kosztami leczenia lub smierci danej ofiary wypadku? Bo to jest wlasciwy poziom odniesienia.
              • emes-nju Re: Za szybko ENTER :-) 12.04.07, 19:05
                1realista napisał:

                > Z czym porownujesz te 30 tys.?

                Z, nomen omen, realiami. Dla zdecydowanej wiekszosci potencjalnych ukaranych kwota 3 tys. jest abstrakcja. O 30 tys. nie wspomne...

                Polska to bardzo biedny kraj :-/
              • Gość: zezik Re: Za szybko ENTER :-) IP: *.chello.pl 13.04.07, 22:30
                kolego... ludzie gnią w wypadkach i będa ginąć, choćbyś wprowadził milion kary
                za przekroczenie o każdy kilometr - to jest cena cywilizacji i tyle

                choci o to żeby ryzyko dla społeczeństwa było na akceptowalnym poziomie - i
                obecnei jest, więc w czym problem - jak na 40 milionów mieszkańców wcale nie
                ginie nas tak dużo...

                myśląc w ten sposób powinniśmy zezłomowac np. samoloty - czasem jakiś przeciez
                spada i tego nie da się wyeliminowac choćby w zabudowanym latały 50
                kmh :))))))))))))))))))
                • 1realista Re: Za szybko ENTER :-) 13.04.07, 23:19
                  istnieje cos takiego jak bhp. Pracując np przy szlifierce czy pile ze zdjetymi oslonami dana osoba ryzykuje kalectwem. Jesli to robi prywatnie sobie w domu i to jest koszt jego glupoty. Jesli to robi w pracy to przy madrym nadzorze jest szybko taka osoba pouczana albo usuwana. Przenosząc analogicznie na drogi... Jak ktos chce sobie łanmac przepisy to na wlasnym podworku. Jeśli swoja "wolnosc" przenosi w przestrzen publiczną ma obowiązek dostosować sie do regul na niej panującej. Tlumaczenia o "koszcie cywilizacji" swiadczą jedynie o niesłychanej tępocie osob wypowiadajacych taka opinię. Bo nawet anarchisci kierują sie rozsadkiem. Jesli ktoś jest tępy jak pies to należy go wychowac lopatologicznie tzn jak pies najszcza tam gdzie mu nie wolno to się bierze psa za łeb i wyciera mu mordę w tych szczynach. Drugi raz nie najszcza. A na polskich drogach jest zbyt wielu samozwancow ktorym wydaje sie że wolno im lanmać przyjęte reguły poniewaz: maja kasę; maja szybki samochod; maja legitymacje. W przypadku konfrontacji z bezwzględnym policjantem nagle taki chojrak staje sie placzliwym mamisynkiem. A co sie dzieje z tą pozorowaną manierą "wszystko mi wolno"? Jestem ciekaw co bys powiedzial gdy ktoregos pieknego dnia wracasz do domu i nagle dowiadujesz się że całą rodzina zginęla w wypadku bo jakis idiota postanowił wypróbować swoje umiejętnosci i pojazd ale okazało sie ze je lekko przecenił. śmiertelnie przecenił...
                  • emes-nju Re: Za szybko ENTER :-) 16.04.07, 14:51
                    1realista napisał:

                    > szybko taka osoba pouczana albo usuwana. Przenosząc analogicznie na drogi... > Jak ktos chce sobie łanmac przepisy to na wlasnym podworku. Jeśli swoja
                    > "wolnosc" przenosi w przestrzen publiczną ma obowiązek dostosować sie do
                    > regul na niej panującej.

                    100% racji.

                    Z tym, ze wynika z tego, ze warto by tez zaczac od waaaadzy wymagac organizowania ruchu zgodnie ze sztywnymi, madrymi, akceptowalnymi zasadami oraz wymagac przestrzegania przez waaadze tych zasad - jezeli dla mojego bezpieczenstwa mam jechac 30 km/h, to nie ma dosc powaznego powodu, zeby waaadza jadaca w otoczeniu borowikow nie miala tak jechac (o nagminnie lamiacych ograniczenia radiowozach, nawet nie chce mi sie pisac). Tak ma byc w mysl tego, co wpajano mi na kursie instruktorskim - jezeli chcesz od kogos cos wymagac, miej pewnosc, ze jestes wstanie zrobic to lepiej i ze wymagasz rzeczy, ktorej da sie wymagac. I pod zadnym pozorem nie wymagaj czegos, czego sam nie przestrzegasz - jezeli powiem kurstantowi "k.rwa, nie klnij" na kogo wychodze...? A nasza waaadza trabi z ambony, ze predkosc zabija, a potem sama jezdzi tak, ze az strach znalesc sie w zasiegu jej razenia.

                    Wolna amerykanka, jaka stosuje waaadza w organizacji ruchu determinuje wolna amerykanke wsrod kierowcow.
                • Gość: Kokeeno Re: Za szybko ENTER :-) IP: 80.54.202.* 14.04.07, 09:07
                  Tyle, że kandydaci na pilotów przechodzą badania psychiatryczne, czy aby nie są potencjalnymi kamikadze.

                  Przestaniesz gadać o akceptowalnym poziomie ryzyka, kiedy ofiarą będzie bliska Ci osoba (wtedy statystyki się nie liczą, a przecież to tylko jedna ofiara)...
    • 1realista Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 14:06
      a tak ogolnie to jeszcze wprowadzil bym zakaz wyprzedzania na odcinku 100m m od końca ograniczenia prędkosci. Bo sobieczlowiek po zakończeniu ograniczenia przyspiesza a tu mu nagle idiota za nim pedzi na wyprzedzanie choc czesto wtedy i 150 KM jest zbyt malo aby sprawnie przeprowadzić wyprzedzanie. A kierowca samochodu wyprzedzanego wcale nie ma obowiazku sprawdzać jak sobie przyspiesza po zakończonym ograniczeniu czy ktos go wlasnie nie wyprzedza. To jest jedyny przypadek kiedy przyspieszanie bedac wyprzedzanym jest dozwolone ;-))).
      • Gość: ignac Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.07, 14:26
        Te skoki np 50 do 90 powinny być wyeliminowane poprzez strefy 70 i wtedy nie
        byłoby automatyczne wyścigów, kto szybciej skoczy o 40.
        pozdr
        • 1realista Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 18:45
          nie ma potrzeby takiej strefy przejsciowej bo kierowca zaczynajacy przyspieszanie ma do tego prawo a jadący za nim jest jeszcze w strefie ograniczenia predkosci. A mimo to przyspiesza i chce wyprzedzic przyspieszajacy samochód. To jest czeste ze wyprzedzanie rozpoczyna sie na na podwojnej i jakies kilkanascie/dziesiat m przed koncem ograniczenia.
      • emes-nju Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 15:20
        1realista napisał:

        > a tak ogolnie to jeszcze wprowadzil bym zakaz wyprzedzania na odcinku 100m m
        > od końca ograniczenia prędkosci.

        Ale zdajesz sobioe sprawe, ze wlasnie postulujesz cos, co nie dosc, ze da policji kolejne poletko do uprawy (bo oni moga te 100 m zmierzyc, a kierowca nie bardzo), to jeszcze zmusi kierowcow do skupiania sie na czyms innym niz prowadzenie auta. No bo jezeli chce wyprzedzic kogos wolniejszego zaraz po skonczeniu ograniczenia (baaardzo czesto tak robie, bo w odroznieniu od wielu, w miejscowosciach zwalniam i jestem wyprzedzanych przez tych, ktorych wyprzedzilem poza miejscowosciami, bo jechali jak dla mnie za wolno), to zamiast patrzec na droge, musze patrzec na licznik.

        Nie w wymyslaniu i zaostrzaniu przepisow tkwi problem!
        • 1realista Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 18:16
          Polowanie na Msa-niuwa ;-)))
          A jeśli trafisz przed soba na takiego MS-olda ktroy stosuje identyczne reguly ja Ty to co wtedy? Przyspiesza szybko, zwalnia gdzie trzeba podobna prędkosc przelotowa. Ponieważ nie wiesz czy ten przed Toba jest wlaśnie takim Msem to wyprzedzanie po zakonczeniu ograniczenia a wlaściwie potrzeba wyprzedzenia czym jest spowodowana? Bo dopóki sie nie rozpedzi to nie wiesz jak bedzie jechal. A czy przypadkiem ta koniecznosc wyprzedzania nie jest spowodowana jakims kompleksem? No MS wypatrosz sie troszeczkę ;-))) bo ja nie widzę uzasadnienia dla takiego zachowania poza wewnętrza silna potrzebą bycia pierwszym :-)))

          Wczoraj uratowałem jednemu takiemu szybkiemu zycie bo mu drogi wyprzedzania brakło. Ja rozumiem ze na takie cos moze sobie pozwolić ktoś kto bedzie jechał b. szybko, ma duzą moc i co najważniesze jest miejsce aby poprzednik rozpedził sie do wlaściwej predkosci oraz zostanie jeszcze miejsce na bezpieczne wyprzedzanie. choc w mojej ocenie wyprzedzanie kogoś kto wlasnie sie rozpedza to skrajna glupota i zwyczajanie brak kultury. Mnie natomiast bardzo zastanawia ze na takie popisy szykuja sie osoby w stosunkowo slabych lub niedynamicznych autach. No samobójcy normalnie :-\
          • emes-nju Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 12.04.07, 19:12
            1realista napisał:

            > No MS wypatrosz sie troszeczkę ;-))) bo ja nie widzę uzasadnienia dla takiego
            > zachowania poza wewnętrza silna potrzebą bycia pierwszym :-)))

            Nie musze byc pierwszy i bez wewnetrznej rozterki pozwalam sie wyprzedzac szybszym (ostatnio wyprzedzal mnie - dluuuuugo - bardzo ambitny Tico - jechal jakies 10 km/h szybciej ode mnie). Ale nie widze tez powodu snuc sie za kims, kto z 50 do 90 km/h przyspiesza w czasie mierzonym kalendarzem albo w trasie jedzie zawsze 70-80 km/h niezaleznie od tego czy pole czy zabudowania (takich wyprzedzam w polu, a oni wyprzedzaja mnie w zabudowaniach).

            Tak naprawde, to nie o sama propozycje przepisu mi chodzi, tylko o to, ze poddajesz sie jakze milej i medialnej potrzebie zaostrzania przepisow i ich uszczegolowiania. A wystarczy przeciez "tylko" zmusic wiekszosc do przestrzegania istniejacych...
      • a_weasley Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 14.01.15, 10:15
        1realista napisał:

        > A kierowca samochodu wyprzedzanego wcale nie ma obowiazku
        > sprawdzać jak sobie przyspiesza po zakończonym ograniczeniu
        > czy ktos go wlasnie nie wyprzedza. To jest jedyny przypa
        > dek kiedy przyspieszanie bedac wyprzedzanym jest dozwolone ;-))).

        Nie widzę podstawy prawnej. Kierującemu pojazdem wyprzedzanym zakazuje się zwiększania prędkości w czasie wyprzedzania (art. 24 ust. 6 zd. pierwsze PoRD). Skąd instrumentalnie wynika, że zanim przyspieszysz, masz się upewnić w lusterku, czy cię kto nie wyprzedza.
    • Gość: siouks 50% ludzi jedździ z głową - urealnić ograniczenia IP: *.chello.pl 12.04.07, 18:41
      oktob napisał:

      > - bardzo duży procent - 50 - kierowców jedzie o co najmniej 20 - 40 km/h
      > szybciej niż jest to dozwolone

      sam sobie wyjaśniłeś - przynajmnjej 50% kierowców wykazuje się zdrowym
      rozsądkiem i jedzie tyle ile można na danym odcinku - wiadomo że zdecydowana
      większość znaków jest ustawiana na wyrost i spokojnie możnaby te 20-30 km
      więcej dać na danym odcinku (można się o tym przekonać na zachód od odry - jak
      jest 60 to przy 80 wypadasz z drogi, u nas jak jest 60 to znaczy że nawet
      dziadek w polonezie spokojnie 90 przejedzie)

      ja nie patrzę ile jest na ograniczeniu tylko jadę tyle ile jest bezpiecznie w
      danej sytuacji i na danej drodze - kiedyś zrobiłem eksperyment i pasażar
      porównywał ile jadę ze znakiem i wyszło że jeżdżę właśnie te 20-30 więcej NIGDY
      nie pojechałem więcej niż 35 km ponad ograniczenie ale też tylko dwa razy równo
      z ograniczeniem (na odcniku kilkunastu kilometrów)

      urealnić ograniczenia i dopiero potem karać surowo za przekroczenia
    • jane14 Próba obalenia 3 mitów ...(Beznadziejna?) 12.04.07, 22:48
      Mit 1
      Ograniczenia są na wyrost bo mozna jeździć szybciej i nic się nie dzieje.

      Na wojnie też wielu przeżywa. Wśród nich takze i ci co wojne wywołują. Podobno
      najwiecej ofiar jest wśrod cywilów czyli tych co właściwie w wojnie nie biorą
      udziału. (Analogia nasuwa się sama).
      Czy z tego można wysnuć wniosek że wojna nie jest taka straszna jak niektórzy
      przekonują i moze warto by jakaś wywołać ?
      No ta teza zapewne ma wielu zwolenników, czy tyle samo, że ograniczenia sa na
      wyrost?

      Mit 2
      Ja wiem co robię i nikomu nie zagrażam

      Idac tym tropem... po co strzelcy wyborowi jeżdza tyle kilometrów na strzelnicę
      jak mogli by poćwiczyć w parku wśród dzieci? Przecież kto jak kto ale taki
      strzelec, wie gdzie strzela więć po co zabraniać mu strzelania w parku?

      Mit 3
      Policja jest złośliwa i karze za byle co a piraci (ci prawdziwi!) dalej jeźdzą
      jak chcą.

      Od dawna nie zapłaciłem, ale dawniej bywało... Nigdy nie zdarzyło się by
      policjant/milicjant nie miał racji, co najwyżej negocjowałem wysokość kary. Czy
      mam wyjatkowe szczeście ...chyba tak bo czesto negocjuje z powodzeniem.
      Natomiast interesujące jest to, że jadąc jako pasazer jeśli zdarza sie taka
      sytuacja mojemu kierowcy zauważam trend do wzrostu złośliwości i niekompetencji
      policji wraz z oddalaniem się kierowcy od miejsca wykroczenia. Co dopiero gdy
      już dojedzie do domu i siadzie do komputera...

      Mit 4
      Kary sa nieskuteczne...

      SĄ SKUTECZNE jeśli są dotkliwe i nieuchronne.
      W pewnym zakładzie na południu Polski wprowadzono ograniczenie do 40/h.
      W pierwszych dniach ochrona poprostu zatrzymywała przepustke na wjazd dla osób
      przekraczajacych predkość. Kara taka sobie, ale oznacza konieczność np.
      pozostawienia auta przed zakładem i dalej jazdę autobusem. A to dość rozległy
      zakład.
      Nic przyjemnego ale i nie takie straszne. I poskutkowało! Jak przejedzie się
      bramę to jakby inny świat. Jedziesz 40 i nikt cię nie smie wyprzedzić. Nie wiem
      ile wjazdów zatrzymali ale szybko sie rozniosło, czym grozi zaszybka jazda.
      • Gość: Kodem_PL Re: Próba obalenia 3 mitów ...(Beznadziejna?) IP: *.hor.brad.ac.uk 12.04.07, 23:15
        Widzisz, problem jest smieszny, bo i ty masz racje i przeciwnicy.

        ad. mit 1
        procentowo na swiecie to owa teza ma nawet wiecej zwolennikow (i bardziej
        wplywowych). Np. atak na Irak i Afganistan. Ruszyl amerykanska gospodarke itp.
        Teraz prasa niekorzystna, to zaczeli sie ludzie odwracac, ale co z tego?

        ad. mit 2
        Jak sobie strzelcy strzelaja w piwnicy to nie mam nic przeciwko. tak samo nie
        chce jezdzic po osiedlu 220. Chce po autostradzie noca, gdy prawie pusto jest.
        Widzisz analogie?

        ad. mit 3

        tu sie nie bede wypowiadal, po co kogokolwiek denerwowac;-)

        ad. mit 4

        i tak i nie. Kara za ukrywanie Zydow podczas wojny byla dosc surowa i
        nieuchronna, a i tak wielu sie na to decydowalo. Gdy wiesz, ze robisz dobrze
        bedziesz sie starala znalezc metody obejscia kary. I tak np. ja juz mam patent
        na fotoradary. Jak tak dalej pojdzie to go zastosuje (w Polsce, tu w UK
        fotoradary nie stanowia niemal zagrozenia).
      • klemens1 4-ty mit 13.04.07, 07:55
        Mit 4.
        Nieoświetlony pieszy w nocy jest słabo widoczny.

        Analogie które podałeś dla swoich 3 mitów są na poziomie prymitywnej
        komunistycznej propagandy.
        Gdyby były ograniczenia na autostradzie do 2 km/h, to użyłbyś takich samych
        argumentów.
      • emes-nju Re: Próba obalenia 3 mitów ...(Beznadziejna?) 13.04.07, 10:43
        jane14 napisała:

        > Mit 1
        > Ograniczenia są na wyrost bo mozna jeździć szybciej i nic się nie dzieje.

        Przeciez nie wszystkie ograniczenia sa na wyrost!

        Klopot w tym, ze tych na wyrost jest zdecydowanie za duzo. I nawet nie o "kwote" ograniczenia chodzi, tylko o to czy faktycznie ograniczenie jest potrzebne. Bo np. ograniczenia na zakretach sa w zimie zdecydowanie zbyt lagodne, a w suchy letni dzien zbyt restrykcyjne. Nie lepiej, zeby kierowca sam ocenial z jaka (zgodna z KD!) predkoscia ten zakret moze przejechac? Hm... tym bardziej, ze teraz tez tak robi, ale POMIMO znaku. Tu dochodzimy do 4 mitu -> skoro znakow do przestrzegania jest tak duzo, to sila rzeczy, dopoki na jednego mieszkanca nie przypada jeden szeryf, kara ZAWSZE bedzie niespodziewanym dopustem bozym, a nie czyms nieuniknionym. Nie da sie postawic policjanta przy kazdej blaszce! Lepiej zmniejszyc liczbe tych blaszek i wzmoc sciganie, zamiast sie rozdrabniac. Tum bardziej, ze sama policja to postuluje - w Polsce jest ok. 50% wiecej znakow niz w sasiednich i tez naznaczonych bolszewizmem Czechach. A ci Czesi nadal zyja...

        > Mit 2
        > Ja wiem co robię i nikomu nie zagrażam

        Dobrze sie wpisuje w mit 1. Na zbyt duzej ilosci ograniczen tak wlasnie jest! Argument, ze jadac wolniej tez sie nie zagraza, jest zbyt demagogiczny, bo prowadzi do tego, ze lepiej w ogole z domu nie wychodzic.

        Przypominam - ruch kolowy sluzy do SZYBKIEGO przemieszczania sie (z zachowaniem bezpieczenstwa!), a nie do maksymalnie wolnego.

        > Mit 3
        > Policja jest złośliwa i karze za byle co a piraci (ci prawdziwi!) dalej
        > jeźdzą jak chcą.

        Policja nie jest zlosliwa, tylko leniwa i nastwiona na jak najlepsze lowy. Czy widziales kiedys radiowoz w miejscu gdzie nawet stosunkowo nieduze przekroczenie predkosci powoduje zagrozenie? Na przyklad jadacy 70 km/h po uliczce w centrum. Nie. Stoja tam, gdzie dobrze zarobia - np. w Warszawie uwielbiaja lapac jadacych autostradowo po AUTOSTTRADZIE w szczerym polu, na ktorej ktos postawil ograniczneie do 70 km/h. A w centrum, w gestym ruchu, NIGDY nie widzilalem radaru... Bo za maly zarobek :-/

        > Mit 4
        > Kary sa nieskuteczne...

        Bardzo slusznie napisales, ze skuteczna jest nieuchronnosc kary, a nie jej dolegliwosc (musi byc dolegliwa, ale nie musi tez rujnowac, co niektorzy postuluja).

        Przyklad z 40 km/h na terenie zakladu DOSKONALE wpisuje sie w to, co pisze od dawna. Na terenie zakladu wprowadzono odgorne, obowiazujace na calym terenie, ograniczenie - powiedzmy taki zakladowy KD. I scigaja tylko za przekraczanie tego ogranicznia. I sa skuteczni! Natomiast gdyby, obok ograniczen wynikajacych z zakladowego KD, zaczeli stawiac w dowolnych miejscach inne ograniczenia, skutecznosc spadlaby na leb na szyje. To dzieje sie na naszych drogach, gdzie mimo ograniczen w KD (malo kto dyskutuje z ich "kwotami"), nasr... sie znakow za co drugim krzakiem. A policja za co drugim krzaczkiem stac nie moze...
      • Gość: prawdziwy tebe Re: Próba obalenia 3 mitów ...(Beznadziejna?) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.07, 11:32

        ad 1

        jadac wolniej tez mozna zginac.

        ad 2

        urzedol na pewno nie wie lepiej, niz kierowca w danym miejscu i momencie.

        ad 3

        przepisy sa debilne, a psy je stosuja - wniosek jest wiec oczysisty.

        od 4

        o lozu domestosa slyszales?
      • a_weasley Jeżeli chodzi o I mit, to beznadziejna 13.04.07, 12:26
        jane14 napisała:

        > Mit 1
        > Ograniczenia są na wyrost bo mozna jeździć szybciej i nic się nie dzieje.

        Mit to to nie jest.
        Po pierwsze w odróżnieniu od przedmówcy za pierwszej postkomuny widziałem na
        własne oczy pismo Ministra Transportu do Ministra Przemysłu, w którym było jak
        wół napisane, że ograniczenia ustala się uwzględniając powszechnie znany fakt,
        że kierowcy standardowo jeżdżą o ok. 20 km/h szybciej.
        Po wtóre samochód samochodowi nierówny, inne zawieszenie, inny układ
        kierowniczy, inne hamulce.
        Po trzecie ograniczenie jest ważne 24/7 jak rok długi. W słońce i w deszcz, i na
        zmarzniętym śniegu też, w dzień i w noc, w gęstym ruchu i w słoneczny czerwcowy
        świt. A liczone jest na warunki przeciętne lub nieco od przeciętnych gorsze.
        Po czwarte często obszar zabudowany obowiązuje od jednej tablicy z nazwą
        miejscowości do drugiej. Także w szczerym polu.
      • a_weasley Mit piąty: wszystko przez nadmierną prędkość 13.04.07, 12:35
        Powtarzają nam to panowie policjanci do chrypki, powołując się na... swoje
        własne statystyki.
        Sęk w tym, że statystyki opierają się na tym, co mówi policjant przyjechawszy na
        miejsce wypadku. Widziałem dziesiątki spraw, gdzie w notatce służbowej było o
        nadmiernej prędkości, a koniec końców okazywało się, że wcale kierowca z
        prędkością niedozwoloną nie jechał. Albo i owszem, jechał, ale jak mu pieszy
        wszedł pod koła w odległości 20 m, to naprawdę rybka, czy jechał 120 czy 90,
        pieszy i tak był sam sobie winien i i tak był bez szans.
        Ale do statystyk ten wypadek już trafił jako śmiertelny wypadek z pieszym
        spowodowany nadmierną prędkością.
        Trzeba by robić statystyki na podstawie badań prawomocnie zakończonych spraw, a
        nie raportów policyjnych. Ale, pomijając wszystko inne, takie statystyki
        powstawałyby z dwuletnim poślizgiem, w dodatku byłoby to dość fatygujące, więc
        się ich nie robi.
        A już zupełnie nie da się obliczyć, ile wypadków zdarza się przez to, że policja
        jest zbyt skupiona na lapaniu prędkości i nie ma jej tam, gdzie by się przydała.
        A potem szaleją na drogach takie Otylie i dopóki nie ma wypadku, dopóty robią co
        chcą.
        • oktob Re: Mit piąty: wszystko przez nadmierną prędkość 13.04.07, 18:47
          emes-nju, ja tak samo jak edgar22 zwykle osiągam średnią ok. 75 km/h i nie
          szaleję na drodze. Jednak na odcinku do 300 - 350 km nie zatrzymuję się na
          tankowanie itd. Średnia jest rezultatem równej jazdy. Wolę spokojnie,
          rytmicznie jechać swoje 90 - 100 km/h poza zabudowanym niż szarpać w rytmie
          dynamit - siusiu - dynamit - kawka - dynamit - tankowanie. Na trasach znacznie
          powyżej 300 km zawsze stosuję postoje 15 - 20 minutowe co ok. 200 - 250 km i
          średnia wcale nie jest dramatycznie niższa, a to dlatego, że jadąc np. z
          Warszawy do Szczecina mam na trasie trochę autostrady. Jadąc po 120 - 130 km/h
          na normalnej polskiej jednopasmowej drodze nie osiągnie się średniej znacząco
          lepszej niż te 75 km/h. Jadąc szybko trzeba często wyprzedzać, nie zawsze jest
          gdzie, a więc pozornie jedzie się dynamicznie, ale często wcale nie jak na
          trasie trafi się powolny lokalny.
          • emes-nju Re: Mit piąty: wszystko przez nadmierną prędkość 16.04.07, 11:00
            oktob napisał:

            > emes-nju, ja tak samo jak edgar22 zwykle osiągam średnią ok. 75 km/h i nie
            > szaleję na drodze.

            W sobote pojechalem sobie z Warszawy do Plocka - na wycieczke. Czesc drogi pokonalem dwujezdniowa trasa W-wa - Gdansk, gdzie jechalem do 120 km/h (ale nieczesto, bo takich sprytnych, ktorzy postanowili urwac sie ze stolicy na weekned bylo wiecej, z obowiazkowa nadreprezentacja snujacych sie lewopasowcow). Potem skrecilem na Plock i zaczely sie schody. Mianowicie niesamowity ruch TIRow. W pewnym momencie, widzac, ze mieszana kolumna ciagnie sie po horyzont, w ogole zrezygnowalem z wyprzedzania i jechalem tak jak kolumna - 70-75 km/h. Jak mogla mi sie w taki wypadku udac sztuczka z osiagnieciem sredniej 75 km/h...? Dla ulatwienia dodam, ze wyszlo mi ponizej 60 km/h. Z tym, ze przekraczalem predkosc tam, gdzie moglem...

            To bylo w sobote - ciekawe jak na tej trasie odbuwa sie ruch w dni powszenie.
            • edgar22 Re: Mit piąty: wszystko przez nadmierną prędkość 16.04.07, 11:10
              "Zwykle" to nie znaczy "zawsze". Kiedyś trasę Gdańsk-Warszawy pokonałem w 8
              godzin. Bez postojów. :)

              Ale to, co piszesz potwierdza moje słowa, że prędkość średnia bardziej zależy od
              warunków na drodze niż od tego, jak mocno wciskamy pedał gazu. Zakładając
              oczywiście, że nie wleczemy się poza terenem zabudowanym 40 km/h...
      • jane14 Nowa mitologia... 13.04.07, 23:13
        No cóż nie spodziewałem się aprobaty, mity maja to do siebie że próba
        zaprzeczenia im tworzy nastepny mit w obronie poprzedniego i tak właśnie
        powstaje mitologia.
        Grzecznośc wymaga bym przynajmniej pokrótce odpowiedział przynajmniej na te
        ciekawsze mity "nowej mitologi ".

        Drogi Kodem_Pl:
        Jazda 220 po autostradzie a 100 po drodze osiedlowej (oczywiście prawie
        pustej!) to tylko z pozoru duza różnica. Warto zwrócić uwagę że w tym pierwszym
        przypadku róznica predkości miedzy przeciętnym obiektem na drodze a tym jadącym
        szybciej jest podobna i podobny czas reakcji na niespodziewany manewr innego
        użytkownika a że bedzie niespodziewany dla jadacego 220/h to prawie pewne tak
        jak niespodziewane dla jadącego 130/h bedzie pojawienie się na pasie obok
        pojazdu jadącego 220.
        Po za tym nie darmo mówi sie że powyzej 200 autostrada też ma zakręty i jest
        wąska. Jeśli myslisz inaczej, tzn ze nie jechałeś 220 podobnie jak nie
        strzelałeś nigdy z broni palnej. Gdybyś strzelał to wiedziałbyś że taki strzał
        w piwnicy to jatka, także dla strzelca.

        Klemensie
        Gdyby na autostradzie było ograniczenie do 2 km/h to szedłbym pieszo ~ 7km/h
        (oczywiście nie autostradą). Tą filozofię polecam innym także jesli komuś nie
        pasuja warunki na autostradzie, czy innej drodze publicznej, nie musi z niej
        korzystać.

        Emens-nju
        Ruch kołowy nie służy do "szybkiego" przemieszczania sie a jedynie do
        wygodnego. Zwróć uwage że powóz, tramwaj, riksza, rower traktor itd. to też
        pojazdy kołowe.
        Fakt wysokie kary pienieżne mają to do siebie że mimo pozorów równości wobec
        prawa tak naprawdę nie są sprawiedliwe bo ich dotkliwość zależy od zamozności.
        Ale np. zatrzymanie PJ np. na 2 czy 4 tygodnie za więcej niż 30km ponad miarę,
        natychmiast i na miejscu to chyba dobre i sprawiedliwe rozwiązaie. Jadąc rano
        autobusem każdy i z merca i malucha miałby czas na przemyslenia ...

        Prawdziwy_tebe
        Łoże domestosa ? , a nie chodzi o Domestos. Chyba ci sie przyda, polecam
        cytrynowy.

        a_weasley
        Samochód samochodowi nie równy, to prawda. Ale prawa fizyki i ograniczenia
        którymi obdażyła nas natura są takie same dla wszystkich.
        • Gość: Kodem_PL Re: Nowa mitologia... IP: *.hor.brad.ac.uk 14.04.07, 02:30
          Strzelac nie strzelalem. Jechac - jechalem. Przejechalem sporo kilometrow z
          predkosciami ponad 200 i praktycznie nie uzywalem hamulcow... Dlaczego? Bo gdy
          widzialem, ze ktos zaczyna wyprzedzac czy cos, po prostu zdejmowalem noge z
          gazu. Gdy jedziesz z taka predkoscia po prostu patrzysz dalej. Droga wydaje sie
          wezsza, owszem. Zakrety sa, owszem. Ale taki juz urok jazdy z duzymi predkosciami.

          Autostrada przewidziana jest do szybkiego przemieszczania sie duzej ilosci aut.
          Droga osiedlowa nie. Na drodze osiedlowej moze wyjsc pieszy zza auta, pies
          wybiec, dziecko wyleciec za pilka. Na autostradzie zostaja nam auta i przypadki
          w stylu pekniecia opony. Normalni ludzie spodziewaja sie, ze ktos moze
          autostrada jechac ~200, bo widza co sie dzieje. Wtedy odpowiednio tez sie
          zachowuja. A na drogach osiedlowych pojawiaja sie jak juz pisalem dzieci,
          zwierzeta domowe itp. One nie mysla tak jak dorosli.
          • mejson.e Normalni ludzie 14.04.07, 09:16
            Gość portalu: Kodem_PL napisał(a):

            "Strzelac nie strzelalem. Jechac - jechalem."

            Ale nawet nie strzelając masz pewnie pojęcie o tym co może zdarzyć się z
            pociskiem w ciasnym pomieszczeniu, nie?
            Rykoszetu wcale nie trzeba przeżyć - a nawet nie można?;-) - by go sobie wyobrazić.

            Problem w tym, że na drodze też nie trzeba doznać wszystkiego złego, wystarczy
            to sobie wyobrazić...

            Odczepię sie od piwnicy, bo na pewno chodziło o odpowiednio przygotowaną
            strzelnicę a nie o strzelanie między wekami ;-).

            "Przejechalem sporo kilometrow z predkosciami ponad 200 i praktycznie nie
            uzywalem hamulcow... Dlaczego? Bo gdy widzialem, ze ktos zaczyna wyprzedzac czy
            cos, po prostu zdejmowalem noge z gazu. Gdy jedziesz z taka predkoscia po prostu
            patrzysz dalej. Droga wydaje sie wezsza, owszem. Zakrety sa, owszem. Ale taki
            juz urok jazdy z duzymi predkosciami.

            Autostrada przewidziana jest do szybkiego przemieszczania sie duzej ilosci aut.
            Droga osiedlowa nie. Na drodze osiedlowej moze wyjsc pieszy zza auta, pies
            wybiec, dziecko wyleciec za pilka. Na autostradzie zostaja nam auta i przypadki
            w stylu pekniecia opony. Normalni ludzie spodziewaja sie, ze ktos moze
            autostrada jechac ~200, bo widza co sie dzieje. Wtedy odpowiednio tez sie
            zachowuja."

            Ale na autostradzie "normalni ludzie" jadący prawym pasem 130 spotykają np.
            ciężarówki jadące "normalnie" 80, czasami w dużych kolumnach.
            I "normalni" chcieliby wyprzedzić "normalnych" z prędkością 130. A że
            wyprzedzanie długiej kolumny z "normalnymi" prędkościami zajmuje czasami
            kilkanaście, kilkadziesiąt sekund, to w tym czasie na plecy może wskoczyć całe
            stado "nienormalnych" jadących nawet 100 km/godz. szybciej, więc w każdej
            sekundzie przejeżdżających ponad 50 m - więc ile przejadą w np. 20 sekund?

            Zgadzam sie, że powinny być możliwości legalnej do jazdy >200 po autostradach,
            ale dopiero po spełnieniu pewnych warunków - surowy reżim przestrzegany przez
            wszystkich - najlepiej trzeci pas nie odwiedzany przez jadących <150, środkowy
            przez tych <100.

            Jeśli wszyscy będą znać i STOSOWAĆ jakieś wspólne zasady, to będziemy mieli
            szansę na bezpieczną i mniej stresującą jazdę.

            A póki jest, jak jest, to rozsądniej jest wynudzić się jadąc 130 po
            autostradzie, 100 po gierkówce, niż udawać że jest jak na niemieckiej
            autostradzie...

            "A na drogach osiedlowych pojawiaja sie jak juz pisalem dzieci,
            zwierzeta domowe itp. One nie mysla tak jak dorosli."

            A poza drogami osiedlowymi pojawiają się pojazdy prowadzone przez osobniki,
            które też nie myślą jak dorośli... ;-)

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • Gość: Kodem_PL Re: Normalni ludzie IP: *.hor.brad.ac.uk 14.04.07, 16:34
              Oczywiscie chodzilo mi o piwnice odpowiednio przygotowana. Zreszta nawet jesli
              nie bedzie odpowiednio przygotowana, to musi byc taka, zeby rykoszety zagrazaly
              tylko temu co sie tam bawi.

              Widzisz, z Toba nie mam podstaw sie spierac, bo masz racje. Duzo racji. Gdy
              widze na drodze dwupasmowej, ze ktos dojezdza do aut jadacych wolniej, a sam
              jade z duza szybkoscia, w 99% przypadkow, gdy dystans jest odpowiednio duzy,
              zdejmuje noge z gazu i daje mu wyprzedzic. Bo co mi szkodzi?

              Tak jak mowie, tutaj wiekszosc drog to drogi 3 pasmowe, dlatego tym bardziej nie
              widze powodow do jezdzenia noca 112 km/h (75mph). Ale przedmowczyni widzi...
        • emes-nju Re: Nowa mitologia... 16.04.07, 11:14
          jane14 napisała:

          > Emens-nju
          > Ruch kołowy nie służy do "szybkiego" przemieszczania sie a jedynie do
          > wygodnego.

          Wygodnie to bylo w kolei Warszawsko-Wiedenskiej! Teraz ma byc szybko, bo nas swiat wyprzedza! Poczytaj sobie o np. Slowacji i jej tempie wzrostu, a potem skonfrontuj to z dnymi nt. Polski. A potem sie zastanow - chocby nad tym dlaczego do Slowacji pchaja sie wielkie zagraniczne koncerny, a do Polski jakos nie bardzo...

          > Fakt wysokie kary pienieżne mają to do siebie że mimo pozorów równości wobec
          > prawa tak naprawdę nie są sprawiedliwe bo ich dotkliwość zależy od
          > zamozności.

          Temat polityczny i nie do rozstrzygniecia.

          > Ale np. zatrzymanie PJ np. na 2 czy 4 tygodnie za więcej niż 30km ponad
          > miarę, natychmiast i na miejscu to chyba dobre i sprawiedliwe rozwiązaie.

          Szczegolnie na zapomnianym pol roku temu ograniczeniu do 30 km/h...

          W sobote jechalem z Plocka do Warszawy dosc wszawa droga, ktora w pewnym miejscu krzyzowala sie z budowana obwodnica Plocka. Najpierw zobaczylem znak 40 km/h (a gdzie spowalniacz 70 km/h? Na tej drodze mozna jechac 90 km/h). Zwolnilem do 70 km/h i slusznie, bo za zakretem (kilkadziesiat m za ta nieszczesna 40-tka) bylo takie wlasnie ograniczenie, bedace spowalniaczem przed obowiazujacycm w strefie robot ograniczeniem do 50 km/h. Co oznaczalo te 40 km/h nie wiem - ale za jazde 70 km/h chcialbys, zeby mi odebrano PJ. A ja oddalbym PJ pod warunkiem, ze ze stolkiem pozegnalby sie ktos stawiajacy 40 km/h 50 m przed ograniczniem do 70 km/h! Szkoda, ze nie mialem aparatu...

          > Samochód samochodowi nie równy, to prawda. Ale prawa fizyki i ograniczenia
          > którymi obdażyła nas natura są takie same dla wszystkich.

          Czyli dla zdecydowanej wiekszosci aut ograniczenia sa ZANIZONE (wiekszosc aut jest ZDECYDOWANIE lepsza od np. Zuka). A nie lepiej kierowcy pozostawic decyzje z jaka, zgodna z KD (!), predkoscia ma przejzdzac np. zakret? KD zreszta naklada obowiazek dostosowania predkosci i za jazde ponizej ograniczenia, ale za szybko jak na warunki (np. po lodzie) tez mozna dostac mandat. To po co to ograniczenie...? I tak musze sam decydowac.
          • edgar22 Re: Nowa mitologia... 16.04.07, 11:41
            emes-nju napisał:
            > A nie lepiej kierowcy pozostawic decyzje z jaka, zgodna z KD (!), predkoscia
            ma przejzdzac np. zakret?

            Nie lepiej z dwóch powodów:
            1.To by działało tylko w sytuacji, kiedy znasz zakręt. A jeśli go pokonujesz po
            raz pierwszy? Jeśli on się zacieśnia? Wtedy może być już za późno.
            2.Poza tym ograniczenie prędkości na zakręcie nie służy wyłącznie temu, żeby nie
            wylecieć z drogi. Powinno przede wszystkim dać szanse na zatrzymanie się przed
            nieruchomą przeszkodą na niewidocznej części drogi. A nuż komuś się furmanka na
            zakręcie zepsuje...
            • emes-nju Re: Nowa mitologia... 16.04.07, 13:58
              edgar22 napisał:

              > emes-nju napisał:
              > > A nie lepiej kierowcy pozostawic decyzje z jaka, zgodna z KD (!),
              > > predkoscia ma przejzdzac np. zakret?
              >
              > Nie lepiej z dwóch powodów:
              > 1.To by działało tylko w sytuacji, kiedy znasz zakręt. A jeśli go pokonujesz
              > po raz pierwszy? Jeśli on się zacieśnia? Wtedy może być już za późno.

              Jezeli jest to prosty zakret, bez zacisniania, to po poczatkowym odcinku luku widze jaki to zakret i z jaka moge jechac predkoscia - jezeli mam watpliwosci, zwalniam (i robi tak kazdy normalny czlowiek). Jezeli na zakrecie sa niespodzianki typu np. zaciesnianie sie, to wtedy i tylko w tedy powinien stac znak informujacy, ze zakret jest niebezpieczny. W SKRAJNYCH przypadkach powinno stac ograniczenie. A teraz jest czasem dokladnie na odwrot! Na 5 st. luczkach o promieniu 200 m stoi znak informujacy o niebezpieczenstwie i ograniczenie, a 2 km dalej na naprawde klopotliwym zakrecie nie stoi nic. Czasem krzyz...

              > 2.Poza tym ograniczenie prędkości na zakręcie nie służy wyłącznie temu, żeby
              > nie wylecieć z drogi. Powinno przede wszystkim dać szanse na zatrzymanie się
              > przed nieruchomą przeszkodą na niewidocznej części drogi. A nuż komuś się
              > furmanka na zakręcie zepsuje...

              A gdyby matka wasza... To juz bylo! W Misiu!

              Gdybanie nie ma sensu, bo moge zwolnic do 10 km/h i nadziac sie na kogos, kto postanowil na tym zakrecie wyprzedzic jadac 120 km/h.

              Ograniczenie ma sluzyc kierowcy za informacje o tym, po czym jedzie, a nie o tym, ze komus sie mogla zepsuc furmanka! Ograniczenie ma sluzyc informacja, a nie byc tylko czyms, co trzeba tepo przestrzegac, bo tak. Troche inaczej... Ograniczenia maja byc tak poustawiane tak, zeby nie bylo ZADNYCH watpliwosci czemu sluza - wtedy mozna ich przestrzegac BO TAK! To, co dzieje sie w Polsce, z jej dzisiatkami tysiecy znakow moooocno na wyrost, sklania kazdego trzezwo myslacego do przeprowadzania prywatnych analiz po co ta blacha tu stoi. Hm... zbyt czesto stoi tylko po to, zeby waadza miala kryta d... (jak ktos z jakiegokolwiek powodu kopnie w kalendarz, odpowiedzialny urzednik zawsze powie, ze winna byla predkosc, a on jest czysty, bo postawil ZNAK) i zeby policja miala blisko na bezproblemowe lowy - przypominam jeszcze raz, ze policji nie uswiadczysz na zasadnych ograniczeniach (takich, ktorych przekraczanie jest naprawde niebezpieczne!), za to mozna miec prawie pewnosc, ze jak w szczerym polu stoi 70 km/h, to za jedynym w okolicy krzakiem stoi radiowoz! I przeprowadza gadki o matce waszej... :-P
              • edgar22 To nie jest gdybanie 16.04.07, 14:22
                Z furmanką oczywiście żartowałem, ale możesz natknąć się za zakrętem na tysiąc
                innych niespodzianek - korek, wypadek, konar, traktor, dziura w jezdni, burak,
                który spadł z przyczepy... Cokolwiek. Wcale nie jest tak jak z tą matką z "Misia".
                Żeby było jasne - ja nie bronię znaków postawionych bez sensu. Piszę o
                sytuacjach, kiedy one stoją tam, gdzie powinny. I wtedy mówią nie tylko o tym,
                jak szybko można jechać, żeby z zakrętu nie wylecieć. Mówią o tym, jak szybko
                można jechać, żeby mieć szansę się zatrzymać, jeśli na drodze pojawi się jakaś
                niespodzianka.
                • emes-nju Re: To nie jest gdybanie 16.04.07, 15:05
                  edgar22 napisał:

                  > Z furmanką oczywiście żartowałem, ale możesz natknąć się za zakrętem na
                  > tysiąc innych niespodzianek - korek, wypadek, konar, traktor, dziura w
                  > jezdni, burak, który spadł z przyczepy... Cokolwiek.

                  Kazda z tych niespodzianek wystepuje z dajacym sie, dzieki statystyce, policzyc NISKIM prawdopodobienstwem. A znak obowiazuje ZAWSZE. Skoro obowiazuje zawsze, to znaczy, ze prawdopodobienstwo "matki waszej" za zakretem musi byc bardzo znaczne, co?

                  Hm... w swojej wieloletniej karierze kierowcy RAZ ostro hamowalem (ale wyhamowalem), bo za zkretem stala zepsuta ciezarowka, ktorej kierowca niosl wlasnie trojkat przed zakret. A jezdze sporo... Po kretych, drugorzednych drogach tez.

                  Przypuszczam, ze prawdopodobienstwo natkniecia sie na nieoznakowana przeszkode za zakretem jest zdecydowanie mniejsze niz prawdopodobienstwo natkniecia sie na pijanego pana Zenka, ktory ciungnikiem z pola, zza krzakow wyjezdza. Czy z tego powodu stoja ograniczenia?
                  • edgar22 Tak, z tego powodu stoją. 16.04.07, 15:33
                    Pan Zenek - to jest wtargnięcie na jezdnię i nie ma nic do ograniczania
                    prędkości na zakrętach.
                    Pisałem o przeszkodach, które na drodze nie pojawiły się NAGLE. One już tam
                    były, tylko dla kierującego są zaskoczeniem, gdyż nie widział odpowiednio
                    długiego odcinka drogi przed sobą.
                    Dlatego inne ograniczenie powinno być na zakręcie, na którym drzewa czy budynki
                    zasłaniają widoczność, a inne na zakręcie w polu, doskonale widocznym, gdzie
                    maksymalną dopuszczalną prędkość determinuje wyłącznie troska o to, by pojazd
                    nie wypadł z zakrętu. I tak jest, jeśli znaki stawiane są z głową. A z tym już -
                    zgadzam się z Tobą - bardzo różnie bywa.

                    Co do statystyki - ile razy "używałeś" poduszki powietrznej lub pasów? Ja ani
                    razu (odpukałem), ale nie pozbyłbym się ich z auta. ;)
                    • emes-nju Re: Tak, z tego powodu stoją. 16.04.07, 15:38
                      edgar22 napisał:

                      > Pan Zenek - to jest wtargnięcie na jezdnię i nie ma nic do ograniczania
                      > prędkości na zakrętach.
                      > Pisałem o przeszkodach, które na drodze nie pojawiły się NAGLE. One już tam
                      > były, tylko dla kierującego są zaskoczeniem, gdyż nie widział odpowiednio
                      > długiego odcinka drogi przed sobą.

                      Z punktu widzenia jadacego droga, to czy ktos mu wtargnie czy stoi od dluzszego czasu za zakretem nie ma zadnego znaczenia. I tak wystepuje element zaskoczenia.

                      > Co do statystyki - ile razy "używałeś" poduszki powietrznej lub pasów? Ja ani
                      > razu (odpukałem), ale nie pozbyłbym się ich z auta. ;)

                      Przypuszczam, ze prawdopodobienstwo uzycia poduszek jest wieksze niz szansa na furmanke za zakretem ;-) A wciaz nie ma obowiazku instalowania poduszek w kazdym aucie... Sa za to ograniczenia, bo cos moze stac za zakretem. Jakos nie dostrzegam w tym logiki...
                • Gość: :)))) Re: To nie jest gdybanie IP: *.acn.waw.pl 16.04.07, 16:31
                  edgar22 napisał:

                  > Z furmanką oczywiście żartowałem, ale możesz natknąć się za zakrętem na tysiąc
                  > innych niespodzianek - korek, wypadek, konar, traktor, dziura w jezdni, burak,
                  > który spadł z przyczepy... Cokolwiek. Wcale nie jest tak jak z tą matką z "Misi
                  > a".
                  > Żeby było jasne - ja nie bronię znaków postawionych bez sensu. Piszę o
                  > sytuacjach, kiedy one stoją tam, gdzie powinny. I wtedy mówią nie tylko o tym,
                  > jak szybko można jechać, żeby z zakrętu nie wylecieć. Mówią o tym, jak szybko
                  > można jechać, żeby mieć szansę się zatrzymać, jeśli na drodze pojawi się jakaś
                  > niespodzianka.

                  Nie jesteś w stanie tego zrobić (zawsze zatrzymać się przed niespodzianką), dlatego nie wyjeżdżaj z
                  garażu. 0 km/h ci tę pewność da. Dla reszty robiona jest infrastruktura drogowa, tak pomyślana i
                  wykonana aby możliwość niespodzianek zminimalizować (to na świecie) i wylane smołą średniowieczne
                  trakty pielgrzymów i krów do wodopoju (to Polska). Ograniczenia szybkości w Polsce to plaga, stawiana
                  bez ładu i składu, bo "wolniej to zawsze bezpieczniej" - prawda, nie? I dlatego jako kraj rozwijamy się
                  bezpiecznie, bogacimy jeszcze bezpieczniej a rozbudowa infrastruktury bije rekordy bezpieczeństwa! I
                  stąd trupy. My, kierowcy jeździmy coraz lepiej.
                • a_weasley Co to jest, jak nie gdybanie? 17.04.07, 12:51
                  edgar22 napisał:

                  > Z furmanką oczywiście żartowałem, ale możesz natknąć się za zakrętem na tysiąc
                  > innych niespodzianek - korek, wypadek, konar, traktor, dziura w jezdni, burak,
                  > który spadł z przyczepy... Cokolwiek.
                  <ciach>
                  > jak szybko można jechać, żeby mieć szansę się zatrzymać, jeśli na
                  > drodze pojawi się jakaś niespodzianka.

                  Z przyczepy burak to może spaść i tak, nie tylko na zakręcie. Wyprzedzasz
                  traktor, a tu z przyczepy taki pijany burak spada. Jak kto ma pecha, to w
                  Kielcach pod tramwaj wpadnie.
                  • swoboda_t Re: Co to jest, jak nie gdybanie? 17.04.07, 17:39
                    Jak w Radomiu w końcu zrobią tory, kupią w chorzowskim Alstomie, a w czasie
                    transportu wóz spadnie z przyczepy, to wpadnięcie pod tramwaj w Kielcach nie
                    jest takie znowu mało prawdopodobne :P
          • jane14 A nie lepiej kierowcy pozostawic decyzje ? 17.04.07, 00:38
            Nie bo jeśli nie zrozumiał sensu zdania:
            ".. prawa fizyki i ograniczenia którymi obdażyła nas natura są takie same dla
            wszystkich"
            to jeszcze nie dorósł do podejmowania samodzielnie decyzji. I to niezależnie od
            tego czy ma wszelkie dane, czy nie (co usiłował ci wytłumaczyć Edgar22) do
            podjecia takiej decyzji.
            • emes-nju Re: A nie lepiej kierowcy pozostawic decyzje ? 17.04.07, 11:19
              jane14 napisała:

              > Nie bo jeśli nie zrozumiał sensu zdania:
              > ".. prawa fizyki i ograniczenia którymi obdażyła nas natura są takie same dla
              > wszystkich"
              > to jeszcze nie dorósł do podejmowania samodzielnie decyzji. I to niezależnie
              > od tego czy ma wszelkie dane, czy nie (co usiłował ci wytłumaczyć Edgar22) do
              > podjecia takiej decyzji.

              Otoz jestes w mylnym bledzie. Prawa fizyki sa dla wszyskich jednakowe, ale wszystko zalezy od wejsciowych parametrow doswiadczenia. Porownajmy moja AR z np. Maluchem. Ja mam nowoczesne, nowe opony o szerokiem biezniku - Maluch ma prawie o polowe wezsze opony (statystycznie raczej nie za nowe...). Ja mam na czterech kolach tarczowe, wentylowane (to "tylko" z przodu) hamulce o doskonalej skutecznosci - Maluch bebnowe o skutecznosci zwalniaczy, a nie hamulcow. AR jest szeroka i dluga - maluch waski i krotki. Nadal twierdzisz, ze dla tych dwoch porownywanych aut predkosc bezpiecznego przejazu przez zakret jest identyczna? Pisze o bezpiecznym przejezdzie przez zakret zgodnie z prawami fizyki. O metafizyce w rodzaju "a gdyby matka wasza..." nie pisze. Czysta fizyka ruchu!

              Czu uczyles sie kiedys o takim np. tarciu...? A przede wszystkim o tym, od czego ono zalezy...
              • jane14 Re: A nie lepiej kierowcy pozostawic decyzje ? 17.04.07, 22:34
                emes-nju napisał:
                >Porownajmy moja AR z np. Maluchem. Ja mam nowoczesne, nowe opony o szerokiem
                biezniku - Maluch ma prawie o polowe wezsze opony.

                A) siła odśrodkowa która powoduje wylot z zakretu liniowo zależy od masy. Twoja
                MR jest pewnie ~2razy cięższa niż maluch a wiec działa na nia dwa razy wieksza
                siła odsrodkowa.
                B) Tarcie statyczne równoważące działanie siły odśrodkowej nie zależy od
                powierzchni a jedynie od siły nacisku i wspólczynnika tarcia.

                >Ja mam na czterech kolach tarczowe, wentylowane (to "tylko" z przodu) hamulce
                o doskonalej skutecznosci - Maluch bebnowe o skutecznosci zwalniaczy, a nie
                hamulcow.

                A chcesz ich użyć w zakrecie ? No to moze się okazać że niska skuteczność
                hamulców malucha to zaleta!

                >Nadal twierdzisz, ze dla tych dwoch porownywanych aut predkosc bezpiecznego
                przejazu przez zakret jest identyczna?

                Nie twierdze, ale też niebyłbym tak pewien że akurat tak nie jest. Maluch jest
                silnie nadsterowny. Wprawny kierowca moze nim zaskoczyć oczywiście w ciasnych
                zakretach gdzie predkosci graniczne mieszcza sie w mozliwościach technicznych
                24-konnego silnika.
                Ale to slepa uliczka dyskusji bo żadne ograniczenie nie podaje predkości
                granicznej. Ono podaje predkosc przy której przecietny kierowca jest w stanie
                nie stracić kontroli nad drogą. I chodzi tu nie tylko o to co w zakrecie,
                chodzi o to byś prawidłowo ocenił zakret oraz to co za zakretem. Na to kierowcy
                potrzebują tyle samo czasu zarówno w maluchu jak i AR. No chyba że AR ma moduł
                czasowy pozwalajecy zatrzymać czas, no to przepraszam.
                Oczywiście ty akceptujesz wyższy poziom ryzyka wiec pojecie kontroli nad droga
                rozumiesz inaczej. Ale ja nie akceptuje i nie zamierzam przyklaskiwać MISZCZOM
                jadacym z naprzeciwka i mających problem z nieprzekraczaniem osi jezdni na
                zakrecie czy zaskoczonych, że za zakretem jest np przejście dla pieszych albo
                skrzyżowanie.
                • emes-nju Re: A nie lepiej kierowcy pozostawic decyzje ? 18.04.07, 11:21
                  jane14 napisała:

                  > A) siła odśrodkowa która powoduje wylot z zakretu liniowo zależy od masy.
                  > Twoja MR jest pewnie ~2razy cięższa niż maluch a wiec działa na nia dwa razy
                  > wieksza siła odsrodkowa.

                  Nie jest ciezsza dwa razy. Za to ma zdecydowanie lepsze zawieszenie, opony i rozklad masy. Sadze, ze przy takiej samej predkosci Maluch przewroci sie na zakrecie, ktory ja przejade tylko popiskujac oponami :-) A ograniczenie na zakrecie to samo... Na Zuka, bo Maluchy tez je olewaja :-D

                  > B) Tarcie statyczne równoważące działanie siły odśrodkowej nie zależy od
                  > powierzchni a jedynie od siły nacisku i wspólczynnika tarcia.

                  Tarcie, to jedno, a sila potrzebna do zerwania przyczepnosci, to drugie. Gdyby od powierzchni styku opony z nawierzchnia nie zalezala przyczepnosc, to wszyscy jezdzilibysmy na kolach od roweru - zeby byly nizsze opory toczenia.

                  > > Ja mam na czterech kolach tarczowe, wentylowane (to "tylko" z przodu)
                  > > hamulce o doskonalej skutecznosci - Maluch bebnowe o skutecznosci
                  > > zwalniaczy, a nie hamulcow.
                  >
                  > A chcesz ich użyć w zakrecie ? No to moze się okazać że niska skuteczność
                  > hamulców malucha to zaleta!

                  I znowu blad. Rozklad mas w moim samochodzie powoduje, ze naprawde moge hamowac na zakretach. Oczywiscie nie jest to tak bezproblemowe jak na prostej, ale jakby co, to rozne teelesy (trojliterowe skroty) moga pomoc mi w utrzymaniu toru jazy. Hm... jeszcze ani razu nie zdarzylo sie, zeby ktorys musial interweniowac :-) Znaczy, ze chyba dobrze dostosowuje predkosc do warunkow i mozliwosci auta. Do tego naprawde wyjatkowo rzadko pozwalam sobie na przesade. Pare razy hamowalem ostro na zakrecie i nic. I wiem co pisze, bo jezdzilem bardzo wieloma roznymi samochodami (Maluchem, ktory hamowanie na zakrecie lubi konczyc tylem na przod tez).

                  > > Nadal twierdzisz, ze dla tych dwoch porownywanych aut predkosc bezpiecznego
                  > > przejazu przez zakret jest identyczna?
                  >
                  > Nie twierdze, ale też niebyłbym tak pewien że akurat tak nie jest.

                  Ja jestem pewien :-) Zdecydowanie. Mialem dwa dobrze sie prowadzace auta. Escorta i AR. Escortem moglem duzo, a AR moge bardzo duzo. Maluchem nie mozna nic, chyba, ze jest sie naprawde dobrym kierowca. Escortem dobrze, szybko i bezpiecznie radzi sobie przecietny kierowca. AR dobrze poradzi sobie kazdy. Chyba, ze wejdzie w zakret zdecydowanie za szybko (zwykle "za szybko" okupuje sie tylko piskiem. Zadnej walki z kierownica, szarpania sie czy strachu - pasazerowie nawet nie wiedza, ze cos sie stalo).

                  Przyjrzyj sie jednak statystykom wypadkow. Najwiecej wydarza sie na prostej drodze, przy doskonalej pogodzie... Na zakretach stosunkowo malo. Te ograniczenia, w znacznej wiekszosci, sa wiec doskonale zbedne, bo jak widac na drogach nikt ich nie przestrzega, ale statystycznie rozbija sie tylko na prostej.

                  > Ale to slepa uliczka dyskusji bo żadne ograniczenie nie podaje predkości
                  > granicznej.

                  Zadne ograniczenie nie podaje recepty na przetrwanie. Z tym, ze gdyby stawiane byly rzetelnie, to stanowilyby jakas informacje dla kierowcy. Teraz na identycznych lukach mozna spotkac 40, 60, 70 czy brak ograniczen, co powoduje tylko szum informacyjny. Z cala pewnoscia nie pomaga kierowcy.

                  > Ono podaje predkosc przy której przecietny kierowca jest w stanie
                  > nie stracić kontroli nad drogą.

                  Nad samochodem chyba... Mniejsza o to.

                  Wychodzac z tego zalozenia na kazdym zakrecie powinno byc ograniczenie do 20 km/h w lecie (bo moze byc ulewa, olej, "matka wasza...") z dodatkowym znakiem nakazujacym przepychac auto przez zakret w zimie. Zeby nikt nie stracil kontroli nad autem :-P Tylko rownanie w dol zapewni wszystkim przecietnym bezpieczenstwo. I tez nie zawsze. Przeciez komus moze sie kolo urwac...

                  A wedlug mnie lepiej nie wsadzac palca miedzy szprychy i pozwolic ludziom jezdzic z predkosciami zgodnymi z KD i ZGODNIE z KD nakazywac dostosowywac predkosc do warunkow. Zakret jest zmiana warunkow na drodze i KD nakazuje zmienic predkosc jezeli jest to konieczne. I dla jednego jest to konieczne (nie umie, boi sie, ma roztruchtane auto), a dla drugiego nie jest. I jest cacy, bo policja moze skupic sie na sciganiu prawdziwych piratow, a nie na lowach na kazdym watpliwym ograniczeniu.

                  > I chodzi tu nie tylko o to co w zakrecie, chodzi o to byś prawidłowo ocenił
                  > zakret oraz to co za zakretem. Na to kierowcy potrzebują tyle samo czasu
                  > zarówno w maluchu jak i AR.

                  Ale jak mam oceniac zakret nie widzac go skoro, jak juz pisalem, nie ma zadnej systematycznosci i przewidywalnosci w znakowaniu?! Dlatego wlasnie chce rzetelnego znakowania. Bo nie mam modulu zatrzymujacego czas (nie wiem po co te zlosliwosci...) i jezeli zakret faktycznie wymaga specjalnego traktowania, to chce wiedziec jakie znaki, co oznaczaja. A nie tak jak teraz - na jednym ledwie widocznym luku w szczerym polu 60 km/h, a pare km dalej, na lesnym (bez widocznosci) zakrecie o 90 st. o dosc krotkim promieniu, brak ograniczen. To obrazek z jednej z mazowieckich drog "dwucyfrowych".

                  > Oczywiście ty akceptujesz wyższy poziom ryzyka wiec pojecie kontroli nad
                  > droga rozumiesz inaczej.

                  Wbrew pozorom akceptuje znacznie nizszy poziom ryzyka niz Ci sie wydaje - jestem az do przesady ostrozny, szczegolnie jak mam na pokladzie pasazerow. W zasadzie roznimy sie tym, ze ja umiem powiedziec sobie, ze nie jestem wstanie przewidziec wszystkiego i nie zawracam sobie glowy "a gdyby matka wasza..." (pisze o niespodziankach znacznie wykraczajacych poza jakas statystyczna przecietna). I dlatego nie akceptuje znakologii ograniczajacej predkosc na wszelki wypadek. Bo jak dochodzi co do czego, nawet to ograniczenie moze sie okazac za wysokie. A w normalnych warunkach jest za niskie i powoduje szum informacyjny oraz znieczulenie kierowcow (WSZYSTKICH - Ciebie tez) na znaki i przepisy w ogole.

                  > Ale ja nie akceptuje i nie zamierzam przyklaskiwać MISZCZOM
                  > jadacym z naprzeciwka i mających problem z nieprzekraczaniem osi jezdni na
                  > zakrecie czy zaskoczonych, że za zakretem jest np przejście dla pieszych albo
                  > skrzyżowanie.

                  Zdecydowana, przygniatajaca, powalajaca wiekszosc, przekraczajac predkosci na zakrecie, miesci sie w swoim pasie (w ciagu kilkunastu lat nie spotkalem sie z takim, ktoremu sie nie udalo zmiescic w pasie - nie musialem odwiedzac krajobrazu, zeby przed nim uciec) i daje rade wyhamowac przed przejsciem, ktore jakis zabojca zza biurka umiescil za zakretem (!). A jezeli juz ktos umiescil przejscie za zakretem, to jego psim obowiazkiem jest odpowiednio wczesnie umiescic znak ostrzegawczy (zdaje sie, ze poza terenem zabudowanym co najmniej 300 m - to pozwala wyhamowac do ZERA z predkosci grubo ponad 100 km/h kazdemu samochodowi). Dla wiekszosci bedzie to wystarczajacy powod do zwolnienia. A tym, dla ktorych nie bedzie to odpowiedni powod, ograniczenie tez nie przeszkodzi w wariackiej jezdzie! I cieszylbym sie, gdyby policja nie obstawiala zza krzaka dziesiatkow tysiecy ograniczen od czapy, tylko zaczela wylapywac tych, ktorym w jezdzie nic, z wyjatkiem "idiotow" jadacych normalnie, nie przeszkadza. Tylko, zeby tak sie stalo, trzeba pozdejmowac ograniczenia od czapy, bo pokusa latwego zarobku i bezproblemowych "wynikow" (chodzi mi o wyrobienie planu mandatowania - istnieje cos takiego!) za duza...
                  • jane14 Wiara czyni cuda ... 18.04.07, 22:06
                    Ale nie zawsze.
                    Coś mi się widzi, że chorujesz na dość powszechną manie przeceniania możliwości
                    swoich i swego auta. Oby szybko przeszło przynajmniej co do auta, bo to drugie
                    chyba nie przejdzie.

                    PS Mozesz hamować w zakretach i maluch też. Hamowanie hamowaniu nierówne i nie
                    każde skończy się wyleceniem z zakretu. Ale kierowca który hamuje w zakrecie to
                    własnie ten co nie miał czasu/doswiadczenia by ocenić zakret i wyhamować przed
                    nim.
                    I jeszcze jedno, pisk oznacza poślizg.
                    • Gość: Kodem_PL Pisk piskowi nierowny;-) IP: *.hor.brad.ac.uk 19.04.07, 01:41
                      Pisk moze oznaczac zblizanie sie do granicy przyczepnosci.
                      • mejson.e Re: Pisk piskowi nierowny;-) 19.04.07, 11:00
                        Gość portalu: Kodem_PL napisał(a):

                        > Pisk moze oznaczac zblizanie sie do granicy przyczepnosci.

                        Raczej jej przekroczenie.
                        Nie piszczy żaden czujnik tylko ślizgająca się opona.

                        Pozdrawiam,
                        Mejson
                        --
                        Automobil
                        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                        • Gość: Kodem_PL Re: Pisk piskowi nierowny;-) IP: *.hor.brad.ac.uk 19.04.07, 14:05
                          To musi byc bardziej zlozone, moze pierwszy pisk to minimalny uslizg, sam nie
                          wiem. Jak cwiczylem starty to na poczatku tez unikalem pisku, myslac ze to
                          uslizg, czyli strata czasu (para w gwizdek). Jak sie jednak okazalo przy
                          optymalnym starcie opony musza lekko piszczec. Podobnie przejezdzam zakrety z
                          najwieksza mozliwa predkoscia i przy zachowaniu PELNEJ kontroli na lekkim pisku.
                          Pozniej czytalem o tym w odpowiednich miejscach i znalazlem tam potwierdzenie
                          swoich obserwacji. Nie wiem jak to tlumaczyc, ale tak to dziala.
                    • emes-nju Re: Wiara czyni cuda ... 19.04.07, 11:04
                      jane14 napisała:

                      > Ale nie zawsze.

                      Jezeli nie wierzy sie w to, ze na drodze ni epojawi sie nieprzewidywalne, to lepiej nie ruszac sie z domu. Nie wyobrazm sobie jazdy z dusza na ramieniu, bo zza krzaka na pewno cos wyskoczy, a za zakretem lezy furmanka bez kola.

                      Dlatego, skoro nie da sie wszystkiego przewidziec, uwazam, ze ograniczenia na wsiakij sluciaj sa zbedne.

                      > Coś mi się widzi, że chorujesz na dość powszechną manie przeceniania
                      > możliwości swoich i swego auta. Oby szybko przeszło przynajmniej co do auta,
                      > bo to drugie chyba nie przejdzie.

                      Gdybym przecenial swoje czy auta mozliwosci, to choc raz udaloby mi sie odwiedzic krajobraz czy wjechac komus w bok. W ciagu kilkunastu lat mojej jazdy (nie liczylem ile km przejechalem) nie zdarzylo sie nic takiego. Jak na razie zaplacilem tylko jeden mandat i to za nie swoje przekroczenie predkosci (pisalem o tym - nie chce sie powtarzac). Naprawde jezdze ostroznie i odpowiedzialnie, za to duzo ;-) I z cala pewnoscia nie przeceniam mozliwosci auta czy swoich - ja je znam (dostatecznie dobrze). Zwykle nawet nie probuje zblizyc sie do jakichkolwiek granic wiec szansa na fatalna pomylke jest minimalna.

                      > I jeszcze jedno, pisk oznacza poślizg.

                      Kola auta w ruchu zawsze podlegaja lekkim uslizgom. To po pierwsze. A po drugie ja nie napisalem, ze tak jezdze (szkoda mi na to pieniedzy). O pisku pisalem tylko w kontekscie konfrontacji Malucha z AR.
    • Gość: Aspirant Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości IP: *.chello.pl 13.04.07, 21:31
      W mojej ocenie brak wyobraźni i poczucie bezkarności rządzą polskimi
      pseudodrogami. Mandaty są za niskie za tak drakońskie wykroczenia. Według mnie
      przekroczenie dozwolonej ponad 30 km/h powinno kosztować 1000 zł ponad 50 km/h
      powinno skutkować utratą prawa jazdy. Za granicą jest większe poszanowanie
      przepisów, dlatego, że mandaty są wyższe i lepsza egzekucja przepisów. Ludzie
      się boją kary, jeżdżą wolniej i tym samym bezpieczniej. W Polsce też powinni to
      wprowadzić. Ale wiadomo Polak mądry po szkodzie.
      • Gość: siouks Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości IP: *.chello.pl 13.04.07, 22:23
        Gość portalu: Aspirant napisał(a):

        > W mojej ocenie

        uff... jak dobrze że tylko w Twojej

        > brak wyobraźni

        który nam zaprezentowałeś

        >i poczucie bezkarności rządzą polskimi pseudodrogami.

        tu nie chodzi o "poczucie bezkarności" tylko o "poczucie idiotycznego prawa"

        > Mandaty są za niskie

        są akurat, tylko ograniczenia są stawiane nie tam gdzie trzeba

        za tak drakońskie wykroczenia. Według mnie
        > przekroczenie dozwolonej ponad 30 km/h powinno kosztować 1000 zł

        faktyycznie, drakońskie wykroczenie :) przy obecnych ograniczeniach po 15
        sekundach od zapalenia się zielonego światła 95% kierowóców już o tyle
        przekracza...

        > ponad 50 km/h powinno skutkować utratą prawa jazdy.

        i koniecznie obcięciem obu rąk - nie zapomnij o tym!

        > Za granicą jest większe poszanowanie
        > przepisów, dlatego, że mandaty są wyższe i lepsza egzekucja przepisów.

        nie, nie dlatego - dlatego że za granica jak widzę ograniczenie do 60 to wiem
        że ktoś najpierw pomyślał i rozwazył i że rzeczywiście powinienem tam jechac 60
        km/h. A u nas wiem że dane ograniczenie to wymysł skacowanego sołtysa z
        niepełnym średnim i dlatego olewam

        > Ludzie się boją kary,

        nie, nie boją się kary - widzą sens w przepisie i dobrowolnie się do niego
        stosują

        > jeżdżą wolniej i tym samym bezpieczniej.

        taaak... lataj synku nisko i powoli - jak mówiła babcia do wnuczka pilota :)))

        > W Polsce też powinni to wprowadzić.

        znaczy urealnić ograniczenia jak na "zachodzie"??? jestem jak najbardziej za!

        > Ale wiadomo Polak mądry po szkodzie.

        i przed szkoda i po szkodzie głupi - niestety... nic się nie zmieni, nadal będą
        ograniczenia do 50 km/h na trzypasmówkach (Puławska w Wawie) i nadal wszyscy
        będą je olewać...

        stosowanie się do idiotycznego prawa to zbrodnia większa od jego łamania - to
        już starożytni grecy wiedzieli :)

        pa pa
        • 1realista Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 13.04.07, 23:37
          to ile dac na tej puławskiej? 70? No dobra. Tyle że zaraz znajdzie sie wielu idiotow gnajacych 90 i wiecej tylko dlatego ze widza 3 pasy. Przy takiej predkosci juz sie nie wyhamuje jak sie zapali zółte tylko przeleci na czerwonym. A czym można usprawiedliwic poruszanie sie po zwyklej miejskiej ulicy prędkoscia 80-100? Krotka droga hamowania? A jak piesi maja przejsc na druga stronę? wszedzie dac światła? A ruszanie z trudnych skrzyżowan o ograniczonej widocznosci, wlacznie sie do ruchu komunikacji miejskiej ( przypominam że maja pierszeństwo), przechodzenie pieszych do tramwaju ( bez wysepki) i kilka podobnych przykladów. czy z powodu że 30% kierujacych pozwala sobie na poważne łamanie przepisów mamy zmienic reguły? A może lepiej przymusic takie osoby do zachowania reguł lub wyeliminowac je z ruchu. Bo jeśli idziemy tropem pelnej wolnosci i dowolnosci to ja sobie kupię czołg i bedę miał wszystkich w dupie.
          Zresztą naczelnym argumentem piratów jest to że neguja wszystkie ograniczenia ( bo maja dobre hamulce), podważaja istnienie zakazow wyprzedzania i wysepek malowanych na jezdniach ( bo maja dobre auto i uciekną). Tyle ze zapominaja o prawach innych: do swobodengo przejścia na druga stronę, do spokojnego przejazdu przez skrzyżowanie, do swobodnego skretu w lewo, do swobodnego wyprzedania, do łatwego właczenia sie do ruchu.Dla mnie osoby ktore nagminnie łąmia wszystkie zasady albo sa chore psychicznie albo zwyczajnie niedojrzale- tak jak dziecko które poparzy sie wrzątkiem bo nie jest w stanie przewidzieć czym mu wrzątek grozi. Czyli takie osoby nie powinny prowadzić tak skomplikowanej i niebezpiecznej maszyny jakim jest samochód.I nie ma innej argumentacji.
          • mejson.e Ile dać? 14.04.07, 09:27
            1realista napisał:

            "to ile dac na tej puławskiej? 70? No dobra. Tyle że zaraz znajdzie sie wielu
            idiotow gnajacych 90 i wiecej tylko dlatego ze widza 3 pasy."

            Na Siekierkowskiej jest 70 i NIKT nie przestrzega, na Łazienkowskiej też jest
            70, ale część przestrzega, bo ... nie wie, że jest 70, myśląc że nadal jest 50...
            Nie ma takiej wartości limitu prędkości w mieście, której nikt nie złamie.

            "Przy takiej predkosci juz sie nie wyhamuje jak sie zapali zółte tylko przeleci
            na czerwonym. A czy m można usprawiedliwic poruszanie sie po zwyklej miejskiej
            ulicy prędkoscia 80-100? Krotka droga hamowania? A jak piesi maja przejsc na
            druga stronę? wszedzie dac światła? A ruszanie z trudnych skrzyżowan o
            ograniczonej widocznosci, wlacznie sie do ruchu komunikacji miejskiej (
            przypominam że maja pierszeństwo), przechodzenie pieszych do tramwaju ( bez
            wysepki) i kilka podobnych przykladów. "

            O takich rzeczach nie myśli większość kierujących mających przed oczami trzy
            pasy. Matrix - inny świat nie istnieje, tylko ten widziany z kabiny.

            Jest na "szybkim odcinku" Puławskiej kilka przejść bez sygnalizacji świetlnej.
            Przejście bezpieczne przez trzy pasy osoby z gorszą sprawnością ruchową NIE
            ISTNIEJE przy normalnym natężeniu ruchu.
            Niejeden nawet codziennie przejeżdżający tamtędy, w rozmowie ze mną był
            przekonany, że nie ma tam przejść bez sygnalizacji!

            "Dla mnie osoby ktore nagminnie łąmia wszystkie zasady albo sa chore psychicznie
            albo zwyczajnie niedojrzale- tak jak dziecko które poparzy sie wrzątkiem bo nie
            jest w stanie przewidzieć czym mu wrzątek grozi.
            Czyli takie osoby nie powinny prowadzić tak skomplikowanej i niebezpiecznej
            maszyny jakim jest samochód.I nie ma innej argumentacji."

            Mogę się podpisać? ;-)

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • misiania Re: Ile dać? 16.04.07, 15:45
              a ja sobie myślę, że na tak ruchliwej sześciopasmówce jak Puławska każde
              przejście dla pieszych powinno mieć światła. na wszelki pożarny słuczaj.
              • misiania Re: Ile dać? 16.04.07, 15:50
                o, niechcący setuchnę ustrzeliłam :)))
      • Gość: opona balonowa 1000 PLN zarabia niejedna Wasza Żona IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 14.04.07, 18:52
        Aspirant też nie zarabia wiele więcej. Więc niech nie plecie. Bo będzie
        mądry (?) po szkodzie.

        Za 30 km/h przekroczenia nawet u Niemca nie jest tak drakońsko jak proponuje
        aspirant. Nie jest prawdą, że mandaty za granicą są wyższe. Sa one w wielu
        przypadkach niższe niż u nas.

        Zobacz sobie aspirancie:

        www.bussgeldkataloge.de/
        Ja już sobie przeglądałem, bo płaciłem tam niedawno niedużą karę w Dreżnie.
        Nawet byłem zdziwiony, że tak mało. Dlatego polecam zapoznanie się z tymi
        karami. Sa całkiem znośne.

        • Gość: kierowca Re: 1000 PLN zarabia niejedna Wasza Żona IP: 195.205.191.* 18.04.07, 11:49
          > Za 30 km/h przekroczenia nawet u Niemca nie jest tak drakońsko jak proponuje
          > aspirant. Nie jest prawdą, że mandaty za granicą są wyższe. Sa one w wielu
          > przypadkach niższe niż u nas.
          > Zobacz sobie aspirancie:
          > www.bussgeldkataloge.de/
          > Ja już sobie przeglądałem, bo płaciłem tam niedawno niedużą karę w Dreżnie.
          > Nawet byłem zdziwiony, że tak mało. Dlatego polecam zapoznanie się z tymi
          > karami. Sa całkiem znośne.
          Nooo opono,mandacik 15 Eu za przekroczenie predkosci do 10 km/h w 30km-zone
          to faktycznie maly pryszcz.Tylko ta cholerna nieuchronnosc kary,sam widzialem
          jak przetaczające sie Helmuty jednak luskali te moniaki,bo ciut przekroczyli te
          trzydziesci.No i zgroza mnie ogarnela na mysl ze podobne Robocopy moglyby sie
          wyroić w mojej ojczyznie z podobnym taryfikatorem.Proporcjonalnym,tam 1500 Eu
          na miesiac,tu 1500 Pln.I ta konsekwentosc,brrrr.
    • bondel Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 14.04.07, 06:27
      nie powinno sie szybko jezdzic bo to wbrew przepisom boskim.
      • Gość: :)))) Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości IP: *.acn.waw.pl 16.04.07, 16:35
        bondel napisał:

        > nie powinno sie szybko jezdzic bo to wbrew przepisom boskim.

        No tak. I jeszcze można spotkać biskupa Śliwińskiego za kółkiem, po pijaku! Inny taki filut, jak mu tam
        było ...Chrapek(?) roztłukł się był jakiś czas temu. Ale oni, to nie ludzie :)))) Paaaaniska!
    • andreas19651 Prędkość nie ma znaczenia - grunt to światła !!! 17.04.07, 13:07
      Jak jedzie auto oświetlone, to przez wioskę czy miasteczko mozna jechać 100 i
      więcej na godzinę.
      Przecież widać auto.
    • swoboda_t Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 17.04.07, 17:51
      Pozwoliłem sobie dziś przekroczyć dozwoloną prędkość na moim osiedlu. Znacząco,
      bo o 50%. Na obrzeżnej prostej kilkusetmetrowej ulicy, otoczonej rozległymi
      trawnikami i kilkoma krzakami, z odseparowanym chodnikiem i najbliższymi
      blokami min. 50 metrów od jezdni. Gnałem jak zawsze na złamanie karku jakieś 50-
      60 km/h. Zwykle tyle jest dozwolone, ale obecnie stoją znaki "40" i zakaz
      wyprzedania. Powód?? Na końcu tej długiej prostej robotnicy. Robią
      nawierzchnię?? Nie! Nowy chodnik. Prycza z materiałami i wszystkie pomarańcze
      znajdowały się kilka metrów od jezdni, bo tam właśnie ten chodnik powstaje. Po
      chwili zaskoczenia na widok znaków uśmiechnąłem się do siebie i przed oczami
      stanęły mi litery "emes-nju". Moze jutro zrobię fotkę, ale chyba zóma, żeby
      objąć na raz znaki i ekipę :P
    • rolondo1 Re: Przekraczanie dozwolonej prędkości 18.01.15, 23:36
      Ja dostosowuje prędkość i styl jazdy do warunków. Sam mieszkam w takim miejscu że ulicę mam zaraz za furtką, od której z dwóch stron w odległości około 30 metrów są progi zwalniające. i nie raz się zdarza że goście tamtędy jeżdżący zaraz po opuszczeniu pierwszego progu rozpędzają się mocno a potem hamują przed następnym po przejechaniu 60 metrów. Czy to jest normalne?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka