Gość: piracik
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
05.06.07, 10:20
z parkingu pod światłami cofałem, cofałem, aż ... (no własnie nie wiem czy
jeszcze czy już). Kierowca tego 'innego' siedział w środku, nie wyszedł do
mnie, światła zmieniły się po ok 3-5 minucie dokończyłem manewr cofania... on
odjechał, ja pojechałem dalej.... byłem zagadany, spóźniony.. etc...
Cały czas jednak coś mnie gryzło więc w końcu zadzwoniłem na policję i
podzieliłem się swoimi obawami i przemyśleniami na temat tego zajścia bo
pomyślałem, że może jednak to ja coś zrobiłem i nie jest ładnie 'uciekać'
i tutaj spotkało mnie miłe zaskoczenie
Pan potraktował mnie jak kretyna, bo sam chciałem się ukarać, przecież skoro
nikt nic nie zgłosił, skoro kierowca nie podszedł do mnie to po co się jeszcze
przyczaję. Dziwny ten kraj
Dodam tylko, ze samochód jest służbowy i mam go z miesiąc, nie znam żadnej
rysy i nie wiem czy to z tyłu to moje czy też nie moje i nie wiem czy
faktycznie doszło do kontaktu obu samochodów - natomiast bardzo zdziwiła mnie
postawa Policji