emes-nju
02.04.08, 16:47
A w zasadzie nie wybiegly, a wyjechaly - kilkoro na rolkach, kilkoro na deskach. Na szczescie na dosc lokalnej drodze, ale za to prosto pod jadacego powoli pana. Pan trabnal, wiec krolowie jezdni (gimnazjalisci) obrzucili go stekiem obelg (znam te wyrazy, ale staram sie ich nie uzwac nawet w myslach :-P ) - chyba go znali, bo mowili do niego "ty (...)" :-P
Pan pojechal, dzieci zostaly, ale lepsze miejsce do zabawy na jezdni znalazly kilkaset metrow dalej - na szerokim zakrecie o 90 szt. Zakrecie bez cienia widocznosci... Zanim, po wykonaniu telefonu na policje (10 min. oczekiwania), odjechalem, uslyszalem jeszcze kilka klaksonow i jedno hamowanie z bardzo krotkim, ale jednak piskiem opon.
Strasznie duzo dzieci ginie na polskich drogach. Z cala pewnoscia wszystkie z winy kierowcow. A najgorsi sa tacy kierowcy, ktorzy wchodza w zakret o 90 st. nie upewniwszy sie najpierw (pieszo?) czy za nim nie bawia sie grzecznie i calkiem nieszkodliwie nasze dziateczki - np. czy nie jada nam na spotkanie pod prad :-P
Acha - to nie bylo w strefie zamieszkania. 100 m przed szkola bylo ograniczenie do 30 km/h (prog zwalniajacy), ale przed szkola odwolywane przez skrzyzowanie. Calkiem zgodnie z przepisami (nie pisze o zdrowym rozsadku) mozna tam jechac dokladnie tyle samo, co po wiekszosci warszawskich wielopasmowych tranzytowek :-P Na szczescie o ile znakologowi zdrowy rozsadek jest obcy, maja go kierowcy. Na tej ulicy jeszcze nie spotkalem samochodu jadacego szybciej niz 40 km/h.