25.11.10, 22:48
Zanim napisalam ten post, na wszelki wypadek przejrzalam wpisy na forum. To chyba wszystkie watki na forum dotyczace pogorelicha. Zachwyty, zdziwienie i koniec legendy. I cisza- na forum ale rowniez w internecie cisza, chociaz – jesli wierzyc internetowi, Pogorelich wystepowal w Polsce w 2009 r oraz w tym roku.
No ale- nieswiadoma „konca legendy” ... :)
Przyznam- ze troche obawialam sie tego koncertu. Po komentarzach w polskim i niemieckim internecie...
Sala nie byla wypelniona po brzegi- ale tylko brzegi –te absolutnie najgorsze miejsca byly niezajete. A pamietac trzeba, ze monachijski Gasteig- to prawie 2400 miejsc. Zwazywszy, ze poprzedni (pierwszy?) wystep Pogorelicha w Monachium w kwietniu tego roku- skonczyl sie – sadzac po recenzji i komentarzach sluchaczy - podobnym skandalem jak w Polsce (jesli nie wiekszym Pogorelich pojawil sie ponoc na scenie w pizamie (?)), trzeba przyznac ze maniakow pogorelichowych jednak troche sie znalazlo.
Obawa nie minela w momencie gdy pojawil sie Pogorelich z calym przynaleznym mu dobytkiem. Starszy pan z krotko przystrzyzona siwizna i brzuszkiem. Z nutami i dziewczeciem do przewracania stron. Ale we fraku (!).
I gdy ten starszy pan, po dosc klasycznie zagranych pierwszych akordach, zaczal podskakiwac na stolku, wygrywajac przy tym – falszywie- tony kompletnie pozbawione dynamiki, dzwieki drazniace w jakims makabrycznym forte, wciskane w klawiature- to nawet nie bylo cwiczenie gry- ale gra z jakas zloscia czy zlosliwoscia, - tak, pomyslalam - co on sobie wyobraza, ze chyba jednak... i w tym momencie Pogorelich zagral piekne, delikatne subtelne pianissimo- jak tylko on potrafi, z delikatnie wymodelowanym crescendo.
Tutaj moge skopiowac to co pojawilo sie juz wielokrotnie. Gra przeciw muzyce. „Na opak i pod wlos”, chociaz nie az tak skrajnie jak sonata Rachmaninowa (o ile pamietam, gdyz sluchalam jej- dosc dawno, niestety zdjeli ja w tutejszym jutubie). Druga czesc – miekko liryczne flety - i wejscie Pogorelicha- drazliwe, wibrujace. Potem- cos- co bylo juz chyba tylko improwizacja Pogorelicha. A ja sluchalam coraz bardziej rozdziawiona. I ... z coraz szerszym usmiechem. To byly jakas szalona groteska. Wlasnie groteska. Polka Szostakowicza. Grajacy z falszywymi nutami, drazniacy przenikliwym dzwiekiem, z zupelnie rozszarpany dynamika i artykulacja, z forte- rozsadzajacym instrument. I zaskakujacymi pauzami. Niesamowicie liryczny. Po prostu- Ivo Wspanialy
Jak dlugo trwala improwizacja Pogorelicha- trudno mi powiedziec, caly koncert- trwal ponad godzine. Na prawde- nie wiem kiedy ona minela. Dawno zapomnialam, ze koniecznie chcialam przed koncertem napic sie kawy :) ... (przypomnialam sobie dopiero o tym w trakcie- naprawde wspaniale zagranej przez filharmonikow londynskich- drugiej Symfonii Rachmaninowa).
Trzecia czesc- to pelne szalenstwo. Inaczej nie da sie tego okreslic. Potezna, rozsadzajaca emocjonalnie. Drazniaca nerwy- az po czubki wlosow. Powalajaca na kolana. I wygrana – na tej najwyzszej emocjonalnej strunie do konca.
Potezna owacja- i okrzyki „brawo”. Wywolywany byl cztery razy, za kazdym razem dal sie bardzo dlugo prosic. Bisu nie bylo. Standing ovation- tez nie.
Wychodzac- spogladalam na wspolsluchaczy z tak samo wystrzezonymi zebami jak ja :) . Najbardziej utkwila mi w pamieci siedzaca za mna - bardzo starsza, siwa, drobna pani – z podobnie sardonicznym usmiechem na twarzy.
Bardzo, bardzo zaluje ze nie wsunelam do kieszeni jakiegos nagrywacza. Ze Ivo nagra plyte- trudno liczyc. A szkoda.

ps.1 Nastepny raz- Pogorelich gra w Monachium- w lutym...

Ps.2 Tutejsze watki pogorelichowe- zebrane :

Zachwycony. Pazdziernik 2005

Nieco zdziwiony. Luty 2007

sierpien 2008
Obserwuj wątek
    • l-lka Re: Ivo 26.11.10, 06:44
      Przepraszam,
      jeszcze tylko krotka informacja:
      koncert odbyl sie 20.11.2010 w Monachium, w Filharmonii Gasteig,
      Program:
      Glinka: Uwertura z Opery "Ruslan i Ludmila"
      Czakowski: Koncert fortepianowy Nr. 1 b-moll op. 23
      Rachmaninoff: Symfonia Nr. 2 e-moll op. 27

      Ivo Pogorelich - Fortepian
      Londynska Orkiestra Filharmoniczna
      Tugan Sokhiev - Dyrygent
      • a000000 Re: Ivo 26.11.10, 17:21
        ten pianista jest szczególny - nikogo nie pozostawi obojętnym. To jest chyba cecha wielkich artystów. Szkoda, że trochę odlatuje... ale sądzę, że to odlatywanie to cena za ponadprzeciętność.
        Niektóre jego wykonania są zjawiskowe.... co do innych - trzeba starać się zrozumieć, co artysta chce przekazać.
        Pierwsze moje z nim spotkanie (X konkurs Ch) wzburzyło mnie, oburzyło, wstrząsnęło...ale gdy usłyszałam jak zagrał początek sonaty b-moll - wybaczyłam mu wszystkie dziwactwa, przeszłe i przyszłe.

        a tu dowód, że Pogorelich wielkim artystą jest:

        www.youtube.com/watch?v=lL6Yi2zZSSw&translated=1
        • l-lka Re: Ivo 26.11.10, 22:51
          Nie wiem, czy odlatuje - czy po prostu "zwyczajnie" dziwaczeje :) w tym ze jako "dziwaczenie"- rozumiem np. "pizame" - jesli to prawda; na konercie 20 listopada jedynym dziwactwem- zreszta niewielkim i wpasowanym w emocjonalna gre- byly podskoki przy fortepianie. nuty- nie wiem czy to tylko poza - bo prawie w nie nie patrzyl; moze potrzebuje jako kontrole dla swoich improwizacji. ale to wszystko- to na prawde sa drobiazgi. inna sprawa- ze tez zastanawialam sie, czy on jest chory- w sensie psychicznej choroby - taki van gogh fortepianu; - ale to chyba jednak typ "violetta villas".
          jesli chodzi o sama gre- to byla po prostu fascynujaca. szalona- ale w tym szalenstwie jest metoda. jak chcesz inaczej wytlumaczyc ponad godzinne trzymanie w napieciu ponad 2000 osob (wolnych- bylo moze 100 miejsc)... i.... te usmiechy na twarzach. takie- jakby wpol ironiczne, troche do wewnatrz, jak gdy sie zrozumie jakis ukryty dowcip, jakas aluzje. moznaby pomyslec- ze ja sama przeinterpretowywuje, ze slysze to co chce uslyszec , ale jesli widzisz swoj wlasny wyraz twarzy u wspolsluchajacych... usmiechajaca sie - w ten sam sposob moja- ponad 70 letnia - sasiadka - rozbroila mnie zupelnie.
          Posluchaj trzeciej czesci koncertu- i wyobraz sobie- ze chcesz przez ta muzyke wykrzyczec siebie, wykrzyczec jakis dramat. tak wlasnie zagral Pogorelich. Ten koncert nie byl (chyba?) stworzony z mysla o wielkim dramatyzmie- ale Ivo zagral go tak, jakby wlasnie tylko dlatego powstal. pierwsza czesc- rozbita zlosliwosc, druga- groteska- i trzecia- krzyk, protest (?). to wszystko uklada sie w jakas - szalona- ale jednak - filozoficzna calosc. nie, w tym szalenstwie JEST metoda.

          ps. a tym wszystkim, ktorym nie podoba sie, ze Pogorelich gra "siebie" - nie kompozytora proponuje wyobrazic sobie, ze na programie napisano : Pogorelich. wariacje na temat (uwor, Autor). i juz jest wszystko w porzadku.
          • l-lka Re: Ivo 27.11.10, 08:27
            tym razem recenzja z koncertu jest zachwycona. Mowi o zyciowej formie Pogorelicha.
            Nie wiem czy Pogorelich zagral inaczej- czy recenzenzent to inna osoba. W kwietniu Pan Volker Boser wyszedl w polowie sonaty Bethoveena... takze, trudno, by chcial sie narazac na psychiczne urazy po raz kolejny.... z drugiej strony- pojedyncze kometarze pod kwietniowa recenzja- tez byly zachwycone - "nigdy jeszcze nie slyszalem tego utworu zagranego tak intensywnie", "byl to koncert, o ktorym jeszcze dlugo sie mysli". Oba stwierdzenia dotycza rowniez koncertu czajkowskiego.
            W recenzji - nie ma nic o improwizacjach pogorelicha- pewnie to ja sie pogubialam. Probowalam odszukiwac zapamietane- a nierozpoznane na koncercie frazy na nagraniu (zreszta tez pogorelicha) i nie moglam sie ich doszukac :) , ale moze - tylko tak bardzo zmienil tempo i dynamike- ze powstal z tego nowy utwor... . ale Koncert trwal ok 20 minut dluzej- niz np ten z cd. Pogerelich nie gral- w sumie jakos specjalnie wolno. raczej bardzo zmienial tempo. nie wiem, ale w sumie- to wszystko jedno :) Pogorelich gral fantastycznie.
            • a000000 Re: Ivo 27.11.10, 22:33
              l-lka napisała:

              takze, trudno, by chcial sie naraz
              > ac na psychiczne urazy po raz kolejny...

              wyszedł w połowie sonaty nr32 op111? Dziwny facet. Tą sonatę Pogorelich gra przepięknie. Zawsze wydawała mi się ona nudna i pełna mozołu. Do czasu. Pod palcami mistrza zalśniła pełnią blasku. Mam na CD. Zresztą cokolwiek Pogorelich gra - zdecydowanie wybija się pośród Wielkich. No, może Mozart mi osobiście najmniej odpowiada.
              Byłam na koncercie gdy grał II Rachmaninova.... zagrał całkiem odmiennie od innych.... miejscami ponuro, ciężko, schizofrenicznie, miejscami lekko i zwiewnie....słuchaczy było ponad 4tys - zostali (wraz ze mną) zaczarowani. Inaczej tego nazwać nie potrafię.... emocjonalnie zostaliśmy wciągnięci w treść dzieła. Czuliśmy, że na naszych oczach (i uszach) dzieje się tu i teraz opowieść o ludzkich.... co tam... o naszych wzlotach i upadkach....o chorobie, samotności, rozpaczy...Tak, były brawa na stojąco, bisu nie było.... oczywiście recenzje nie były pochlebne. No ale dla pokrzepienia serc przypomnę, że i Chopin nie znajdywał uznania u krytyków i profesorów... za co nazwał ich całkiem słusznie: zasuszone pupki.

              Też zachwycam się pasją mateuszową.
              • l-lka Re: Ivo 01.12.10, 00:36
                a000000 napisała:
                > wyszedł w połowie sonaty nr32 op111? Dziwny facet. Tą sonatę Pogorelich gra prz
                > epięknie.

                No, autor wyszedl „na chwile“ (vorübergehend).
                Ale to nie ta sama sonata Bethoveena, ktora Pogorlich nagral w 1986 r. Tak samo – jak koncert czajkowskiego z 20 listopada nie jest koncertem, ktorym zagral z Abbado. Po 2000 Ivo nie wydal chyba zadnej nowej plyty? Jesli dobrze pamieta - to bylas na II rachmaninowa w Operze lesnej, to ten konocert ktory wzbudzil tak wielkie emocje i milczenie w Polsce. Nie wiem czy te koncerty- 2009 i 2010 w polsce sie odbyly (?).
                Ale pogorelich- gra dalej i fascynuje dalej. Tymi swoimi fortami- ktore prawie rozsadzaly fortepian- ale nie sluchaczy. To niewiarygodne jak rozne barwy- i emocje potrafi w nich wygrac; plaskie, wibrujace, delikatne , dramatyczne.

                A ponizej fragmenty podrzuconej rezencenzji z "Abendzeitung" (tlumaczenie wlasne...)

                "Pogorelich zagral niektore swoje solowki niezwykle wolno, to prawda. Ale tkwi w tym muzyczny sens: on chroni Czajkowskiego przed cyrkowa teatralnoscia, ktora czesto odrzucala bardziej wrazliwych sluchaczy .
                Juz w pierwszych taktach, gdy fortepian mit spizowymi uderzeniami wrzezbia sie w spiew smyczkow, powsciagliwe tempo podkresla tragiczna powage. A gdy na poczatku przejscia (?), w solowym pasazu muzyka pod palcami Pogorolovicha niemal zamilkla, filharmonia- nasluchiwala w najwiekszej koncentracji, napiecie nie spadlo ani na chwile.
                Potem gra poteguje sie w dramatycznej konfrontacji z orkiestra. Kto sie wtedy poddal sluchaniu, nigdy tego nie zapomni. Tu chodzilo o smierc i zycie, o rzeczy ostateczne.

                Zachwycajcy.

                Pozniej fortepian wahal sie miedzy nadmierna pogoda i zrozpaczona melancholia. (...) Pianistycznie 52 latek jest w zyciowej formie. Drazliwe miejsce, na krotko przed koncem, w ktorym zagral mocniej niz wielu kolegow z orkiestry bylo w tym wykonaniu wspanialym, promiennym punktem kulminacyjnym. Ktoz moze sie pochwalic tak wrazliwa tryumfujaca sila?"

                Znalazlam tez Recenzje z Süddeutche Zeitung (najwazniejsze lokalne czasopismo i jedno z wazniejszych w niemczech)- niestety - receznja zniknela z sieci.

                O ile moge odtworzyc- autor pisal nieco bardziej dramatycznie niez jego kolego. Wspomina o rozwalaniu stainwaya w akce nieopanowanej agreji, o naciskaniu pedalu, o wscieklym graniu falszywych tonow, o wspanialej grze oraz o zagunbieniu sie w niemniej oszalamiajaco (rauschhaft) wygranych i wysluchanych melodii bez jakiegokolweik poczucia czasu. Gre nazwal - dziwna i wspaniala- i nawiazal do poznego Nitsche.

                *Mi tez sie folizoficznie kojarzylo- ale bardziej- w strone groteski- szostakowicza. Hihotu losu. tylko czy nienmcy potrafia groteske dostrzec? nawet jesli wyczuli?



                pozdrawiam
                • a000000 Re: Ivo 01.12.10, 15:27
                  tak, to było w Operze Leśnej... miejsce wybrane jak na złość... takiej muzyki się słucha w sali, nie w lesie z wtórującymi ptaszkami, co było, przyznam tak dziwaczne jak i piękne.
                  Artysta grał miejscami jak potępieniec, miejscami jak bóg... pokazał tyle barw i nastrojów... że czułam się jakby mnie kto w łeb walnął... mowę mi odjęło... przyznam, że nie potrafię słowami się odnieść do tego, co słyszałam. Powtórzę słowa recenzji z sonaty b-moll z konkursu - słuchałam jak zaczadziała... Ten pianista potrafi zaczarować, oczarować... człowiek nie ma wyjścia, może być tylko zachwycony lub zbulwersowany... albo i jedno i drugie...
                  Po występie pianisty nastąpiła przerwa.... w której było słychać słowa osłupionego zachwytu. To był vox populi. No a krytycy muzyczni mają swoje ścieżki - kto by za nimi nadążył?

                  Pogorelich nie nagrał płyty po śmierci swojej żony, z którą to śmiercią ponoć do dziś nie może się uporać. Gdzieś nawet słyszałam (nie wiem czy to piar czy prawda) że była próba samobójcza...

                  Odbyły się, dwa koncerty, w Warszawie. I jak zwykle - burza i pioruny - zachwytu i potępienia.
                  • l-lka Re: Ivo 01.12.10, 21:54

                    a000000 napisała:
                    > Artysta grał miejscami jak potępieniec, miejscami jak bóg... pokazał tyle barw
                    > i nastrojów... że czułam się jakby mnie kto w łeb walnął... mowę mi odjęło...

                    :)
                    no wlasnie tez tak to odbieram.
                    Z tym ze u Czajkowskiego byl jeszcze ten chichot losu (ChChot, co ja napisalam :)).
                    Juz czekam z niecierpliwoscia na luty :) :)

                    pozdrawiam
                    • l-lka Re: Ivo 09.12.10, 23:46
                      @szanowny onufry, jesli zachwyt nad (nowym) ivo nie jest w stanie wzbudzic wzburzonej dyskusji, jesli na moja glowe nie padaja gromy, a jesli juz nie moja- to przynajmniej azerki - to coz jest w stanie? :) :) :)
                      Azerko, bardzo sie ciesze ze moj zachwyt nad nowym, obrazoburczym ivo nie jest osamotniony (chociaz to Ty bylas pierwsza, a ja tylko dolaczam do Ciebie).
                      koncert wbil mi sie we mnie tak bardzo, ze dopiero nie dawno przestalam o nim myslec.
                      choc nie tak do konca, bo wciaz zastanawialam s jaki moglby byc efekt, gdyby znalazl sie dyrygent grajacy czesc orkiestrowa- WRAZ z pogorelichem. bo koncert zagrany zostal jakby dwuwarstwowo- orkiestra grala swoja partie, w sposob jak najbardziej ladny i oczekiwany. a pogorelich swa gra wrecz ten lad rozburzal; dialogi fortepianu z orkiestra- to dialogi przeciwko sobie. Jest w tym i swoista filozofia i kontrast i efekt artystyczny.
                      ale- gdyby tak dialog orkiestra- fortepian poprowadzic na jednej nucie emocjonalej? stworzyc zamiast dwoch emocjonalnie odrebn ych swiatoe- ktore jedyni sie zazebiaja- jeden swiat? taki anty- koncert- no modla na ktora pogorelich gra antymuyzke?..
                      tylko - czy taki dyrygent wogole by sie znalazl? :) :) :) oczywiscie- pytanie retoryczne. potrzebny byl by drugi pogorelich-dyrygent. i do tego obaj musieliby byc w stanie sie dogadac, by stworzyc spojny utwor.
                      no nie wiem, czy wyrazilam sie wystarczajaco jasno.... mam nadzieje. Oczywiscie- domyslam sie ze pomysl jest na tyle szalony, ze niemozliwy.... ale powyobrazac sobie mozna.

                      :)

                      pozdrawiam
                      • a000000 Re: Ivo 10.12.10, 10:22
                        l-lka napisała:

                        >potrzebny byl by drugi pogorelich-dyrygent.

                        i cała orkiestra pogorelichów-instrumentalistów.

                        Tylu geniuszy w jednym miejscu? Chyba prawdopodobieństwo równe zero. Zresztą geniusz nigdy w zespole nie zagra - zbyt odstaje.
                        taka orkiestra geniuszy to niejako tak jakby każdy muzyk z instrumentem inaczej strojonym. Chaos, klajster.... A orkiestrant czy chórzysta MUSI się podporządkować, wtopić.... Bo orkiestra czy chór to JEDEN instrument.

                        Moja głowa,z powodu poglądów odrębnych, już wytrzymała wiele gromów hehehe...
                        To jest socjologicznie niebywale ciekawe zjawisko - jak bardzo każdy chce, aby jego zdanie było jedynie słuszne...
                        • l-lka Re: Ivo 10.12.10, 22:32
                          a000000 napisała:

                          > l-lka napisała:
                          >
                          > >potrzebny byl by drugi pogorelich-dyrygent.
                          >
                          > i cała orkiestra pogorelichów-instrumentalistów.

                          niekoniecznie. ostatecznie muzycy w orkiestrze musza grac muzyke wspolczesna, nawet jesli im sie nie podoba. a pogorelich- to taka muzyka wspolczesna grana na tradycyjnych nutach.
                          • l-lka Re: Ivo 11.12.10, 00:34
                            artykulu nawet nie chce mi sie komentowac, czy na prawde tak trudno w polsce o ludzi, ktorzy potrafia pisac o muzyce? a przede wszystkim- zanim napisza cos - to tej muzyki posluchaja?
                            ale...
                            Ledwo w październiku katowicka orkiestra grała w Bielsku-Białej z Ivo Pogoreliciem

                            zaciekawiona grzebie dalej:

                            07 i 09 października - Ivo POGORELICH wystąpi w Bielsku-Białej. W ramach Festiwalu Kompozytorów Polskich - Fryderyk Chopin zagra Koncert e-moll Chopina z Sinfonią Varsovią pod batutą Jacka Kaspszyka oraz Koncert f-moll Chopina z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia pod dyrekcją Jacka Kaspszyka.

                            Ivo w bielsku, krakowie, lodzi- - a tu- CISZA? nawet madame szwarcmann zdaje sie milczec
                            (o przepraszam, madame szwarcman ironizuje ... zerkam do blogu i od razu kolejne rozczarowanie... czy nawet ktos taki jak Pani Dorota Szwarcman nie potrafi oddzielic tego co sie DZIEJE na scenie, od tego co na tej scenie jest GRANE ??? Pani Dorota- ma madrego znajomego w Madrycie, ale dla mnie ona sama niczym nie rozni sie od "danej osobki" :( )*

                            ....

                            o, a w marcu Ivo gral we wroclawiu,

                            Z uwagi na olbrzymie zainteresowanie występem artysty koncert został powtórzony w dniu 6 marca.

                            czyli brawo! duch w narodzie nie zaginal. a juz chcialam wiescic jakas zalobe narodowa, kiry wywieszac.
                            nie jest zle :) :) :)

                            *
                            jesli o mnie chodzi- to zachwycaly mnie miny bozanowa i jego czarne skorzane rekawiczki i spinki w ksztalcie biedronki :)
                            i ani mi to pomagalo ani przeszkadzalo w sluchaniu tego co gra.
                            • l-lka Re: Ivo 13.12.10, 09:52
                              Aktualizacja:

                              Ivo POGORELIĆ,...zagra recital w Poznaniu - 15 grudnia 2010 (organizator Towarzystwo im. Henryka Wieniawskiego) i koncert z Orkiestrą Filharmonii Podlaskiej pod dyrekcją Maestro Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego w Białymstoku (organizator Filharmonia Podlaska).
                              Bilety na oba koncerty są już wyprzedane.


                              wydaje mi ze tej informacji 11.12 nie bylo... albo ze wzgledu na pozna pore przegapilam.
                              Ivo w poznaniu i Bialymstoku.
                              Nikt sie nie wybiera?
                              (hmmm, to kto te bilety wykupuje :) :) :) )
              • l-lka Re: Ivo 13.12.10, 16:09
                a000000 napisała:

                oczywiście recenzje nie były
                > pochlebne. No ale dla pokrzepienia serc przypomnę, że i Chopin nie znajdywał u
                > znania u krytyków i profesorów... za co nazwał ich całkiem słusznie: zasuszone
                > pupki.

                w ramach pogorovichowego rauszu zerknelam jeszcze do Tygodnka Powszechnego -a tam mila niespodzianka (moj Kochany Tygodnik!, jak moglam o nim nie pomyslec od razu! :))) opinia P. Ewy Szczecinskiej:

                II Koncert fortepianowy Rachmaninowa pod palcami Pogorelicha był z kolei festiwalowym skandalem: grubo ciosane bloki klasterów bardziej przypominały wstrząsającą, modernistyczną ekspresję muzyki awangardowego architekta dźwięków, Iannisa Xenakisa, niż wirtuoza, jakim był Rachmaninow. Partytura Rachmaninowa stała się tylko pretekstem do przelewania w dźwiękach własnych, skrajnych emocji, rozgrzanych do czerwoności. Taki artysta jak Pogorelich zawsze będzie się wystawiał na obstrzał krytyki, ale dla niektórych – w tym dla piszącej te słowa – słuchanie jego gry było doświadczeniem wstrząsającym w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu.

                Chodzi o ten sam koncert, ktory sprowokowal Madame Szwarcman do ogloszenia Konca Legendy.
                ale z wpisow pod jej blogiem (m.in. jej wlasnego) mozna sie doczytac, ze i w swiecie muzycznym jednosci nie ma.
                Profesor Marchwinski jest tez "po naszej stronie" ;)

                odnalazla sie tez w sieci recenzaj z monachijskeigo koncertu czajkowski wg pogorelicha w SZ. "
                i w sumie...... jest to recenzja "na wszelki wypadek" ;)

                No tak, kto mial zgromic- zgromil. Trudno po raz kolejny opuszczac sale w trakcie koncertu...
                a Pogorelich - pomimo oburzenia krytyki - wciaz gra, sale sa pelne, reakcje publicznosci "zenujaco" entuzjastyczne- (nie tylko w pol-dzikim kraju nadwislanskim; droga azerko, sala nie wstala- niemcy zdaje sie do tego nieskorzy- ale nie wiem, czy czterokrotne, na prawde dlugie wyklaskiwywanie pianisty pomimo braku bisu - nie jest wiekszym osiagnieciem),
                wiec na wszelki wypadek warto napisac "Wunderbare, Wunderliche berührend und verstörend". *
                ;)


                * Cudowne, dziwaczne, poruszajace, klopotliwe (trudno mi przetlumaczyc ostatnie slowo zdumiewajce/pogmatwane/ oburzajace- cos pomiedzy)
                • l-lka ps. 13.12.10, 16:37
                  Azerko, nie wiem, czy ty jestes zawodowo "muzyczna"- o ile mi sie dobrze kojarzy- rowniez masz cos z muzyka - wiecej niz amatorskie sluchanie- do czynienia?

                  no coz, ja sie jak najbardziej wpisuje w zenujaca, niewyrobiona muzycznie, dajaca sie zlapac na muzyczne hucpy, publicznosc. moje "wyksztalcenie muzyczne" - to cztery- moze piec lat ogniska muzyczneg. od 10 rz- czyli czwartej klasy podstawowki- do nie pamietam - juz siodmej czy osmej klasy. Bez tradycji muzycznych w domu- nie liczac prywatnych lekcji na pianinie jakie ojciec pobieral w dziecinstwie, tez niezbyt dlugo; ale nie przekladalo sie to na plytoteki, nie liczac pojedynczych plyt, np "marka i wacka"- (ale tez np witolda malcuzynskiego) - kupowanych zreszta przez mame. W marka i wacka zasluchiwalam sie dziecieciem (do dzis mi pozostal sentyment do "groty krola gor" :))). Do ogniska poszlam na wlasne zyczenie i na wlasne zyczenie grac przestalam (czego bardzo zaluje). pochwale sie tylko- ze pomimo powaznego wieku zastanawiano sie nad przeniesieniem mnie do szkoly muzycznej- na co nie zgodzili sie rodzice-ze wzgledu na bardzo okrojony program z przedmiotow niemuzycznych. no i ze wygrywlam wszystkie - malenkie ale zawsze - konkursy:) (zdaje sie.... w stylu pafcia (oj pafcio, slucham Cie raz po raz - i zwraca uwaga duza nierownosc - talent to ty masz ale zdaje sie ze "zdolny len " w Tobie pokutuje... ale KCh, to juz nie ognisko.. to juz nawet nie Uczelnia...) to znaczy tydzien przed konkursem moja nauczycielka- starsza i bardzo dystyngowana, zalamywala rece- ze co to bedzie ja jeszcze nic nie umiem, ale "jakos" sie zawsze udawalo...).
                  ok, koniec off-topika.
                  • a000000 Re: ps. 14.12.10, 20:46
                    l-lka napisała:


                    > Azerko, nie wiem, czy ty jestes zawodowo "muzyczna"

                    pochodzę z rodziny zawodowo muzycznej, owszem, szkoły (fortepian i skrzypce) pokończyłam, ale zawodowo to jestem politechniczna.

                    moja nauczycielka, przed popisem, gdy słuchała mojej wielce niedoskonałej, popartej leniem propozycji, mawiała: ot będzie wstyd! ot, będzie rozpacz!

                    Co do Pafcia... nie, nie powiedziałabym, że niedostatek ma oblicze lenia... odniosłam wrażenie, że nie mógł tremy opanować - tak bardzo, że miejscami pięknie tkana opowieść - rwała się....jakąś paniką wiało... a ja prawie w stanie przedzawałowym..ze starchu że mu się posypie.... Zastanawiam się, czy nie powinien popracować nad metodami opanowania się właśnie.
                • l-lka ps. czyli off-topik 2 16.12.10, 13:08
                  Przepraszam, ze pozwalam sobie na maly off-topik2 , a do tego wbicie malej szpileczki.. (oj, onufry na pewno powie, ze to moj temat ulubiony :) )) .
                  tylko taka malenka refleksja, z wpisu pt "Smutny koniec legendy" Pani Doroty.
                  O ile prawem Pani Doroty jako krytyka jest napisanie, ze gra pianisty „to była po prostu jedna wielka żenada” o tyle pisanie ze reakcja publicznosci to „druga żenada” juz jej nieco klasy odejmuje.... przeciez Pani Dorota para sie krytyka muzyczna nie socjotechniczna....

                  Mistrzostwo pokazal jednak pan Romek Markowicz (wpis pod blogiem 2008-08-21 o godz. 20:27) , jak mozna wygoglowac, recenzet w Nowojorskiej Kronice Muzycznej.
                  Odmienna opinia (tym razem zachwyt nad gra nowego Pogorelicha prof. Marchwinskiego) kolegi po fachu, aktywnie grajacego i uznanego muzyka, pianisty i profesora nie sklania go do zastanowienia sie nad wlasnym odbiorem, lecz „poszukiwan innych, bardziej wiarogodnych informacji stalych recenzentow raczej, niz przygodnych (nie chce nadmieniac nic brzydkiego o tzw.kompetencji).” (!!!!)
                  I dalej....
                  „W Warszawie niewielka sala koncertowa Filharmonii Narodowej zostala wysprzedana w kilka godzin; na Zachodzie wieksze sale sa tez czesto na jego wystepy dosc dobrze wypelnione. Ludzie przychodza na nazwisko, nie na koncert: wlepic im mozna jakikolwiek kit. Czy nalezy winic impresariow i organizatorow, ze ten strzep-po-pianiscie wciaz zapraszaja, szczegolnie jesli nawet tak doswiadczenie artysci, jak wspomniany prof.JM wpadaja w zachwyt, nizarezerwowany dla innych?”
                  Az trduno komentowac. Zarzucanie publicznosci, ze przychodzi na koncert artysty, ktory gra w sposob wyjatkowo trudny w odbiorze (ja dobrze rozumiem tych krytykow masowo opuszczajacy sale w trakcie koncertu), a ktory do tego oficjalnie zostal uznany za "niegodnego salonow", z powodow snobistycznych- jest samo w sobie – groteskowe
                  (ta snobistyczna drabinka osiagnelaby niesamowity stopien wysublimowania :) )))
                  Zaskakujacy jest ten brak chocby zdawkowo- grzecznosciowej – autorefleksji nad wlasnymi moliwosciami odbioru....Oj ryzykowny to zawod; granica miedzy melomania a megalomania zaciera sie bardzo niebezpiecznie.
                  • onofrio Re: ps. czyli off-topik 2 16.12.10, 20:40
                    l-lka napisała:

                    > Przepraszam, ze pozwalam sobie na maly off-topik2 , a do tego wbicie malej szpi
                    > leczki.. (oj, onufry na pewno powie, ze to moj temat ulubiony :) )) .

                    O. Z calego serca Pani zycze, by Pani nie stala sie bohaterka aforyzmu Churchilla:
                    "Fanatyk to ktos, kto nie moze zmienic zdania i nie zmieni tematu." ;)


                    > tylko taka malenka refleksja, z wpisu pt "Smutny koniec legendy" Pani Doroty.
                    > O ile prawem Pani Doroty jako krytyka jest napisanie, ze gra pianisty „t
                    > o była po prostu jedna wielka żenada” o tyle pisanie ze reakcja publiczn
                    > osci to „druga żenada” juz jej nieco klasy odejmuje.... przeciez Pa
                    > ni Dorota para sie krytyka muzyczna nie socjotechniczna....

                    O. Mnie ten wpis w swoim czasie tez zdenerwowal. Jakim prawem ktos mowi
                    o innej osobie, ze jest skonczona? (dokladniej: "koniec legendy"). Tylko Pan Bog
                    moze cos takiego powiedziec, ale Pan Bog nie jest glupi i tego nie powie ;)

                    > Mistrzostwo pokazal jednak pan Romek Markowicz (wpis pod blogiem 2008-08-21 o g
                    > odz. 20:27) , jak mozna wygoglowac, recenzet w Nowojorskiej Kronice Muzycznej.
                    > Odmienna opinia (tym razem zachwyt nad gra nowego Pogorelicha prof. Marchwinski
                    > ego) kolegi po fachu, aktywnie grajacego i uznanego muzyka, pianisty i profesor
                    > a nie sklania go do zastanowienia sie nad wlasnym odbiorem, lecz „poszuk
                    > iwan innych, bardziej wiarogodnych informacji stalych recenzentow raczej, niz p
                    > rzygodnych (nie chce nadmieniac nic brzydkiego o tzw.kompetencji).” (!!!!
                    > )
                    > I dalej....
                    > „W Warszawie niewielka sala koncertowa Filharmonii Narodowej zostala wysp
                    > rzedana w kilka godzin; na Zachodzie wieksze sale sa tez czesto na jego wystepy
                    > dosc dobrze wypelnione. Ludzie przychodza na nazwisko, nie na koncert: wlepic
                    > im mozna jakikolwiek kit. Czy nalezy winic impresariow i organizatorow, ze ten
                    > strzep-po-pianiscie wciaz zapraszaja, szczegolnie jesli nawet tak doswiadczenie
                    > artysci, jak wspomniany prof.JM wpadaja w zachwyt, nizarezerwowany dla innych?
                    > ”
                    > Az trduno komentowac. Zarzucanie publicznosci, ze przychodzi na koncert artyst
                    > y, ktory gra w sposob wyjatkowo trudny w odbiorze (ja dobrze rozumiem tych kry
                    > tykow masowo opuszczajacy sale w trakcie koncertu), a ktory do tego oficjalnie
                    > zostal uznany za "niegodnego salonow", z powodow snobistycznych- jest samo w
                    > sobie – groteskowe
                    > (ta snobistyczna drabinka osiagnelaby niesamowity stopien wysublimowania :) )))
                    >
                    > Zaskakujacy jest ten brak chocby zdawkowo- grzecznosciowej – autorefleks
                    > ji nad wlasnymi moliwosciami odbioru....Oj ryzykowny to zawod; granica miedzy
                    > melomania a megalomania zaciera sie bardzo niebezpiecznie.
                    >

                    O. Polska krytyka muzyczna jest mierna (ostatnim krytykiem duzej klasy byl J. Waldorff).
                    Pogorelich byl w Polsce bodajze w lutym i gral ktorys z koncertow Chopina.
                    Kilka dni pozniej sluchalem dyskusji w PR2 z udzialem 3 krytykow: Hawryluk, Marczynski
                    i jeszcze jeden, ktorego nazwiska nie pamietam. Co mnie zadziwilo. Otoz we Wszechswiecie
                    kazde 2 atomy sa rozne, kazde 2 komorki sa rozne,... Natomiast opinie tych 3 krytykow
                    co do gry Pogorelicha byly identyczne - toz to przeczy prawom Kosmosu ;)
                    (Ostatni ten Hawryluk mi sie narazil okreslajac Pawla Wakaracego jako "sredniaka").

                    Dobry krytyk jest bezcenny. On nie bedzie staral sie zrugac pianisty, ale pomoze mu
                    wydobyc, to co w nim jest wielkie. W Pawle Wakarecym sa duze poklady talentu do
                    wydobycia.

                    Szkoda, ze Pani w tym Monachium ... :) choc tam zycie muzyczne musi byc bogate
                    (Ja czesto jestem na lotnisku w Monachium w celu przesiadki :)
                    • l-lka Re: ps. czyli off-topik 2 16.12.10, 23:49
                      onofrio napisał:

                      > O. Mnie ten wpis w swoim czasie tez zdenerwowal. Jakim prawem ktos mowi
                      > o innej osobie, ze jest skonczona? (dokladniej: "koniec legendy"). Tylko Pan Bo g
                      > moze cos takiego powiedziec, ale Pan Bog nie jest glupi i tego nie powie ;)

                      Moja pierwsza reakcja tez taka byla, ale jednak po zastanowieniu sie-
                      prawem krytyka jest krytykowac. nawet wyrazac zdecydowane opinie. ryzykiem artysty wystepujacego - byc krytykowanym. Pani Dorota- ma pozycje opiniotworcza- i jej zdanie moze wazyc wiecej, zwlaszcza w wypadku mlodego, zaczynajacego kariere artysty. z drugiej strony- ktos o pozycji Pani Doroty- ryzukuje tez ze jej ew. pomylka obije sie glosniejeszcym echem.. w przypadku pogorelicha- opinie krytyki nie mialy znaczenia- co zreszta juz zweryfikowal czas. Pogorelich- gra, ludzie przychodza na jego koncerty; a on naprawde gra siebie - i dla siebie. bez podlizywania sie publicznosci- a wrecz testujac jej cierpliwosc :) . Znacznie bardziej nie spodobalo mi sie w tekscie Pani Doroty lekcewazenie publicznosci- czyli potencjalnych czytelnikow. Ze wzgledow dyplomatycznych warto chyba zlagodzic wyrazanie opinii. No a Pan Markowicz - to "pojechal na calego po bandzie". fachman- nie fachman. kto slucha- ten daje se wcisnac kit.

                      a jesli juz, to dorzuce trzy grosze:

                      "Nie jest niczym nowym, że choroba generuje wizje, które czasem mogą być dla niektórych bardzo atrakcyjne. Pozostaje jednak chorobą."
                      a moze odwrocic kota? z mojego- bardzo egoistycznego - punktu widzenia odbiorcy, jest wszystko jedno co lezy u podstawy sztuki. ja chce zeby bylo ciekawie i poruszajaca. a srodki jakimi to osiagnieto- sa drugorzedne. przeciez nikt nie odrzuca van gogha (a wrecz przeciwnie), choc z jego obrazow wrecz bije choroba. chorowali psychicznie- beethoven, schuman, schubert. wiec co, nie powinno sie ich grac?

                      inna sprawa- czy pogorelich jest rzeczywiscie chory psychicznie:
                      "Inną sprawą są kwestie techniczne, które Pogorelich ma opanowane bez zarzutu. Sierpniowy występ zachwiał tym poglądem, jeśli o mnie chodzi, ale to, co napisałam w poprzednim akapicie, uznaję za wytłumaczenie wystarczające. Kiedy pianista jest bardziej opanowany (tj. bierze proszki?), umie dać wyraz swemu niewątpliwemu talentowi, jak na opisywanym przez Kristinę kursie. "
                      praktycznie nie ma takiej mozliwosci- zeby na koncercie odstawic proszki -a na kursie wieczornym podac-bo pianista ma byc opanowany. to tak nie dziala... pogorelich jest autystyczny (jak chyba wiekszosc wielkich) nie do konca jest obecny- w tej naszej "normalnej" rzeczywistosci. ale to nie jest choroba.

                      > Szkoda, ze Pani w tym Monachium ... :) choc tam zycie muzyczne musi byc bogate
                      > (Ja czesto jestem na lotnisku w Monachium w celu przesiadki :)

                      a wcale nie wiem czy az tak bogatsze. W takich katowicach np gra jutro pafcio, w niedziele bozanow. niestety- nie bede w stanie pojsc na zaden z koncertow, chociaz na swieta jade w te okolice.
                      zreszta- to sa dopiero moje pierwsze (no niech bedzie - pierwsze i pol) kroki w powazniejszym sluchaniu muzyki. oczywiscie- jesli zdazy sie przerwa w przesiadkach dluzsza nieco- to bede sie czula bardzo zobowiazana i milo mi bedzie niezmiernie jesli mozliwosc wspolnego wypica kawy lub herbaty sie nadazy.:)
                    • l-lka Re: ps. czyli off-topik 2 20.12.10, 00:38
                      A Szanownej Pani Dorocie - podobnie jak mi ;) nadal Ivo nie daje spokoju. Szkoda tylko ze w jej przypadku jest to warstwie sensacyjno-plotkarska a nie muzycznej...
                      Szanowna Pani Doroto, laczenie dzisiejszego sukcusu Pogorelicha z jakas "afera" sprzed 30 lat- jest rownie paranoiczne jak pogorelichowi "agenci KGB" (chociaz powolywanie sie wszystkach jakos pokrzywdzonych w tym czasie na agentow kgb - sile tej "paranoi" zdecydowanie oslabia). To co zdazylo sie w 80 roku - jest dla wiekszosci zachwycjacych sie pogorelichem czyms zupelnie abstrakcyjnym. a jego popularnosc- mimo wieszczen - nie chce spasc...
                      Ale nawet jego kariera w latach 80-90 nie wynika ze "skandalu", lecz ze wspanialej gry. on zostalby dostrzezony- nawet jakby wszedl do tego finalu....
                      no tak, ale przeciez ."absolutnie wszyscy". to prawie jak "muzyka to ja" (no nie calkiem muzyka .... ale to przeciez drobiazg....)
    • onofrio Re: Ivo 14.12.10, 20:14
      Sonata 2 Chopina konczy sie zadziwiajaco: IV.Finale.Presto.

      Taka muzyka, ktora jakby sie kompozytorowi wyrwala spod kontroli. Mialem szczescie w
      1980 sluchac tej sonaty w wykonaniu Pogorelicha w FN. I dopiero wtedy "zrozumialem"
      ten dziwny koniec. Pogorelich zagral go inaczej niz inni (na koncu byl zlany potem).
      Ta - dla niektorych - ekstrawagancka interpretacja zawierala klucz do zrozumienia tej
      muzyki Chopina. Nie zdradze go - kazdy musi go odnalezc sam:


      www.youtube.com/watch?v=EDU7lYJleb4&feature=more_related
      • a000000 Re: Ivo 14.12.10, 20:39
        onofrio napisał:

        > Sonata 2 Chopina konczy sie zadziwiajaco:

        zaczyna też zadziwiająco...Grave... i już przy doppio movimento byłam załatwiona na cacy... gul mnie zdusił... =O

        www.youtube.com/watch?v=WL_I1z5OHe4&feature=related
        to, że miejscami pianista na zakrętach nie wyrabiał - nie miało znaczenia. Ważne było ogólne przesłanie.

        >ekstrawagancka interpretacja zawierala

        W tym roku specjalnie skupiłam się na Finale Presto proponowanym przez, trzeba przyznać, doskonałych pianistów.... precyzja, technika, muzyka... ale żaden nie rzucił mnie na kolana...
        A Pogorelich 30 lat temu - owszem... mnie - poraził. Pokazał mi ducha ulatującego w zaświaty.



      • l-lka Re: Ivo 16.12.10, 19:54
        mi sie to finale w wersji pogorelicha dosc upiornie kojarzy .... gorzej niz "duch ulatujacy"... ten to ulatuje u koli...
        tak dzisiejszego ivo slychac bylo juz wtedy, 30 lat temu (i nie tylko w tym finale). przewrotnie zgosdze sie opinina Pana Markowiczy z blogu Pani Szwarcman. "Krol pozostaje nagi". Pogorelich nigdy nie byl filozofem glebi, on tylko ma w sobie cos upiornie-diabolicznego.
        • l-lka finale presto- skojarzenie, lepiej nie czytac... 16.12.10, 23:59

          ostrzegam-
          zeby potem na mnie nie bylo, ze sluchac nieprzyjemnie.

          > mi sie to finale w wersji pogorelicha dosc upiornie kojarzy .... gorzej niz "d
          > uch ulatujacy"...


          nie wiem.... ten pogorelich to stukot kosci w tym finale wygral.....brrr....

          ps.
          to moze zeby uciec od tych piatkowych skojarzen jakis watek swiateczno- adwentowy otworzyc?
    • onofrio Re: Ivo 21.12.10, 21:21
      Prosze Pani, ja juz mam swoje lata i napisze Pani (ktora jest osoba -jak rozumiem - mloda)
      dlaczego Ivo byl tak wazny dla Polakow w roku 1980. Mysmy strasznie wtedy tesknili
      do wolnosci. Ta sprawa sie wazyla na szali (stan wojenny w roku 1981 pokazal jak
      trudna i subtelna byla sprawa tej polskiej wolnosci). No wiec mamy Konkurs Chopinowski
      w roku 1980. Wielu pianistow gra Chopina szkolnie, szaro jak otaczajaca nas rzeczywistosc.
      Az tu nagle pojawia sie Pogorelich, ktora gra inaczej. Publicznosc natychmiast wyczuwa,
      ze ten facet gra Chopina WOLNOSCI! Jego wykonania sa sluchane tak jak sie pewnie
      kiedys dawno sluchalo prorokow. Jury jest podzielone. Przewodniczacy Kord boi sie
      wykonan Pogorelicha, bo bedzie za nie opieprzony przez KC PZPR. Argerich broni
      Pogorelicha i wyjezdza z W-wy... (Jakis inny juror, ktorego nazwiska nie pamietam,
      opuszcza Jury bo jest przeciw grze Pogorelicha).

      Ale ludzie sa zauroczeni. Wielka aktorka Eichlerowna kaze sie na wozku inwalidzkim
      wiezc do Pogorelicha by wreczyc mu swoja prywatna nagrode.

      Takie to byly czasy.

      I mysle, ze polscy melomani zachowali w swoich sercach wdziecznosc dla Ivo za to
      co pokazal na KCh 1980.

      Jesli teraz jego wystepy sa kontrowersyjne, to trzeba starac sie zrozumiec tego zrodel,
      a nie potepiac w czambul (jak to robi mierna polska krytyka). Np. kontrowersyjne wykonanie koncertu Rachmaninowa w W-wie kilka lat temu bylo proba pokazania jak ten utwor wykonalby chory na Alzheimera pianista (opinia samego Pogorelicha z konferencji
      prasowej).

      To nie jest niewatpliwie czlowiek latwy. Stracil zone, ktora byla dla niego wszystkim.
      Dla mnie pozostanie on tym grajacym w Warszawie wolnosc wspanialym pianista
      z roku 1980.
      • l-lka Re: Ivo 22.12.10, 01:30
        Nie jestem bardzo mloda :) ja tylko muzyki zaczelam sluchac - niedawno- troche ponad rok temu, stad moje moze czasem naiwne opinie. tzn. co najmniej od czasow studiow - z reguly wlaczalam stacje "klasyczna"- ale bylo to sluchanie raczej bierne i do tego w chwilach nieobecnosci ex- malzonka; w ramach zgody malzenskiej tolerowalam "pink floid", by nie sluchac np pet shop boys. ale moj dzisiejszy narzeczony robi mi niespodzianki w postaci biletu na pogorelicha :). w 1980 bylam juz na swiecie, nawet pamietam ze pogorelicha wspominano w moim niemuzycznym domu- czyli emocje musialy byc duze - chociaz dlaczego to za bardzo wtedy nie kojarzylam. tyle jesli chodzi o rys autobiograficzny.
        Ale bardzo dziekuje za obraz emocji, jakie mialy wtedy miejsce, gdyz aktywnie brac w nich udzial- nie moglam; bylo wtedy duzo wazniejszych rzeczy na swiecie do odkrycia :)

        a wracajac do naszego bohatera- uwazam ze pogorelich - i to zarowno ten z lat 80-90 jak i dzisiejszy jest wielkim artysta niezaleznie od sytuacji politycznej w jakiej mu przyszlo wtedy grac. To nie jest muzyk komunizmu lat 80. to muzyk ktory wniosl swoj wlasny wymiar w Pianistyke.
        przeciez- chocby to finale presto chopina. tam slychac ten "grzechot kosci", to jest smierc w jej rozkladzie, bez nadziei, bez duszy i duchow. do konca ludzka i nieunikniona.
        ivo juz wtedy pokazywal swoja dzisiejsza twarz, juz wtedy- muzyka kreowal swoj swiat. choc wciaz w przyjetych ramach.

        A gromy na glowe "dzisiejszego" pogorelicha polecialy nie tylko ze strony polskiej krytyki.
        i jak widac- bez wiekszego efektu.
        O ile u mnie- moznaby doszukiwac sie jeszcze, ze zachwyty dzisiejszym pogorelichem wynikaja z jakichs resentymentow polskich , o tyle trudno podejrzewac o nie moja 32- letnia znajama, japonke mieszkajaca w szwajcarii, pianistke zreszta:).
        zreszta jesli zignorowac najglosniej krzyczacych- to dostrzeze sie, ze rowniez krytyka - zupelnie jak publicznosc- jest podzielona. pogorelich stwarza swiat w muzyce- jaki chyba jeszcze nie istnial. (a jesli istnieje- to prosze o wskazowki). i albo ma ktos do niego klucz - albo pozostaje poza drzwiami tego swiata i slyszy tylko przerazliwe bebnienie w fortepian.
    • l-lka Re: Ivo 21.01.11, 18:04
      7-8 luty coraz blizej... pojedyncze bilety jeszcze sa- dla zainteresowanych ;)

      trzeba kliknac na "karten" a potem na start- otworzy sie plan z miejscami.
      • bachalian Re: Ivo 25.01.11, 06:30
        Ivo miał zawsze solidną podbudowę w tym co najważniejsze- w swojej muzykalności. Świetnie słyszał muzykalność Chopina. Wbrew pozorom jest pianistą grającym kompozytora. To co czasem myli to fakt odrzucenia tych najbardziej powierzchownych szablonów.

        Co tu dużo mówić w muzyce, przy tej całej konkurencji obowiązuje coś w rodzaju poprawności"politycznej". Znacie te wywiady z Zimmermanem jak to sobie Krystian gromadzi skrzętnie karteczki z pomysłami i potem latami robi z tego wypracowaną mozaikę. Jest w tym oczywiście praca, wartość i zasługa ale czasem można mieć dość takiego poprawnego, biurowego podejścia. Niekiedy bardziej spójne i przekonujące całości powstają w wyniku takiego natchnienia jakie oferuje Ivo.

        Myślę że jest on dobrym lekarstwem na współczesne nudnie wypracowane, nakręcone skrzętnie kariery- przekleństwo naszych czasów.
    • l-lka Re: Ivo 07.02.11, 20:08
      jak ten czas leci. to juz 7 luty. a jutro - koncert.
      oczywiscie- odczuwam zaciekaweinie- i pewien niepokoj.
      jak zagra iwo.... jakie beda wrazenia... a moze wyjde w polowie koncertu? ;) kto wie..
      • a000000 Re: Ivo 10.02.11, 16:21
        LILKA! łapiesz oddech z wrażenia? czekam na relację.
        • jdrk Re: Ivo 11.02.11, 20:09
          a000000 napisała:

          > LILKA! łapiesz oddech z wrażenia? czekam na relację.
          Obawiam się, że przykro pisać jak okropnie było ;-)
          • onofrio Re: Ivo 11.02.11, 20:47
            jdrk napisał:

            > Obawiam się, że przykro pisać jak okropnie było ;-)


            Hola hola Kolego - wszystko jest kwestią odpowiedniej interpretacji!

            :)
            • omarecek Ivo i Mozart (a000000 napisała...) 12.02.11, 09:09
              a000000 napisała:

              > wyszedł w połowie sonaty nr32 op111? Dziwny facet. Tą sonatę Pogorelich gra prz
              > epięknie. Zawsze wydawała mi się ona nudna i pełna mozołu. Do czasu. Pod pa
              > lcami mistrza zalśniła pełnią blasku. Mam na CD. Zresztą cokolwiek Pogorelich g
              > ra - zdecydowanie wybija się pośród Wielkich. No, może Mozart mi osobiście najm
              > niej odpowiada.

              Właśnie słucham CD z sonatami i fantazją Mozarta. Oj jak bardzo mi się podoba. Mozart to mój ulubiony i najbardziej osłuchany kompozytor.

              Podoba mi się Fantazja d-moll, pięknie zagrana, jasno przejrzyście no i wreszcie naprawdę jest to FANTAZJA a nie ciemno muliste (d-moll) ciężkie pląsy.

              Jakże świeża (ograna przecież) sonata z marszem Tureckim. Według mnie świetny pomysł na wariacje części 1wszej. Wariacje wbrew nazwie są "gatunkiem" często nużącym i sztucznie przepracowanym- lekarstwo na to?- Ivo oczywiście. Wspaniałe fantazyjne spontaniczne zróżnicowanie.

              Pięknie gra, pięknie, jestem szczęśliwy że natrafiłem na tą płytę.

              Nie jestem wrogiem sonat GGoulda ale u niego te ekstrawagancje są jakby przepracowane i wydumane, u Ivo wydają się natchnione spontaniczne i spójne.

              Dla mnie to wspaniały pianista. Wiem że może się wydawać zarozumiałym egocentrykiem ale ja odnoszę wręcz przeciwne wrażenie. Uważam że jest bezpretensjonalny, naturalny w swojej fantazji. Czysty i uczciwy jak Klara Haskil (mimo krańcowo odmiennej estetyki).

              Ktoś napisał starszy pan z brzuszkiem. Ja uważam, że w dobrym znaczeniu tego słowa jest to chłopak z naszych czasów. Mam nadzieję że się dobrze bawi- lubię jego poczucie humoru i ironii- może i Chopin by to lubił.

              Zawsze uważałem, że jest przede wszystkim bardzo muzykalny muzykalnością czystą- jak Haydn. Czy gra siebie? Jego Chopin wydaje mi się Chopinem do szpiku kości ale w sensie właśnie wygrania tej najbardziej czystej muzykalności Chopina (barwa, chromatyka, kontrapunkt). Pod tym względem bardzo przypomina innego (bardzo INNEGO) pianistę Richtera, czy Benedettiego. Ich Chopin zewnętrznie z pewnością nie jest arcypolski ani archetypowo chopinowski, ale trafiają w sedno muzyczności tego kompozytora.

              I ostatnie- lubię w ogóle podejście Ivo do jego roli. Przez kontrast do innych. To nie jest taki wypracowany, pedantyczny muzyczny Yuppie. Biurokrata sklejający pracowicie koncepcje, wypracowujący sobie "pozycję". Zapisowi muzycznemu jest bardziej lojalny niż "wierny". Może zresztą i pracowicie wypracowuje swoje kreacje, ale potrafi to świetnie dokładnie ukryć.

              To jest cholernie fajny, uczciwy, mądry gość.
              • jdrk Re: Ivo i Mozart (a000000 napisała...) 12.02.11, 14:14
                omarecek napisał:

                > a000000 napisała:
                >
                > > wyszedł w połowie sonaty nr32 op111? Dziwny facet. Tą sonatę Pogorelich g
                > ra prz
                > > epięknie. Zawsze wydawała mi się ona nudna i pełna mozołu. Do czasu. Pod
                > pa
                > > lcami mistrza zalśniła pełnią blasku. Mam na CD. Zresztą cokolwiek Pogore
                > lich g
                > > ra - zdecydowanie wybija się pośród Wielkich. No, może Mozart mi osobiści
                > e najm
                > > niej odpowiada.
                >
                > Właśnie słucham CD z sonatami i fantazją Mozarta.

                My piszemy o dzisiejszym Pogorelichu i jak gra teraz, a nie jak grał 20 lat temu! Nikt nie wątpi, że kiedyś był wybitnym pianistą.
                • omarecek Re: Ivo i Mozart (a000000 napisała...) 13.02.11, 12:41
                  Ech ta pogoń za nowinkami. O Ivo warto pisać i o przeszłości, nawet tej z konkursu. Myślisz że wszyscy pamiętają? Za mało powiedziano/napisano o nim.

                  Piszcie i o starych wykonaniach.

                  Albo daj mi linki do tego forum gdzie opisaliście starsze płyty- piękna rzecz, takie dobre posty opisy.
                • a000000 Re: Ivo i Mozart (a000000 napisała...) 13.02.11, 14:10
                  jdrk napisał:

                  >Nikt nie wątpi, że kiedyś był wybitnym pianistą.

                  pianistą wybitnym jest i dziś.... widziałam i słyszałam jakim doskonałym warsztatem włada.
                  Zgodzę się, że jego interpretacje nie wszystkim się podobają.
                  • 184l Re: Ivo i Mozart (a000000 napisała...) 13.02.11, 17:45
                    Nigdy nie mialam szczescia wysluchac I.Pogorelicha na zywo . A z nagran wiem ze;
                    -Bacha gra niezwykle rytmicznie i dynamicznie
                    -Chopina romantycznie
                    -Rachmaninowa abstrakjcyjnie
                    Wniosek-trzeba byc naprawde wielkim artysta zeby miec taki wachlarz ekspresji muzycznej.
                    • a000000 Re: Ivo i Mozart (a000000 napisała...) 13.02.11, 18:16
                      184l napisała:

                      > Nigdy nie mialam szczescia wysluchac I.Pogorelicha na zywo

                      ja słyszałam, w Rachmaninowie, II koncert. Długo pozbierać się nie mogłam. Usłyszałam kompletnie nową propozycję, nie upiększoną tradycją czy normami wydumanymi przez różniste "ciała pedagogiczne"... to był obraz chorego człowieka, który krzyczał, śmiał się, płakał... tam było tyle emocji, od zakochania aż po nienawiść samotną.... że siedząc na twardej ławce - nie czułam twardości.
                      Dla mnie odczuwalność twardości krzesełka jest miarą wielkości odbieranego dzieła... jeśli w kinie czujesz niewygodne krzesło - znaczy film taki sobie... jeśli na koncercie czujesz niewygodę - znaczy, że się nudzisz... Propozycja artystyczna Pogorelicha była tak niesamowita, że te ponad 2000 luda słuchało z zapartym dechem.... że nie wspomnę o technicznych szczegółach, które były doskonałe...
                      To wykonanie całkowicie odbiegło od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni - ale było równie wielce interesujące. Po prostu - inne. I nigdy się nie ośmielę skrytykować artystę tylko dlatego, że jego wykonanie do szablonu nie pasuje.

                      Pogorelich na pewno jest wielki - jego wykonania nikogo nie pozostawiają obojętnym. Od zachwytu po potępienie.
                      • kanarek2 Re: Ivo i Mozart (a000000 napisała...) 15.02.11, 00:23
                        > Pogorelich na pewno jest wielki - jego wykonania nikogo nie pozostawiają obojęt
                        > nym. Od zachwytu po potępienie.

                        Zaś jego kursy mistrzowskie w zeszłym roku w warszawskiej Akademii Muzycznej podobały się wszystkim obecnym, czyli studenci (liczni) byli zachwyceni. Myślę, że więcej na ten temat mogłaby powiedzieć Schaetz, jesli zerka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka