l-lka
25.11.10, 22:48
Zanim napisalam ten post, na wszelki wypadek przejrzalam wpisy na forum. To chyba wszystkie watki na forum dotyczace pogorelicha. Zachwyty, zdziwienie i koniec legendy. I cisza- na forum ale rowniez w internecie cisza, chociaz – jesli wierzyc internetowi, Pogorelich wystepowal w Polsce w 2009 r oraz w tym roku.
No ale- nieswiadoma „konca legendy” ... :)
Przyznam- ze troche obawialam sie tego koncertu. Po komentarzach w polskim i niemieckim internecie...
Sala nie byla wypelniona po brzegi- ale tylko brzegi –te absolutnie najgorsze miejsca byly niezajete. A pamietac trzeba, ze monachijski Gasteig- to prawie 2400 miejsc. Zwazywszy, ze poprzedni (pierwszy?) wystep Pogorelicha w Monachium w kwietniu tego roku- skonczyl sie – sadzac po recenzji i komentarzach sluchaczy - podobnym skandalem jak w Polsce (jesli nie wiekszym Pogorelich pojawil sie ponoc na scenie w pizamie (?)), trzeba przyznac ze maniakow pogorelichowych jednak troche sie znalazlo.
Obawa nie minela w momencie gdy pojawil sie Pogorelich z calym przynaleznym mu dobytkiem. Starszy pan z krotko przystrzyzona siwizna i brzuszkiem. Z nutami i dziewczeciem do przewracania stron. Ale we fraku (!).
I gdy ten starszy pan, po dosc klasycznie zagranych pierwszych akordach, zaczal podskakiwac na stolku, wygrywajac przy tym – falszywie- tony kompletnie pozbawione dynamiki, dzwieki drazniace w jakims makabrycznym forte, wciskane w klawiature- to nawet nie bylo cwiczenie gry- ale gra z jakas zloscia czy zlosliwoscia, - tak, pomyslalam - co on sobie wyobraza, ze chyba jednak... i w tym momencie Pogorelich zagral piekne, delikatne subtelne pianissimo- jak tylko on potrafi, z delikatnie wymodelowanym crescendo.
Tutaj moge skopiowac to co pojawilo sie juz wielokrotnie. Gra przeciw muzyce. „Na opak i pod wlos”, chociaz nie az tak skrajnie jak sonata Rachmaninowa (o ile pamietam, gdyz sluchalam jej- dosc dawno, niestety zdjeli ja w tutejszym jutubie). Druga czesc – miekko liryczne flety - i wejscie Pogorelicha- drazliwe, wibrujace. Potem- cos- co bylo juz chyba tylko improwizacja Pogorelicha. A ja sluchalam coraz bardziej rozdziawiona. I ... z coraz szerszym usmiechem. To byly jakas szalona groteska. Wlasnie groteska. Polka Szostakowicza. Grajacy z falszywymi nutami, drazniacy przenikliwym dzwiekiem, z zupelnie rozszarpany dynamika i artykulacja, z forte- rozsadzajacym instrument. I zaskakujacymi pauzami. Niesamowicie liryczny. Po prostu- Ivo Wspanialy
Jak dlugo trwala improwizacja Pogorelicha- trudno mi powiedziec, caly koncert- trwal ponad godzine. Na prawde- nie wiem kiedy ona minela. Dawno zapomnialam, ze koniecznie chcialam przed koncertem napic sie kawy :) ... (przypomnialam sobie dopiero o tym w trakcie- naprawde wspaniale zagranej przez filharmonikow londynskich- drugiej Symfonii Rachmaninowa).
Trzecia czesc- to pelne szalenstwo. Inaczej nie da sie tego okreslic. Potezna, rozsadzajaca emocjonalnie. Drazniaca nerwy- az po czubki wlosow. Powalajaca na kolana. I wygrana – na tej najwyzszej emocjonalnej strunie do konca.
Potezna owacja- i okrzyki „brawo”. Wywolywany byl cztery razy, za kazdym razem dal sie bardzo dlugo prosic. Bisu nie bylo. Standing ovation- tez nie.
Wychodzac- spogladalam na wspolsluchaczy z tak samo wystrzezonymi zebami jak ja :) . Najbardziej utkwila mi w pamieci siedzaca za mna - bardzo starsza, siwa, drobna pani – z podobnie sardonicznym usmiechem na twarzy.
Bardzo, bardzo zaluje ze nie wsunelam do kieszeni jakiegos nagrywacza. Ze Ivo nagra plyte- trudno liczyc. A szkoda.
ps.1 Nastepny raz- Pogorelich gra w Monachium- w lutym...
Ps.2 Tutejsze watki pogorelichowe- zebrane :
Zachwycony. Pazdziernik 2005
Nieco zdziwiony. Luty 2007
sierpien 2008