jaga64
09.02.07, 16:43
Przeprowadziłem małą analizę zachowań Prezydenta Kaczyńskiego. Jak wiadomo
zachowanie Prezydenta przekłada się na postrzeganie Polski w świecie. W końcu
w naszym systemie konstytucyjnym rolą prezydenta jest głównie reprezentowanie
nas - Polaków na zewnątrz. Prezentuję efekty moich spostrzeżeń.
Nasz Prezydent unika kontaktów z ludźmi. O ile jeszcze daje sobie jakoś radę
w kraju, tak w kontaktach z obcokrajowcami dramatycznie się usztywnia i
stresuje. Prezydent nie lubi swojej pracy, dostaje alergii na widok kamer z
powodu posiadania licznych kompleksów. Ponadto Lech Kaczyński nie został
prezydentem z własnych chęci, tylko z polecenia brata, co zaanonsował
słowami "zadanie wykonane". Mogłoby się wydawać, że osoba pełniąca obowiązki
prezydenta powinna przede wszystkim mieć takie ambicje i wewnętrzne poczucie
realizowania się na takim urzędzie. Jak widać wyjątki się zdarzają.
Powodem publicznej nieporadności Lecha Kaczyńskiego jest jego domatorski,
kameralny charakter. Prezydenta najlepiej czuje się w zaciszu własnego domu,
pod okiem żony, a zwłaszcza mamy. Lęk przed światem Pana Prezydenta powoduje
zupełna nieznajomość tego świata, oraz brak umiejętności porozumiewania się w
obcych językach. O ile przeciętny kucharz włada angielskim, a kelner
francuskim o tyle mieniący się tytułem profesora Prezydent jest w tym temacie
całkowitą nogą. Jego obrońcy twierdzą wprawdzie, że Prezydent zna półtora
języka obcego tzn. rosyjski i biernie angielski, ale to drugie łatwo podważyć.
Sądzę, że Prezydent jest świadomy swoich ułomności i gdy zachodzi potrzeba
wyjazdu na spotkanie Trójkąta Weimarskiego lub do Davos Prezydent chowa głowę
w piasek, bo wie, że zwyczajnie się nie nadaje. Tam gdzie społeczeństwu
Prezydent nie może odmówić i musi jechać, bo nie ma wyboru prezentuje się
tak: wokół toczą się ożywione rozmowy w kilku językach, atmosfera jest
fantastyczna, a nasz Prezydent siedzi skulony i osowiały. Za ten sposób
załatwiania naszych narodowych interesów ciągle płacimy wszyscy.
Mowa ciała też zawodzi Prezydenta. Nie potrafi swobodnie wyciągnąć ręki na
powitanie, sprawia wrażenie nieszczerego, zawstydzonego, skrępowanego. Jest
odpowiednikiem brytyjskiego "Jasia Fasoli". W czasie zagranicznych wizyt
Prezydent zamyka się w sobie. Wtedy jego żona przejmuje pierwsze skrzypce
tzn. poprawia mu krawat, koszulę coś tam ciągle koryguje. Jeśli ubiór jest w
porządku to można przynajmniej podać mężowi reklamówkę do samolotu w błysku
fleszy 100 aparatów i 50 kamer. Takie działania powodują, że śmiechem parskam
już nie tylko ja, ale cała Europa! Wszyscy ze zniecierpliwieniem czekają na
następne odcinki tej nie mającej końca serialowej komedii!
Przed kamerami Lech Kaczyński dostaje obrzęku śluzówek, dostaje
szczękościsku, mówi jak gdyby miał kluski w gardle. W ogóle nie można go
zrozumieć, ale on sam nie widzi w tym problemu. Lech Kaczyński nie ma pojęcia
jak być dobrym prezydentem i najwyraźniej nie ma potrzeby, żeby się czegoś
nowego nauczyć. I nikt mu tego już nie powie, bo kancelaria prezydencka
została oczyszczona z fachowców, którzy zostali po Kwaśniewskim.
Źle się dzieje jeśli taki przykład rządów idzie "z góry".
Dlatego gdyby jakimś cudem mój tekst kiedyś dotarł do Pana, Panie
Prezydencie, to powiem Panu, że życie to nie "Big Brother" i ciągłe granie
kogoś, kim się nie jest powoduje fizyczny i psychiczny rozstrój zdrowia. A
głównie zdrowia Panu życzę.