maro76 24.03.07, 22:48 start juz jutro wkleje jeszcze raz linka, lepiej bedzie omawiac to wydarzenie w osobnym wątku www.beethoven.org.pl/ koncertowy zawrót głowy plus inne atrakcje w Warszawie i nie tylko relacje pokoncertowe mile widziane:) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
arana Otwarcie, ale jakie! 25.03.07, 23:40 Inne, piękne, niespodziewane zaskakujące. Właściwie pierwszy raz słuchałam na żywo dżezujacej klasyki i jestem zachwycona. Muzyka taka inna, a taka piękna! Wspaniałe aranżacje, niezwykła Grażyna Auguścik w VII Symfonii Beethovena, genialny "Koriolan". Grazyna Dudziak w Mazurku F-dur była tym, co na weselu Boryny i tym, co w Chopinie. A. M. Jopek głęboko wzruszajaca w Mozarcie. Cudowna zabawa w Rachmaninowie. Niezwykła I. Kłosińska w Pendereckim (Lacrimosa). Cudowny flet Kotnowskiej w Piazzoli. A przy Barkaroli Czajkowskiego w wykonaiu Ewy Bem łzy stanęła mi w oczach. 5 kwietnia wyjdzie płyta. Posłuchajcie. Warto! Odpowiedz Link Zgłoś
dr.ravic Re: Otwarcie, ale jakie! 26.03.07, 19:19 Zazdroszczę w takim razie... Obejrzę w TV, bo niestety na bilety nie załapałem się. Stałem 2 godziny po wejściówki, o 19:40 okazało się, że nie będą sprzedawane z powodu braku wolnych miejsc... Przykro. Za to wyniosłem stamtąd wnioski z obserwacji ludzi stojących w tej samej kolejce. Tyle cwaniactwa i chamstwa dawno nie widziałem... Wyzwiska, przepychanki do łapówek włącznie. Ech... Kiedyś miałem przekonanie, że ludzie słuchający takiej muzyki reprezentują pewien poziom kultury, a jest wręcz przeciwnie! Z przykrością muszę stwierdzić, że bywając również na koncertach rockowych, bluesowych, jazzowych tylko w takich "kulturalnych miejscach" jak opera czy filharmonia ludzie sie w ten sposób zachowują. Odpowiedz Link Zgłoś
arana Re: Otwarcie, ale jakie! 27.03.07, 06:07 To było wydarzenie! Koncert rozpoczynał się tuż po wejściu. Świetlana biel marmurów, czerwień dywanów, na nich wysmukłe tanagryjski figurki opięte czarno- białą materią stroju. Były żywe: uśmiechały się, witały gości, wskazywały drogę, prowadziły na miejsce, wprowadzały na scenę oficjalnych gości, otwierających koncert. Po zakończeniu czekały na nas z naręczami białych i niebieskich róż. Każdy z gości wychodził, trzymając piękny kwiat na długiej łodydze. Wyobraźcie sobie taki widok: świetlista przestrzeń placu Teatralnego w ciepły wiosenny wieczór, zapełniona uśmiechniętymi ludźmi, którzy wewnątrz mają muzykę, a w ręku - jak jakiś tajemniczy ZNAK - białą lub niebieską różę. Rozpraszaliśmy się pobliskich ulicach, budząc widoczne zdumienie przechodniów. Wiele osób z różami czekało, tak jak ja, na metro. Mijając się, wymienialiśmy uśmiechy - nie byliśmy już nieznajomymi, lecz UCZESTNIKAMI, bo połączyła nas muzyka i ten cały niezwykły wieczór. Zaraz po powrocie do domu włączyłam retransmisję w Dwójce, bo nie mogłam rozstać się z tą muzyką. Było pięknie, a właściwie jeszcze piękniej. Jeśli ktoś będzie słuchał płyty, niech pamięta, że te najgłośniejsze oklaski to moje . Odpowiedz Link Zgłoś
arana Re: Otwarcie, ale jakie! 27.03.07, 07:54 Jeszcze opinia innych: miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,4014149.html Odpowiedz Link Zgłoś
arana Re: Otwarcie, ale jakie! 27.03.07, 07:57 dr.ravic napisał: > [...]Obejrzę w TV Było? Będzie? Napisz,kiedy, bo nie mogę znaleźć. Odpowiedz Link Zgłoś
schaetzchen półmetek 02.04.07, 00:22 Nikt nie chodzi na koncerty, czy nawał wrażeń nie pozwala Wam na relacje? ;) Byłam na kilku, głównie kameralnych. 1. Cykl 3 koncertów z Lonquichem i Tetzlaffem - wszystkie Sonaty na fortepian i skrzypce Beethovena, Sala Kameralna FN. Przyzwoite granie, choć repertuar nie należał do moich ulubionych... Świetny pianista, żywiołowo-poetycki :) skrzypek miał niestety sporo problemów intonacyjnych (wiele zniosę, jesli muzykalny, ale ten fałszował jednak za dużo). Ale w sumie ciekawe koncerty. 2. "Koncert włoski" na Zamku - czyli 28 marca o 17.00 Maria Chiara Pavone – sopran, Massimo Mercelli – flet i Sandro De Palma – fortepian. Średnio. Bardzo dobry flecista, bardzo przeciętna śpiewaczka. Pianista dobry gdy akompaniował, w Sonatach solowych kiepski. 3. Koncert we czwartek, z III Szymanowskiego i VIII Pendereckiego - również przeciętny. Orkiestra bardzo nieprecyzyjna, soliści nijacy, dyrygent jakiś niespokojny i wszystko strasznie zagonione i bez klimatu. Na usprawiedliwienie muzyków należy dodać, że koncert filmowany był przez TV - to, co panowie kamerzyści wyprawiali na scenie woła o pomstę do nieba. 4. Dzisiaj w południe rewelacyjny koncert na Zamku - Urszula Kryger i Hartmut Höll. W programie pieśni Szymanowskiego. Cudowne wykonanie, głos pani Kryger uwielbiam, a ponadto to bardzo inteligentna i wrażliwa śpiewaczka. Pianista cudowny. Wspaniale się rozumieli, uczta. 5. Później o 17 koncert Kwartetu Lipskiego - panowie grali Beethovena - wolałabym np. Haydna, ale grali tak, że jutro też ich z przyjemnością posłucham. A plany są takie, że mają przyjechać i za rok i za 2 lata i zagrać w sumie wsyzstkie kwartety Beethovena. Znowu trąci to zawodami sportowymi, ale muzycy naprawdę znakomici, polecam jutro. 6. Wieczorem zjawiskowa radiówka z Frankfurtu (Gerhard Oppitz – fortepian Paavo Järvi – dyrygent Das Radio-Sinfonie-Orchester Frankfurt). Strauss i Beethoven. Bogu dziękuję za dobrego jedynie Beethovena - gdyby program koncertu składał się tylko ze Straussa, to już pakowałabym walizki i emigrowała do Frankfurtu. Orkiestra świetna. Działała jak dobrze naoliwiony mechanizm - ale to absolutnie nie znaczy, że grali mechanicznie! Gęsty, oleisty dźwięk, szalenie spójny i szlachetny, skala dynamiczna coś ze 250 dB, rubata robione jak przez jedną osobę, absolutne zrozumienie dyrygenta, wyczuwanie jego najdrobniejszych "przesunięć" w czasie i niuansów we frazowaniu... Cudowny, energetyczny i "falujący" Strauss. Kulminacje nie tracące ani przez chwilę rozmachu, wspaniale rozplanowane, świetny koncertmistrz (solówki w Życiu bohatera), genialna cała grupa waltorni; flacistka - okazuje się, że flet może wydawać normalny dźwięk, a nie głównie świsty i szumy powietrzne; pięknie i słodko brzmiący obój, cudowne kotły, trąbki, no wszystkim należą się owacje, ach jaki kwintet! - ja wiem że to też kwestia lepszych instrumentów, ale nie tylko, oj, nie tylko... Beethovena słuchałam parę dni temu z Semkowem :) i muszę przyznać że o ile wykonanie Niemców było dużo lepsze warsztatowo - przez słowo warsztat rozumiem nie tylko trafianie w odpowiednie klawisze/miejsca na strunie/klapki itd. ale i jakośc dźwięku, dynamikę i tego typu "drobiazgi ;) - to jednak nie przykuło mojej uwagi tak, jak Semkow z Gothonim. Oppitz grał dziś bardzo dobrze, sprawnie, z bardzo miłą uszom werwą i energią, ale to było takie wykonanie, które nie zaskakuje, a raczej słucha się tego na zasadzie "tak, dobrze, tak ma być". Choć nie miałabym nic przeciwko większej ilości takich wykonań w Warszawie... Ale najwięcej wdzięku, mistrzostwa i muzykalności pokazał Paavo Jarvi w Sibeliusie zagranym na bis. Zmusił orkiestę do niesłychanych wręcz, mikrosekundowych zawieszeń i zmian tempa (oj, z nim to bym zatańczyła walca...) a już te szmerowe pianissima były wprost niewyobrażalne (a zwłaszcza cisza jaka w tym momencie panowała na sali). Jutro w tym zestawie IX Mahlera. Już się nie mogę doczekać. PS Jędrku, czy to Ciebie widziałam w IV rzędzie parteru po lewej stronie? Odpowiedz Link Zgłoś
jdrk Re: półmetek 02.04.07, 21:17 schaetzchen napisała: > PS Jędrku, czy to Ciebie widziałam w IV rzędzie parteru po lewej stronie? Niestety, to nie byłem ja. To był pewnie mój sobowtór, który od czasu do czasu zastępuje mnie w FN ;) Ale po przeczytaniu Twoich wrażeń żałuję, że go tam wysłałem, zamiast pójść osobiście ;) Odpowiedz Link Zgłoś
schaetzchen Re: półmetek 02.04.07, 22:08 Albo to zasługa Sobowtóra, albo mojego kiepskiego wzroku... Dziś wybierałam się na Mahlera, ale niestety nie udało się. Transmisji też nie posłuchałam :( Odpowiedz Link Zgłoś
jdrk Re: półmetek 02.04.07, 22:34 schaetzchen napisała: > Albo to zasługa Sobowtóra, albo mojego kiepskiego wzroku... > Dziś wybierałam się na Mahlera, ale niestety nie udało się. Transmisji też nie > posłuchałam :( To na pewno był sobowtór - nie tylko Ty dajesz się nabierać ;) A ja na Mahlera nie miałem ochoty. A co powiesz o czwartkowym koncercie, Berlioz "Potępienie Fausta" - nie znam tego, a tym bardziej solistów - warto iść? Odpowiedz Link Zgłoś
schaetzchen Re: półmetek 02.04.07, 22:42 Na Berliozie będę :) Utwór bardzo lubię, solistów nie znam, boję się trochę że po wersji Kaspszyka którą słyszałam jakiś czas temu w TWON ręka Wita może być nieco zbyt, hmmmm, przyciężka i statyczna... Ale za to liczę na lepszych solistów, bo w teatrze (poza dobrym Kruszewskim) był to dramat wokalny... I nie chodzi mi o podtytuł dzieła :) Odpowiedz Link Zgłoś
kanarek2 Re: półmetek 02.04.07, 23:45 Bedę się starać, i może się spotkamy? choćby raz w sezonie? Pozdrawiam, k. Odpowiedz Link Zgłoś
schaetzchen Re: półmetek 03.04.07, 21:03 Raz koło Wielkiej Nocy Kanarku ;) Ja będe pędzić z Buchbindera na Zamku, więc pewnie przed koncertem do stolika nie dotrę, ale w przerwie jak najbardziej. Dziś niezły recital dali Noras i Gothoni - bardzo dobre Sonaty Kodaly'a i Brittena. Do tego dwa świecidełka - 2 zestawy Wariacji Beethovena na tematy z Mozarta, plus nudna Sonata Aulisa Sallinena. Na panią Muzę i 4 godziny z Lisztem nie miałam ochoty. Ale może jacyś odważni byli? Odpowiedz Link Zgłoś
kanarek2 prawie cały metek 05.04.07, 23:49 Dziś dano "Potępienie Fausta" Berlioza, które zaczeło się świetnie, czyli krótkim służbowym spotkaniem przy służbowym stoliku z forumowiczką S., która od razu poleciała spowrotem do roboty. I faktycznie. Zasieki z kabli i mikrofonów stanowiły surowo-awangardowe decorum do bogatego świata Berlioza. Nabrałem wielkiej ochoty by usłyszeć Fausta w bardzo dobrym wykonaniu, to kawał wielkiej muzyki pisanej z wielką wyobraźnią. A dziś było trochę nierówno. Schatz, jak wrażenia? Odpowiedz Link Zgłoś
schaetzchen Re: prawie cały metek 06.04.07, 16:03 kanarek2 napisała: > Dziś dano "Potępienie Fausta" Berlioza, które zaczeło się świetnie, czyli > krótkim służbowym spotkaniem przy służbowym stoliku z forumowiczką S., która > od razu poleciała spowrotem do roboty. Kanarku, tak zdezawuowało mnie to, że niemal udławiłeś się napitkiem na mój widok, że wolałam uciekać, żeby nie było ofiar! ;))) >I faktycznie. Zasieki z kabli i >mikrofonów stanowiły surowo-awangardowe >decorum do bogatego świata Berlioza. Przyznasz przecie, że konopny sznurek do snopowiązałek, na którym wisiały mikrofony, starnowił celny kontrapunkt do chóru wieśniaków na początku I części? Kanarek uzmysłowił mi również, że trzeba rezerwować sobie czas na 1 lub 2 czerwca: www.filharmonia.pl/?action=concerts&y=2007&m=6 > Nabrałem wielkiej ochoty by usłyszeć Fausta w bardzo dobrym wykonaniu, to > kawał wielkiej muzyki pisanej z wielką wyobraźnią. A dziś było trochę > nierówno. > Schatz, jak wrażenia? Ano właśnie. Też takiego wykonania chciałabym posłuchać - nie mam tylko pomysłu, które miałoby to być wykonanie... Może ktoś podpowie? Zaś co do samego koncertu: nierówno to dobre słowo. W grze orkiestry bardzo brakowało mi jakichś niuansów, czegoś więcej, niż odegrania nut (co oczywiście przy tej partyturze jest pewnym sukcesem, ale - litości! - nie równajmy w dół!). Szkoda wielu pięknych miejsc oznaczonych do grania "piano" a granych mezzoforte co najwyżej; dotyczy to zwłaszcza chóru... Szkoda również topornej i jednakowej przez całe 2 godziny artykulacji. Brawa dla oboisto/rożkisty, bardzo pięknie zagrał swoje solówki. Niestety, drzewo wczoraj bardzo fałszowało. Soliści - bardzo podobali mi się aktorsko (zwłaszcza Faust i Mefisto), wokalnie nieco mniej, głosy wysokie niestety miały okropne problemy gdy partia wykraczała ponad g dwukreślne (Małgorzata) lub razkreślne (Faust). Mefisto był bardzo demoniczny, ale niestety w jego głosie było słychać jakąś dziwną pustkę, nie był "ładny" i okrągły (i nie był to zabieg interpretacyjny jak sądzę). Podsumowując: solidne, pod linijkę granie, bez krztyny poezji i metafizyki. Odpowiedz Link Zgłoś
kanarek2 Re: prawie cały metek 07.04.07, 12:40 > Przyznasz przecie, że konopny sznurek do snopowiązałek, na którym wisiały > mikrofony, starnowił celny kontrapunkt do chóru wieśniaków na początku I części? Owszem, kontrapunkt wypadł celnie. Zasieki dobrze kontrastowały z kruchą bladościę obnażonych górnych partii pani śpiewaczki. A zastąpienie kabli drutem kolczastym byłoby pewnym przegadaniem. Skoro mowa o kontrapunkcie: Faust, czy ścislej Amen z pierwszej części, uswiadomiło mi jak bardzo lubię fugę, to powolne rozwijanie się muzyki, majestatyczne i lekkie zarazem. Normalnie dreszcz mnie przeszył gdy się zaczęło. Co do nagrania, to może Davis z LSO, albo Chung plus von Otter i Terfel? (nie wiem czy Lilypons tu zagląda, chętnie bym wiedział co myśli). k. Odpowiedz Link Zgłoś
dr.ravic Re: Otwarcie, ale jakie! 09.04.07, 22:49 Dziś w nocy o 00:35 na TVP 2 Jazzsimfonica. Odpowiedz Link Zgłoś
arana Re: Otwarcie, ale jakie! 10.04.07, 01:27 Dzięki, właśnie skończyłam oglądać. Nie dali całości i co na żywo, to na żywo, ale i tak wspaniale było sobie przypomnieć. Odpowiedz Link Zgłoś