goc.jola
03.12.06, 16:38
Mieszkam na parterze w niewielkim bloku - wspólnota liczy 16 mieszkań.
Zima była zawsze dla mnie horrorem - mam najzimniejsze mieszkanie w całym
bloku, a dodatkowo w zeszłym roku zarząd, a konkretnie jeden pan, który
trzyma rękę na wszystkim, w tym na kurku od ciepła i który na przykład uważa,
że w nocy nie trzeba grzać, bo "w nocy się śpi pod pierzyną", postanowił
jeszcze bardziej zaoszczędzić na ogrzewaniu, żeby szybciej uzbierać pieniądze
na nowy piec.
Rzeczywiście kosztem wielu wyrzeczeń udało się ten piec w tym roku kupić. I
miało już być ciepło.
Zamiast tego...
O tym, że już grzeją, dowiedziałam się kilka dni po fakcie, bo ja miałam
kaloryfery zimne. Potem rozgrzały się wreszcie, ale tylką górą, spód
pozostawał zimny. Po moich telefonach do administracji, sytuacja poprawiała
się na pewien czas, tzn. kaloryfery mocniej grzały, przez co dało się
wytrzymać, ale różnica cieplna pomiędzy górą a dołem kaloryfera jest wyraźnie
wyczuwalna. Dotyczy to tylko kaloryferów w kuchni i w pokoju, bo w łazience
nagrzewa się równomiernie, i w ogóle jakby jest zawsze cieplejszy niż te dwa
pozostałe.
Okazało sie, że problem dotyczy całego parteru, ale ze względu na specyfikę
jego mieszkańców i to, że kilka mieszań jest niezamieszkanych, nie mam co
liczyc na wsparcie. Na 1 i 2 piętrze kaloryfery grzeją normalnie.
Słyszałam kilka wersji wytłumaczenia tej sytuacji. Sąsiad twierdził, że w
nowym piecu jest pompa przystowowana do nowej instalacji, a ponieważ mamy
starą, to się zapycha.
Z kolei od pracownika administracji, po moim ostatnim telefonie, usłyszałam,
że "zawsze tak będzie, bo ciepło idzie z góry, i żeby pani miała ciepło, to
lokatorzy na górze musieliby się ugotować" !!! Kiedy powiedziałam, że nie
bardzo mnie to wzrusza, że się nie poświęcę i chcę miec ciepło, przyjął
zgłoszenie.
Po czym wkrótce ktoś nastawił piec na wyższą temperaturę (akurat były jeszcze
ciepłe dni), a ja następnego dnia miałam wizyte 2 panów, w tym jeden to
właściciel firmy sprzedającej i montującej piec. Stwierdził on, że u mnie
jest "aż za ciepło", a to, że kaloryfery grzeją nierównomiernie, to taka
regulacja. I ma to mnie nic nie obchodzić, bo póki mam w mieszkaniu
temperaturę od 18 do 22 st.C - wszystko jest w porządku.
No rzeczywiście - najczęściej mam nawet wyższą niż 18 st. Nie wietrząc w
ogóle mieszkania udaje mi się uzbierać w pokoju 21 st, przy podłodze mam o 1
st. mniej. W kuchni jest jeszcze mniej.
Wiem, że dla niektórych to jest wystarczająca temperatura, ale dla wielu osób
nie. Siedzę naubierana jak eskimos i jest mi ciągle zimno. I boję sie, że w
końcu kogos zamorduję... Czy to jest jedyne wyjście z sytuacji?
Czy to prawda, ze jeśli mam 18 st. C, to wszystko jest w porządku?
Czy to normalne, że kaloryfer od połowy w dół jest prawie zimny lub co
najwyżej letni? Przecież płacę za ciepło tyle samo, co lokatorzy wyzszych
pięter, a u nich kaloryfery są równomiernie ciepłe.
Czy ktoś mógłby mi pomóc? Do administracji nie mam już chyba po co dzwonić.
Najwyżej znów ustawią piec na miksimum, a po tygodniu wszystko wróci do normy.
---