jorland
31.03.03, 10:58
Pod koniec zeszlgo tygodnia pisalem, ze - korzystajac z poprawy pogody
warunkujacej masowe uzycie lotnictwa - sily amerykanskie najpewniej beda
postepowac w systematycznym niszczeniu irackiej obrony i posuwaniu sie na
Bagdad. Nic takiego jednak nie nastapilo. Wyglada na to, ze "kampania zostala
wstrzymana w celu przeorganizowania sil", a mowiac prosciej, Irakijczycy
zatrzymali amerykanska ofensywe. Miedzy bajki mozna wlozyc opowiastki, ze
dokonaly tego "niewielkie, paramilitarne grupy broniace sie w poszczegolnych
punktach". Partyzancka taktyka nie zatrzyma pancernych kolumn zwlaszca przy
panowaniu aliantow w wpowietrzu. Amerykanska ofensywa zostala zatrzymana w
strategicznych miejscach przez regularne odddzialy, ktore wiedza o co sie
bija. Brytyjski korpus ekspedycyjny calkowiecie utknal przy oblezeniu Basry.
W tej sytuacji drugorzedne jest to, czy blad zostal popelniony przy
planowaniu strategii, czy tez wskutek politycznych naciskow na wojskowych do
przeprowadzenia szybkiej kampanii. Jak widac, panie Rumsfeld, szybciej nie
zawsze znaczy lepiej. Mysle, ze mozna bez ryzyka pwoiedziec, ze amerykanski
plan ataku na Irak zalamal sie. Teraz trzeba bedzie wypic to piwo.
Zapewnienie alianckich generalow, ze "wszystko idzie zgodnie z planem" mozna
traktowac jak stwierdzenia o "wycofaniu sie na z gory zaplanowane pozycje".
Nie sadze by Amerykanie zaryzykowali ofensywe, gdy na dniach maja przybyc
posilki - tj. zelazny kon z Teksanu i kawaleria pancerna z Niemiec.
Najpewniej poczekaja na wzmocnienie swych sil, teraz koncentrujac sie
na "zmiekczaniu" irackiej obrony bombardowaniami i ostrzalem, zabezpieczaniu
linii komunikacyjnych i oczyszczaniu zaplecza. Problem w tym, ze pierwsze
dodatkowe jednostki beda mogly wejsc do walki najwczesniej za 10 dni. Czyli
czeka nas teraz troche pozycyjnej wojny. Mylill sie wiec gen. Franks
zapowiadajacy wojne "zupelnie innego typu". Jak widac wojna jest calkiem
starodawnego typu.
Na swiecie jest mnostwo ludzi otwarcie lub po cichu zyczacych Amerykanom
kleski. Arabowie wyja z rozkoszy na wiesci o porazkach Jankesow. Opinia
publiczna, nie tylko w krajach arabskich, zobaczyla, ze nie taki amerykanski
diabel straszny jak go maluja i ze z wojskami USA mozna skutecznie powalczyc.
Saddam ma dodatkowy czas na przygotowanie Bagdadu do obrony, formowanie
samobojczych oddzialow itp. Jeszcze za wczesnie na wpadanie w katastroficzny
ton, ale poki co sprawy ida zle. Kto by jednak chcial bardziej sie
zaniepokoic, polecam doskonaly artykul z "Rzeczpospolitej":
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030331/publicystyka/publicystyka_a_1.html
Gdyby nie wchodzilo, trzeba wejsc na www.rzeczpospolita.pl/ i stamtad
na artykul "Polska w roli zakladnika".