rzewuski1
10.01.07, 08:50
Ten rejs miał uratować III Rzeszę. W obliczu klęski Hitler rozkazał wysłać
wielkie podwodne transportowce na drugi koniec świata. Miał nadzieję, że
dzięki niemieckiej technologii Japończycy pokonają Amerykanów, którzy będą
wtedy musieli wycofać część wojsk z Europy.
Oczywiście były to mrzonki. Armie aliantów ze wszystkich stron wdzierały się
do Niemiec. Sprzymierzeni panowali na morzu i w powietrzu, każda wyprawa
oznaczała dla okrętu podwodnego niemal pewną zgubę. Nawet gdyby U-Boot
przedarł się do Japonii, przegrywający bitwę za bitwą, pozbawieni rezerw
paliwa Japończycy nie mieli już czasu na zbudowanie nowej broni. Ale führer i
dowódcy Kriegsmarine chwycili się tego planu jak tonący brzytwy. Decyzja o
rozpoczęciu operacji „Cezar” została podjęta. 5 grudnia 1944 r. z Kilonii
wyszedł U-864, dowodzony przez 32-letniego kapitana Ralfa-Reimara Wolframa.
Był to podwodny krążownik typu IXD2 o długości 87,6 m i wyporności w
wynurzeniu 1616 ton. U-864 został całkowicie przebudowany na podwodny okręt
transportowy. Miał służyć III Rzeszy jako łamacz blokady. Wyposażony był w
chrapy – długie rury do czerpania powietrza dla silników Diesla. Dzięki nim
mógł przez cały czas płynąć w zanurzeniu. Do poruszania się na większych
głębokościach służyły silniki elektryczne. W tym czasie niebo nad Morzem
Północnym pełne było alianckich samolotów, każdy U-Boot bez chrap nie miał
szans na przetrwanie (a i te z chrapami ginęły jeden po drugim). Okręt zdołał
bezpiecznie dotrzeć do norweskiego portu Bergen.
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=historia&name=94