Dodaj do ulubionych

Czego byśmy nie zrozumieli

01.07.12, 14:56
Przenoszą nas złośliwie tu i teraz z lat, na ten przykład, siedemdziesiątych. Już pal czort neologizmy, niech im bedzie, ale stare i dobrze znane słowa nagle do niczego nie pasują. Komórka, tapeta, plik, sygnaturka, wypasiony...
Co jeszcze?
Obserwuj wątek
        • balamuk Re: Czego byśmy nie zrozumieli 01.07.12, 20:59
          A nienienie, to nie o to chodzi. Nie o słowa, które wtedy w języku polskim w ogóle nie istniały. A w angielskim albo nie istniały, albo miały inne znaczenie (tablet czy notebook). Chodzi właśnie o tę ikonę, sygnaturkę, domenę, były sobie od niewiadomokiedy, znaczyły coś, a teraz cos innego.
          • bokertov1947 Re: Czego byśmy nie zrozumieli 02.07.12, 05:57
            Witam!
            Taki juz jest to zycia. Ciagly rozwoj powoduje, iz takze jezyk musi sie dostosowac do niego.
            Dzieje sie to spontanicznie lub poprzez regulacje.
            Jako przyklad - trzy jezyki,gdzie gremia jezykoznawcow wprowadzaja nowe okreslenia do swych jezykow.
            I tak koncem 19 wieku grupa syjonistycznie ukierunkowanych ludzi (nie mylic z pojeciem syjonizmu jaki maja w genach Polacy), pod przewodnictwem Eliezera Perlmana (Ben Jehuda) z okolicy Vilnius , powolala rade reformujaca jezyk hebrajski. I tak polozono podwaliny pod jezyk uzywany na codzien w panstwie Israel (Jivrit). Tu takze znajdziemy okreslenia na nieistniejace kiedys przedmioty czy czynnosci – jak chociazby televisia czy radio.
            Co innego bylo w Niemczech W drugiej polowie 19 wieku, na fali pradow filozoficznych i patriotycznych, zaczeto reformowac i ten jezyk. Postanowiono odciac sie od zapozyczonych z innych jezykow okreslen i zastapienie ich bardziej niemieckobrzmiacymi. I tak zastapiono „Telefon“ slowem „Fernsprecher“, „Radio“ – „Rundfung“- by tylko dwa przyklady podac. W miedzyczasie zycie przeskoczylo regulacje i anglicyzmy na stale zadomowily sie w jezyku.
            Franzuzi nie tak znowe dawno postanowili zastopowac „zanieczyszczanie“ ich jezyka przez obnce wtrety. Pozmieniano niefrancuskobrzmiace okreslenia – a nawet wprowadzono procentowe kwoty niefrancuskich piosenek, ktore nadawane moga byc w mediach.
            Z realizacja tego typu wytycznych roznie bywa. Zycie dyktuje regulacje, ktore niezawsze mozna ubrac w pruzapisy.
            Pozdrowienia z Tel Avivu!
            • balamuk Re: Czego byśmy nie zrozumieli 07.07.12, 17:07
              Takich przykładów faktycznie nie brakuje, choćby kodyfikacja języka słowackiego gdzieś od końca osiemnastego wieku czy całkiem świeża kwestia odrodzenia języka ukraińskiego po rozpadzie ZSRR. A chyba wszystkie języki przeszły przez fazy mody na makaronizmy / nerwowego czyszczenia z makaronizmów.. ;)
              Ja się tam nie czepiam, po prostu te zmiany wydają mi się ciekawe.
              Nowe słówko, które wpadło mi w oko - esej.
            • kapitan_marchewa Re: Czego byśmy nie zrozumieli 07.07.12, 19:13
              Drogi Bokertov,
              a nasz "samochód" zamiast "auto"?
              Że samo chodzi? Jakaś paranoja..
              Znacie iine takie nasz polskie niezbyt pasujące do ogólnoświatowych?
              PS. Ale cieszę się, że mamy słowo "komputer" zamiast "maszyna szybkoobliczeniowa"
              I z drugiej strony - taka angielszczyzna jak "water closet" się u nas zadomowiła.
              Zapraszam na ---------
                • bokertov1947 Re: Czego byśmy nie zrozumieli 08.07.12, 06:15
                  Witam Balamuk!
                  ...Samolot...brzmi pieknie, bo sam lata (no, pilot troche pomaga..). Ale z drugiej strony, nie widze zamiennika w jezykach innych.
                  A ptak tez lata - a samolotem go niy zwia.
                  Przypomnial mi sie kawal jak dzialacz PZPR-u robil dyplom na Politechnice. Na pytanie o ciala lotne, odpowiedzial - ptoki. I oblal. Kolega jego Edward Gierek, spotkawszy go zapytal, jak mu poszedl egzamin.
                  ...No tak, nie dziw sie, ze cie oblali - bo ciala lotne to ptAki a nie ptOki!
                  Pozdrowienia z Tel Avivu!
              • tymon99 Re: Czego byśmy nie zrozumieli 08.07.12, 13:57
                jeśli dobrze się orientuję, pierwotnie proponowano 'samoruch' jako prostą kalkę z 'automobil'.
                a mistrzami w wymyślaniu własnych słów są bracia czesi - wymyślili np. počítač (komputer), letadlo (samolot) i inne takie tam. zagadka: jak jest po czesku interkom?
                • balamuk Re: Czego byśmy nie zrozumieli 08.07.12, 15:04
                  Nawet nie śmiem zgadywać... ;)
                  A letadlo jest sympatyczne, lata i już. Chyba tylko w rosyjskim lata samo i pilota lekceważy tak jak u nas? Počítač też mi sie bardziej podoba niż ordinateur, choć w życiu bym nie wymyśliła, co to takie, ten počítač.
                  Słówka dodatkowe - epicki i patetyczny: www.wykop.pl/ramka/244255/jezykoznawca-z-pwn-epic-fail-to-nie-epicka-porazka/ , slowniki.gazeta.pl/angpl/pathetic
                  • bokertov1947 Re: Czego byśmy nie zrozumieli 09.07.12, 11:43
                    W mediach polskojezycznych (z Polski), spotyka sie od pewnego czasu - w zwiazku z plaga powodzi - z okresleniam "podtopione". Tak mi sie wydaje, ze przed moja przymusowa wycieczka do Sjamu (Sjonisci do Sjamu, grzmial tow. Wieslaw), mowilo sie na przyklad domy/tereny zalane.
                    Czy oznacza to, iz termin "zalany" uzyskal nobilitacje, i moze byc uzywany tylko dla okreslenia blogiego stanu Polskow?
                    Pozdrowienia z Tel Avivu!
                    • beata_ Podtopione... 09.07.12, 21:05
                      ... to takie tereny, które nie zostały całkiem zalane.
                      Woda nie doszła np do pierwszego piętra domów, jeno do piwnic albo i to nie.

                        • beata_ Re: Podtopione... 09.07.12, 21:27
                          Eee tam, zaraz latać i mierzyć :-) To tylko oznacza, że szkody nie są katastrofalne.

                          Miało być zgadywane, a nie sprawdzane ;-)
                          Ale z drugiej strony, nie się tego odbytu do niczego przypiąć, zwłaszcza z referentem :-)

                          ps
                          spotkałam się z tym w oficjalnej sytuacji, przy wymianie wizytówek... nie pytaj, co przeżyłam, kiedy spojrzałam :D
                            • beata_ Re: Podtopione... 09.07.12, 22:23
                              balamuk napisała:

                              > :D
                              > To trzeba mieć nerwy ze stali...

                              Z trudem, ale jakoś dałam radę - ze śmiechu tarzałam się później :D

                              > Ja poniekąd filolog, sprawdzam, co popadnie, nie przeklinaj.;) A słowacki i czeski
                              > i tak kocham.

                              Też sprawdzam co się da - to chyba niezły zwyczaj :-)
                      • bokertov1947 Re: Podtopione... 10.07.12, 05:11
                        beata_ napisała:

                        > ... to takie tereny, które nie zostały całkiem zalane.
                        > Woda nie doszła np do pierwszego piętra domów, jeno do piwnic albo i to nie.

                        Dobri den - Beata!
                        Dinky za info!(to ma byc po czeszczinu).

                        A ta roznica w definicji - to cos z nomenklatury ubezpieczeniowej?
                        Taki z wysokim parterem to tylko podtopiony - wiec nie dostanie odszkodowania. A taki z ziemianki - to zalany - a wiec odszkodowanie bedzie wyplacone?
                        Pozdrowienia z Tel Avivu!
                        • beata_ Re: Podtopione... 10.07.12, 20:26
                          bokertov1947 napisał:

                          > Dobri den - Beata!
                          > Dinky za info!(to ma byc po czeszczinu).
                          >
                          > A ta roznica w definicji - to cos z nomenklatury ubezpieczeniowej?
                          > Taki z wysokim parterem to tylko podtopiony - wiec nie dostanie odszkodowania.
                          > A taki z ziemianki - to zalany - a wiec odszkodowanie bedzie wyplacone?
                          > Pozdrowienia z Tel Avivu!

                          Wiesz, ta "definicja" na rozum jest - piętro i piwnicę podałam tylko dla przykładu, żeby było widać różnicę znaczenia :-) Inny przykład - może być, że tereny bliżej rzeki są zalane, a te dalej - "tylko" podtopione. Chodzi o skalę "zjawiska wodnego".

                          A jak to się ma do nomenklatury ubezpieczeniowej i czy w ogóle się ma, to nie mam pojęcia. Za to mam niejakie podejrzenia, że stopień zalania jest przez ubezpieczycieli skrupulatnie badany, niezależnie od nazwy jaka pojawia się w mediach :-)
                        • klara551 Re: Podtopione... 15.11.12, 18:59
                          Podtopienie to termin techniczny,czyli woda np przesiąka przez grunt i jest wokół błocko.Zalanie to fala powodziowa,czyli coś co zalewa nasze włości /nie mylić z określeniem,że kogoś krew zalała choć zasada ta sama/.
                          • bokertov1947 Re: Podtopione... 19.11.12, 20:21
                            klara551 napisała:

                            > Podtopienie to termin techniczny,czyli woda np przesiąka przez grunt i jest wok
                            > ół błocko.Zalanie to fala powodziowa,czyli coś co zalewa nasze włości /nie myli
                            > ć z określeniem,że kogoś krew zalała choć zasada ta sama/.

                            Witam Klarciu!
                            A czy w nowoczesnej terminologii policyjno-kryminalistycznej, odejscie krwi z denata, to podtopienie krwawe, czy zalanie krwia?
                            Pozdrownienia z Tel Avivu (niestety nie za bardzo spokojnego)!
                            • beata_ Jeśli można... zamiast adresatki na razie... 20.11.12, 02:18
                              ... odejścia płynów (krwi, wody itp) raczej nie da się określić mianem podtopienia czy zalania.
                              Noooo, chyba że te płyny "odeszłe" z jednego miejsca podtopiły/zalały inne miejsce :-)

                              ps
                              z denata, jak już coś odejdzie, to jego samego z pewnością ani nie zaleje, ani nie podtopi - niezależnie od terminologii nowoczesnej bardziej lub mniej ;-)
                                  • iryska2604 Re: Jeśli można... zamiast adresatki na razie... 22.11.12, 14:53
                                    Żebrolajki, czyli irytujące posty

                                    Tzw. "żebrolajki" znają wszyscy: "udostępnij i polub by wygrać", "oznacz się na zdjęciu" czy "like jeśli zgadzasz się z obrazkiem". Dziwne, jak wielu z nas złapało się na pułapkę farm facebookowych fanów i agencji interaktywnych starających się ożywić ruch na stronie. – Branża reklamowa wpadła w pułapkę "żebrolajków" wtedy, gdy zaczęła się histeria związana ze statystykami strony. Wiadomo, że to najprostszy sposób na poprawienie sobie frekwencji – mówi Łukasz Mizerski, dyrektor agencji interaktywnej Mediapunto zajmującej się kreacją internetową marek. Zaznacza: – To było błędne koło, oszukiwanie zarówno klientów, jak i internautów. Na szczęście ta fala powoli kończy się.

                                    Kto wymysla takie słówka? Wszystko jest lajtowe, oldskulowe...Mamy chyba kompleksy, wstydzimy sie mowic po polsku czy co? A pamiętacie jak komuna padła i wolny rynek zaczynał startować to kazdy sklepik nawet w zapadłej dziurze to byl shop albo market.
                    • a_weasley Re: Czego byśmy nie zrozumieli 10.07.12, 21:29
                      Bokertov1947 napisał:

                      > W mediach polskojezycznych (z Polski), spotyka sie od pewnego czasu - w zwiazku
                      > z plaga powodzi - z okresleniam "podtopione". Tak mi sie wydaje, ze przed moja
                      > przymusowa wycieczka do Sjamu (Sjonisci do Sjamu, grzmial tow. Wieslaw), mowil
                      > o sie na przyklad domy/tereny zalane.

                      Dalej się mówi "zalane" na tereny zalane, a "podtopione" na tereny podtopione. Zalanie to jest coś więcej, woda na dużym obszarze lądowym, a podtopienia polegają na tym, że miejscami woda stoi tam, gdzie nie powinna (najczęściej w zagłębieniach).
                • a_weasley Re: Czego byśmy nie zrozumieli 10.07.12, 21:34
                  Tymon99 napisał:

                  > mistrzami w wymyślaniu własnych słów są bracia czesi - wymyślili np. počítač
                  > (komputer), letadlo (samolot)

                  Nie negując stwierdzenia ogólnego, zwracam uwagę, że myśmy też aeroplan po swojemu nazwali. Po niemiecku komputer nazywa się Rechner, czyli liczydło, i nie jest to jakiś akademicki wymysł, tylko wyraz używany powszechnie (a interfejs to Schnittstelle, ba, nawet klawisze funkcyjne mają nazwy niemieckie, np. Eingabe (wprowadzenie) zamiast Enter), po hiszpańsku ordenador.
                  A czy ktoś jeszcze pamięta, jak się śmiano z purystów, którzy chcą sejwowanie nazwać zapisywaniem albo krzywią się na nazywanie surfowaniem czynności dziś powszechnie nazywanej chodzeniem po sieci?
                • kapitan_marchewa Re: Czego byśmy nie zrozumieli 12.07.12, 18:57
                  tymon99 napisał:

                  > jeśli dobrze się orientuję, pierwotnie proponowano 'samoruch' jako prostą kalkę
                  > z 'automobil'.
                  > a mistrzami w wymyślaniu własnych słów są bracia czesi - wymyślili np. počítač
                  > (komputer), letadlo (samolot) i inne takie tam. zagadka: jak jest po czesku int
                  > erkom?

                  Że nie wspomnę o słynnym "divadlo"
            • jestem-tu Re: Czego byśmy nie zrozumieli 12.07.12, 19:25
              witam,
              nikt nie dorówna Islandczykom w dbałości o czystość języka. Takie miedzynarodowe słowo jak "telefon" oni zastąpili swoim islandzkim słowem, wzietym z bardzo starej baśni, słowem które oznaczało czarodziejską nitke przez ktorą ktos tam przesyłał słowa...:)
    • a_weasley Kondominium 10.07.12, 21:38
      Za moich czasów oznaczało to wyłącznie terytorium zależne podlegające dwu państwom wspólnie (pojęcia nie mam, jak to działa w praktyce, ale takie twory były, np. wyspy Canton i Enderbury, a może nawet są nadal).
      • embepe Re: Inflacja tytułów 11.07.12, 01:09
        Z różnych obszarów: wyczesany, gruby, zrzut (ekranowy), zawiesić się (o komputerze), podnieść (np. serwer), plazma (rodzaj telewizora), panel (dyskusyjny lub podłogowy/ścienny :-), aplikacja ( w sensie programu komputerowego, ale i w sensie składania oferty pracy), program ( aplikacja :-)) . A także ... forum, wątek, linki, sznurki, strona, portal :-)
        No i oczywiście mój "ulubiony": projekt, czyli każde, nawet najmniejsze przedsięwzięcie ("Jest taki projekt, żeby zamówić pizzę!" - brr!!!).
        No i ładowarka do komórki : www.skiny.pl/demot-327

        :-D
        • balamuk Re: Inflacja tytułów 11.07.12, 16:40
          O, Embepe też się włóczy po nocach. ;)
          Na temat projektów wypowiadać się nie będę. Na temat projektów w ramach programów tym bardziej, bo mnie trzaska.
          A jak się ma przed oczami te inne w kupie, to jakoś włókienniczo-krawiecko wychodzi? Wątki, sznurki, aplikacje...
          • kapitan_marchewa Re: Inflacja tytułów 13.07.12, 18:13
            > O, Embepe też się włóczy po nocach. ;)
            > Na temat projektów wypowiadać się nie będę. Na temat projektów w ramach program
            > ów tym bardziej, bo mnie trzaska.

            Słowo "projekt" jest ostatnimi czasy przeze mnie jednym z najbardziej znienawidzonych.

            PS. Od czasów Big Brothera określenie "nominować" uzyskało też zupełnie nowe znaczenie.
          • embepe Re: Inflacja tytułów 14.07.12, 22:55
            balamuk napisała:

            > O, Embepe też się włóczy po nocach. ;)
            > Na temat projektów wypowiadać się nie będę. Na temat projektów w ramach program
            > ów tym bardziej, bo mnie trzaska.
            > A jak się ma przed oczami te inne w kupie, to jakoś włókienniczo-krawiecko wych
            > odzi? Wątki, sznurki, aplikacje...

            Włóczę się , włóczę :-)
            Masz rację, Balamuku, tak jakoś włokienniczo-krawiecko, a nawet hafciarsko brzmi :-).

            Przypomniało mi się jeszcze jedno słowo: dedykowany. Kiedyś można było zadedykować komuś piosenkę, wiersz lub inny utwór, a dziś mamy "rozwiązania informatyczne dedykowane dla małych firm" - brrr! :-(

            Całkiem niedawno "ściemniać" też było nieco inaczej rozumiane.


                    • bokertov1947 Re: Czego byśmy nie zrozumieli 19.07.12, 05:16
                      Hi Balamuk!
                      z tym zaalarmowaniem - choc gramatycznie brzmi nieco debilnie - to jeszcze bym rozgrzeszyl.
                      Od paru lat obserwuje mode na dopasowywanie obcych slow - bez skladu i ladu - do skladni polskiej. I tak "drzobuje" sie (mieszkajaca w Szwecji polska mamuska z pretensjami poinformowala, ze jej Swenja "jobbuje" (ze szwedzka - przez "jot" - i podkreslone podwojne "b"). Drzejmsy - latorosl piastowskich zmywaczy i ceglonoszaczy w UK, Niemczech lub Czikago - w tym sezone feryjnym "kelneruja" lub "kiperuja" w barze u Drzonny Szinki , lub "klinuja" w ofisach.
                      Bardzo to wzbogaca jezyk Piastolandu - zarowno nad Wislo, jak i poza jej granicami.
                      Pozdrowienia z Tel Avivu!
                        • balamuk Re: Czego byśmy nie zrozumieli 19.07.12, 12:25
                          Cześć. Lideruje, mówisz... Dawniej lider kojarzył się z tym facetem, który przed peletonem zasuwał w Wyścigu Pokoju i wygrywał etap, ech, rozmarzyłam się... ;)
                          Rodacy pracujący (czy co tam robiący) za granicą to inny problem. Czasami jest to snobizm, częściej zwyczajne lenistwo umysłowe. Sam wiesz, że "niezachwaszczanie" polszczyzny kalkami, które same ci się na usta pchają, wymaga wysiłku, takiego programiku w mózgu, działającego na okrągło. A człowiek leniwy z natury... Inna rzecz, że używanie potworków językowych można w jakiś sposób zrozumieć u ludzi, którzy siedzą za granicą od lat, a nie od trzech miesięcy.
                          PS "Klinowanie" podziałało mi na wyobraźnię, miałam wizję grupki bardzo wczorajszych obywateli, którzy siedzą pod ścianą w biurze i walą klina. ;)
                          • bokertov1947 Re: Czego byśmy nie zrozumieli 19.07.12, 13:59
                            Hi Balamuk!
                            Z tym klinowaniem to masz super przelozenie! (A propos przelozenia - tu tez mozna suna asosjacje z Wyscigiem Pokoju, ale i z grubasem, ktory rzadzi - przelozony).

                            Co do ludzi za granica, to gdzies slyszalem powiedzenie...jeszcze sie jezyka kraju gdzie zyje nie nauczyl, ale ojczystego juz zapomnial....Do nich zaliczyc mozna niektorych "trzymiesiecznych" Brytyjow znad Wisly.
                            Pozdrowienia z Tel Avivu!
                            • ewa9717 Re: Czego byśmy nie zrozumieli 20.07.12, 15:16
                              bokertov1947 napisał:

                              A propos przelozenia - tu tez moz
                              > na suna asosjacje z Wyscigiem Pokoju, ale i z grubasem, ktory rzadzi - przelozo
                              > ny).
                              Że o siostrze wielokrotnie) przełożonej z kawału z brodą nie wspomnę ;)
                              >
                              > Co do ludzi za granica, to gdzies slyszalem powiedzenie...jeszcze sie jezyka kr
                              > aju gdzie zyje nie nauczyl, ale ojczystego juz zapomnial....Do nich zaliczyc mo
                              > zna niektorych "trzymiesiecznych" Brytyjow znad Wisly.
                              > Pozdrowienia z Tel Avivu!
                              A powiedzonko też stare, jakoś tak wojenne chyba (jak to Polacy stracili wszystko oprócz akcentu), chyba nawet znałam autora, ale Niemczysko schowało ;(
                              • ewa9717 A polewka? 20.07.12, 15:18
                                Którą jako dziecię tylko z odpowiednim fragmentem "PanaTadeusza" lub ksiązkami z akcją w pomrokach historii usadowioną kojarzyłam, jakiego szwungu w młodzieżowym języku dostała!
                                • balamuk Re: A polewka? 20.07.12, 17:43
                                  "Że mnie, Jackowi, czarną podano polewkę" to oczywista, za to współczesną polewkę znowu musiałam w słowniku slangu sprawdzać. ;))) Ja sie zastrzelę, ciągle wkuwac słówka z własnego jezyka? Dobrze przynajmniej, że to lubię...
      • bokertov1947 Re: Czego byśmy nie zrozumieli 26.07.12, 07:09
        Skaczac po Forum, znalazlem bardzo ciekawe (dla mnie) okreslenie, pasujace do watka:….dusic komore…Dla mnie to nieznane powiedzenie – a jakies 30 lat temu byloby napewno przedmiotem analiz specjalistow od polskiego.
        A’propos komorki.
        Parenascie lat temu, podczas popbytu w Polsce, zona zapytana zostala przez malolata z rodziny – jaka ma komorke. To zaczela mu opisywac pomieszczenie do przechowywania zapasow (no, troche przez przekore). Maly jakos nie zaskoczyl – a jak zona mu powiedziala: no wiesz, prawie taka jak komorke babci – otrzymal odpowiedz: ale babcia nie ma komorki (choc ma – nawet z oknem).
        I tak powstaja konflikty generacji ;-))
        Potdrowienia z Tel Avivu!
          • bokertov1947 Re: Czego byśmy nie zrozumieli 27.07.12, 05:44
            Hi k'ptn!

            Masz racje. Kazdy jezyk rozwija sie i dostosowuje do aktualnych czasow (kiedys o tym pisalem - ale juz nie wiem na jakim forum).
            Troche zaskakujace i niekiedy smieszne, sa zmiany jezyka, ktorego nie uzywa sie na biezaco, a z jego rozwojem konfrontowany jest sie sporadycznie (jak u mnie z polskim).
            Wtedy "monitorowania", "komorki" czy inni "dealerzy" czy "developerzy" brzmia niecodziennie.
            Pozdrowienia z Tel Avivu!
            • balamuk Re: Czego byśmy nie zrozumieli 27.07.12, 18:59
              bokertov1947 napisał:

              > Troche zaskakujace i niekiedy smieszne, sa zmiany jezyka, ktorego nie uzywa sie
              > na biezaco, a z jego rozwojem konfrontowany jest sie sporadycznie (jak u mnie
              > z polskim).
              > Wtedy "monitorowania", "komorki" czy inni "dealerzy" czy "developerzy" brzmia n
              > iecodziennie.
              To zależy od języka, którego używasz na bieżąco - i tendencji w tym języku. U mnie zalew anglicyzmów jest chyba nawet większy, niż w polskim, więc z developerami i dealerami nie mam problemów. Gorzej z takimi "polewkami".
              Kapitanie, android mi zgrzyta z tych samych powodów. Awatara już w ogóle nie komentuję...;)
    • embepe Re: Czego byśmy nie zrozumieli 27.07.12, 20:44
      Żywcem przeniesieni z lat siedemdziesiątych pewnie inaczej niż my zrozumieliby ciacho, pasztet, deskę, parapet, bekę... Mogliby całkiem nie pojąć, co oznacza parcie na szkło, czajenie bazy lub zryty beret.

      :-)
      • balamuk Re: Czego byśmy nie zrozumieli 28.07.12, 10:52
        Trochę obok tematu, ale też o niezrozumieniu - wklejam fragment wywiadu z Monika Sznajdeman:
        "W Polsce wszyscy próbują pisać, to się stało niesamowicie demokratyczne i masowe. Zadziwiające, bo żeby napisać książkę, trzeba naprawdę dużo czasu. Czy ludźmi kieruje chęć zaistnienia, czy wewnętrzna potrzeba wypowiedzenia się? Nie wiem. (...) Są też młodzi ludzie, którzy już wiedzą, że na literaturze, tak jak na wszystkim, można zarobić, przychodzą do nas z gotowym planem promocji i mówią, że ich książka będzie sukcesem, jeśli tylko my się trochę przyłożymy. Jakby przychodzili do agencji marketingowej. Używają języka biznesu reklamowego, którego nie potrafię powtórzyć. To dla mnie ciekawe doświadczenie pokoleniowe, są tak zupełnie różni ode mnie, że całkowicie się nie rozumiemy." ( wyborcza.pl/duzyformat/1,127380,12143755,Mam_gdzie_mysli_rozbujac.html?as=2&startsz=x )
          • kapitan_marchewa Re: Czego byśmy nie zrozumieli 28.07.12, 14:04
            balamuk napisała:

            > Moniką Sznajderman, oczywiście...

            Wydawnictwo? Stiega Larssona co odrzucili? Czytamy to samo?
            Miałem tam nawet marudnie skomentować, że jak to możliwe, że w 1997 miała komórkę cegłę od Centertela co to się strasznie grzała. Skąd ją wzięła? Takie były 1992.
            W 1997 miałem miłego płaskiego Siemensa.
            Ależ ja upierdliwy jestem.
            Aaaaaaa, zauważcie, że niektóre określenia mają krótki żywot. Pojawiają się i znikają.
            Tak jak właśnie określenie "cegła" na grubaśny telefon komórkowy pierwszej generacji. Słowo rozumiane w pierwszej połowie lat 90-tych.
            Ci 20 lat wcześniej i ci 20 lat później nie wiedzą o co chodzi.
            • balamuk Re: Czego byśmy nie zrozumieli 28.07.12, 15:39
              Uhm, Czarne, to samo czytamy. :)
              I cegła też mnie zdziwiła, w 1997, może w 1998, miałam eleganckiego Ericssona z klapką. Samo określenie faktycznie odeszło w niebyt. A takie pagery dalej są w użyciu, nie tak, jak wtedy, ale jednak są.
              Ten odrzucony Larsson to ból...
        • kapitan_marchewa Re: Czego byśmy nie zrozumieli 28.07.12, 14:20
          Jest jeszcze takie określenie, które spowodowałoby u przybysz z lat 70/80-tych chęć natychmiastowego tel na policję (ups, milicję).
          Słowo MASAKRA.

          "Byłem wczoraj na domówce u zioma na kwadracie, masakra była, nawet zioła nie było" :-)
          Co by przybysz zrozumiał z przekazu?

          PS. Odnoszę ostatnio dziwne wrażenie, że "masakra" i już utworzony odeń przymiotnik "masakrycznie" - oznacza coś pozytywnego, takiego, że nawet staromodne określenie "zajebiście" mu nie dorównuje.
          Jak była masakra to było fajnie czy nie?
          • beata_ Re: Czego byśmy nie zrozumieli 28.07.12, 14:45
            Raczej nie było fajnie, skoro zioła nie było :-))

            A tak przy okazji - wkurza mnie niewymownie słowo "domówka". Niby nic w nim złego nie ma, ale skojarzenia mam z okresu, kiedy na siłę próbowano wprowadzać polskie zamienniki dla obcych słów. Komu przeszkadzała "prywatka"? :(
            • balamuk Re: Czego byśmy nie zrozumieli 28.07.12, 16:08
              O, to miło, ze nie jestem osamotniona.
              Niedawno czytałam jakiś skandynawski kryminał i natknęłam się właśnie na "domówkę". A przy okazji na "ustawkę". OK, dało się zrozumieć z kontekstu, ustawka ma swoją logikę, ale ta domówka nijak mi nie pasuje. Co gorsza, kojarzy się z podomką. :(
              • beata_ Re: Czego byśmy nie zrozumieli 28.07.12, 16:44
                Ustawka, to nie problem - przynajmniej dla mnie. Określa zjawisko i nazwa powstała mniej więcej razem z nim, niczego nie zastępując.
                Domówka nawet z podomką mi się nie kojarzy, ta ostatnia to zresztą według mnie bardzo udana kreacja słowotwórcza.
                  • bokertov1947 Re: Czego byśmy nie zrozumieli 28.07.12, 17:16
                    Hi,
                    napewno wiele nazw opisujacych jakas sytuacje zniknelo, bo i sytuacji nie ma.
                    Pamietacie napisy - czesto koslawe - na kartkach przylepionych na drzwiach sklepow: "Remanent" (lub Remament), albo "wyszlam do derekcji"?
                    Teraz chyba juz czegos takiego nie znajdziesz.
                    Pozdrowienia z Tel Avivu!
                    • beata_ Re: Czego byśmy nie zrozumieli 28.07.12, 18:39
                      Remamentów faktycznie nie ma :-))) Ale zdarzało się jeszcze niedawno (teraz już chyba nie, chociaż pewna nie jestem) że po nowym roku markety miały dzień przerwy na inwentaryzację. Teraz chyba po nocach to robią, zeby przerw nie było...
                      Natomiast kartki "Wyszłam do..." można czasem znaleźć na drzwiach małych sklepików czy punktów usługowych z jednoosobową obsługą. Zdecydowanie jednak nikt już do derekcji nie wychodzi :-)))
                      • kapitan_marchewa Re: Czego byśmy nie zrozumieli 29.07.12, 05:01
                        Beata, te różne "-ówki" to jakaś plaga. Nienawidzę tego.
                        Specjalnie napisałem o "domówce" czekając czy ktokolwiek zauważy i się odniesie :-)

                        A taki tekst: "osobówka zderzyła się z TIRem"?
                        Przecież lepiej byłoby od razu walnąć "osobówka zderzyła się z tirówką".
                        Tylko kiedyś "tirówka" znaczyło coś zupełnie innego..
                        • beata_ Re: Czego byśmy nie zrozumieli 29.07.12, 13:40
                          kapitan_marchewa napisał:

                          > Beata, te różne "-ówki" to jakaś plaga. Nienawidzę tego.
                          > Specjalnie napisałem o "domówce" czekając czy ktokolwiek zauważy i się odniesie
                          > :-)

                          "Ówki" są dość powszechne i większość nie wzbudza w nas sprzeciwu - sama się zastanawiam, dlaczego niektóre słowa, wydawałoby się prawidłowo zbudowane według pewnego wzorca, są tak wkurzające... Pewnie językoznawca jakiś miałby coś więcej do powiedzenia na ten temat :-) Bo popatrz - taka bagażówka, ciężarówka, taksówka (czy nawet tirówka, która oznacza co innego) nikomu nie przeszkadzają... aż się prosi, żeby ta "osobówka" też się pojawiła... a jednak drażni :-)

                          > A taki tekst: "osobówka zderzyła się z TIRem"?
                          > Przecież lepiej byłoby od razu walnąć "osobówka zderzyła się z tirówką".
                          > Tylko kiedyś "tirówka" znaczyło coś zupełnie innego...

                          Nadal znaczy i bardzo trafnie określa to, co określa :-)
                • asdaa Re: Czego byśmy nie zrozumieli 28.07.12, 20:28
                  beata_ napisała:

                  > Ustawka, to nie problem - przynajmniej dla mnie. Określa zjawisko i nazwa powst
                  > ała mniej więcej razem z nim, niczego nie zastępując.

                  gdy miałam lat naście, a więc już daaaawno temu w moich stronach mówiło się np. : chłopak ustawił (umówił) się z dziewczyną...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka