Gość: Hans
IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl
11.06.03, 22:55
oto artykuł o uwielbianej przez was potężnej
Rosji i jej armii w której używają jeszcze onuc
Podane jest również ogólne porównanie.
Nie wiem jak można uważac za mocarstwo i podziwiać
taką runine. To przeżarty przez mafie, korupcje
i biede kraj. Putin ze swoim blefem politycznym
stara sie oszukać zagranice aby Rosje nie byla
obiektem kpin i żartów - cała prawda.
KREML I OKOLICE
Bania dla armii
W rosyjskiej armii będą nowe banie i pralnie polowe - podała wczoraj z dumą
agencja Interfax. Jak wynika z jej informacji, na zlecenie Ministerstwa
Obrony rosyjscy inżynierowie przystąpili do prac nad skonstruowaniem polowej
bani, w której mogłoby się kąpać do 600 żołnierzy tygodniowo, a także polowej
pralni, w której - również w ciągu tygodnia - można byłoby wyprać do 2,5 tys.
mundurów, koszul, "tiełogrejek" (tych w biało-niebieskie paski), a także 2,5
tys. par onuc, które wciąż znajdują się na wyposażeniu armii. Nie dość na
tym. Według informacji Interfaksu, eksperci pracują również nad
przygotowaniem ruchomego centrum socjalno-bytowego, w którym byłoby miejsce
dla etatowego fryzjera i szewca oraz pomieszczenie do suszenia mundurów...
Oglądając na ekranach swoich telewizorów relację z wojny w Iraku, Rosjanie
nieustannie porównywali irackie kadry, z tym co niemal codziennie pokazuje im
rodzima telewizja w filmowych migawkach z Czeczeni... Tam: czysta, zadbana i
świetnie wyposażona armia amerykańska, tu: błoto, brud i bochenki czarnego
chleba, jak z filmów radzieckich o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Nie mówiąc
już o uzbrojeniu, produkowanym według wzorów z czasów drugiej wojny światowej
lub tuż po jej zakończeniu.
Porównanie jest proste: wyposażenie przeciętnego żołnierza amerykańskiego w
Iraku kosztowało ponad 5000 dolarów - rosyjskiego w Czeczenii najwyżej 600 i
jedyne co mogło jeszcze ze sobą konkurować, to Kałasznikow i M-16. Bardzo
niewiele. Zwłaszcza że również porównanie stopnia zdyscyplinowania i poziomu
wyszkolenia wypadło - zdaniem Pawła Felgengauera, jednego z czołowych
moskiewskich komentatorów wojskowych - zdecydowanie na niekorzyść Rosjan.
Rabunkowe "zaczystki" i akcje pacyfikacyjne, dokonywane nierzadko przez
pijanych żołnierzy i ich dowódców (vide: casus pułk. Budanowa, oskarżonego o
zgwałcenie i zamordowanie młodej Czeczenki) - są tego najlepszym przykładem.
Ale i skutki są nieporównywalne: operacja w Iraku trwała kilka tygodni i
pochłonęła stosunkowo niewielką liczbę ofiar. Tymczasem wojna w Czeczenii
toczy się już wiele lat, a liczba ofiar - tylko wśród żołnierzy - idzie w
tysiące. I końca nie widać. Zdaniem Pawła Felgengauera, inaczej być nie może.
Rzecz nie tylko w tym, że rosyjski budżet militarny (w br. ok. 345 mld rubli,
tj. - 11 mld dolarów) - jest 30 razy mniejszy od amerykańskiego. Problem w
podejściu: swój sukces w Czeczenii rosyjscy generałowie mierzą wyłącznie
liczbą zabitych bojowników, ale - jak pisze Felgengauer w "Moskiewskim
Komsomolcu" - "czeczeńskie baby wciąż rodzą nowych". No i to, że tak naprawdę
rosyjski żołnierz nic nie kosztuje. Zdaniem Felgengauera, drogi jest tylko
dla swojej matki. Tak więc zapowiedź, że niedługo będzie mógł raz w tygodniu
wykąpać się w nowej bani, to już sukces. Może nawet - choć trudno w to
uwierzyć - przełom w dotychczasowym traktowaniu żołnierza jako mięsa
armatniego, potrzebnego dla realizacji politycznych ambicji, bez względu na
cenę.
Sławomir Popowski z Moskwy