Dodaj do ulubionych

Legendy i tajemnice fortów

IP: 193.0.117.* 17.10.03, 09:21
Legendy i tajemnice fortów

Od czerwca 1915 r. zniszczone forty przemyskie nie przedstawiały już dla
Austrii prawie żadnej wartości strategicznej. Wobec zaistniałych kłopotów z
zaopatrzeniem w metale nierdzewne, w państwach centralnych i na zajętych
przez nie terenach przystąpiono do zbiórki i konfiskaty metali kolorowych.
Pomyślano wówczas także o demontażu fortów twierdzy przemyskiej. Na złom
zabrano wszystkie działa forteczne i wiele metalowych części z wyposażenia.
Akcję tę przerwał dopiero koniec wojny. Po przejęciu Przemyśla przez władze
nowo powstałego Państwa Polskiego część fortów, najmniej zniszczonych,
przeznaczono na magazyny amunicyjne. Wkrótce wśród żołnierzy pełniących wartę
na poszczególnych fortach zaczęły krążyć tajemnicze pogłoski. W forcie VIII
("Łętownia") zawsze o północy na wale okalającym fort zjawiał się podobno -
jak utrzymywali "naoczni" świadkowie - żołnierz austriacki w pełnym
uzbrojeniu. W kilkanaście lat po przedstawionych w tym tomiku wydarzeniach, w
roku 1931, grupa oficerów przechadzających się bez celu po terenie fortów
siedliskich dokonała ciekawego odkrycia. Było pogodne popołudnie i w pewnej
chwili promienie słońca wpadły w szczelinę wysadzonego muru pod takim kątem,
że jeden z oficerów dostrzegł ludzkie szkielety. Byli to żołnierze
austriaccy, przyciśnięci betonową ścianą, która pod wpływem czasu lekko się
odchyliła. Odkrycie to sprzyjało powstawaniu i szerzeniu się nowych pogłosek
o duchach i zjawach, pojawiających się nocą na terenie poszczególnych fortów.
Strażnicy forteczni z fortu V (Grochówce) opowiadają, że do 1930 r. przy jego
obchodzie nogi ich często zapadały się powyżej kostek w zbutwiałych
szczątkach ludzkich, pogrzebanych przed laty płytko, tuż pod powierzchnią Do
najciekawszych jednak należy tajemnica fortu XIII ("San Rideau") w
Bolestraszycach, jednego z najlepszych i najbardziej nowoczesnych. Po raz
pierwszy podana ona została do publicznej wiadomości w 1926 roku przez W.
Kohufcnicką, która zamieściła na ten temat w czasopiśmie Naokoło Świata
specjalny artykuł (Tajemnica fortu nr 13). Artykuł ten przedrukowano w wiele
lat później, w roku 1961, w publikacji pt. Tysiąc lat Przemyśla, wydanej z
okazji obchodów milenijnych. W 1964 roku sprawę tę podjął także ukazujący się
w Moskwie radziecki miesięcznik wojskowy Sowieckij Wojn (Nr 11). A oto
powtórzona za W- Kohutnicką - z nielicznymi tylko zmianami i skrótami -
sensacyjna relacja z niecodziennego odkrycia: Chcąc zwolnić tereny, zajęte
przez bezużyteczne, zniszczone forty, rząd zezwolił prywatnym firmom na ich
rozbiórkę. Do rozbiórki fortu XIII ("San Rideau") przystąpiono latem 1923
roku. Za pomocą ekrazytu rozsadzane były jedno piętro po drugim, a wydobywane
z nich żelazo i stal - według umowy - szły na korzyść przedsiębiorcy. Tak
powoli dobrano się po dwóch tygodniach do parteru. Kiedy korytarz został
oczyszczony, robotnicy ujrzeli we wnęce żelazne drzwi, których na planie
wcale nie było. Kierownictwo robót zbytnio się tym nie zdziwiło, bo tego
rodzaju niespodzianki zdarzały się często. Przypuszczając, że drzwi prowadzą
do kanału, kazano robotnikom je wyjąc. Następnie jeden z nich, wiedziony
ciekawością, zaopatrzywszy się w latarkę, samotnie zszedł po schodach w dół.
Raptem rozległ się jego stłumiony krzyk, tak przejmujący i pełen grozy, że
pozostali robotnicy odruchowo rzucili się do drzwi podziemia, gotowi nieść
pomoc ciekawemu chłopcu, który mógł wpaść do jakiegoś dołu. Zdarzało się to
bowiem innym. Wielkie było jednak ich zdumienie, gdy ujrzeli go na schodach,
tuż przy wejściu: leżał bez czapki, z rozwichrzonymi włosami, twarz miał
bladą i wykrzywioną w strasznym grymasie, w ręku kurczowo ściskał zbitą
latarkę. Wyniesiony na powietrze i ułożony na trawie, zemdlał. Po długich
zabiegach i oblewaniu wodą ocknął się na chwilę, wrzasnął i znowu zemdlał.
Powtarzało się to kilka razy. Wreszcie przestał mdleć, ale zakrywszy twarz
rękami, tarzał się po ziemi i żałośnie skowyczał. Z jego mamrotania i
wykrzykników dało się zrozumieć tylko parę słów: "Jakie to straszne, jakie to
straszne". Więcej nic nie mówił. Wszyscy byli przekonani, że nagle postradał
zmysły. Został więc wsadzony do samochodu i odwieziony do szpitala. W pół
godziny później kierownik robót wraz z czterema robotnikami zeszli do
podziemia, by zbadać, jaka była przyczyna przerażenia młodego robotnika.
Chłodna mgła gęstniała z każdym stopniem stromych schodków, po których
stąpali gęsiego z latarkami w rękach. Na dole ciągnął się długi korytarz, z
szeregiem drzwi po obu stronach. Po ich otwarciu stwierdzili, że były to małe
celki, nisko sklepione, o potężnych, betonowych ścianach. Wiało z nich
pustką, w jednej tylko leżał zardzewiały kociołek i trochę zgniłej słomy.
Jakie było przeznaczenie tych pomieszczeń - wówczas jeszcze nie wiedziano.
Korytarz kończył się obszerną halą, ze studnią. Stąd wybiegały dwa korytarze,
tworząc łącznie z poprzednim literę Y. Robotnicy przeszli do jednego z nich.
Tu rozkład był nieco inny, a sale większe, pełne zwojów kolczastego drutu i
armatnich łusek. Powietrze było tu jeszcze cięższe, pachniało zgnilizną i
amoniakiem. Po obu stronach korytarza było czworo drzwi. W pierwszej sali,
najobszerniejszej ze wszystkich, stał szereg stelaży z resztkami prowiantów,
całą masą puszek od konserw, butli, skrzynek i worków ze spleśniałymi
sucharami. Wszystko to, zmieszane razem i cuchnące, walało się w straszliwym
nieładzie, jakby po pogromie. Wśród tych rupieci uganiały się szczury
wielkości kotów. W drugim pokoju znajdowały się resztki starego umundurowania
i pościeli. Trzecie drzwi były zamknięte. Po ich wyłamaniu, gdy we dwóch
weszli do wnętrza sali, zaciekawieni, co tu zastaną, zdrętwieli z
przerażenia. W krwawym blasku latarni, na tle szarego betonu, pośrodku
beczek, skrzyń i śmieci, stała mara okropna, upiorna, nagi kościotrup,
obrośnięty masą splątanych siwych włosów. Nie wiedząc, z kim mają do
czynienia, ze zjawą, żywym człowiekiem czy jakimś potworem, nie mogli złapać
tchu ani wykrztusić jednego słowa. Dopiero po chwili, gdy z następnej sali
nadeszli pozostali robotnicy, krzycząc, że znaleźli w niej ludzki szkielet,
upiór na głos ludzki drgnął, podniósł ręce do uszu, skrzywił się, zaczął
rytmicznie chwiać się w prawo i w lewo, wydając przy tym chrapliwe jęki.
Przybyli robotnicy, dostrzegłszy upiora, z wrzaskiem rzucili się do panicznej
ucieczki: za ich przykładem poszli pozostali. Po wyjściu na zewnątrz fortu i
uspokojeniu się kierownik robót powiadomił o dokonanym odkryciu policję. Pod
wieczór przyjechał ciężarowy samochód, szczelnie wypełniony policją. Byli
także żołnierze z oficerem i sędzia śledczy. Zachowując środki ostrożności,
ruszyli na miejsce niewiarygodnego odkrycia. Fort został otoczony przez
posterunki wartownicze. W niespełna kwadrans ekspedycja wywlokła na światło
dzienne owo "monstrum", trzymając je mocno, żeby nie uciekło. Był to nie
upiór, lecz żywy człowiek, tak słaby, że ledwie trzymał się na nogach. Drżał
całym ciałem, oczy miał zamknięte, przy każdym dźwięku chwytał się za uszy i
jęczał, widocznie cierpiąc bóle. Mówić już nie mógł, wydawał tylko stłumione
śpiewne dźwięki i jakieś szmery. Na próżno biedził się sędzia śledczy,
usiłując dowiedzieć się jego imienia, nazwiska i wieku. Odwieziono go do
szpitala, gdzie tejże nocy skonał. Cała ta niejasna, tajemnicza historia dała
powód do różnorodnych i fantastycznych gadek. Opowiadano, że duchy zabitych
na wojnie żołnierzy bronią dostępu do fortu, ze wypłoszono szajkę zbójecką,
że zjawił się prorok i cudotwórca, który pokutował w podziemiach fortu itp.
Dochodzenia policyjne i sądowe wykryły prawdę, nie mniej fascynującą, niż
ludzkie wymysły. Skrupulatne badania podziemia wykazały, że dostęp do niego
był możliwy tylko przez jedyne drzwi - te, które zostały zawalone w 1915
roku. W momencie wyb
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka