Gość: friko
IP: 193.0.117.*
17.10.03, 09:23
Legendy i tajemnice fortów, cd
...W momencie wybuchu znajdowało się tam dwóch ludzi, o których
prawdopodobnie zapomniano w chaosie dramatycznej walki. Dzięki sprzyjającym
warunkom jedna ofiara zdołała utrzymać się przy życiu w ciągu przeszło ośmiu
lat i w końcu została nawet "uratowana". Tyle wykazało śledztwo. Kim byli ci
ludzie? Jak żyli, zamknięci w grobowcu? Co cierpieli? Jaki los spotkał tego,
po którym znaleziono tylko szkielet? Czy stlał jak świeca? Czy padł ofiarą
silniejszego towarzysza? Czy może sam skończył swoje smutne życie? Spośród
najrozmaitszych rupieci jeden z robotników wywlókł skrzynkę od konserw, którą
rzucił na dziedziniec, wysypując jej ubogą zawartość: nóż, zapałki, ołówek i
zeszyt. Z owego zeszytu wypadła fotografia. Była to wyblakła podobizna młodej
kobiety. Na odwrotnej stronie ocalało kilka słów dedykacji w języku
rosyjskim: ...strzeże Bóg i moja miłość... wszędzie z Tobą... zawsze Twoja...
25/VII - 1914. Zeszyt w ceratowej okładce był księgą austriackiego podoficera
prowiantowego, gdyż kilkanaście jego stron zajmowały rachunki żywnościowe,
tabele i odpisy dotyczące rozkazów. Dalej jednak zaczynały się zapiski w
języku rosyjskim. Z początku ładny, wyrobiony charakter, stopniowo
przechodził w okropną bazgraninę. W dodatku wskutek wilgoci - zeszyt zapisano
chemicznym ołówkiem - stronice zrobiły się podobne do map geograficznych,
miejscami prawie nieczytelne. To, co z wielkim trudem udało się odczytać,
ułożone w porządku chronologicznym brzmi jak następuje:
"Nie wiem już, ile dni upłynęło od tego nieszczęśliwego ranka, kiedy
najniespodziewaniej dostaliśmy się do austriackiej niewoli - ja i
sztabskapitan Nowikow. Te dziwne warunki, w których obecnie żyjemy,
uniemożliwiają mi wszelką rachubę czasu. Zanotuję więc bieg wypadków w ich
kolejności. Po tradycyjnym zbadaniu i obrabowaniu nas zostaliśmy umieszczeni
w małej celce podziemnych katakumb fortu. Nie upłynęła doba prawdopodobnie,
bo dostaliśmy tylko dwa razy jeść, gdy stało się coś, czego dotychczas nie
rozumiem. Oto w pewnej chwili rozległy się straszliwe pioruny, zatrzęsło się
i zatrzeszczało całe nasze podziemie... Fort widocznie rozpadał się. Rzucony
na chłodny beton i pewny już śmierci, nie żałowałem życia i ludzi,
tylko... ...ziemia jęknęła jak wielkie zwierzę i później przeciągle huczała.
Cierpi ból - a ludzie nie wiedzą - przemknęła mi myśl, szybka, ostra i jasna
jak błyskawica. Czułem, że to ostrze potrafi wszystko przeniknąć i dlatego
myśl jest prawdziwa. Długo jeszcze rozlegały się grzmoty i drżenie ziemi, ale
już dalekie i obce. Wsłuchując się w te niesamowite dźwięki, snuliśmy
najrozmaitsze domysły, zaczynając od ewentualności wulkanicznych wybuchów i
trzęsienia ziemi, a kończąc na bombardowaniu fortecy przez lotników Ententy.
Byliśmy zgodni co do tego, że musiało zajść coś poważnego, tym bardziej że
nikt do nas nie zaglądał przez tyle czasu i nie dochodziły nas żadne odgłosy.
Znękani głodem i pragnieniem, wyłamaliśmy drzwi w naszej celi, usiłując
wydostać się na wolność lub przynajmniej przypomnieć o swoim istnieniu, ale
na próżno.. Żelazne drzwi nie ustępowały, a wołanie było bezskuteczne.
Błądząc po omacku w poszukiwaniu innego wyjścia, natrafiliśmy w podziemiu na
studnię i dość bogate magazyny: prowianty i mundury, widocznie dla załogi
fortu. Oprócz rozmaitych wiktuałów w konserwach znaleźliśmy rum, tytoń,
świece i zapałki. Używamy tego po trochu, obawiając się austriackich władz,
ale. trudno, same winne, pozostawiwszy nas tu bez żadnej opieki. Sądząc z
zarostu twarzy, musiało upłynąć jeszcze ze dwa tygodnie. Cały ten czas
spędziliśmy na najrozmaitszych próbach wydostania się z więzienia. Niestety,
ani żelazne drzwi, ani betonowe ściany nie uległy naszym dziecinnym
narzędziom, zrobionym z blachy i mosiężnych łusek. Kaleczyliśmy tylko ręce,
padaliśmy ze zmęczenia, przeklinaliśmy w najstraszliwszy sposób, płakaliśmy
jak dzieci. Wreszcie doszliśmy do wniosku, że nie wydostaniemy się sami, lecz
musimy spokojnie czekać, przecież przypomną sobie o nas... Żyjemy tylko
nadzieją... Opowiedzieliśmy sobie wszystkie tajemnice swego życia,
rzeczywiste i urojone, skrytykowaliśmy wszystkie czytane książki i dzieje
świata, graliśmy w najrozmaitsze gry, urządzaliśmy przedstawienia teatralne,
polowaliśmy na szczury, walcząc o rekord, wreszcie znienawidziliśmy się...
Nie mamy ani dnia, ani nocy... Jednostajność wrażeń... wieczna ciemność i
cisza, mdły zapach, wilgotne ściany i konserwy. Przygniatający bezwład
czasu... ...chwila i miesiąc niczym się nie różnią, zawierają jednakową
treść, pustka, nicość... Znaleźliśmy zajęcie. Nowikow pije na umór, a ja
pracuję przy swoim zegarze. Zrobiłem go sam: ustawiłem na beczce kocioł,
nalałem doń wody i wydrążyłem w dnie otworek, zacząłem rachować własny puls,
przyjmując każde 70 uderzeń za minutę. W miarę tego jak obniżał się poziom
wody w kotle zaznaczałem na ścianach kwadranse i godziny. Kiedy wszystka woda
wyciekła, obliczyłem kreski i przekonałem się, że cała operacja zajęła mi
jedną i pół doby. Odtąd wciąż czuwam nad swoim zegarem, słucham plusku
kropelek, śledzę poziom wody i przelewam ją z beczki do kotła: cieszę się
myślą, że dokonywam pracy, choć pozornie jednakowej, ale różnej w swojej
tajemnej treści. Wylałem 90 beczek wody, a Nowikow wypił wszystek rum.
Trzeźwy i ponury chodził po korytarzu. Obliczył rozchód sucharów i bluznął
cyniczną prawdę, przed którą broniliśmy się prawie dwa lata: w tym grobie nie
ma żadnej nadziei, czeka nas głodowa śmierć, obłęd... Był bez litości dla
mnie, bo nie miał jej dla siebie: blachą poderżnął sobie gardło i długo
rzęził, miotając się we własnej krwi. Zamknąłem trupa w sali. Pozostałem sam.
Słuchałem, jak gra cisza niby organy kościelne... ...latały języki światła, a
później... ...blask, dzwony i chór. Nie spałem, cisza dźwięczy, a ciemność
świeci... ...405 beczek. Śniło mi się, że byłem w swoich rodzinnych stronach,
matka, siostra... ciepły słoneczny dzień, zapach kwiatów... daleko horyzont
nieba... tyle cudnych barw i ona mówiła, że nie zapomniała i kocha. 530
beczek. Znowu śniłem piękne obrazy świata, wolności i ludzi. Nie chciałbym
budzić się ze snu: wolałbym pozostać zawsze w szczęśliwym świecie złudy, niż
zgrzytać zębami na jawie. 702 beczki... Przestawiam porządek świata, w
obronie życia: sen jest moją rzeczywistością, a rzeczywistość - ciężkim snem.
Nie znoszę go, bo dręczy mnie, ale ciało ma swoje wymagania, zresztą jem i
piję bardzo mało... Zasypiam natychmiast, kiedy tylko o tym pomyślę. 1001
beczka ciszy i ciemności dały mi więcej, niż może dać ludziom tyleż arabskich
nocy. To, co kiedyś układało się dowolnie w migawkowe obrazy podczas snu i
gorączki, widzę teraz plastycznie, na jawie. Moja świadoma wola tworzy nowe
kształty, wśród których obcuję. Niczym nie kalałem teraz mojej grobowej ciszy
i ciemności, nie przelewam wody w swoim zegarze, nie jem, nie piję i nie
odczuwam żadnego pragnienia. Jestem panem przestrzeni i czasu: mknę w
przestworzach z gwiazdy na gwiazdę, rozkazuję żywiołom, wchłaniam wszystkie
dźwięki, barwy i aromaty oświata, zmieniam kształty, ginę i rodzę się. Nie
znam żadnych granic i zakazu, bo wszystko ulega mojej woli, której jestem
panem. Błogosławię mury mego grobowca, bo w nich zaznaję najwięcej wolności i
życia. Radość rozsadza mi piersi, próżno silę się ująć uczucie w słowa, które
są dalekim echem. Ale już gaśnie moja ostatnia świeca".
Na tych słowach kończy się pamiętnik, a zarazem relacja autorki Tajemnicy
fortu nr 13.