bmc3i
18.05.09, 21:21
Jestem w trakcie lektury bardzo ciekawej książki, z której pare rozdziałów traktuje o amerykańśkiej doktrynie odstraszania nuklearnego z czasów prezydentury Ronalda Reagana. Całość oparta na różnych pracach naukowych, pogladach literatury przedmiotu i odtajnionych dokumentach, których skany zamieszczone są jako dodatek.
Okazuje sie, ze doktryna strategicznego odstraszania to nie proste bim-bam, MAD, zbiorowe samobójstwo, i tym podobne uproszczenia. To przede wszsytkim masa dylematów, prób przewidzenia mozliwych zachowań przeciwnika, określenia i przygotowania sie nawet na te najbardziej nieprawdopodobne, czy wręcz nieracjonalne zachowania drugiej strony.
Oto przyklad dylematów związanych na przykład z obroną cywilna przeciwnika. W czasach o których traktuje książka, 25% amerykańskiego strategicznego arsenału nuklearnego stanowily ladowe wyrzutnie ICBM, reszta znajdowała się na okrętach podwodnych lub byla przenoszona przez bombowce. Poważne obawy budzila kwestia przetrwalności zaskakującego uderzenia sowieckiego przez systemy lądowe i zwiazana z tym możlwiwość odpowiedzi nuklearnej. Mialo to znaczenie zwlaszcza wobec faktu, iz w tamtym czasie morskie pociski Trident D-5 o celnosci porownywalnej z systemami ladowymi znajdowaly sie dopiero w rozwoju, a Polaris / Poseidon i Trident C-4 nie byly tak celne jak ICBM-y. W zwiazku z tym, ich skutecznosc jako bron ouderzenia odwetowego byla oceniana jako wzgledna.
I teraz - Amerykanie zakladali, ze Sowietom nie uda sie zniszczyc zaskakujacym uderzeniem wszystkich ICBM-ów w superutwardzonych silosach, a liczba natychmiastowych ofiar smiertelnych - po stronie radzieckiej - kontrataku z takiego przetrzebionego systemu ICBM siegnie +/- 60 mln ludzi. Liczyli sie jednak z faktem, iż Sowieci majac zamiar wykonania pierwszego uderzenia jadrowego, ewakuują swoje miasta, co natychmiast postawi w stan gotowości "on alert" (czyli ataku natychmiast po wykryciu startów sowieckich pocisków) sily amerykanskie pozwlając im na unikniecie zniszczenia. Przy zalozeniu, że Sowietom uda się ewakuowac 80% ludnosci miast, biorąc pod uwage znacnzie wiekszą skalę kontrataku z amerykasnkiego nienaruszonego arsenalu, liczba sowieckich ofiar natychmiastowych, bedzie zblizona (ofiar w dluzszym czasie nikt nie obliczał) - rowniez siegnie 60 mln, a moze nawet wiecej. Z drugiej strony, wielu ekspertów podważało te wyliczenia, poddając w wątpliwość mozliwośc ewakuacji w krótkim czasie az 80% ludności miast.
Przyklad innego dylematu - w czasie gdy Sowieci planowali rozmieszczenie czesci swoich pocisków ICBM w wyrzutniach mobiolnych, cżęśc palnistów interpretowala to w ten sposob, iż rozmieszczenie przez ZSRR swojej brtoni strategicznej w superutwardzonych silosach, wyrzutniach mobilnych oraz potężnych podwodnych siłąch jądrowych, moze świadczyc również o tym, iż w głowach ich radzieckich odpowiednikow, zrodził się pomysł "trzeciego uderzenia". Punkt wyjscia mialaby stanowić ograniczona celnośc, a wiec skuteczność przeciwko sowieckim rezerwom jądrowym po pierwszym ataku, amerykasnkich SLBM i przetrzebionych ICBM. Amerykanie obawiali sie, że Sowieci wykonają pierwsze uderzenie, a Prezydent zdajac sobie po nim sprawę z faktu stanu przetrzebienia amerykanskich ICBM oraz ogranicoznej skutecznosci Polaris/Poseidon i trident I C-4, nie zdecyduje sie na uderzenie odwetowe, nie chcac narażac amerykanskich miast na dalsze straty, spowodowane sowieckim trzecim uderzeniem przez sowieckie rezerwy, ktore nie zostana zniszcozne przez amerykasnkie kontruderzenie. Ze zamaist tego, poprosi o negocjacje pokojowe i poków, na sowieckich oczywiscie warunkach. Taka opcja byla dla Amerykansow zupelnie nie do przyjecia, obawiali sie bowiem, iż juz sama taka mozlwiosc moze pchnac sowietow do wykonania pierwszego uderzenia jadrowego.
Tak wiec, Amerykanie zastanawiali sie, która opcje pierwszego ataku wybiora sowieci. Pracowaly nad tym cale sztaby ludzi, opinii bylo tyle ilu sowietologów, politologów, ekspertów wojskowych, etc. A to jedynie dwa z niezliczonych dylematów. Dylematów, którym musieli stawiac czoła planiści. "Głowa boli"...