radca
24.11.04, 15:59
" LECZENIE. Rywalizacja tylko dla wybranych?
Kwas laboratoryjny
Szpital wojskowy w Bydgoszczy ogłosił konkurs na prowadzenie swojego
laboratorium. Oferenci twierdzą, że wiadomo kto go wygra.
"Wypięcie" laboratorium medycznego ze struktur szpitalnych, nazwane z
angielska "outsourcingiem", to interes opłacalny dla wszystkich. Szpital nie
musi utrzymywać personelu, infrastruktury, nie musi też kupować środków i za
badania płaci kwoty netto. Firma "outsourcingowa" otrzymuje pieniądze za
badania, które wykonuje na sprzęcie przejętym od szpitala. Razem z
laboratorium przejmowany jest najczęściej także jego personel, czyli
wykwalifikowani pracownicy.
Chodzi o duże pieniądze
Nawet bardzo duże. W przypadku 10. Wojskowego Szpitala Klinicznego z
Polikliniką to kwota rzędu 2 milionów złotych rocznie. W ubiegłym tygodniu
placówka ogłosiła konkurs na prowadzenie przez 5 lat swojego laboratorium.
Warunki przystąpienia do niego są dość specyficzne. Firma z zewnątrz musi być
Niepaństwowym Zakładem Opieki Zdrowotnej, musi mieć też przynajmniej roczne
doświadczenie w prowadzeniu laboratorium w szpitalu. W tym wypadku krąg firm,
które chciałyby uczestniczyć w konkursie zmniejsza się.
W konkursie na pewno może wziąć udział warszawska spółka "Alab". Według
szefa jednej z bydgoskich firm, zajmujących się "outsourcingiem"
laboratoryjnym już wiadomo, że to właśnie ta firma ma wygrać konkurs na
prowadzenie pracowni w szpitalu wojskowym.
Jak się robi konkurs
- Karty rozdaje wicekomendant szpitala, który doskonale zna się z jednym
z właścicieli "Alabu". Poza tym warunki konkursu zostały ustawione tak, żeby
odpadli oferenci z Bydgoszczy, nie mający rocznego doświadczenia w
prowadzeniu laboratoriów. Moim zdaniem to jest bardzo dziwny warunek, bo
przecież w laboratorium pracują osoby, które do tej pory są tam zatrudnione.
Bardzo "ciekawy" jest też sposób oceny oferty. Sześćdziesiąt procent to cena,
a czterdzieści to jakość. Tyle, że jakość będzie prawdopodobnie oceniana
uznaniowo. Ja, pomimo dobrej jakości usług, mogę dostać na przykład o punkt
mniej niż "Alab". I nikt na to nie zwróci uwagi - mówi biznesmen.
Gość z innego podwórka
Wicekomendant Krzysztof Kasprzak nie ukrywa, że zna Bogusława
Gnatowskiego, współwłaściciela "Alabu". - Znam wiele osób z kręgu medycyny w
kraju. Nie wiem, czy "Alab" będzie startował w konkursie i nawet nie
sprawdzałem, czy ta firma pobrała specyfikację - twierdzi. - Dla nas
prowadzenie laboratorium przez kogoś z zewnątrz to oszczędność. Nie może tego
jednak robić firma podwórkowa - dodaje Kasprzak.
Czy w takim razie przypadkowe były spotkania Krzysztofa Kasprzaka z
Bogusławem Gnatowskim?"Pomorska" dowiedziała się wicekomendant szpitala
wojskowego wraz ze współwłaścicielem warszawskiego "Alabu" odwiedzali
bydgoskie szpitale, namawiając do centralizacji laboratoriów. Potwierdził to
dyrektor jednego z większych szpitali w Bydgoszczy. Drugi z dyrektorów nie
chciał z nami rozmawiać na ten temat. Poprosił o spotkanie w innym terminie.
Maciej Myga
24 Listopada 2004 "