Dodaj do ulubionych

i ON chcial OPANOWAC opanowac Bydgoszcz ?

11.11.05, 21:05
www.wprost.pl/ar/?O=82961
Łowcy skór: dyspozytor nie przyznaje się
Czwartek, 10 listopada 2005 - 18:21

Zeznający w procesie "łowców skór" były starszy dyspozytor łódzkiego
pogotowia Tomasz S. zeznał, że nie przekazywał zakładom pogrzebowym
informacji o zgonach pacjentów i nie przyjmował od nich pieniędzy.

Prokuratura zarzuca Tomaszowi S. przyjęcie co najmniej 60 tys. zł za
informację o zgonach. Z zeznań wielu świadków w tym procesie wynika, że to
właśnie on rządził w pogotowiu procederem handlu informacjami o zgonach.
Przed rozpoczęciem przesłuchania świadka, o powołanie którego wnieśli
obrońcy, sąd odrzucił jego wniosek o wyłączenie jawności rozprawy. Świadek
twierdził, że otrzymuje pogróżki, w przeszłości został pobity i obawia się o
swoje bezpieczeństwo. Sąd odrzucając wniosek nie zezwolił mediom na
rejestrację dźwięku i obrazu z zeznań Tomasza S.

B. dyspozytor zeznał, że tylko z plotek słyszał o handlu informacjami;
słyszał też, że firmy pogrzebowe rywalizowały między sobą i zdarzały się
przypadki pobić. "Mnie proponowały wszystkie zakłady pogrzebowe. Nie uległem
tej propozycji, bo byłbym zakładnikiem jednej firmy" - powiedział. Według
niego, proceder ten istnieje nadal nie tylko w pogotowiu, ale także w
szpitalach.

Z jego zeznań wynika, że na początku lat 90., kiedy pojawiła się w Łodzi
pierwsza prywatna firma pogrzebowa, jej właściciel zaproponował podstacji na
łódzkich Bałutach, gdzie wówczas Tomasz S. był szefem
zakładowej "Solidarności", sponsoring w zamian za zostawianie u rodzin
zmarłych pacjentów wizytówek firmy. Współpraca trwała ponad rok, ale
zakończyła się, bo właściciel zakładu nie chciał podpisać oficjalnej umowy.

Tomasz S. podkreślił, że tego rodzaju oferty kierowały do jego ZOZ-u także
prywatne apteki i firma taksówkarska. Za zostawianie u pacjentów ich ulotek
czy wizytówek pracownicy otrzymywali m.in. fartuchy, koce czy aparaty do
mierzenia ciśnienia.

Z tego okresu pochodzi związkowe sprawozdanie podpisane przez S., które
zawiera instruktaż postępowania sanitariusza oraz sposób rozliczenia się z
zakładem pogrzebowym. W sprawozdaniu Tomasz S. informował, że za otrzymane od
zakładów pogrzebowych pieniądze kupiono m.in. odtwarzacz wideo, utworzono
także kasę "chwilówkę", z której pracownicy mogli pożyczać pieniądze zwracane
przy następnej wypłacie. Wypłacono także pracownikom podstacji 37
bezzwrotnych pożyczek przed świętami Bożego Narodzenia. Później związek
podjął uchwałę zakazującą takich praktyk.

Już na początku lat 90. o tej sprawie informowana była prokuratura, bo
związkowcy chcieli sprawdzić, czy taki proceder jest przestępstwem. Ta jednak
odmówiła wszczęcia postępowania, nie stwierdzając znamion przestępstwa, i
uznała, że trzeba to rozpatrywać w kategorii moralnej i etycznej - powiedział
świadek.

Tomasz S. zaprzeczył zeznaniom niektórych świadków, że reorganizacja stacji,
którą m.in. on przygotował, służyła temu, żeby przejął on władzę nad ruchem
karetek. Mówił też, że nie łączyły go prywatne układy z ówczesnym dyrektorem
pogotowia. Opowiedział też m.in. o swojej karierze w związkach zawodowych, w
pogotowiu i współtworzeniu projektu ustawy o ratownictwie medycznym.

Ze względu na przedłużające się zeznania S. w czwartek nie doszło do
przesłuchania kolejnego świadka - b. dyrektora pogotowia Ryszarda
Lewandowskiego. W rozmowie z dziennikarzami b. szef pogotowia mówił, że
plotki o handlu informacjami o zgonach dochodziły do niego już w połowie lat
90., ale nie miał na to dowodów. Lewandowski utrzymuje, że informował o tym
policję, UOP, Urząd Skarbowy i władze samorządowe, ale z ich strony nie było
żadnej reakcji.

Podkreślił, że wydał rozporządzenie, w którym zakazał pracownikom pogotowia
informowania zakładów pogrzebowych o zgonach. Ukarał też czterech
pracowników, którzy złamali zakaz - dwóch zwolnił z pracy, dwaj otrzymali
naganę. "Nikogo nie można ukarać na podstawie plotki. Proces dowodzenia tutaj
jest skomplikowany. Działałem w przekonaniu, że był to proceder obrzydliwy,
ale nie stanowił naruszenia prawa" - przyznał Lewandowski.

W procesie "łowców skór", toczącym się przed Sądem Okręgowym w Łodzi, na
ławie oskarżonych zasiadają dwaj b. sanitariusze i dwaj b. lekarze łódzkiego
pogotowia. B. sanitariusze oskarżeni są o zabójstwo pięciu pacjentów, a
lekarze - o narażenie 14 pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty
życia i nieumyślne doprowadzenie do ich śmierci. Całej czwórce zarzuca się
przyjmowanie pieniędzy od firm pogrzebowych za informację o zgonach. Byłym
sanitariuszom grozi dożywocie, lekarzom odpowiadającym z wolnej stopy - do 10
lat więzienia.

ss, pap "


- to mnie straszyl TOMASZ SELDER - slynny " lowca skor "

radca

Obserwuj wątek
    • Gość: tt Takich aferzystów powinni wyplenić. Makabra! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.05, 21:08
      Takich aferzystów powinni wyplenić. Makabra!
      • radca Re: Takich aferzystów powinni wyplenić. Makabra! 11.11.05, 21:15
        Gość portalu: tt napisał(a):

        > Takich aferzystów powinni wyplenić. Makabra!

        - a on jeszcze smial sie pojawic w Bydgoszczy i zrobic sobie wspolne zdiecie z
        naszym prezydentem miasta - by pozniej wstawic je na strone FUNDACJI
        " NA RATUNEK " ... i sie wychwalac na caly swiat,ze dziala rowniez w BYDGOSZCZY.

        ja bym go przegnal z naszego miasta na ctery wiatry.... bardzo dobrze napisal o
        nim w swym komentarzu Pan redaktor naczelny JOZEF HEROLD

        radca
        • radca Re: Takich aferzystów powinni wyplenić. Makabra! 11.11.05, 21:25
          " Józef Herold "S jak skóra"

          Chroń nas Panie Boże od takich ratowników. Ciekawe czy założyciel fundacji "Na
          Ratunek" po wypadkach drogowych nie sprzedawałby kolejnych skór, czyli ofiar
          tych wypadków.
          Codziennie jesteśmy narażeni na jakichś sprzedawców, pośredników, organizatorów
          czy menedżerów, którzy przedstawiają dowody wiarygodności, a często są
          oszustami i typami spod ciemnej gwiazdy. Na politykach, szefach instytucji i
          samorządów spoczywa szczególna odpowiedzialność przy zatrudnianiu ludzi, co do
          których nie ma stuprocentowej pewności. Pomyłka może drogo kosztować.
          Tomasz S. powinien mieć na czole wypalone słowo "Skóra", tak by mozna go było
          rozpoznać na odległość i przepędzić na cztery wiatry. "


          - co za tupet i perfidia u takiego "lowcy skor "
          jeszcze klamie i udaje swietoszka ?

          radca

    • Gość: jan Łódź, Bydgoszcz - czemu te miasta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.05, 21:27
      Łódź, Bydgoszcz - czemu te miasta?
      • radca Re: Łódź, Bydgoszcz - czemu te miasta? 11.11.05, 21:51
        Gość portalu: jan napisał(a):

        > Łódź, Bydgoszcz - czemu te miasta?

        - mysle,ze to jest jednak spuscizna po silnej komunie { choc trudno co niektorym
        sie do tego przyznac i tak naprawde spojrzec prawdzie w oczy }

        ale spojrzmy, czy jednak cos w tym nie jest ?

        otoz LODZ miala silny osrodek UB wraz z MOCZAREM - gdzie byla slynna"KATOWNIA "
        Drugim bardzo silnym osrodkiem dzialania UB byla jednak Bydgoszcz.

        Tam gdzie bylo UB - tam byla silna komuna i silne represje.Tam bylo rowniez
        silne LUDOWE WOJSKO POLSKIE , gdzie az kipalo od wszelakiej masci agentow
        i konfidentow tropiacych "WROGOW LUDU "

        Tam tez panowalo BEZPRAWIE.To stanowiska partyjne i stopnie wojskowe byly
        PANEM ZYCIA I SMIERCI dla wielu naszych rodakow.NOMENKLATURA mogla sie silnie
        rozwijac rodem i na wzor i podobienstwo ZWIAZKU RADZIECKIEGO.

        Papiery, falszowane dokumenty, wsadzanie do wiezienia, skazywanie na ciezkie
        roboty , konfiskaty mienia .... to tylko czesc tego co wyczyniali PARTYJNI
        NOTABLE.NOMENKLATURA byla tak silna i tak nietykalna - jak wielki byl ZWIAZEK
        RADZIECKI i jego PARTIA KOMUNISTYCZNA.

        Alkohol i beczki spirytusu wymieniane na beczki ropy w LUDOWYM WOJSKU POLSKIM..
        to nic nowego.Pijani oficerowie LUDOWEGO WOJSKA POLSKIEGO, pijani SEKRETARZE
        PZPR, pijani ORMOWCY, pijani MILICJANCI .... to byla ELITA BEZKARNOSCI ...
        i jak sie powszechnie slyszalo - " byli swietsi od Papieza "

        To wlasnie w LODZI byla WOJSKOWA AKADEMIA MEDYCZNA i tam trafiali synowie
        OFICEROW WOJSKA POLSKIEGO = dzieci KOMUNISTYCZNYCH NOTABLI.

        Tam to tez zawiazywaly sie rozne znajomosci i kontakty na przyszlosc.
        Pozniej w razie czego - to " reka reke myla " .... PAJECZYNA I OSMIORNICA
        rozprzestrzeniala sie dalej - po ukonczeniu WAM-u...... a wielokrotnie
        ukonczeniu przez PROTEKCJE.

        Dziwne,ze akurat wiekszosc AFER LEKARSKICH I RATOWNICTWA MEDYCZNEGO wywodzi sie
        wlasnie od OFICEROW WOJSKA POLSKIEGO - W BIALYCH FARTUCHACH

        " panie.. tutaj jest chlanie "..... takie slowa padly pod SZPITALEM WOJSKOWYM W
        BYDGOSZCZY


        W czasach komuny - wystarczyl tylko jeden telefon , aby zatuszowac sprawe....
        a osobe domagajaca sie swoich praw - zamknac i zlecic oczerniajacy artykul
        na dana osobe , aby oczernic ja w oczach spoleczenstwa

        Przestepcy z nomenklatury dalej robili swoje , a ich potomkowie wyrastali w
        POCZUCIU BEZKARNOSCI I przekonaniu o WIELKIC WPLYWACH I MOZLIWOSCIACH SWYCH
        RODZICOW - powiazanych w komunistycznej pajeczej sieci na wzor " osmiornicy "

        radca

        • Gość: jan To przerażające. Moze w duzej mierze prawdziwe. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.05, 21:54
          To przerażające. Moze w duzej mierze prawdziwe. Zaraz ci krzykną, ze jestyes z
          Torunia, bo tu o aferach w B-czy jaokos sie tuszuje sprawy.
          Jesli mialbys racje z tymi aferami, to kolejnym dowodem jest AB-UKW.
          jeszcze nie powstala, a juz cos tam kręcą.
          • radca Re: To przerażające. Moze w duzej mierze prawdziw 11.11.05, 22:45
            Gość portalu: jan napisał(a):

            > To przerażające. Moze w duzej mierze prawdziwe. Zaraz ci krzykną, ze jestyes
            z
            >
            > Torunia, bo tu o aferach w B-czy jaokos sie tuszuje sprawy.
            > Jesli mialbys racje z tymi aferami, to kolejnym dowodem jest AB-UKW.
            > jeszcze nie powstala, a juz cos tam kręcą.

            - tak,moze rowniez krzykna,ze jestem " antybydgoski " ? :}
            nie prawda, nie jestem przeciwko Bydgoszczy - BRON BOZE :}
            przeciez to jest MOJE MIASTO.... i jestem rowniez Jego czescia , ale zalezy mi
            na tym,aby w MOIM MIESCIE bylo madrze i sprawiedliwie, by PRAWO bylo rowne
            dla "malych " i TYCH " WIELKICH " ,zalezy mi na tym,aby mozna bylo powiedziec
            z duma : " jestem z Bydgoszczy " , zalezy mi na tym,aby zyc w Tym miescie w
            przekonaniu,ze jest to miasto PRZYJAZNE i BEZPIECZNE oraz SPRAWIEDLIWE.

            Wielka nadzieje pokladam w mlodym pokoleniu, ktore wyroslo juz w nowych czasach
            bez czerwonej farby, pokolenie IDEALOW i ukierunkowane na budowanie lepszej
            przyszlosci..... " POKOLENIE TWORCOW i BUDOWNICZYCH "

            radca
            • radca " Łowcy skór: On jeden nie wiedział 11.11.05, 22:48
              " Łowcy skór: On jeden nie wiedział

              Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak 11-11-2005, ostatnia aktualizacja 11-11-2005
              20:43

              Tomasz S. jest chyba jedyną osobą w pogotowiu, która nie zetknęła się z
              przekazywaniem pieniędzy od zakładów pogrzebowych. Tak przynajmniej wynika z
              jego czwartkowych zeznań przed łódzkim sądem. Sęk w tym, że to on zorganizował
              nekroproceder i przez lata nim kierował

              Tomasz S. - szara eminencja łódzkiego pogotowia, wielu świadków zeznawało, że
              to on - nie dyrektor - faktycznie rządził stacją. Organizator procederu "handlu
              skórami" przyjmował pieniądze i dzielił między pracowników. Prokuratura zarzuca
              mu przyjęcie od zakładów pogrzebowych przynajmniej 60 tys. zł. Biegli badają
              też, czy S. opóźniał wyjazdy do kilkudziesięciu ciężko chorych pacjentów
              (wszyscy zmarli).

              W czwartek S. występował jako świadek w procesie sanitariuszy oskarżonych o
              zamordowanie pięciu pacjentów pavulonem i lekarzy, którzy - zdaniem
              prokuratury - doprowadzili do śmierci 14 chorych.

              S. zaczął pod wniosku o utajnienie rozprawy. Jak twierdził, obawia się o swoje
              zdrowie, a nawet życie. - W 1997 r. zostałem pobity, później kilkakrotnie
              uszkodzono mi samochód, dostawałem dziwne głuche telefony. A w poniedziałek
              podszedł do mnie jakiś człowiek na ulicy i powiedział, że za zeznania mogę
              dostać w ryja - przekonywał sąd. Nie przekonał.

              Tomasz S. opowiadał, jak na początku lat 90. kierowany przez niego związek
              zawodowy dostał od jednego z łódzkich zakładów pogrzebowych telewizor i antenę.
              W zamian załogi karetek miały zostawiać rodzinom zmarłych wizytówki tej firmy. -
              Były tez kawa, koniaki, wódka. A dla kobiet - kwiaty - wyliczał S. Jak
              twierdzi, chciał zalegalizować współpracę - podpisać z firmami pogrzebowymi
              oficjalne umowy o współpracy, ale te nie chciały. Chciał też zweryfikować w
              organach ścigania, czy handel informacjami o zgonach nie jest przypadkiem
              przestępstwem. - Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie, UOP
              też nie był zainteresowany - mówił.

              Tomasz S. twierdził, że nigdy nie wziął pieniędzy od zakładów pogrzebowych. W
              ogóle nie zetknął się z przekazywaniem pieniędzy komukolwiek w pogotowiu za
              informacje o zgonach. - Docierały do mnie tylko takie plotki, ale nic
              konkretnego - mówił. Wcześniej kilkudziesięciu świadków twierdziło, że proceder
              odbywał się w pogotowiu na masową skalę jawnie, a wiedza o nim była wśród
              pracowników powszechna. Wielu zeznało, że "najważniejszym rozgrywającym" był w
              handlu informacjami o zgonach właśnie Tomasz S.

              Sędzia pokazał świadkowi dokumenty sprzed lat. Ujawniła je "Gazeta", a wynika z
              nich, że S. - jeszcze na początku lat 90. - brał pieniądze od zakładów,
              rozdzielał je między członków związku zawodowego, którym kierował. - To były
              pieniądze ze składek członkowskich, a nie z firm pogrzebowych - twierdził
              uparcie S., choć z treści dokumentów wynika niezbicie co innego.

              S. w superlatywach wypowiadał się o oskarżonych lekarzach. - Znam ich i cenię -
              mówił. Nie miał tez zastrzeżeń do pracy sanitariuszy, którzy zdaniem
              prokuratury mordowali pacjentów pavulonem. Na temat zużycia pavulonu ma swoją
              teorię: - Był sprzedawany weterynarzom do usypiania zwierząt. Słyszałem to od
              jednego z nich - mówił.

              - Którego? - pytał sąd.

              S.: - Nie powiem.

              Gdy sędzia przypomniał mu, że za ukrywanie prawdy przed sądem może znów trafić
              do aresztu (S. spędził już za kratkami 21 dni), świadek zmienił wersję. - Nie
              znam jego nazwiska. Spotkałem tego weterynarza na wystawie psów. Później
              próbowałem gdzie indziej potwierdzić ta teorię, nie udało się. Niestety, bo
              miałbym dowód na obronę siedzących na sali kolegów - tu spojrzał w kierunku
              sanitariuszy.

              Wersji o rzekomym wykorzystaniu pavulonu do usypiania zwierząt wielokrotnie
              zaprzeczali publicznie fachowcy weterynarze.

              S. "zdemaskował" też kilku świadków, którzy składali zeznania niekorzystne dla
              niego i oskarżonych. Pierwsza - jego sekretarka - była rozgoryczona, bo nie
              przedłużył jej umowy o pracę. Drugi - kierowca - "był niestabilny emocjonalnie,
              mówili, że ma żółte papiery". A wicedyrektorowi pogotowia Januszowi Morawskiemu
              i jednej z lekarek (to oni wpadli na trop zbrodni) nie można ufać, bo - jak
              twierdzi - ma dowody, że fałszowali dokumentację medyczną.

              Tomasz S. - 41 lat. Wykształcenie średnie, bez zawodu. W pogotowiu był najpierw
              sanitariuszem, później dyspozytorem, szefem wewnętrznej kontroli i rzecznikiem
              prasowym. W latach 1991-93 przewodniczący zarządu regionu komisji zdrowia
              NSZZ "Solidarność". W 1993 roku startował z listy "S" do Sejmu - bez efektu.
              Przeszedł do "Solidarności 80", później założył własny Krajowy Związek Zawodowy
              Pracowników Ratownictwa Medycznego (rządził nim do ubiegłego roku).

              Był w zespole tworzącym ustawę o ratownictwie medycznym, a od 1999 r. do dziś -
              jak twierdzi - jest członkiem stałej komisji przy ministrze zdrowia.

              Wyrzucony z pogotowia w 2002 r. procesuje się o powrót do stacji. Kieruje
              fundacją "Na ratunek" organizującą w całym kraju pokazy i szkolenia medyczne. "
        • Gość: ANTYRADCA O radcy IP: *.localdomain / *.man.bydgoszcz.pl 12.11.05, 19:01
          Jaki on tam radca?

          Siedzi w Austrii i mąci.

          Kasę dawał synalkowi - skąd małolata by stać było na szybką brykę i rozbijanie
          się po dyskotekach w Toruniu, a potem po drzewach przy 150 na liczniku - na tym
          się licznik zatrzymał po dobrym hamowaniu!

          A może Dawid Kaniecki był trzeźwy?

          Teraz nienawidzi służby zdrowia, policji i wojska.

          Wymyśla banialuki, zwłaszcza jak się nawp.. za dużo tabletek.

          Weź się za przekręty w twojej firmie - już ci to inni pisali na forum.
          • radca 6OO ampulek pavulonu 06.12.05, 17:40
            www.wprost.pl/ar/?O=83757
            600 ampułek pavulonu zużyło łódzkie pogotowie

            Wtorek, 06 grudnia 2005 - 15:52 CET (14:52 GMT)


            Ponad 600 ampułek pavulonu - leku zwiotczającego mięśnie - rozpisano na
            receptach w latach 1999-2001 w łódzkim pogotowiu - zeznał w procesie tzw.
            łowców skór obecny dyrektor Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi
            Bogusław Tyka.

            Z szacunków dyrektora pogotowia wynika, że ok. 15 proc. pavulonu zostało
            wykorzystane w celach medycznych. Świadek zeznał również, że prowadzona w
            pogotowiu kolejna kontrola receptariuszy z tego okresu wykazała dotąd 50
            przypadków recept z pavulonem, które nie mają uzasadnienia.
            Bogusław Tyka został szefem łódzkiej WSRM w październiku 2001 roku. To on
            zawiadomił Centralne Biuro Śledcze o podejrzeniach związanych z przypadkami
            m.in. niewłaściwego używania pavulonu.

            Kontrola przeprowadzona na jego polecenie wykazała, że w latach 1999-2001
            pogotowie zakupiło 800, a wydało załogom 781 ampułek pavulonu. Po akcji
            odebrania go od załóg i wycofania z użytku w marcu 2002 roku załogi zwróciły
            186 ampułek (z czego 16 nie zakupionych przez pogotowie); 611 ampułek pavulonu
            rozpisano w receptariuszach w różnych przypadkach.

            Według dyrektora stacji, teoretycznie niczego nie brakuje, jednak pavulon był
            rozpisany w przypadkach, w których nie używa się tego leku m.in. w przypadkach
            biegunki czy bólu brzucha.

            Dyrektor nie chce jednak tego faktu demonizować. "Myślę, że część może naprawdę
            zostało stłuczonych, może część zginęło. Kłamstwem natomiast jest to, że
            pavulon mógł powędrować do lekarzy ginekologów czy weterynarzy. To jest
            nieprawda, bo ten lek w tych przypadkach nie jest przydatny. Należy dociec do
            końca, gdzie ten lek powędrował i co z nim się stało" - powiedział PAP Tyka.

            Dyrektor przyznał przed sądem, że w kontrolowanym okresie zużycie pavulonu
            kwartalnie wzrastało. Z przedstawionych przez niego danych wynika, że tylko dwa
            zespoły W1 i W2, w których jeździli oskarżeni sanitariusze i lekarze, w ciągu
            pół roku miały zużyć 70 i 55 ampułek pavulonu.

            Świadek opowiadał również, jak dowiedział się o procederze handlu informacjami
            o zgonach. Mówił m.in. że główne "serce" tego procederu tkwiło w dyspozytorni,
            a zespoły były podzielone na te, które działały na korzyść pacjentów i te,
            które jeździły do zgonów i działały na korzyść firm pogrzebowych.

            Szef pogotowia zeznał również, że kolejna kontrola wykazała dotąd 50 przypadków
            receptariuszy z tego okresu z wypisanym pavulonem, które nie miały
            uzasadnienia. "Na razie sprawdzamy receptariusze; teraz musimy znaleźć karty
            dotyczące wizyt, których dotyczą te recepty" - przyznał.

            Jego zdaniem, w tej sprawie ujawniono dotąd wierzchołek góry lodowej. "Jeżeli
            ten proces zakończy się skazaniem oskarżonych, to zmowa milczenia, która w tej
            chwili istnieje, pęknie i będzie możliwe dojście do prawdy" - dodał w rozmowie
            z PAP Tyka.

            W środę kolejny dzień procesu.

            Odpowiadający przed sądem dwaj b. sanitariusze oskarżeni są o zabójstwo w sumie
            pięciu pacjentów, a dwaj lekarze - o narażenie łącznie 14 pacjentów na
            bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i nieumyślne doprowadzenie do ich
            śmierci. Całej czwórce zarzuca się przyjmowanie pieniędzy od firm pogrzebowych
            za informacje o zgonach. B. sanitariuszom grozi dożywocie, lekarzom
            odpowiadającym z wolnej stopy - do 10 lat więzienia.

            ss, pap "

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka