Mój syn (5 lat) ostatnio przyznał się, że w jego grupie jest dwóch
kolegów, którzy go biją. Zapytałam, czy tylko jego. Okazało się, że
inne dzieci też. Dowiedziałam się, że inne (aktywniejsze) dzieci nie
pozwalają się bić i "toczą z nimi walki" (jak to określił mój syn) i
potem wszyscy razem stoją za karę w kącie. Mój synek nie
potrafi "oddać" i obrywa mu się bez powodu. Pani przedszkolanka
zwraca tym dwóm chłopcom uwagę, pilnuje ich, dostają kary, ale nie
jest w stanie zapanować nad nimi (mając 25 osobową grupę). Mamy tych
dzieci też sobie z nimi nie radzą. Na przedstawieniu jasełkowym
chłopcy zachowywali się fatalnie. Nie pomogło ani upominanie, ani
nawet klaps ze strony ich mam. Z ojcem jednego z tych chłopców
chodziłam do klasy w szkole podstawowej i też wszystkich bił. To
chyba genetyczne

Macie jakiś pomysł? Synek nie chce chodzić do
przedszkola... Dodam, że jest tylko jedna grupa 5-latków (bo jest to
mała mieścina), więc o przenieniesiu do innej grupy nie ma mowy.