alika77
01.04.10, 09:09
We wczorajszej rozmowie z moją córką padło z jej strony słowo
"beksa-lala" (jak to się w ogóle pisze?). Jako, że wcześniej tego
słowa nie znała zapytałam, od kogo je usłyszała, na co młoda "od
pani". I tu ciąg dalszy rozmowy:
- A od kogo pani tak powiedziała?
- Do Filipa.
- A dlaczego?
- Bo płakał.
- A dlaczego płakał?
- Bo spadł z rowera.
- A która pani tak powiedziała?
- Ta, której nie znam.
Dla wyjaśnienia: "ta, której nie znam" oznacza panią dyrektor, która
przychodzi do ich grupy na jeden dzień w tygodniu wyrobić godziny
dydaktyczne.
Czy pani przesadziła czy to ja się czepiam uważając, że taka
sytuacja nie powinna mieć miejsca?