Widzę że tu na forum ten termin jest synonimem czegoś złego, niewłaściwego
postępowania z dzieckiem, wytłumaczeniem niepowodzeń wychowawczych, złego
zachowania/rozwoju dziecka itp. Jak dziecko krzyczy to znaczy ze to wina
"wychowanie bezstresowego", jak naciąga na zakupy nowej zabawki to też
"wychowanie bezstresowe". A tak naprawdę 99% osób które używają tego terminu
nie mają zielonego pojęcia o wychowaniu bezstresowym, z czym to się wiąże,
jaka jest podstawa takiego podejścia, jak się rozwijało podejście do tematu.
To ma być łatka przypinana niepowodzeniom wychowawczym.Ale to co się obserwuje
to nie wychowywanie bezstresowe a głównie lenistwo rodziców i brak
przygotowania do tej roli.
Osoba która wychowuje również nie zna zasad tego podejścia do wychowania, ona
po prostu jest za leniwa by rozmawiać dziecku, wytłumaczyć. Jak dziecko się
drze to dla świętego spokoju mu ustąpi, jest zarobiona po pracy, dom na jej
głowie, na nic nie ma czasu i jeszcze się użerać ze szczeniakiem. A ktoś z
boku widzi tylko wycinek i twierdzi ze dziecko jest rozwydrzone i to wina
mitycznego bezstresowego wychowania

Ale zapewniam was że jak by spytać matkę/ojca to on by się wzdrygnął i
zapewniał że on nie wychowuje bezstresowo, o niego jest porządek, wymagania
itp. Dlatego zanim coś ktoś napisze o bezstresowym wychowaniu niech się
zastanowi czy za tym co widzi naprawdę stoi jakieś wychowanie czy dziecko jest
puszczone samopas, a to że jest nerwowe, agresywne to właśnie nie stoją stresy
które ma w domu w czterech ścianach. Okaże się że tam jest zupełnie inaczej
niż to co nazywacie wychowaniem bezstresowym. Same stresy, zero wychowania.