Dodaj do ulubionych

Spacer=nerwówka=masakra:)

29.03.11, 11:40
Hej,
Napiszcie mi proszę jak wyglądają Wasze spacery z dziećmi. Nie wiem co robię źle ale jak myśle że mam wyjść z moim synkiem na dwór to mnie trzesie.
Zacznijmy od tego że sie nie słucha.Słuch ma dobry, w domu bardzo dobrze rozumie polecia ale na dworzu jakby dostawał małpiego rozumu. Za rękę nie chce chodzić. Cały czas się szarpie i wyrywa. Oczywiście nie idzie wolno tylko cały czas biegnie. Jeśli idziemy nie w tym kierunku niż trzeba -awantura. Czyli klasyczny pad na glebę i leży. Jak uda mu sie wyrawać to ucieka. Ma 22 miesiące i oczywiście go złapię ale czy na tym polega spacer???W wózku nawet lubi jeździć ale kilka minut ,potem chce wyłazić. Chciałam mu kupic laufarda na wiosnę ale raczej odpuszcze bo skoro sie nie słucha to jak go zatrzmam na tym laufardzie potem.
Co robić zeby spacery nie były koszmarem. Kurcze i jeszcze jedno dziwne zachowanie. Jak jestem z nim sama dziecko jest grzeczne, słuchające się.Jak jest z mężem sam też tak jest. Ale jak jestemy razem w komplecie dzieć wariuje jest marudny nie słucha sie ani mnie ani męża. Od czego to zależy.
Dziękuje za odpowiedzi.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • joshima Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 11:45
      mamma.80 napisała:

      > Co robić zeby spacery nie były koszmarem.
      - Zastanowić się, czy naprawdę nie możesz iść tam dzie chce dziecko
      - Jeśli nie możesz nabyć smycz i szelki
      - Wymyślać dziecku zadania dzięki którym pójście w stronę porządaną przez ciebie będzie atrakcyjne
      - Nie nakręcać się już przed wyjściem z domu bo dzieci to czują
      - Raz na jakiś czas odpuścić sobie spacer, dziecko od tego nie umrze, a ty odpoczniesz.
      - Pad na glebę = dziecko pod pachę i do domu.

      > Kurcze i jeszcze jedno dziwne zachowa
      > nie. Jak jestem z nim sama dziecko jest grzeczne, słuchające się.Jak jest z męż
      > em sam też tak jest. Ale jak jestemy razem w komplecie dzieć wariuje jest marud
      > ny nie słucha sie ani mnie ani męża. Od czego to zależy.
      Widać jak jesteście razem to reagujecie inaczejniż jak jesteście każde z osobna. A dziecku właśnie bada wasze wzajemne relacje rodzinne.
      • inez82 Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 12:07
        Zastanowić się, czy naprawdę nie możesz iść tam dzie chce dziecko
        - Jeśli nie możesz nabyć smycz i szelki

        Jasne,smycz i szelki.A jak krzyczy i gryzie to jeszcze kaganiec!Brawo!
        • semi-dolce Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 12:15
          > Jasne,smycz i szelki.A jak krzyczy i gryzie to jeszcze kaganiec!Brawo

          Pewnie, że smycz i szelki. Takie dla dzieci sa specjalne, wiesz? Lepszy dzieciak na smyczy niz martwy pod samochodem.
          • inez82 Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 12:24
            semi-dolce napisała:

            > > Jasne,smycz i szelki.A jak krzyczy i gryzie to jeszcze kaganiec!Brawo
            >
            > Pewnie, że smycz i szelki. Takie dla dzieci sa specjalne, wiesz? Lepszy dziecia
            > k na smyczy niz martwy pod samochodem.

            Taaak...Widziałam takich rodziców wyprowadzających swoje zwierzątka na smyczy.Genialny pomysł!Nobel dla wynalazcy!
            • joshima Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 12:49
              Słuchaj, nie masz tego problemu, to się ciesz, nie podoba Ci się rozwiązanie? Nie musisz go stosować. Idź gotować brokuły albo się przewietrz, albo się prześpij. Naprawdę nikogo nie interesuje co myślisz na ten temat.
            • semi-dolce Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 12:49
              Masz całkowita rację - w niektórych wypadkach jest to pomysł naprawdę GENIALNY.
            • atrapcia Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 21:19
              Spoko, lepiej przecież dzieciaka ciągnąć za kaptur albo włosy. A najlepiej to pozwalać iść gdzie chce a potem za karę spuścić solidny wp...
              Właściwie to... Po co pilnować w ogóle? Przecież najsłabsze i najgłupsze osobniki powinny same się eliminować z obecnej świetnej puli genów, na przykład wpadając pod samochody, topiąc się w stawie, skręcając kark skacząc z budki na placu zabaw.
              A nie jakieś tam szelki... Pff... Tylko by chroniły takie geny przed wyginięciem.
    • deodyma Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 11:58
      moja droga, w tym wieku to i moj syn za reke z nami nie chodzil.
      zaczal dawac reke na jakies 2-3 dni przed 2 urodzinami a wczesniej ni cholery.
      dzis ma ponad 3 lata i nie mam z nim problemu, gdy idziemy do miasta.
      oprocz niego mamy w domu jeszcze 7 tyg dziecko, wiec maly do wozka, starszy lapie z boku za raczke wozka i idziemy na te 2-3 godz z chalupy.
    • w_miare_normalna Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 11:58
      Moja córka miałam taki okres od ok. 1,5 roku do 2 lat. Uciekała mi na ulicę, nie słuchała w ogóle, dochodziła do każdego psa, wchodziła na drabinki, nie było mowy o chodzeniu za rękę. Nie wiem co Ci poradzić bo u nas musiało dojść do małego wypadku, żeby młoda zrozumiała, że na ulicę nie wolno wybiegać i najbezpieczniej jest iść za rączkę. Byłam w pracy, teściowa wyszła z młodą na spacer i po prostu jej nie upilnowała. Młoda wbiegła na schody z kostki brukowej i z nich spadła. Całe czoło miała we krwi, gdzieniegdzie wyszły siniaki, a po kilku godzinach strupy. od tamtego czasu mała chodzi ze mną za rękę, a jak chce zboczyć z drogi to pyta Mnie czy może i czy nie będzie ałka.


      Mama Roksany, ur. 16/06/2008 .
    • semi-dolce Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 12:21
      Spójrz na to z drugiej strony: co to za spacer, gdy trzeba iść cały czas za rekę, nie mozna pobiegac, nie mozna iśc tam, gdzie się chce tylko tam, gdzie ci nakażą a gdy tylko złapiesz moment wolności, to natychmiast cię gonią?

      Idź z dzieckiem tam, gdzie bedzie bezpieczne. Zawieź je w wózku na bezpieczny plac zabaw, najlepiej ogrodzony, i niech sobie tam lata do woli (a ty nie lataj za nim i nie stój nad nim, tylko usiądx na lawce i poczytaj książkę). Zastanów się, czy koniecznie musicie iść tam, gdzie ty chcesz a nie tam gdzie chce dziecko. Chodzenie za ręke pozostaw na miejsca niebezpieczna, w bezpiecznych niech lata luzem. Wymyslaj ciekawe zabawy - pokazuj dziecku pierwsze oznaki wiosny i bawcie sie w ich szukanie (pączki, kiełkujaca trawa, ptaki), zbierajcie patyki, kamienie, rysujcie patykami na ziemi. Idźcie wspólnie róznym tempem, nie tylko spacerowo ale i biegajcie razem, skaczcie jak żabki, podskakujcie z nogi na nogę. Załóżcie kalosze i idźcie połazic po kałużach. Itd.

      A w miejscach niebezpiecznych faktycznie mozesz uzywac smyczy i szelek.
      • mamma.80 Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 12:33
        "Idź z dzieckiem tam, gdzie bedzie bezpieczne"

        I tak właśnie robimy. Jedziemy do parku gdzie jest trawa i leciiiii. Dziecko do staje ataku szczescia ,biega ciągiem i z 2 godziny. Smiejemy sie z mężem ze dosłownie jak piesek musi sie wyszaleć.I wszystko jest super dopóki nie zobaczy rowerka,zabawkowego wózka, hulajnogi, cokolwiek co nie jest jego tylko innyh dzieci.Najbardziej lubi grać w piłkę z dużymi chłopakami.Prześmiesznie to wyglada jak taki mały karaluch wciska sie między dryblasy.
        Ah ,licze ze z tego wyrośnie.Z uciekania oczywiście. Nie z grania w piłkę.smile
        • meg.123 Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 12:44
          Według mnie twoje dziecko zachowuje sie "normalnie" jak na swój wiek. Jeśli masz problem bo boisz sie o jego bezpieczeństwo to idź na plac zabaw, łąkę, las bądź gdziekolwiek gdzie dziecko będzie mogło szaleć do woli. I nie licz na to że dziecko będzie słuchało wszystkich Twoich nakazów typu: daj rączkę, idź powoli, idziemy tam sama bym Cię nie słuchała smile

          A co do tych szelek i smyczy jest to NAJDURNIEJSZY pomysł jaki mógł ktoś wymyślić, jak widzę rodziców i dziecko na smyczy np w centrum handlowym to mi sie tak ciśnienie podnosi, że muszę się bardzo oddalić żeby takiemu rodzicowi krzywdy nie zrobić.
          I nikt mi nie wmówi że to dla bezpieczeństwa żeby się coś dziecku nie stało, dla bezpieczeństwa to jest rodzic który ma pilnować dziecko i nie spuszczać go z oczu np żeby się nie zgubiło a nie wejdą do sklepu i oglądają wystawy a dziecko żeby nie zwiało to na smycz. Jak mają ochotę kupić coś i będą bardzo zajęci w sklepi to niech nie zabierają ze sobą dziecka!!!
          • mika_p Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 13:11
            Masz absolutną rację, meg. Lepsze dziecko sfrustrowane, wściekłe, trzymane za rękę w niewygodnej dla niego pozycji (pochodź kilka minut z ręką w górze), wyrywające się, niż akceptujace sytuację, spokojne i mające obie ręce wolne w szelkach.

            Najprościej rzucić hasło: idź na plac zabaw, idź do lasu. Plac zabaw mam w odległości 5-10 minut marszu dorosłej sooby,z dwulatką zajmowało to pół godziny co najmniej. Las - kilka kilometrów za miastem, autobusy nie dochodza, wtedy prawa jazdy nie miałam. Ukochany przez moje dzieci w tym wieku rynek starego miasta - 15 minut marszu dorosłego wzdłuż ruchliwej ulicy, 25 minut okrężną drogą, ale deptakiem. Z dzieckiem na nóżkach - jakieś trzy razy tyle.
            Za rękę się nie dało, w szelkach każde szło jak dziecko z reklamy, grzecznie.
            • meg.123 Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 13:20
              >>>Za rękę się nie dało, w szelkach każde szło jak dziecko z reklamy, grzecznie.

              Biedne dzieci!!!
              Na smyczy to się prowadza zwierzęta a nie ludzi!!!!


              • semi-dolce Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 13:57
                A poza tym, że tobie smycz się kojarzy tylko ze zwierzętami, to jaka krzywda dzieje się takiemu dziecku? Konkretnie jaka?
        • semi-dolce Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 12:51
          No i co robi z tym cudzym rowerkiem czy hulajnogą? Bo zainteresowanie czyms cudzym i chęć wypróbowania tego, sa zupełnie normalne.
    • camel_3d jezu... 29.03.11, 12:37
      idz tam gdzie on chce... co ci szkodzi? skoro to spacer..jego zzera ciekawosc..jezeli nie masz jakiegos konkretnego celu to pozwol si etroche poprowadzic.. pytaj w ktora strne chce isc, co tam jest..itd... no troche kreatywnosc nie zaszkodz.. o ile nie ucieka na ulice..to w czym problem?
    • mikams75 Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 12:43
      moze byc tak, ze bedzie tak zafascynowany laufradem, ze nie zauwazy w ktora strone idziecie i zapomni, ze "musi" zwiewac.
    • leneczkaz Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 12:43
      Mój o dziwo chce chodzić za rękę, ale czasami idzie przodem, coś ta zbiera po drodze (aby nie psie kupy tongue_out). Jedzie rowerem, bawi się na placu zabaw.
      Generalni nigdy ni uciekał, więc trochę słabym jestem praktykiem, ale od początku ćwiczyliśmy stawanie na komendę 'stop'. Staje zawsze jak wryty.
    • 18_lipcowa1 zdziwona 29.03.11, 12:49
      ma 2 latka prawie i sie dziwi ze tak spacery wyglądają?
      naprawde nie wiedzialas ze dzieci tak mają?
      • leneczkaz Re: zdziwona 29.03.11, 12:52
        > ma 2 latka prawie i sie dziwi ze tak spacery wyglądają?

        Ona nie ma 2 lat tylko około 30 i dziwi się.. dziwi..

        > naprawde nie wiedzialas ze dzieci tak mają?

        Moja tak nie ma więc też się dziwię.
        • eliszka25 Re: zdziwona 29.03.11, 14:10
          dla mnie i dla mojego dziecka te straszne szelki byly zbawieniem, bo jak zaczal chodzic, to chodzil sam tylko w domu, a po dworze musialam go prowadzac za 2 rece, a chodzic tak to on mogl i 2 godziny ciurkiem. przez tydzien meczylam sie w pozycji pochylno-rozkrocznej i myslalam, ze umre. potem poszlam po rozum do glowy, albo raczej po szelki do sklepu i moje dziecko bylo szczesliwe, bo mama zadowolona wychodzila z nim na spacer.

          co do problemu zalozycielki watku, to mysle, ze maluch zachowuje sie calkiem normalnie dla swojego wieku. ja z moim starszym, jak szlismy na spacer, to wychodzilam z zalozenia, ze jest to spacer dla niego, wiec szlismy tam gdzie on mial ochote, robilismy to, na co mial ochote. nawet jesli bylo to stanie na najwyzszym stopniu zjezdzalni na placu zabaw, zeby lepiej widziec przejezdzajace ulica samochody. codziennie wyjscia byly dwa. rano krotsze, polaczone z wizyta w naszym sklepiku w celu kupienia chleba i mleka, a pozniej krotki spacer, a po poludniu spacer tylko na warunkach mlodego i dobrze sie to sprawdzalo.

          z mlodszym juz tak latwo nie jest, bo niestety spacery musze laczyc z odbieraniem starszego z przedszkola, no i nie rozdwoje sie jak jeden chce szalec z kolegami na podworku, a drugi pedzi na zlamanie karku w pola. na szczescie mlodszemu zwykle najwieksza frajde sprawia bieganie za bratem i jego kolegami.
    • mgd3 Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 14:21
      Skoro parę minut w wózku wytrzymuje - to najprostszy sposób - załadować do wózka - przejechać przez ulice/inne "niebezpieczne" miejsca do najbliższego parku/lasu. Wypuścić na środku parku - i niech łazi i robi co chce smile
      U nas po histeriach z różnych spacerowych okazji - bo chce iść/bo nie chce iść/bo obejrzeć tramwaj z bliska (czyt. ciąąąąagniemy prosto pod nadjeżdżające samochody)/na placu zabaw tylko na zajęte przez dzieci zabawki - wersja z parkiem sprawdzała się idealnie. Dziecię w podobnym wieku smile
    • rulsanka Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 14:35
      Mój syn miał fazę uciekania, jak miał 14 miesięcy i nauczył się chodzić. Gdy już sam fakt chodzenia przestał go ekscytować, zaczął zwracać uwagę na to, gdzie idzie i słuchał się na tyle, by nie wpaść pod samochód. Natomiast problemem było dla mnie spowodowanie, by dziecko szło tam gdzie ja chcę. Mieszkam 100 metrów od lasu i bywały miesiące, gdy nie udawało nam się do tego lasu dotrzeć, tyle było "ciekawych" rzeczy po drodze. Sposobem na dłuższe spacery okazał się laufrad (uciekającemu dziecku poleciłabym raczej rowerek do pchania przez rodzica), ale też zabawka do pchania "quad", który fajnie terkotał i super jechał po kałużach. Reasumując: coś do pchania i/lub rowerek - to może być strzał w 10
    • tijgertje Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 14:58

      Bardzo podobnego posta wysmarowalam kiedys, jak moj mlody mial cos kolo 2 lat. Wtedy jedna dobra forumowa kolezanka stwierdzila, ze dzieci w tym wieku tak miewaja, ale to nie jest nortmalne, ze dziecko zwiewa i w ogoel nie reaguje na wolanie. Moj mlody za zadne skarby nie wzial mnie za reke. Musial isc sam, nie reagowal na wolania, chwycony za reke padal na glebe i koniec, musialam dziecia przez ramie przezucac i po strazacku do domu taszczyc. Szelki sie u nas nie sprawdzily. Mlody musiala byc wolny i jakakowiek proba przytrzymania czy uwiazania konczyla sie rozwalaniem na ziemii i urachamianiem syreny. Teraz ma 7 lat. Co sei zmienilo? Niemal obraza na kolezanke przerodzila sie we wdziecznoscwink Okazalo sie, ze mlody faktycznie mial troche innych nietypowych zachowan, na ktore my, przyzywczajeni w ogole juz nie zwracalismy uwagi. Przy wyjsciach niepokojace okazalo sie,z e dziecko, gdy zwialo a ja sie schowalam, w ogoel nie reagowalo na utrate mamy z pola widzenia. Gotow byl pojsc z kims innym, nie wpadal w panike jak jego rowiesnicy. Doszlo do tego, ze w ogoel nie wychodzilam z domu. Tylko wtedy, gdy maz mogl posiedziec z mlodym. Dzieciak rpzesiadywal calymi dniami w ogrodzie, ale poza ogrodzenie wziasc sie go nie dalo, bo nikt nie byl w stanie przewidziec, czy da sie go w jednym kawalku do domu doprowadzic. Robil wrazenie dziecka, ktore niczego sie nie boi, nie potrafil przewidywac pewnych stuacji, nawet jesli teorie znal doskonale, nie umial zastosowac jej w praktyce. Z czasem dopiero pojawily sie wieksze problemy, bo te jego ucieczki uwazalismy z mezem za naturalny etap rozwoju. Kilka lat pozniej okazalo sie, ze mlody ma autyzm. zaczal mnie sam brac za reke gdy mial 5,5 roku, ale do tej pory nie potrafie zupelnie na luzie gdzies z nim wyjsc, nadal sie "wylacza" jak zobaczy cos interesujacego. Moge ci doradzic tylko tyle: Badz konsekwentna do bolu, ustalaj z dzieckiem przed wyjsciem gdzie idziecie, przypomnij podstawowe zasady i miej na malego oko. Kup szelki, jesli sie sprawdza, to niezaleznie od opinii innych, nie majacych problemu ze zwiewajacym dzieckiem wychodz z szelkami. Pozwalaj dziecku isc w pewnej odleglosci od ciebie, ale ustal jaka to ma byc odleglosc, lamie umowe, do wozka, albo pod pache i do domu. Bez dyskusji i natychmiast tylko informujac sucho dlaczego. Zacznj od krociutkich dystansow. To nie o to chodzi, ze spacer ma byc krczowym trzymaniem dziecka. Dla niego nei ma stanowic wyzwania, zeby zwiac mamie. Ustal scisle reguly i konsekwentnie sie ich trzymaj, zobacz, jak maluch reaguje. Przestac no gonic (znajdz jakies bezpieczne miejsce) i sprawdz jego reakcje, gdy to ty mu nagle znikniesz.
      • margo_kozak Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 15:53
        tijgertje napisała:

        >
        > Bardzo podobnego posta wysmarowalam kiedys, jak moj mlody mial cos kolo 2 lat.
        > Wtedy jedna dobra forumowa kolezanka stwierdzila, ze dzieci w tym wieku tak mie
        > waja, ale to nie jest nortmalne, ze dziecko zwiewa i w ogoel nie reaguje na wo
        > lanie. Moj mlody za zadne skarby nie wzial mnie za reke. Musial isc sam, nie re
        > agowal na wolania, chwycony za reke padal na glebe i koniec, musialam dziecia p
        > rzez ramie przezucac i po strazacku do domu taszczyc. Szelki sie u nas nie spra
        > wdzily. Mlody musiala byc wolny i jakakowiek proba przytrzymania czy uwiazania
        > konczyla sie rozwalaniem na ziemii i urachamianiem syreny. Teraz ma 7 lat. Co s
        > ei zmienilo? Niemal obraza na kolezanke przerodzila sie we wdziecznoscwink Okazal
        > o sie, ze mlody faktycznie mial troche innych nietypowych zachowan, na ktore m
        > y, przyzywczajeni w ogole juz nie zwracalismy uwagi. Przy wyjsciach niepokojace
        > okazalo sie,z e dziecko, gdy zwialo a ja sie schowalam, w ogoel nie reagowalo
        > na utrate mamy z pola widzenia. Gotow byl pojsc z kims innym, nie wpadal w pani
        > ke jak jego rowiesnicy. Doszlo do tego, ze w ogoel nie wychodzilam z domu. Tylk
        > o wtedy, gdy maz mogl posiedziec z mlodym. Dzieciak rpzesiadywal calymi dniami
        > w ogrodzie, ale poza ogrodzenie wziasc sie go nie dalo, bo nikt nie byl w stani
        > e przewidziec, czy da sie go w jednym kawalku do domu doprowadzic. Robil wrazen
        > ie dziecka, ktore niczego sie nie boi, nie potrafil przewidywac pewnych stuacji
        > , nawet jesli teorie znal doskonale, nie umial zastosowac jej w praktyce. Z cza
        > sem dopiero pojawily sie wieksze problemy, bo te jego ucieczki uwazalismy z mez
        > em za naturalny etap rozwoju.


        jakbym czytala o swoim dziecku. zaatakowany przez psa, kilka dni pozniej zaczepial juz obce psy. zlamal reke - zadnych wnioskow. zlamal noge - zadnych wnioskow.
        jestesmy po badaniach w poradni pedagogiczno-psychologicznej i uff zdrowy ruchliwy człowiek.
        czekalam 3 lata az młody nauczy sie pilnowac, chodzic za reke, aczkolwiek we mnie wciaz siedzi niesmowity strach jak mi znika z oczu, a on mówi: mamo zaufaj mi.

        smyczy tez probowalam, ale Jas nie znosi niewoli.

        powodzenia!!!
        • margo_kozak Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 15:54
          margo_kozak napisała:

          >
          > jakbym czytala o swoim dziecku. zaatakowany przez psa, kilka dni pozniej zaczep
          > ial juz obce psy. zlamal reke - zadnych wnioskow. zlamal noge - zadnych wniosko
          > w.
          > jestesmy po badaniach w poradni pedagogiczno-psychologicznej i uff zdrowy ruchl
          > iwy człowiek.
          > czekalam 3 lata az młody nauczy sie pilnowac, chodzic za reke, aczkolwiek we mn
          > ie wciaz siedzi niesmowity strach jak mi znika z oczu, a on mówi: mamo zaufaj m
          > i.
          >
          > smyczy tez probowalam, ale Jas nie znosi niewoli.
          >
          > powodzenia!!!


          zapomnialam dodac, ze w pewnym momencie zaczelam sie zastanawiac czy on aby slyszy moje wołanie np. Jaś stop!
          okazalo sie, ze ma płyn w uszach i niedosłuch, stad czesto brak reakcji na moje wołanie.
    • budzik11 Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 15:02
      Nie mialam tego problemu. Ale od początku wspólnych pieszych spacerów było jasne - dziecko próbuje uciekać, idzie w przeciwną stronę, robi cyrki = wracamy do domu ew. wsiada do wózka i jest przypinany. więc się nauczyli od najmłodszego, że albo idą jak człowiek albo koniec spaceru ew. uwięzienie w wózku (jak musiałam cos załatwić i nie mogłam wrócić).
    • eigeremi Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 21:43
      Mój dwuletni juz synek nie lubił spacerów jeszcze ze 2 tygodnie wstecz. A teraz poza kwestią ubrania jest super. Maszerujemy, zwiedzamy dwa razy dziennie po 1,5 godzinny.
    • my_valenciana Re: Spacer=nerwówka=masakra:) 29.03.11, 21:46
      Normalne - dzieci w tym wieku tak mają - przejdzie mu. Polecam być konsekwentnym i zapowiedzieć, ze gdy idzie przy tobie może nie dawać ręki - kiedy jest niebezpiecznie tylko za rękę. Pozwalać oddalać się tam gdzie można, a gdzie nie można bezwzględnie egzekwować.
      Z laufradem wstrzymałabym się do czasu, kiedy zacznie się sam trochę pilnować - pewnie po 2 urodzinach - inaczej moze być nieszczęście.
      Moje dziecko też tak ganiało - nie było mowy, zeby np chodzić tam, gdzie dziecko chce, bo on czekał, żeby zobaczyć gdzie ja idę, po to tylko, zeby iść w przeciwnym kierunku. Nie szukał mnie, kiedy mu się chowałam, nie działało oddalanie się i czekanie aż się przestraszy, że jestem za daleko. Miał wszystko w nosie i niczego się nie bał. Teraz ma 2 lata i 2 miesiące i jest na spacerach i w sklepie aniołem - pewnie też dlatego, ze ma większą świadomość zagrożenia, że mama gdzieś zniknie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka