asinek68
17.06.11, 10:46
Sytuacja wygląda tak: sama nigdy nie siadam na desce w publicznych toaletach, nigdy też nie posadziłam mojej 5-letniej córki. W razie potrzeby trzymam ją na rękach nad toaletą.
Niestety inaczej wygląda sytuacja, gdy dzieci jadą na przedszkolne wycieczki. Na 1-szej byli w stadninie koni. Gdy moja córka poprosiła Panią by potrzymała ją w toalecie, bo "mama nigdy jej nie sadza" - Pani odmówiła, bo bolą ją plecy. Ciśnienie mi skoczyło, bo była wtedy w maluchach i z trudem się wdrapała na duży sedes - oczywiście pomagając sobie rękoma. Potem podobno umyła ręce. Z jednej strony rozumiem, że Pani nie może dźwigać wszystkich dziewczynek, z drugiej strony nerwy mnie biorą, że mała siada na jakichś obsiusianych, brudnych deskach. Sytuacja z wczorajszej wycieczki do teatru. Córka po wizycie w toalecie - znowu niestety siadała, bo jak inaczej - chce umyć ręce. Pani (pomoc wychowawczyni) zakręca jej wodę i mówi, że nie ma czasu na mycie bo już zabrzmiał dzwonek (koniec przerwy). Dodam, że moja 5-latka siedzi na sedesie i trzyma się rękoma deski, bo inaczej trudno jej utrzymać równowagę. Mam ochotę zrobić jakiś dym w przedszkolu, bo emocje mną targają. Co Wy o tym myślicie? Jak jest w Waszych przedszkolach ?