Dodaj do ulubionych

Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych...

06.06.12, 15:06
Już wyjaśniam o co chodzi. Mam dwójkę dzieci, 2 i 4 lata. I jak oni zasiadają do malowania i obaj zaczynają mieszać farbę czarną z żółtą, to zaczynam wrzeszczeć i po krótkiej szarpaninie zabieram farby. To są akwarele, nie mogę dać mniejszej ilości. Nie cierpię też, jak szarpią kolorowy papier bez sensu itd.
Z jednej strony dobrze się bawią, siejąc zniszczenie i może to nawet jest rozwijające, ale z drugiej strony nie potrafię patrzeć na marnowanie przyborów.
Czy myślicie, że powinnam zagryźć zęby, wyjść, nie patrzeć i wyluzować, czy nadal egzekwować poszanowanie dla farb, szczególnie u 4-latka? A może nie dawać farb do 6 roku życia?
4-latkowi zabieram też flamastry, jak używa ich do wiercenia dziur w papierze zamiast rysowania. Sprawę pogarsza fakt, że mój 4-latek bardzo mało i niechętnie rysuje i powinnam go zachęcać, a nie wrzeszczeć. (Pewnie zaraz mi się dostanie, że to przeze mnie nie lubi rysować, ale z kredkami nie robię takich akcji, poza tym krzyczę od niedawna, a nie rysuje od zawsze.)
Obserwuj wątek
    • ma_niusia Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 15:16
      No a co ci przeszkadza że brudzi te farby? Wiem o co chodzi bo mój 3latek też tak robi. No i trudno co się da to doczyszczę z wierzchu później, czasami mu przypomnę żeby tak nie robił, a jak sobie pobrudzi to maluje szaroburym kolorem i ma problem. Olewam to wink "Brudnej" farby przecież nie wyrzucę, zużyje ją a będzie miał mniej kolorowy rysunek, kiedys się nauczy, przypominam co jakiś czas i tyle.
      Papier kolorowy daję sporadycznie jak wspólnie coś robimy. Na co dzień dostaje krepinę, która taniej wychodzi i jest wydajniejsza tongue_out Ma inne właściwości niż papier kolorowy ale trudno, w żłobku i czasami ze mną ma dostęp do papieru kolorowego a z krepiny też można wyklejanki robić czy co tam chce.
      Co do dziur flamastrami to nie pomogę bo mnie też to wkurza i natychmiast zabieram pisaki uncertain
      • bbuziaczekk Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 15:19
        Moj 3,4 latek tez tak robi i tez mnie to strasznie wkurza....
        No ale co zrobic ? przeciez to jest do zabawy a nie do ogladania.
        Tez niszczy farby (miesza kolory) niszczy kredki, mazaki, plasteline itp itd.
        Np wczoraj kupilam mu fajna plasteline, super razace kolory (jakas fluorestencyjna) i co ? i dzis juz pomieszam ze soba te kolory i jest jednak wielka "kupa" z tego. Zagryzalam zeby, tlumaczylam zeby nie mieszal no ale....dalam spokoj bo wkoncu to jest do zabawy a nie do patrzenia i uwazania.
        Tez mnie to bardzo "boli" no ale coz big_grin wyluzowalam.
    • gemmi18 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 15:17
      Naprawdę tak się zachowujesz, gdy dzieci mieszają kolory farb uncertain?
      Wyluzuj, kupuj tanie farby (np. w sklepie pepco jest taniocha - owszem, jakości mogę wiele zarzucić, ale do mieszania, ciapania nadają się idealnie) i pozwól im się rozwijać. To jeszcze nie ten wiek, kiedy dziecko skrupulatnie przyłoży się do zadania i namaluje Ci piękny obrazek.
      Nie rozumiem tego problemu, dla mnie farby służą do zabawy, a tym samym do mieszania, ciapania, fantazjowania z kolorami.
    • abigail83 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 15:29
      I jak oni zasiadają d
      > o malowania i obaj zaczynają mieszać farbę czarną z żółtą, to zaczynam wrzeszcz
      > eć i po krótkiej szarpaninie zabieram farby.

      Rodzicielstwo bliskości w czystej formie. Ale dobrze, że nosisz do spania i tulisz.

      Nie możesz kupić tanich plakatówek i dać na raz tylko 1-2 słoiczki? Oraz tanich flamastrów i niech wierci?
      • aleksandra1357 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 15:51
        abigail83 napisała:

        > Rodzicielstwo bliskości w czystej formie. Ale dobrze, że nosisz do spania i tul
        > isz.

        Z dwojga złego lepiej wrzeszczeć za mieszanie farb, a potem tulić do snu niż wrzeszczeć zarówno przy farbach i przy zasypianiu, czyż nie? wink


        > Nie możesz kupić tanich plakatówek i dać na raz tylko 1-2 słoiczki? Oraz tanich
        > flamastrów i niech wierci?

        Tu nie chodzi o pieniądze. Chodzi o to, że nie mogę ścierpieć bezsensownego marnowania i niszczenia dobrej, ładnej rzeczy.
        • memphis90 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:05
          Chodzi o to, że nie mogę ścierpieć bezsensownego mar
          > nowania i niszczenia dobrej, ładnej rzeczy.
          To jak mają się nauczyć?
        • abigail83 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:14
          > Z dwojga złego lepiej wrzeszczeć za mieszanie farb, a potem tulić do snu niż wr
          > zeszczeć zarówno przy farbach i przy zasypianiu, czyż nie? wink

          Nie. Lepiej nie wrzeszczeć wcale, zwłaszcza z tak wydumanych powodów. Poza tym dziecko usypiające tulić łatwiej niż psocące.

          > Tu nie chodzi o pieniądze. Chodzi o to, że nie mogę ścierpieć bezsensownego mar
          > nowania i niszczenia dobrej, ładnej rzeczy.

          On nie marnuje, tylko eksperymentuje, dla niego może ładniejsze są farby wymieszane. Jak dasz jeden kolor na raz, albo dwa, to nie wymiesza, albo wymiesza i powstanie mu nowy kolor, czegoś go to nauczy.
          Strasznie masz dziwne reakcje na dzieci, z jednej strony noszenie i dkp, z drugiej wyrywasz dziecku farby, bo miesza, albo "lejesz, bo nie żarło". Może jakiś złoty środek?
          • aleksandra1357 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 22:48
            abigail83 napisała:

            > Strasznie masz dziwne reakcje na dzieci, z jednej strony noszenie i dkp, z drug
            > iej wyrywasz dziecku farby, bo miesza, albo "lejesz, bo nie żarło". Może jakiś
            > złoty środek?

            He he, Abigail, widzę, że masz dobrą pamięć. Czyżbym nadepnęła Ci kiedyś na odcisk? Nigdzie nie udaję idealnej matki. Myślę, że można łączyć rodzicielstwo bliskości z przemocą, niestety.


            • jul-kaa Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 22:59
              "Można" w rozumieniu "zdarza się", a nie "można" w rozumieniu "to jest ok", prawda?

              Bo generalnie w ogóle nie można stosować przemocy...
              • aleksandra1357 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 23:06
                jul-kaa napisała:

                > "Można" w rozumieniu "zdarza się", a nie "można" w rozumieniu "to jest ok", pra
                > wda?
                >
                > Bo generalnie w ogóle nie można stosować przemocy...

                Ależ oczywiście, że w znaczeniu "jest to możliwe". Nic nie usprawiedliwia używania przemocy.
        • gemmi18 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:48
          > Z dwojga złego lepiej wrzeszczeć za mieszanie farb, a potem tulić do snu niż wr
          > zeszczeć zarówno przy farbach i przy zasypianiu, czyż nie? wink
          Żałosne, jeżeli piszesz poważnie. Zapisz się na jakąś terapię, może to nerwica natręctw z tym poczuciem marnowania.
          • ciociacesia natrectwo jak nic 06.06.12, 22:06
            strasznie uprzykrza zycie.
            sama mam nieco mniej atakujace otoczenie.
            tez mnie wkurza jak mi dziecko babrze farby a chwile potem placze ze brudne i zeby mu czyscic. no ale jesli daje farby do samoobslugi to wpisuje to w 'koszt'. takie sytuacje maja miejsce znacznie rzadziej kiedy malujesz razem z dzieckiem i dajesz przyklad pozytywny
            • jul-kaa Re: natrectwo jak nic 06.06.12, 22:45
              Zgadzam się, że natręctwo. I nawet je odrobinę rozumiem: moje dziecko ma fazę na książeczki z naklejkami i ja OGROMNIE bym chciała, żeby naklejało je równiutko i w odpowiednich miejscach. Ale naprawdę jestem w stanie się powstrzymać i nie wrzeszczeć, nie krzyczeć, nie złościć się, ze nakleja krzywo i byle gdzie. Nawet jestem w stanie mu nie komunikować, że mi się to nie podoba. Da się, wierz mi...
              • aleksandra1357 Re: natrectwo jak nic 06.06.12, 22:46
                jul-kaa napisała:

                > Zgadzam się, że natręctwo. I nawet je odrobinę rozumiem: moje dziecko ma fazę n
                > a książeczki z naklejkami i ja OGROMNIE bym chciała, żeby naklejało je równiutk
                > o i w odpowiednich miejscach.

                O rany, fazę na krzywe naklejki też miałam sad Nieźle się przy tym frustrowałam. Ale jakoś nie wierzę, że to natręctwo. A może zwykłe umiłowanie porządku?
                • odnawialna Re: natrectwo jak nic 06.06.12, 23:16
                  aleksandra1357 napisała:
                  >
                  > O rany, fazę na krzywe naklejki też miałam sad Nieźle się przy tym frustrowałam.
                  > Ale jakoś nie wierzę, że to natręctwo. A może zwykłe umiłowanie porządku?

                  Umiłowanie porządku posunięte do granic absurdu też jest natręctwem.
                  Jesli macie takie fazy teraz, gdy dzieci są jeszcze małe, co będzie później? jak sobie poradzicie z krzywym szlaczkiem, brzydkim pismem które nauczycielka będzie oceniać w szkole?
                  Chyba już wiem jaki typ rodziców odrabia prace domowe za dzieci...
                  • ciociacesia ee to chyba przechodzi 06.06.12, 23:50
                    troche z czasem i wiekiem dziecka?
        • ark-am Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 00:52
          nie dawaj im tez stalowych łyzek do zupy, bo strasznie porysuja. daj im drewniane, tansze sa, bezpieczniejsze, najwyzej wiory poleca.
          • aleksandra1357 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 01:11
            ark-am napisała:

            > nie dawaj im tez stalowych łyzek do zupy, bo strasznie porysuja. daj im drewnia
            > ne, tansze sa, bezpieczniejsze, najwyzej wiory poleca.

            Ależ nie, łyżki stalowe są akurat bardzo solidne, drewniane mogliby połamać.
            Swoją drogą niszczenie i brudzenie ubrań mnie wcale nie irytuje, uważam, że to normalne. Ale z farbami jest jakoś inaczej. Bo ONI to robią SPECJALNIE, żeby mnie zadręczyć, a ubrania brudzą niechcący.
            • jul-kaa Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 13:39
              aleksandra1357 napisała:
              > Ale z farbami jest jakoś inaczej. Bo ONI to robią SPECJALNIE, żeby mn
              > ie zadręczyć, a ubrania brudzą niechcący.

              To żart, nie?
            • ponponka1 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 13:41
              aleksandra1357 napisała:

              Ale z farbami jest jakoś inaczej. Bo ONI to robią SPECJALNIE, żeby mn
              > ie zadręczyć, a ubrania brudzą niechcący.


              No pewnie, ze robia specjalnie. Dajesz im taki wystep i wiedza jak zdobyc na niego wejsciowki. Przestan sie przejmowac tymi farbami to oni przestana w koncu mieszac, jak nie bedzie twojego odzewu.

              A swoja droga flamastry to nie tylko koszmar dla rodzica w pilnowaniu zeby tylko kartka byla pomalowana lub podziurwaiona - to koszmar jesli chcesz dziecko nauczyc bawic sie kolorami. Zaberz flamastry i zostaw farby i kredki.
    • lexie007 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 15:47
      Ojjjj rozumnie cie alexandrasmile ja mam tak samo smile ale to jeszcze nic bo to tylko 2jka dziecismile ale ide do pracy a tam przynajmniej 20 dzieci tak " szanuje " przybory plastwink to dopiero hardcore.....ale jak przypada dzien , ze maja zajecia plast to po prostu wlaczam sobie "czilaud"smile
      • aleksandra1357 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:03
        O kurde, Lexie, wizja 20 bachorów mieszających wszystkie farby w jeden kolor przypominający kupę rozpaliła moją wyobraźnię smile Inaczej teraz spojrzę na moją dwójeczkę. Trzymaj się smile
    • memphis90 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:03
      O matko, przecież akwarele można umyć po zabawie i są znów pierwotnych kolorów... Ja pozwalam moim dzieciom robić wszystko- chcą robić szaroburą maź do malowania- niech robią; chcą wycinać i drzeć papier- niech drą; chcą robić dziury pisakiem- niech robią, byle na swoim stoliku. To, co robisz, wydaje mi się straszne- to szarpanie się o farby, wrzeszczenie o kolorowy papier...

      A może nie dawać fa
      > rb do 6 roku życia?
      To kiedy mają się nauczyć malować, wydzierać, wycinać?
      • aleksandra1357 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:10
        memphis90 napisała:

        > To kiedy mają się nauczyć malować, wydzierać, wycinać?

        Może kiedyś dzieciom nie dawało się tak wcześnie farb itd.? Myślę, że jakby dziecko dostało farby i kolorowy papier po raz pierwszy w wieku 6 lat, to by dużo nie straciło w swoim rozwoju.


        To, co robisz, wydaje mi się straszn
        > e- to szarpanie się o farby, wrzeszczenie o kolorowy papier...

        Ja wiem, że to jest straszne, wcale tego nie ukrywam.
        Ale z drugiej strony boję się, że dzieci nie nauczą się szanować tych rzeczy. Że zawsze będą tylko rozwalać. Marzy mi się takie dziecko nauczone poszanowania dla farb, płuczące starannie pędzelek przed zamoczeniem w farbie itd. Nie wydaje mi się to nierealne. Po prostu stawiam pewne, hm, granice. W tym wypadku stawiam je w złym miejscu, fakt. Ale wiem, że od 4-latka można już sporo wymagać. Np. już dawno się nauczył, że jedzenia nie można rozwalać ani marnować. To samo dotyczy wg. mnie farb.
        No i oczywiście chodzi też o sposób stawiania granic, nie powinnam krzyczeć, to jest oczywiste.
        Próbuję się usprawiedliwiać i podawać kontrargumenty, choć oczywiście krytykować moją postawę jest dużo łatwiej niż ją bronić.
        A gdyby tak spokojnie i stanowczo wymagać niemieszania farb? Czy to już by było OK...? Czy dzieci muszą niszczyć, rozwalać i psuć, żeby się rozwijać?
        • afro.ninja Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:15
          aleksandra1357 napisała:

          > Marzy mi się takie dziecko nauczone poszanowania
          > dla farb, płuczące starannie pędzelek przed zamoczeniem w farbie itd. Nie wydaj
          > e mi się to nierealne.


          Mnie tez sie wiele marzy, ale lepiej kupic jakies tanie farby, niz przezywac te akwarele. Mozna samemu zrobic farby. Twoje dzieci moga do porzadku dorosnac, ale po drodze mozesz im obrzydzic cale to malowanie.
        • hanalui Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:29
          aleksandra1357 napisała:
          > Ale z drugiej strony boję się, że dzieci nie nauczą się szanować tych rzeczy. Ż
          > e zawsze będą tylko rozwalać. Marzy mi się takie dziecko nauczone poszanowania
          > dla farb, płuczące starannie pędzelek przed zamoczeniem w farbie itd. Nie wydaj
          > e mi się to nierealne. Po prostu stawiam pewne, hm, granice. W tym wypadku staw
          > iam je w złym miejscu, fakt. Ale wiem, że od 4-latka można już sporo wymagać. N
          > p. już dawno się nauczył, że jedzenia nie można rozwalać ani marnować. To samo
          > dotyczy wg. mnie farb.
          > No i oczywiście chodzi też o sposób stawiania granic, nie powinnam krzyczeć, to
          > jest oczywiste.

          Masz racje..to calkiem realne...ale do tego nie trzeba wlasnie wrzeszczec, tylko z uporem maniaka tlumaczyc i tlumaczyc, a najlepiej pokazywac od pierwszego razu jak to trzeba robic.
          Chodz moze ja to nie powinnam zabierac glosu bo ja od zawsze mialam pedantyczne dziecie, ktoremu raz wystarczy pokazac i sie stosuje, zwlaszcza jesli chodzi o plastyczne rzeczy.
          Juz jako roczniak flamasterek nim zaczal uzywac, nakladal nakredke na tyl, po czym zakladal z powrotem jak bral inny kolor big_grin. Sama bylam w szoku ze tak mozna wink
          Ostatnio wlasie robilam porzadki i wyrzucilam te pierwsze flamastry, czyli mialy jakies 4 lata. Kazdy mial nakredke i jeszcze mozna bylo nimi pisac, chodz juz slabo, no ale ma juz fure innych nowych i w pudle kredkowo - flamastrowym miejsca brak.
        • joshima Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:45
          aleksandra1357 napisała:

          > Ale z drugiej strony boję się, że dzieci nie nauczą się szanować tych rzeczy. Ż
          > e zawsze będą tylko rozwalać. Marzy mi się takie dziecko nauczone poszanowania
          > dla farb, płuczące starannie pędzelek przed zamoczeniem w farbie itd. Nie wydaj
          > e mi się to nierealne. Po prostu stawiam pewne, hm, granice. W tym wypadku staw
          > iam je w złym miejscu, fakt.

          Nie w złym miejscu tylko w złym momencie, tj. zdecydowanie za wcześnie.

          > Czy dzieci muszą niszczyć, rozwalać i psuć, żeby się rozwijać?
          Niektóre tak.
        • beliska Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 21:47
          aleksandra1357 napisała:
          > Może kiedyś dzieciom nie dawało się tak wcześnie farb itd.? Myślę, że jakby dzi
          > ecko dostało farby i kolorowy papier po raz pierwszy w wieku 6 lat, to by dużo
          > nie straciło w swoim rozwoju.

          Znam dziecko, które dostało własnie w tym wieku, czyli jak poszło do zerówki. Wczesniej zero przyborów plastycznych. Jak juz dostało, miało szanować, uzywać, czyścić, chować i absolutnie nikomu nie pozyczac, bo dzieci niszcza przecież kredki, kartki, brudza farby, itd.
          Trzecioklasista był tak cienki manualnie, tak miał ograniczona wyobraznię, ze np. z plasteliny potrafił tylko wałek zrobić. Byłam w szoku.
          Mój chrześniak wspaniale rozwijał talent malarski dzieki temu, ze miał dostęp do nich i mozliwość. Talent się ujawnił, ale na pewno nie wtedy, gdy packał, mieszał i niszczył.
          W wieku szkolnym chłopak mógł już rozwijac się w tym kierunku bardziej profesjonalnie na odpowiednich zajęciach.
          Patrząc zaś na moją córkę, widziałam, ze najwięcej frajdy miała długo własnie z używania farb. Skoro siegała najchetniej po nie, cos w tym chyba było, bo wybór miała od kredek wszelkiej maści poprzez x zestawów różnorakich pisaków.
          Papiery, bloki schodzą u mnie jak woda do dziś, ale jakoś nie przyjdzie mi do głowy robić z tego problemu. Po to są, po to kupuję, by bawiła się, tworzyła, a wyorbaznia pracuje, bo sama wymysla sobie dziwaczne techniki plastyczne.
          Do dzis pamiętam wspólne malowanie z mamą z czasów mojego przedszkola. Wieczory zimowe długie, my przy kuchennym stole, a na nim cała masa farb i malujemy każda swój obrazek. Cudowne chwile i az mi ciepło na sercu, gdy wspominam.
          Jak sobie zbiorę chocby te kilka przykładów, wychodzi, ze jednak dziecko może bardzo duzo stracić z tak prozaicznego powodu jak brak farb i moja córka ma odkąd skonczyła rok.
        • bye.bye.kitty Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 10.06.12, 19:12
          uważam, że straciłoby bardzo dużo.

          O rany! w ogóle sobie średnio wyobrażam dziecko bez dostępu do farb aż do zerówki!

          > Może kiedyś dzieciom nie dawało się tak wcześnie farb itd.? Myślę, że jakby dzi
          > ecko dostało farby i kolorowy papier po raz pierwszy w wieku 6 lat, to by dużo
          > nie straciło w swoim rozwoju.
          >

          BTW mój ukochany dziadek malował ze mną zaczynając od 3 podstawowych barw (czerwony żółty niebieski), robiliśmy z tego inne kolory, fajna zabawa, przyjemne poczucie tworzenia czegoś "ab ovo".
          • joshima Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 11.06.12, 10:25
            bye.bye.kitty napisała:

            > O rany! w ogóle sobie średnio wyobrażam dziecko bez dostępu do farb aż do zerów
            > ki!
            Możesz sobie nie wyobrażać, ale moja mama w zerówce notorycznie miała dzieciaki, które na widok farb czy nożyczek płakały, bo nie wiedziały co z tym robić. Nikt im tego wcześniej nie dał, nie pokazał.
            • bye.bye.kitty Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 11.06.12, 13:09
              miałam kontakt z takimi dziećmi, trójką.
              Patorodzina z priorytetem w postaci % dla taty.
              Ale u nich to był jeden z wielu deficytów, wielu zaniedbań.

              Nie wyobrażam sobie miało oznaczać, że to właśnie jest zaniedbanie, takie odcięcie od rozwoju.
        • memphis90 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 11.06.12, 19:25
          > Może kiedyś dzieciom nie dawało się tak wcześnie farb itd.?
          Nie sądzę. Mój mały w żłobku dostawał kredki, papier, naklejki od samego początku (tj. od roczku). Ja też dostawałam w przedszkolu farby, kredki, nożyczki grubo przed 6rż. W domu też miałam różne rózności, ba- jako 4-latka dostawałam druty i szydełko, a chwilę później igłę z nitką do szycia.

          Myślę, że jakby dzi
          > ecko dostało farby i kolorowy papier po raz pierwszy w wieku 6 lat, to by dużo
          > nie straciło w swoim rozwoju.
          A ja sądzę, że mnóstwo by straciło.

          Marzy mi się takie dziecko nauczone poszanowania
          > dla farb, płuczące starannie pędzelek przed zamoczeniem w farbie itd
          A gdzie kreatywność??? Gdzie łączenie barw, odkrywanie nowych odcieni, malowanie po różnych fakturach?

          > A gdyby tak spokojnie i stanowczo wymagać niemieszania farb? Czy to już by było
          > OK...? Czy dzieci muszą niszczyć, rozwalać i psuć, żeby się rozwijać?
          Wiesz, z "dorosłego" punktu widzenia bazgranie w kolorowance czy naklejanie na kartkę kuleczek z bibuły tak czy inaczej jest niszczeniem cennego materiału. W końcu- w galerii tego nie powiesisz, bohomaz i tak powędruje do kosza. Szarobury czy kolorowy- to tylko dziecięcy rysunek. Marnotrawstwo i tyle. Ale dla dziecka to bezsensowne tworzenie mało wartościowych artystycznie prac jest bezcenne.


          > A gdyby tak spokojnie i stanowczo wymagać niemieszania farb?
          A jak zrobisz wtedy jasnofioletowy?
    • afro.ninja Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:12
      To jest normalne, podobnie jest z ciastolina, robi sie z niej jedna wielka bura masa.
    • mikams75 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:20
      z dwulatkiem nie masz szans. Moja czterolatka juz lepiej traktuje przybory, ale tez bylo tak jak piszesz. Tez mnie to wkurzalo. Dlatego kupowalam akwarele i na poczatku odrywalam te farbki z opakowania i dawalam 2-3 kolory. Pozniej sie zczaila ze jej wydzielam i chciala wszystkie.
      Twardych akwareli nie da sie za bardzo zniszczyc. Po zabawie oplukiwalam pod kranem i suszylam. Nie kupowalam plakatowych, bo poszlyby na jednym posiedzeniu. A akwarele dluzej sluza. Dawalam gazety do mazania, wiec tez mi nie bylo szkoda.
      Kupuj na tyle tanie rzeczy, zeby ci nie bylo szkoda. Czerolatka jak zostawisz samego z farbkami i dwulatkiem to nie dziwne ze jest taki efekt. Musisz z nim posiedziec, pokazac, zaproponowac celowe mieszanie kolorow zeby zobaczyc jakie nowe kolory powstaja.
      No ale musisz z nim posiedziec. Sam to zrobi tylko czarna breje.
      Wiercenie dziur flamastrami u nas tez bylo kiedys. Ja mysle, ze powinnas z nim troche posiedziec i pokazac co mozna zrobic, porysowac z nim, czy jemu.
      Jesli on sam nie ma pomyslu na lepsza zabawe to bedzie z mlodszym na polke wiercil te dziury.
      Moja czterolatka tez roznie traktuje materialy plastyczne, ale talent ja meczy i ciagle cos robi. Owsze, zdarzaja sie niszczycielskie dzialanie bez sensu, ale zazwyczaj jak z nia usiade i dam pomysly, to zaczyna sensowniej tworzyc.
      A co do ciastoliny - zamierzam zrobic jej sama wielka gore ciastoliny w jednym kolorze. Ostatnio na festynie dla dzieciakow tak bylo - mieli rozne kolory, ale jak dziecko chcialo sie pobawic, to pytali jaki kolor chce. I dziecko dostawalo bryle wielkosci arbuza w jednym kolorze. I nie bylo mieszania kolorow.

      Natomiast te male pojemniczki ciastoliny to po zabawie odzielamy kolory gdzie sie da. A reszte wsadzam do jednego pojemnika. Dziecku to zupelnie nie przeszkadza ze jest wymieszane.
      To my mamy inne poczucie estetyki. Wiec wyluzuj.
      A jak bedzie starszy i nauczy sie lepiej traktowac, to kupisz mu lepsze farbki.

    • joshima Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 16:38
      aleksandra1357 napisała:

      > Już wyjaśniam o co chodzi. Mam dwójkę dzieci, 2 i 4 lata. I jak oni zasiadają d
      > o malowania i obaj zaczynają mieszać farbę czarną z żółtą, to zaczynam wrzeszcz
      > eć i po krótkiej szarpaninie zabieram farby. To są akwarele, nie mogę dać mniej
      > szej ilości. Nie cierpię też, jak szarpią kolorowy papier bez sensu itd.
      > Z jednej strony dobrze się bawią, siejąc zniszczenie i może to nawet jest rozwi
      > jające, ale z drugiej strony nie potrafię patrzeć na marnowanie przyborów.
      Dla ciebie to niszczenie dla nich zabawa. My to niestety mamy zakodowane przez naszych rodzicow jeszcze po PRLu. A tymczasem:
      1. To sa groszowe sprawy i w dodatku latwe do zdobycia
      2. Zamiast kolorowego papieru daj kolorowa gazete. Jeszcze taniej i bardziej tworczo.
      3. Jak pomieszaja niebieska z żółtą beda miec wiecej zielonej. Co Ci to przeszkadza skoro im jest wszystko jedno jakim kolorem malują.
    • igajos Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 18:12
      też nie lubię takich rzeczy sad Ale aż tak mnie to nie denerwuje. Teraz już bardziej starszego to denerwuje niż mnie. Ma 7 lat.
      Do plakatowych farb kupiłam paletkę - nakładam trochę i mogą mieszać ile chcą. Jak już jest jednokolorowa maź, to albo im się nudzi i jest koniec zabawy. Albo wymieniam zawartość.
      Akwarele spłukuję pod bieżącą wodą i są jak nowe.
      Do darcia możesz nie dawać całego papieru kolorowego, tylko np przeciąć na pół i już masz na 2 imprezy. Albo bibułę - bardziej wydajna. Jak syn był mały, to specjalnie darł na malutkie kawałeczki, żeby potem karmić odkurzacz. Przeszło.
      • heca7 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 18:43
        Odpuść. Ja byłam tak nauczona, że jak zgubiłam gumkę do wycierania to dostałam histerii. Bo zawsze był potem wykład ze strony matki. A zwykle miałam dość drogie rzeczy. Jak gumka to rotring albo steadler gdzie ponad 25 lat temu to było coś. Pamiętam jak bałam się pożyczyć flamastra bo mógł się wypisać a ja musiałabym potem nawet jeśli nie wysłuchać wykładu ( taka droga rzecz, chcemy żebyś miała dobre rzeczy a ty tego nie szanujesz!) to zobaczyć niezadowoloną minę. A przejmowałam się tym bardzo. Po co? Staram się tego nie przenosić na dzieci. Parę razy mi się niestety nie udało.
        • odnawialna Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 22:00
          > Po co? Staram się tego nie przenosić na dzieci. Parę
          > razy mi się niestety nie udało.
          Ale fajnie, że to widzisz i starasz się takich błedów nie popełniać. Niestety zakodowane z dzieciństwa wzorce często są powielane nieświadomie. Ja zawsze twierdziłam, że nie bedę jak moja matka i... niestety złapałam się, że się nie raz na tym, że postępuję identycznie jak ona, zwłaszcza w stosunku do nastolatka (mam jeszcze starszego syna).
    • justysialek Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 19:05
      Według mnie to jeszcze za wcześnie wymagasz. Nawet 6-latki robią jeszcze bajzel przy farbach. Co ja piszę?! Jak ostatnio w ferie prowadziłyśmy zajęcia świetlicowe z dziećmi od 6 do 12 lat to po malowaniu farbami/klejeniu myłyśmy salę przez pół godziny (dominowały plamy brązowe wink.
      • justysialek Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 19:10
        Dziewczyny dobrze Ci radzą: kupuj tanie rzeczy albo dawaj dzieciom kisiel do malowania w kilku kolorach zamiast farb. Niech się tym kisielem całe wysmarują i niech mają radochę. Na tym polega dzieciństwo.
        Zamiast kolorowego papieru dawaj gazety.
        • memphis90 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 11.06.12, 19:31
          Kisiel??? Nie znam... Tzn. mam ugotować i dać czy tylko z wodą rozmieszać?

          na ciastolinę mam patent- domowa gotowana ciastolina. tania i można bez żalu wyrzucić, jak się zuzyje. Tylko przegapiłam święta i nie kupiłam na zapas farbek do jajek, żeby im zabarwiać- uzywam buraczka i kurkumy.
    • rulsanka Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 20:42
      "Marzy mi się takie dziecko nauczone poszanowania dla farb, płuczące starannie pędzelek przed zamoczeniem w farbie itd. Nie wydaje mi się to nierealne. Po prostu stawiam pewne, hm, granice. W tym wypadku stawiam je w złym miejscu, fakt. Ale wiem, że od 4-latka można już sporo wymagać. "

      Ja się nauczyłam poszanowania dla farb dopiero w wieku mocno dorosłym, jak zaczęłam malować akrylami. Nawet olejnymi malowałam używając tego samego pędzla. Po prostu "dbanie o farby" psuło mi wenę twórczą. (tak, prawdopodobnie mam adhd...)

      Swoją drogą akwarelki są badziewne, to farby nie dla dziecka. Są trudne i muszą właśnie być czyste, by coś z nich było.

      Co do mieszania kolorów. Może poeksperymentujcie z mieszaniem tak by uzyskać nowe, ładne kolory? Daj dziecku trochę wiedzy o barwach, będzie zachwycone - mowa o czterolatku. Ale nie bawcie się akwarelkami, tylko plakatówkami. Akwarelki do pobrudzenia i do kosza smile
    • aphoper1 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 21:01
      Byłam pewna, że to troll napisał, ale przecież nick z forum, często piszący.
      Jestem w szoku.
      Ja się cieszę, jak moja Córka miesza kolory, używa różnych sprzętów w twórczy sposób, uczy się, co do czego służy, jak fajnie jest malować mieszaniną barw, jak fajnie dać za dużo farby i zrobić od tego dziurę w kartce.
      Normalnie jestem w szoku, że można tak jak Ty.
    • budzik11 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 21:08
      aleksandra1357 napisała:

      > Już wyjaśniam o co chodzi. Mam dwójkę dzieci, 2 i 4 lata. I jak oni zasiadają d
      > o malowania i obaj zaczynają mieszać farbę czarną z żółtą, to zaczynam wrzeszcz
      > eć i po krótkiej szarpaninie zabieram farby.

      A co ci przeszkadza, jak będą potem malowali pomieszanymi farbami?? Im frajdę sprawia malowanie a nie malowanie farbą żółtą i czarną, więc równie dobrze będą się bawili malując burą. Chyba nie malują Bitwy pod Grunwaldem, że muszą mieć idealnie czyste kolory? Ja daję dzieciom farby, co z nimi zrobią (o ile malują po kartkach nie po meblach, ścianach i podłodze) to ich sprawa, nowe kupuję jak już są puste pojemniczki. Zresztą to ma być przyjemnośc dla dzieci, a nie dla ciebie, a po drugie - czemu mają malować tak, jak się tobie podoba?
    • odnawialna Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 21:11
      a te farby to kupiłaś dla siebie, żeby czuć zadowolenie jakie to ładne są, czy dla dzieci? dla ich zadowolenia? a zabawki to też kupujesz i nie pozwalasz się bawić wg uznania dzieci?
      LITOŚCI! zastanów się trochę
      Akwarelki są po kilka, góra kilkanaście złotych. Jak Ci tak bardzo szkoda tych kilku złotych to daj sok z buraków z mąką ziemniaczaną, będzie jeszcze taniej, ale pozwól dzieciom bawić się i eksperymentowac po swojemu.
      Kompletnie nie rozumiem powodu do złoszczenia się i na Twoim miejscu zastanowiłabym się głębiej, co Cię tak naprawdę wkurza.
    • male_a_cieszy Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 21:50
      Córka pierwsze farby plakatowe dostała jak miała trochę ponad rok i malowała rączkami. Wszystko było szarobure, a ona szczęśliwa. Teraz ma 4,5 - stara się ładnie płukać pędzelek nim użyje innego koloru, ale wiadomo, że nie wychodzi jej to jeszcze idealnie. Kupuje jej akwarele bo łatwo je wypłukać po skończonej zabawie.
      Co do papieru kolorowego to nie robię w tym względzie ograniczeń. Ma dodatkowo do dyspozycji klej w sztyfcie i nożyczki (jedne normalne, a drugie ozdobne). Nie ograniczam jej twórczych wizji, a w zamian za to otrzymuje przerobione na telewizory pudełka po butach, laurki poobklejane papierem cekinami i koralami. Teoretycznie córka marnuje te rzeczy, ale tak naprawdę ćwiczy rączki, rozwija kreatywność.
      Jedynie klej "magik" mam pod ochroną i może używać go tylko jak jestem przy niej.
      Nigdy mi nie przyszło do głowy żeby z powodu zabawy wściekać się na dziecko
    • jestem_fajnou_mamou Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 22:30
      Wyluzuj, to tylko farby, tylko plastelina - kupuj tanie, bo na teraz naprawdę szkoda twoich i dziecka nerwów, można tłumaczyć jak używać farbek i plasteliny ale bez zniszczeń i marnowania się nie obejdzie jeszcze długo.
      Ja wydzielam np na jedno posiedzenie daję określoną ilość materiałów, zawsze można coś dodatkowo wyciągnąć, ale nie ma ryzyka, ze jak się zagapię w czymś innym to dziecko mi wszystko zmarnuje: bo to się tak fajne drze, rozsmarowuje, rozdziabuje etc.
      Ostatnio została pocięta koszulka.
      Jak coś zniszczy bez sensu, np ostatnio pociął swoją koszulkę (zamiast kartkę) to mówię, ze to jest już nieodwracalne, że tak nie robimy bo to jest niszczenie, źle, nieładnie, nie wolno.
      No i niestety w tym wieku raczej nie da się dać farbek, nożyczek i mieć nadzieję, ze dzieć się zajmie na długo, tu trzeba uczestniczyć i nadzorować.
      Jak zabrudził farbki to ma zabrudzone, ciastolinę wymieszaną kolorami, etc. Nie wyrzucam takich rzeczy tylko zużywamy do końca.
    • aleksandra1357 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 06.06.12, 22:45
      Dziękuję za wszystkie wypowiedzi, zarówno te rozumiejące, jak i te krytyczne.
      Wasze wpisy są jak darmowa psychoterapia. Ja to rzeczywiście wyniosłam ten pseudo-pedantyzm z domu. Moja matka nigdy nie pozwalała mi niszczyć rzeczy i bardzo się tym denerwowała. Zwykle postępuję odwrotnie niż ona, ale tu mi zostało.
      Jak sobie teraz myślę o tych moich nerwach, to wydaje mi się to wszystko takie nierealne. No i rzeczywiście psuję moim dzieciom zabawę i twórcze zamysły, choć dla mnie mazanie burą breją to nie jest żadna twórczość i nie potrafię dopatrzeć się w tym niczego rozwijającego. Cóż, po przewałkowaniu tego tematu tutaj chyba dużo łatwiej będzie mi zachować spokój.
      Dzięki za wszystkie praktyczne rady smile
      • budzik11 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 18:59
        Przypomniało mi się: moja teściowa kupiła dzieciom flamastry, po czym, po kilku minutach zabrała im je z tekstem "Już wystarczy, bo wypiszecie". Helo! Flamastry a w twoim przypadku - farby i papier kolorowy, są do malowania, wycinania itp a nie do leżenia i "ładniewyglądania".
    • tijgertje Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 08:54
      Biedne dzieciwink
      Wyluzuj. Kup farby plakatowe w butelkach, wydaj po kropelce 2-3 kolory na talerzyku i po problemie. A falamstry polecam trojkatne stabilo. Nie da sie ich wcisnac i dziury trudniej zrobic, w dodatku ulatwiaja prawidlowy chwyt. Jak nie potrafisz spokojnie patrzec na dziecieca tworczosc, to poszukaj jakies fajnej nastolatki, ktora przyjdzie po poludniu na godzinke z dzieciakami popaprac, a ty poczytaj ksiazke, albo idz na zakupy.
      • eliszka25 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 11:14
        moim zdaniem mylisz kilka rzeczy. co innego rozwalanie jedzenia, a co innego mieszanie farb. jak dziecko zamiast jesc, wywala z talerza na podloge, to owszem, jest to marnowanie i na to nie pozwalam. ale farby sa wg. mnie do ZABAWY i jesli dzieci uznaja, ze beda sie bawic w mieszanie kolorow, to jest to dla nich ZABAWA, co wiecej, tworcza zabawa moim zdaniem, wiec nie mam nic przeciwko. nie pozwalam tylko wynosic farb poza wylozony gazetami stol i malowac po wszystkim. po skonczonej zabawie farbki wedruja pod kran i znow mamy rozne kolory do malowania. jak sie "wymarnuja", to kupimy nowe. bo niestety, farby z zalozenia sa po to, zeby je "wymarnowac". no na tym polega malowanie, ze sie farby zuzywa, inaczej sie po prostu nie da.
      • mikams75 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 11:48
        o wlasnie, wydzielanie na talerzyku tez jest dobrym pomyslem - ja tak robie z klejem, bo moje dziecko mialo faze na wyklejanie, ale niestety wylewala straszne ilosci kleju. A najlepsze bylo to, ze sama mi poddala pomysl - w przedszkolu maja wielka butle kleju, kazdemu nalewaja troche na zakretke od sloiczka, daja patyczek i dzieciaki wyklejaja. Sama mi to zaproponowala smile
    • kunda77 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 11:40
      Wiesz kup farbki w tupkach dawaj minimalna ilosc i nawet jak zrobia maz to nie bedzie klopotu a po za tym naucza sie laczenie kolorow

      ja uwazam ze dopkuki nie maluja scian i mebli tylko kartki to niech maluja i nie wazne co niech robia cos
      • mikams75 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 11:52
        kartki tez sie moga znudzic wink
        ja dla urozmaicenia daje inne smieci - hitem jest malowanie kartonowego pudelka po jajkach. Daje tez inne male kartoniki do zmalowania na buro, korki od wina i generalnie co sie trafi.
    • paartycja Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 19:24
      mam dwoje dzieci-prawie 5-latkę i nieco starsze
      oboje lubią wszelką plastyczną działalność ale szczerze powiem,że przyjmuję ze stoickim spokojem mieszanie farb,plasteliny,rwanie kartek,łamanie patyczków,wypisywanie mazaków,obklejanie nalepkami,brudzenie łap i odzieży (zakładam fartuszek),wymazane blaty i stoły,papranie klejem..
      szkoda życia a wszystko da się umyć,naprawić czy odkupić.
      zresztą z takiej burej kuli z plasteliny też można robić fantastyczne rzeczy big_grin
      • batutka Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 07.06.12, 19:31
        Szczerze mówiąc zdziwiło mnie to, że masz problem z mieszaniem kolorów farb. Ja sama swego czasu pokazywałam moim córkom jak można mieszać kolory i jak w związku tym powstają nowe barwy.
        Bez przesady - niech eksperymentują, na pewno się z tego czegoś nauczą.
    • mera73 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 08.06.12, 16:47
      Wiesz, do tego wszystkiego co napisały poprzedniczki mogę jeszcze dodać: to właśnie teraz oni mają mieszać i babrać, jak najwcześniej. Moje dziecko starsze używało kredek, kredy, flamastrów i farb jakoś tak od półtora roku. Albo "używało". Kupowałam tego masę, różne rodzaje. Fajne są farby do malowania rękami. Można odbijać dłonie i stopy, używać wałków o różnej fakturze, przyklejać do farby różne badziewia... Dla młodszych akwarelki mogą nie być tak atrakcyjne. Kolorowe papiery też fajnie drzeć, albo ciąć. Farby w dużych tubach można wylać po trochu na kilka miseczek, do tego duży talerzyk do mieszania, i wielki papier na podłodze, albo karton. Jedyna rzecz, na którą nie pozwalałam to malowanie ścian. Teraz mój syn ma prawie siedem lat i nie jest tak entuzjastyczny, jak kiedyś. Woli rysować np. tylko czarnym flamastrem na białym papierze, różne historie, komiksy itp. Tak, że ten początkowy chaos jest fajny i czemuś służy.
    • karro80 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 10.06.12, 17:09
      Samo brudzenie farb-mieszanie kolorów mnie nie wkurza, wręcz przeciwnie - niech se miesza-młoda ma 4 lata i względnie zachowuje porządek jak maluje<tj ściany są zwykle czyste, podłoga również, stolik i dziecko "wliczam w koszta">

      Natomiast wcześniej jak córka miała ok 2-3 lat to jakoś nie umiałam sie przemóc i dać jej farby w domu<same kredki plus chwila nieuwagi czasem kończyły się jakąś ładną kolorystycznie niespodzianką w nieadekwatnym niestety miejscu, a żeby dziecko się nie frustrowało kufnianym kolorem i jakością to mamusia kupuje pastele olejnesmile - no niestety inne nie są tak ładne w efekcie a i dzieć lubi grubą fakturęwink> - no to chodziłyśmy na zajęcia plastyczne i tak to załatwiałamsmile - polecam dla tych co jednak mają wewnętrzny opór, a wiedzą, że trza.
      Dla 2 latka w domu natomiast genialne są ksiązeczki do malowania samą wodą - ja pamiętałam jeszcze ze swojego dzieciństwa.

      Niestety z pewnością pogodzenie interesów 2 i 4 latka<2 latek bedzie chciał to samo co starszak> oraz mamusi będzie trudniejsze niż matka plus jedno dziecko w dowolnym wiekusmile
      Niemniej jednak dobrze jest po prostu zabezpieczyć teren, dzieci ubrać w stare ciuchu, farby potem wypłukać i wsio. Aha i jak z jedzeniem - czyli dać i jak wkurza, że rozchlapuje czy miesza to się odwrócić i nie patrzeć. Po co się denerwować niepotrzebniewink?
    • kawka74 Re: Wkurza mnie psucie przyborów plastycznych... 10.06.12, 17:32
      Co Ty im dajesz za akwarele, Białe Noce czy Winsor & Newton z porcelanową paletą? Nic poniżej nie jest warte takiego wqrwu.
      Podłogę można zabezpieczyć folią malarską (przykleić w niektórych miejscach taśmą klejącą, żeby się nie przesuwała), kupić najtańsze wersje przyborów, zacisnąć zęby i udawać, że się nie widzi.
    • bye.bye.kitty paleta 10.06.12, 19:06
      najtańsze z marketu w maleńkich słoiczkach - nie będziesz się wściekać

      kup im tez paletę plastikową (taką z wgłębieniami, jak na jajka) i niech mieszają kolory. To tez część zabawy - tworzyć własne barwy, odcienie. Pokaż im jak niebieski z żółtym tworzy zielony i jak zmieniać odcień tej zieleni.

      Zastanawiam się czy nie ma bezpiecznych akryli w tubkach (tzn bezpiecznych dla dwulatków), wtedy mogłabyś wyciskać na paletę po trochu.
      • kanga_roo Re: paleta 11.06.12, 09:59
        aleksandra, ja robię tak:
        kupuję farby plakatowe Astra, w tubkach, sześć kolorów wystarczy na początek. z kartonu - u mnie opakowania zgrzewki mleka - wycinam paletę, wyciskam po trochu każdego koloru, ustawiam im sztalugę z papierem (Ikea), daję pędzle, i wychodzę. aha: mam podłogę łatwo zmywalną smile, a burą, pomazaną "paletę" po zabawie wyrzucam.
        jeśli chciałabyś zaszaleć, proponuję też farby do malowania rękami - ale dobrej firmy, np crayola, bo te tanie niszczą odzież. a papier z rolki rozkładasz na podłodze (choć my kiedyś malowaliśmy na szkle - to jest drzwiach balkonowych).
        co do pisaków, moi mogą w domu używać tylko tych z Ikea, bo można je zmyć. no i niechętnie udostępniam plastelinę - ciastoliny, czy masy solnej mają, ile chcieć.
        papiery kolorowe dostają, ale ponieważ kupuję w Lidlu takie porządne, kontroluję zużycie. do woli mogą używać białych kartek (nieudanych wydruków), które przynoszę im z pracy.

        ps. nie uwierzysz, ale obrazy mojego trzylatka, wykonane farbą plakatową, formatu A2, nakleiłam na tekturę i wiszą u mnie w salonie i na schodach. oprócz pędzla do nanoszenia farby używał gumowej kaczuszki, efekt jest świetny. prace młodszej powiesiłam w hallu, ona z kolei część obrazów malowała palcami.
        • mojemieszkanie24 Re: paleta 11.06.12, 20:04

          Od kiedy dzieci miały kupowane przybory plastyczne ? Bo powiem ci szczerze,że zachowują się tak jakbyś im je kupowała od niedawna... O ile w przypadku 2 latka jest to jeszcze do przejścia ale 4 latek... hm....
          • mama_kotula Re: paleta 12.06.12, 07:14
            mojemieszkanie24 napisała:
            > Od kiedy dzieci miały kupowane przybory plastyczne ? Bo powiem ci szczerze,że z
            > achowują się tak jakbyś im je kupowała od niedawna... O ile w przypadku 2 latka
            > jest to jeszcze do przejścia ale 4 latek... hm....

            Tego akurat nie da się wywnioskować.
            Moje dzieci dostawały przybory plastyczne odkąd umiały porządnie siedzieć (czyli jakoś od 7 miesiąca). Ja sama wyżywam się kreatywnie non stop, więc wzorzec mają.
            I co? I pstro. Też dłuuuugo miały fazę mieszania farb i zlepiania plasteliny w burą kulę, cięcia papieru kolorowego po to, aby... pociąć i tak dalej, robiły wszystko to, co Aleksandra, miłośniczka porządku tongue_out, uznaje za nieposzanowanie materiału i przyborów.
            W tym momencie (dzieci mają 8 i 9 lat) czasem huknę, jak widzę, że towarzystwo bezmyślnie kroi kółko ze środka kartki papieru, ale nie wpadłabym na to, by zwracać uwagę czterolatkowi, o dwulatku nie wspominając.

            --
            http://alterna-tickers.com/tickers/generated_tickers/u/u91pns7d0.png
            • aleksandra1357 Re: paleta 12.06.12, 12:08
              Jeszcze raz dzięki za wszystkie opinie, które czytam z wypiekami na twarzy smile Dzięki za wszelkie patenty i pomysły.
              Cały czas analizuję, co mnie tak naprawdę wkurza. Otóż wkurzam nie to, ze te farby mają takie piękne kolory, a mój 4-latek zawsze je zmierza na brąz, namaluje 3 kreski i sobie idzie, a ja za nim wołam: "Zobacz, jakie piękne kolory, mamusia jeszcze maluje! Hej hej, może namalujesz sobie niebieską kreseczkę!" A on nic.
              Cóż, szkoła akceptacji.

              PS
              mama_kotula napisała:

              > Aleksandra, miłośniczka porządku tongue_out

              Tak tak, jestem, jak pamiętasz, mistrzynią sprzątania bezstrategicznego wink
              • mamatin Re: paleta 13.06.12, 01:46
                > Cały czas analizuję, co mnie tak naprawdę wkurza. Otóż wkurzam nie to, ze te fa
                > rby mają takie piękne kolory, a mój 4-latek zawsze je zmierza na brąz,
                daj juz sobie na luz z tymi analizami, zwykle akwarelki kosztuja 5 - 10 zl, jak je zamażą to wlorzysz pod kran i umyjesz, kolorki beda jak nowe, pozwol sie dzieciakom bawic.
                Bo może za tym wszystkim kryje sie zwykle skapstwo? jesli beda malowaly "czysto" to farb na dłużej wystarczy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka