aleksandra1357
06.06.12, 15:06
Już wyjaśniam o co chodzi. Mam dwójkę dzieci, 2 i 4 lata. I jak oni zasiadają do malowania i obaj zaczynają mieszać farbę czarną z żółtą, to zaczynam wrzeszczeć i po krótkiej szarpaninie zabieram farby. To są akwarele, nie mogę dać mniejszej ilości. Nie cierpię też, jak szarpią kolorowy papier bez sensu itd.
Z jednej strony dobrze się bawią, siejąc zniszczenie i może to nawet jest rozwijające, ale z drugiej strony nie potrafię patrzeć na marnowanie przyborów.
Czy myślicie, że powinnam zagryźć zęby, wyjść, nie patrzeć i wyluzować, czy nadal egzekwować poszanowanie dla farb, szczególnie u 4-latka? A może nie dawać farb do 6 roku życia?
4-latkowi zabieram też flamastry, jak używa ich do wiercenia dziur w papierze zamiast rysowania. Sprawę pogarsza fakt, że mój 4-latek bardzo mało i niechętnie rysuje i powinnam go zachęcać, a nie wrzeszczeć. (Pewnie zaraz mi się dostanie, że to przeze mnie nie lubi rysować, ale z kredkami nie robię takich akcji, poza tym krzyczę od niedawna, a nie rysuje od zawsze.)