maryla7
14.06.12, 22:22
kocham swoje dziecko, ale ostatnio doszlam do wniosku, kto kim rzadzi u nas w domu. Zycie toczy sie wokol syna. Czasami doprowadza mnie do takich nerwow ze dostaje klapsa. Pozniej ze wzgledu na doswiadczenia z dziecinstwa nie moge patrzec w lustro(w moim domu rodzinnym nie bylo klapsow tylko zwykle lansko za wszystko codziennie), bo wiem dobrze pamietam okres dziecinstwa i wiem co teraz mam w glowie-strach do mamy(boje sie przy niej poruszyc pewnych tematow, cos zrobic bo jest wybuchowa)-mimo ze zyje z nia teraz dobrze to strach jest. I tak oto ofiara przemocy domowej(bo za taka sie uwazam), nie radzi sobie teraz z wlasnym dzieckiem. W szal wpadam kiedy maly na zlosc specjalnie chce jechac rowerkiem zaraz przy krawedzi kraweznika obok jadacych samochodow nie slucha, gdy mowie ze stanie sie krzywda, raz tak sie ze mna przy tym krawezniku przepychal ze ze doslownie zepchnal mnie z chodnika. Mialam ochote wywalic ten rowerek na srodek jezdni a jemu sprac dupsko, bo to nie pierwszy raz kiedy mu tlumacze, ze to niebezpieczne. Ale to zadkosc, bo maly zwyczajnie nie chce chodzic, ani obok mnie ani za reke, nie chce tez siedziec w wozku. Chce na rece. Jestem w drugiej ciazy i jest to dla mnie jakis problem... tak samo jak wchodzenie mi na glowe. Ostatnio w okresie tych ciazowych mdlosci, czesto zwyczajnie musialam sie polozyc, i gdy tak leze nagle dostaje kolanem w glowe, to synus wskakuje na mnie i po mnie skacze jest wyjatkowo nie delikatny naprawde kilka razy polala sie krew bo rpzygryzlam sobie warge np. I prosze go zeby ttak nie robil bo to mi sprawia bol. Nie rozumie. I jego sprzeciwy, mowie idziemy z placu zabaw-to jest ryk, doslownie ryk jakbym go lala kablem od zelazka, wszyscy sie patrza-bo on sie rzuca na ziemiie czesto go musze zlapac za reke zeby sobie glowy o beton nie rozbil i tak sie szarpiemy. Metoda na wytlumaczenie dziecku ze trzeba do domu isc bo inaczej bedzie musial isc za reke zwyczajnie nie dziala bo ja musialabym go za te reke ciagna c on by sie zwyczajnie polozyl na ziemi. W sklepach rutyna, bez zabawki, slodyczy-nie wyjdzie.
Pluje do talerza-dalej mu miesko, sama tez siadam obok i jem. On porzuje chwile a nastepnie potrafi to wypluc na moj talerz. komputer zdemolowany polowa klawiszy powyrywana. Krzyczy-nie potrafie z nim wygrac. Nie potrafie sluchac krzyku przez pol godzny. Dodam ze mieszkam w anglii, wole nie myslec do jakich wnioskow dochodza sasiedzi kiedy slyszla jak dziecko drze sie pol dnia albo widza mnie jak sie z nim szarpie pod domem bo on nie chce z niego wyjsc albo nie chce do niego wejsc.
do psychologa? z kim ze mna, czy z nim? niestety ja sie lapie na bariere jezykowa, syn jeszcze nie mowi tak wiec jemu to pewnie bez roznicy... myslalam o genach... biologicznym ojcem mojego syna byl prawdziwy ''lobuz''. Kilka wyrokow, wiezienie, pobicia, narkotyki, ogolnie zly czlowiek, teraz jest inne zycie, maly nie zna ojca biologicznego nie wie jaki z niego dziad, wiec moze geny? Czy to definitywnie moja wina? Staralam sie dawac dziecku wszystko co moglam, bo ja w dziecinstwie nie mialam nic, ja mialam jedna pare spodni ktore nosilam az sie nie rozlecialy on ma 5, on ma przynajmniej raz w miesiacu(minimum) kupowana nowa zabawke, ja dostawalam pod choinke ewentualnie. ciekawa jestem czy ktos to doczyta. Pytanie na koniec, czy was tez rodzice bili? i jak teraz wy opiekujecie sie swoimi dziecmi?