Mieliśmy duże wątpliwości jak nasz starszy synek przyjmie młodszego, na szczęście na "dzień dobry" było ok - że dzidziuś, że braciszek, głaskanie, przytulanie, branie za rączkę itp. Teraz też niby tak jest, ale... Potrafi go bardzo energicznie głaskać po tej główce, ciągnąć za rączkę na zasadzie "chodź do mnie", z miłości prawie na nim siadać (np. miażdżąc mu przy tym rękę, lub prawie głowę), oraz po prostu się wygłupiać, rzucając w braciszka czym popadnie - małą lokomotywą, poduszką, żetonami do zabawy... Jestem przerażona, na chwilę nie mogę Młodszego spuścić z oka, już nie mówiąc o zostawieniu ich samych... Strasznie się boję, że Starszy zrobi mu krzywdę

Raz tylko refleks męża uratował Młodszego, bo Starszy już prawie na nim siadał

Rzucić w niego czymś potrafi całkiem znienacka, więc czasem nawet siedzenie obok nie pomoże... Mam wrażenie że on tego nie robi złośliwie, ale dla wygłupu. Tłumaczymy, tłumaczymy, i tłumaczymy - on to wszystko wie, a robi swoje... Jak było u Was? Pocieszcie mnie, że z czasem to mu minie... Ja się obawiam, czy nie będę musiała przeczekać, aż Młodszy będzie na tyle duży, że odda bratu, i dopiero wtedy się zacznie...