Cora ma prawie 2 lata. Potrafi jesc sama i dobrze sobie radzi, ale czesto ja ją karmię bo je słabo. Niestety w ruch idą książeczki, zabawki itp. Ostatnio miala jakas infekcje i nie jadla juz niemal nic co kosztowalo mnie ogrom nerwów. Zaczelam lapac sie na tym, ze na nią krzycze przy jedzeniu

Mam dosc karmienia jej, uzerania się, zachęcania itp.
Od dzis je tylko i wylacznie sama, i tyle ile chce. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Dodam, że wazy okolo 10,5-11kg wiec nie jest jakims gigantem.
I tu mam pytanie: dzisiaj zjadla chetnie ale nieduzo kaszki manny na sniadanie. Odeszla od stolu. Po kilku minutach wziela sobie banana (lezal w jej zasiegu). Domyslam sie, ze nie najadla sie tą kaszką, tylko juz nie miala na nią ochoty. Podejrzewam, ze gdyby jakies jedzenie lezalo w jej zasiegu to by tak sobie skubala do obiadu. Nie praktykujemy tego (nie dostawala dotad zadnych przekasek), no ale co jesli tak jak dzisiaj chodzi i szuka i jestem niemal pewna, ze jest glodna bo na sniadanie zjadla malo? Nie mam czasu by robic jej co posilek szwedzki bufet

wystarczy, ze codziennie robie obiad dwudaniowy - to gotowanie mnie wykonczy (mała nigdy nie jadla zadnych sloikow-pluła nimi).
Aha, jeszcze jedno - śniadanie je dosc pozno bo okolo 8:30-9:00 (budzi sie okolo 8:00), a zupe dostaje 11:30-12:00.