Cześć dziewczyny,
Mamy taki problem. Otóż moja córka, która obecnie ma 3,5roku i jest dość niska jak na swój wiek chodzi od roku do przedszkola. To samo przedszkole, ta sama grupa. Moja córka, nazwijmy ją Sasaneczka

, jest dzieckiem bardzo ruchliwym i niestety najpierw robi a potem myśli. Zdarza jej się uderzyć dziecko, mimo, że wie, że nie powinna. Panie w przedszkolu rozmawiają z nią na ten temat, my w domu również. Mimo że wie, że źle czasem postępuje (potrafi sama wytłumaczyć co zrobiła źle) to wiedza swoje a zachowanie swoje. Z powodu jej trudnego charakteru czasami dzieci nie chcą się z nią bawić. Próbujemy to zmienić rozmową, wczuwaniem się w inne dzieci. Mamy też umówioną wizytę u psychologa, taką obserwacyjną żeby zobaczyć gdzie robimy błąd. Chociaż ostatnio i tak jest trochę lepiej i w zasadzie nie słyszę od przedszkolanek, że Sananeczka kogoś pobiła lub szarpnęła.
To co mnie martwi to fakt że Sasaneczka jest przezywana przez inne dzieci w przedszkolu. Zwłaszcza takich dwóch chłopców. Córka słyszała od nich że jest mała, że jest maluchem, że powinna chodzić do żłobka, że ma grube policzki. Przekręcają też jej imię. Od innej dziewczynki słyszała też, że ma brzydki sweterek.
Przedszkolanki podobno reagują. Zresztą Sasaneczka uczona jest aby nie przezywać innych, tylko mówić, że tak nie wolno albo iść do pani i jej powiedzieć. Kilka razy mówiłam przedszkolankom, że Sasaneczka skarżyła się w domu, że dzieci tak mówią. Panie mówią, że nie dzieje się to często a jak słyszą to zwracają uwagę. Co do tego ma wątpliwość bo same wychowawczynie mi mówiły, że czasem Sasaneczka krzykiem zwraca się do innego dziecka żeby nie przezywało jeszcze innego. Czyli wchodzi w rolę wychowawczyni. Czyli nadzór nie jest znów taki szczelny (w grupie jest 12 dzieci i 2 wychowawczynie). Ale mam wrażenie, że jest pewnego rodzaju przyzwolenie na przezywanie, bo po dzisiejszej rozmowie Usuń cytuję: "dzieci nie da się zakneblować, proszę porozmawiać z rodzicami dziecka, które przezywa, zakazywanie nic nie zmieni, wszystkie dzieci się przezywają...".
I przyznam dzisiaj, że wkurw mnie wziął bo kiedy rozmawiałam kolejny raz z przedszkolanką o tym to zdałam sobie sprawę, że według tej konkretnej pani Sasaneczka jest taką czarną owcą, dzieckiem problemowym. Że jak ona kogoś uderzy, to jest źle (oczywiście nie powinna), ale jak już agresja (nawet słowna) skierowana jest w jej stronę to już nie tak źle. Chciałam zapytać też czy zwracają uwagę rodzicom dzieci, które przezywają moją córkę (może inne dzieci też) tak samo jak mi kiedy Sasaneczka kogoś uderzy. Bo agresja to agresja. Czy słowna czy fizyczna to rani tak samo. Nie spytałam bo za dużo uszu było wokoło.
Co myślicie? Z kim porozmawiać? Z przedszkolankami dalej? Z dyrekcją? Z rodzicami "prowodyra"?