katt.anna
14.03.18, 13:24
Hej,
zastanawia mnie na ile normalne jest zachowanie mojego synka, dwulatka. Na wstępie zaznaczam, że mieszkamy za granicą, do dziecka mówimy po polsku i póki co rozumie tylko polski. Od razu mówię, że robimy to celowo, trochę na ten temat czytaliśmy i uznaliśmy, że tak będzie najlepiej. Drugi język dojdzie mu w przedszkolu i tam powinien się go płynnie nauczyć (to z doświadczenia innych mam w podobnej ,do naszej ,sytuacji).
Z małym siedzę póki co w domu, do przedszkola idzie od września, będzie mieć wtedy równe 2,5 roku. W domu zachowuje się normalnie, pewnie jak każdy dwulatek. Czasem się sobą zajmie sam, czasem chce się razem bawić, czasem szuka kłopotów i wymyśla dziwne zabawy. Zaznaczam, że potrafi się skoncentrować- uklada puzzle, klocki,przegląda książki. Ale robi to kiedy ma ochotę. Generalnie jest baardzo ruchliwym dzieckiem, wychodzimy z nim na dwór na tyle często na ile pozwoli nam pogoda. Na placu zabaw jest towarzyski, bawi się w miarę swoich możliwości z innymi dziećmi. Mąż jeździ z malym na zajęcia sportowe raz w tygodniu, tam może się wybiegać do woli, poskakać, pohuśtać.
Problemem, jeśli mogę to tak nazwać, są dla mnie wszelkiego typu klubiki dla dzieci. Tzn w zeszłym semestrze chodziłam z malym na zajęcia gdzie były dzieci+mamy, 2h raz w tyg. Już wtedy widzialam, że mały średnio czuje się w zamkniętym pomieszczeniu, gdzie nie ma możliwości biegania. Ale wtedy wydawało mi się, że to normalne. Tam było mało zabawek, dzieci raczej też były podobne, tzn nie tak ruchliwe, ale i nie super grzeczne i posłuszne, wszystkie dzieci jadly to samo więc i tu nie było problemu. Od tego tygodnia, a właściwie od dzisiaj zaczęliśmy inne zajęcia, gdzie synek powinien docelowo zostawać sam z innymi dziećmi i wychowawczynią przez 2h. Takie przygotowanie do przedszkola. Dzisiaj był mąż, ja jestem chora. Z relacji męża wynika (jako że to pierwszy raz to zostal na całe 2h), że wychowawczyni bardzo sztywno trzyma się reguł. Jak czytają książki to nie ma innej zabawy. Jak sprzątają to wszyscy, nikt nie może się już niczym bawić. Próbowala zmusić go dwa razy do jakiejś konkretnej zabawy. Dostałam listę małych uczestników, po datach widzę, że 3 z 8 dzieci to trzylatki, dwójka to 2,5 roczniaki i trójka z moim to dwulatki. Mąż mówi, że WSZYSTKIE dzieci robią co każe pani. Wszystkie oprócz naszego. Nasz chcial się bawić jedną zabawką (taki konik do skakania, którego dzieci dostają na sam koniec. Każde na doslownie parenaście sekund), wybiegał z sali, generalnie sprawdzal co, gdzie i jak, wyglądał przez okna itp. Był problem z jedzeniem, bo chciał od innych dzieci, a każde miało co innego.
Wiem, że mój syn jest malym indywidualistą, jest uparty, ale uważam, że jego ciekawość świata jest bardzo pozytywną cechą. Zastanawiam się czy nie jest aby za mały na tego typu zajęcia, czy może jest coś na rzeczy i w przedszkolu (nie ważne czy za te 0,5roku czy za 2) nadal będą tego typu problemy. Zdaje sobie sprawę z tego, że babka jest jedna, plus jedna matka na dyżurze, i muszą same ogarnąć 8 dzieci. Może i w niej jest też problem, że się trzyma reguł za bardzo? Ja sobie nie przypominam, żebym ja w wieku przedszkolnym byla do czegoś zmuszana. Wręcz przeciwnie, pamiętam jak panie siedziały i po prostu na nas patrzyły, a my bawiliśmy się tak, jak chcieliśmy. Był też czas na coś konkretnego, ale z tego co sobie przypominam to raczej był ulamek całego dnia. Nikt nam nie organizował zabaw przez cały dzień.
Mój brat też był super aktywnym dzieckiem i nie miał w związku z tym żadnych problemów w przedszkolu, nikt go do zabaw nie przymuszał. W szkole siedział grzecznie w ławce. Brat męża to samo, ale w szkole nie dawał rady usiedzieć 45min. Na początku, a potem z czasem mu przeszlo, skończył dobre studia i ma się dobrze.
Nie wiem czy mam się martwić o jakiś brak koncentracji i posluszeństwa u dwulatka? Czy raczej babka jest za ostra. Cały czas podkreślala, że inne dzieci się słuchają, że to i że tamto. Jest to osoba starszej daty dodam. Może problemem jest to, że mały raczej nie rozumie co do niego mówiła, chociaż głupi nie jest i jestem pewna, że wiedział o co go prosi z gestów itp. Faktem jest natomiast, że jest nieposłuszny. Słucha tylko mnie, przeważnie, bo też nie zawsze. Czasem zdarza mi się na niego krzyknąć, jak nic innego nie działa. Przeważnie surowy ton głosu wystarczy.
Mam mieszane uczucia co do tych zajęć i tej kobiety. Mąż mówi, że średnio ogarniała dzieci. Nie zauważyła raz, że mały wszedł na krzesło i mógł z niego zlecieć ani, że wybiegł z sali. Za tydzień mam być obecna przez 15 min a potem wyjść, być pod telefonem. Boję się trochę o jego bezpieczeństwo, ale też jest mi tak po prostu przykro, że będzie tam sam z kimś, kto będzie próbował wymusić na nim dużo zmian, w zachowaniu, w zabawie. Może przesadzam nie wiem. Może powinnam wybrać się na konsultacje jeśli chodzi o nadaktywność i przesadny indywidualizm? Nie znam dużo dwulatkow, przyznaje.