Chcielibyśmy wybrać się w lecie nad morze. I właściwie poza wysokimi cenami
noclegów

nie byłoby żadnych przeciwwskazań... do momentu gdy zaczynamy
planować podróż.
Nie potrafię sobie wyobrazić 600 km w samochodzie z czterolatkiem.
Nie lubimy jeździć w nocy bo chce nam się spać mimo różnych wspomagaczy. Ale
powiedzmy że się przmożemy. Co wtedy - wieźć śpiące dziecko bez fotelika?
Brrrr... Ma spać na siedząco? Też brrr.
Już nie wspominając o tym że zaraz przypomina mi się historia znajomej -
jechali całą noc, poszli na plażę...i obudzili się wieczorem, gdzy już prawie
ciemno było. Dobrze że dziecko grzecznie się bawiło obok...
Jak sobie radzcie w takich sytuacjach?