Wychodziłam dziś z synem na zajęcia do domu kultury, takie przedszkolne. Patrzę na termometr - 18 stopni w cieniu, więc włożyłam małemu koszulkę z krótkim rękawem, na to dżinsową katankę, dresy (bez rajstop)i czapka z daszkiem. Odbieram go, a tam panie które go zobaczyły ( w większości babcie,przyszły po wnuczęta plus nauczycielka ) w rozpacz. Ze tak leciutko ubrane itp. Ja z uśmiechem tłumaczę ze mamy dwa kroki do domu, dosłownie zejść po schodach i że wolę żeby troszkę zmarzł, a nie spocił się. A tam! Wyszłam na fircykowatą matkę szastającą zdrowiem swojego dziecka. Nie mam skłonności do przesady i wyróżniania się, ale teraz to chyba przesadziłam

Acha, mały ma prawie 5 lat jeżeli to ma jakieś znaczenie