Z nieukrywaną radością patrzę jak Srajdzinka lgnie do książek.
Na razie "czyta" je, tarmosząc bez litości i bardziej interesują ją obrazki
niż treśc, chociaż z uwagą wpatruje się w literki (może przeczuwa już ich
magię???
Póki co nie odbiegamy zbytnio od normy - mamy na warsztacie wierszyki Brzechwy
i Tuwima. Ale z nieukrywaną przyjemnością myślę sobie o tych czasach, które
nadejdą - będę jej czytała książki, które ukochałam w dzieciństwie...
A więc:
- Kubuś Puchatek!!!
- Mary Poppins (mam takie zaczytane egzemplarze...musiałam to wałkowac tysiąc
razy

- wszystkie przygody Mikołajka (ponoc będą nowe, wydane w Polsce we wrześniu,
o czym informowały ostatnio Wysokie Obcasy

- "Opowieści z Narnii" (łezka mi się w oku kręci)
- wszystkie części Pożyczalskich
- "Ania z Zielonego Wzgórza" (i jej dalsze losy)
a jak będzie nieco starsza zarażę ją Siesicką i Musierowicz (wszak w moich
czasach nastolatki czytywały takie książki...Harry Potter nie był jeszcze na
topie)
Ciekawa jestem jakie Wy będziecie czytały książki swoim maluchom, jak tylko
połkną bakcyla mola książkowego..?