szkodzi moje mleko. i nie moge sie od tej mysli uwolnic. wstydzilam sie
powiedziec o tym pomysle lekarzowi, ale wciaz to za mna lazi.

wszystko
przez te jej problemy z brzuszkiem, na ktore w zasadzie nie ma sposobu, no i
zupelnie nie wiadomo, od czego to.
pamietacie pewnie, ze miala zatwardzenie/biegunke i mega bulgotanie, a po
smekcie jej przeszlo? no wlasnie, tyle ze zaczela miec problemy ze zrobieniem
kupy w ogole

.
we wtorek bylam u lekarza, kazala powolutku odstawiac smecte (zmniejszac
dawke), co niniejszym robie. no i juz znowu zaczelo sie bulgotanie (choc na
razie male) i kopanie/machanie nogami przy piersi. a w nocy placz. dzis dla
odmiany nad ranem poplakiwala tak cichutko przez sen i prezyla sie i
wyginala. a ja tak naprawde nie wiem, czy to od brzuszka, czy moze od czegos
jeszcze innego. i nie mam pomyslu,jak to sprawdzic, ani co z tym zrobic.
wszystkie badania wychodza dobrze (wczoraj robilismy nawet usg brzuszka),
jeden pan doktor nawet stwierdzil, ze te sensacje mogla spowodowac infekcja
wirusowa, po upalach bardzo popularna. tylko dlaczego jej to nie chce przejsc?
wiec z braku pomyslow uczepilam sie mysli, ze to wina mojego mleka. nie, nie
twierdze, ze ono jest 'zle', tylko ze moze mala ma za malo jakiegos enzymu i
nie radzi sobie z trawieniem. nie daja mi spokoju te cyrki przy piersi i
bulgotanie i machanie nozkami. ale nie mam odwagi zrobic proby i karmic ja
caly dzien tylko bebilonem. bo juz i tak cyca daje w ciagu dnia dwa, moze
trzy razy, a i to zawsze konczy sie na butelce

. czyli tak naprawde
cycujemy sie w nocy. a gdybym miala zrobic taka probe bez mojego mleczka, to
nie wiem nawet, ile by ona miala trwac. no i boje sie, ze nie bde miala czasu
odciagac i mleko mi w ogole zaniknie
wiem, ze nie jestescie pediatrami, ale moze wlasnie dlatego bedziecie mialy
jakis pomysl. a moze jakos pocieszycie, bo stwierdzenie lekarza 'wszystko jej
przejdzie jak juz bedzie mogla zjesc schabowego' pocieszylo mnie tylko na
chwile...