Miałam urlop - się chwaliłam. Postawnowiłam wykorzystać ten czas i odstawić
Pawełcia w nocy od cyca, który służył u jako smoczek, z nadzieją, że zacznie
sypiać trochę dłużej. No i przez chwilę stał się cud (oczywiście w naszej
skali) - po dwóch cieżkich nocach młody zatrybił i dawał się usypiać po
przebudzeniu przy kołysance i mizianiu. Mój kręgosłup był w euforii, a ja -
choć mocniej neiwyspana, bo śpiewanie bardziej wybudza niż podawanie cyca -
czułam się znacznie lepiej rano. Niestety - 3 ostatnie noce to załamanie tego
wspaniałego trendu, a dzisiejsza nocka była już czystym koszmarem - wrzaski
przez dwie godziny takie, że cały dom został postawiony na nogi. Histeria i
zanoszenie się płaczem. W końcu się złamałam, bo chyba serce by mi pękło. I
cóż - kręgosłup mi dzisiaj wysiadł całkowicie (mmala łączę się z Tobą w
bólu

, mały doprowadza mnie od rana do pasji i zaraz chyba wyjdę z domu
żeby uspokoić nerwy, bo mnie szlag trafi! A miało być tak pięknie...