Jestem po łikendzie u teściów mam mózg obolały i potłuczoną wiarę w słuszne
decyzje mojego macieżyństwa.
Wiem, że niektóre z was mają gorsze jazdy z babciami, ale muszę się pożalić.
Zaraz jeszcze przeczyta to muj monż i w ogóle będzie przesrane

Uwaga, będę też bluzgać...
- Co ze mnie za matka, jeśli widzę problem w maczaniu smoczka w mocnej
herbacie... (cóż mocna herbata niczym się nie różni od słabej kawy!)
- Co ze mnie za matka jeśli słucham durnych lekarzy i wierzę w idiotyczne
badania na temat unikania glutenów, tudzież innych czynników alergizujących...
(po coś kutwa te cholerne badania nad tą piepszoną alergią były robione przez
lata i to, że dzieci kiedyś żarły gluteny a dziś nie żrą, to nie ma znaczenia
żadnego! Kiedyś ludzie w ogóle byli odporniejsi. Myślę, że Maryśka się nie
posra jak dostanie biszkopta ze 2 m-ce później!)
I to, że Marysia teraz nie ma żadnej alergi to nie jest powód, żeby radośnie
eksperymentować na całego!!!
- Co ze mnie za matka, że nie przyzwyczajam dziecka do hałasu i jak jest u
babci to się boi wrednych dzieci (innych wnucząt i wrzasku wszelkiego się boi)
bo nie jest przyzwyczajona, bo u nas cicho. To moja wina, że u mnie w domu
jest cicho, powinnam przedszkole domowe założyć, żeby Marysia do dzikich
wrzasków przywykła.
Swoją drogą ona nie boi się hałasu tylko wkurwai ją, że każdy gada (wrzeszczy)
między sobą, a ona jest pomijana - ma taką fazę, że musi być w centrum i
wszyscy muszą mówić do niej!
Po za tym najgorsze jest to, że ja (i muj monż chyba tez) czasem czujemy się
jak gówniarze, którzy niczego nie potrafią sobie załatwić, zrobić, dziecka
pielęgnować... Cholera! I to nie tylko ze strony teściów ale moich rodz
niestety też. Bardzo mi z tym źle i to wpływa na moje postępowanie w życiu.
Nie czuję się w pełni dojrzałą matką, w pełni dorosłym człowiekiem, który ma
własne życie i podejmuje swoje decyzje i przede wszystkim ma swoją rodzinę, o
którą dba najlepiej jak potrafi! Może kto inny potrafiłby lepiej, ale ja
niejestem kim innym jestem sobą i sobą zostanę, charakter też mam jaki mam i
mooh mooh bardzo silne, ale dziecka nie zaniedbuje! Najważniejsza dla mnie
jest moja rodzina, ale jak na każdym kroku czuję, że coś robie nie tak, że
robię źle, to mi już wszystko siada i wracam się do piaskownicy...
ufff. wcale mi nie ulżyło... ide na kawe!
A nawet kawa już nie budzi, tylko uświadamia, że się śpi!