mooh
23.03.06, 15:29
Zgadzam się z Mamą_Olka, że sfrustrowana, niecierpliwa mama nie jest dobrą
opiekunką dla dziecka. Ja właśnie nie jestem. Nie nadaję się. Dzisiaj mnie
poniosło. Nie zrobiłam oczywiście krzywdy swojemu dziecku (aż do tego stopnia
mnie nie ponosi), ale zamiast przytulać i pocieszać ząbkujące stworzenie, ja
wpadam w furię.
Zaczęło się o 6 z minutami. Pierś - nie, kaszka - nie, soczek - ewentualnie.
Po godzinie oczywiście głodna, ale pierś - nie, kaszka - nie, soczek -
ewentualnie. Za kolejną godzinę to samo. Moją miłość do laktatora już znacie,
więc nie muszę tłumaczyć, jakim wysiłkiem udało mi się ściągnąć 30 ml, które
dodałam do zupki. Ale zupka też beee, choć widzę, że jest głodna. Zupka, wraz
ze ściągniętym w bólach mlekiem poszła do zlewu, a Zosia nadal głodna jak
wilk robi mostek przy piersi i krzyczy. Pomyślałam, że może jabłuszko -
zimne, słodkie, powinno jej wejść. Kolejny raz truchtem do kuchni, rzecz
jasna przy odpowiednim akompaniamencie niezadowolonej i pozostawionej w
pokoju Zosi, po drodze pranie śliniaków i uwalonych w kupie śpiochów. Z
powrotem do pokoju z miseczką przecieru jabłkowego. Wzięła jedną łyżeczkę do
buzi i w płacz, bo już nie tylko głodna, ale zmęczona i śpiąca. Podałam
Nurofen, połowę wypluła. Coś mnie trafiło i krzyknęłam. Do sufitu (i do
siebie), nie na nią. Żeby dać upust złości, żeby zagłuszyć jej płacz. Zosia
się oczywiście przestraszyła i rozpłakała jeszcze bardziej, a ja razem z nią.
Po jakimś czasie poszła spać, a ja dalej siedzę, ryczę, użalam się nad sobą i
przeprowadzam mentalne samobiczowanie. Najgorsze jest to, ze macierzyństwo
jest tym, co mnie określa i uzasadnia, nic innego nie da się znaleźć. Nie
nadaję się do jedynej roli, którą mam. Paskudne uczucie.