Moja coreczka (dwa latka i piec miesiecy) dostala smoczka jak miala dwa tygodnie.Nie byl to moj pomysl gdyz karmilam piersia i wiedzialam ze potem moze byc problem.Ale stalo sie. Mala na poczatku nie cyckala duzo zreszta ciagle miala piers .Po roku odstawilam ja od piersi i mala prawie nie rostawala sie ze smoczkiem.Gdy skonczyla dwa latka postanowilam oduczyc ja od smoka.Wiedzialam ze bedzie ciezko ale wszyscy mi mowili ze to mniejsze zlo ...ze poplacze z trzy dni i zapomni. Ale tak wcale nie bylo...To byl prawdziwy horror .Mala darla sie wnieboglosy i wila sie jak opentana nadodatek zbieglo sie to wszystko z buntem dwulatka i wzaden sposob nie mozna bylo jej uspokoic.Wkoncu zakceptowala smoka z butelki i doji go jak tamtego .A ja sie zastanawiam po co narazalam swoje dziecko na taki stres komu to bylo potrzebne? Dwa tygodnie wrzaskow i rykow a dziecko i tak ma smoka tyle ze bez kulka .Widac jak strasznie go kocha i potrzebuje i uspokaja sie przy nim .Izastanawiam sie jeszcze czy chcac dobrze nie wyrzadzilam jej wiekszej krzywdy.Przeciez wczesniej czy pozniej sama go odrzuci.Czy moze zle mysle?Krysia

ps.Mala sama wyrzucila starego smoka do wody nad stawem .Widziala jak upadl w skrzydla ladedzia.