audita
09.07.03, 22:30
Na nasz plac zabaw przyszła dziś dziewczynka z zespołem Downa – na oko 7-8
lat – z mamą, która najpierw huśtała się z nią na huśtawce, a potem usiadła
niedaleko nas, kiedy dziewczynka pobiegła na drabinki i zjeżdżalnię. Mojej
Prawie-Pięciolatki nie było dziś z nami, a ja pomyślałam sobie w duchu „na
szczęście”. Dlaczego? Ano dlatego, że uświadomiłam sobie, że jestem zupełnie
nieprzygotowana do udzielania jej wyjaśnień w takiej sytuacji. A co Wy
powiedziałybyście? „Kochanie, to jest dziewczynka z zespołem Downa, zachowuje
się trochę inaczej niż inne dzieci, ale masz ją traktować tak samo jak
wszystkich” ? A może poczekałybyście, aż Wasze dziecko samo coś na jej temat
powie (bez złudzeń: moje powiedziałoby zapewne coś w stylu „Czemu ona robi
takie miny, chyba jest źle wychowana!”

. Jej elegancka, zmęczona, smutna mama
siedziała w takiej odległości, że słyszałaby każde słowo naszej rozmowy.
Starałam się wyobrazić sobie, co na jej miejscu chciałabym usłyszeć – i było
mi trudno (mimo, że czytałam wcześniej „Celę” p. Sobolewskiej...). Łatwo być
za integracją i poszanowaniem odmienności w teorii – ale jak to mądrze
przełożyć na praktykę?