pucka1234
24.02.08, 23:17
drogie mamy, mam 2,5 letnią córkę i dylemat. do listopada zeszłego roku nie
było problemu z wizytą u lekarza czy podaniem leku. w listopadzie córka
zachorowała, lekarz zalecił antybiotyk który trzeba było odstawić bo miała po
nim biegunkę, lekarka przepisała kolejny antybiotyk wyjątkowo paskudny w
smaku, ponieważ z córą było już kiepsko, jak to się mówi leciała przez ręce,
próbowałam wlewać jej ten antybiotyk na siłe do gardła. skonczyło się
zwracaniem leku, poszłam po rozum do głowy zmieniłam pediatrę, a ten zapisał
lek w zastrzykach.
Efektem tych ciężkich chwil jest uraz mojej córki do jakichkolwiek lekarzy,
leków czy badania. Na próbę zwykłego osłuchania do niedawna reagowała spazmami
nie mówiąc o zaglądnięciu do gardła czy podaniu leku.
Powiedzcie jak to jest z Waszymi dziećmi, czy zawsze udaje się Wam wytłumaczyć
konieczność badania bez przytrzymywania na siłe, czy zawsze udaje sie Wam
podać lek?
Bo ja nie wiem co robić, z jednej strony mam dziecko któremu wszystko jestem w
stanie wytłumaczyć, przekonać, nie używam siły po prostu gadu gadu aż jest
akceptacja. A tu z drugiej strony jadę z nią do lekarza i "zmuszam" ją pomimo
jej strachu, bo wiem że trzeba zaglądnąć do uszka, do gardła itd. Oczywiście
tłumaczę staram się przekonać ze to nic złego ale mam wrażenie że strach przed
bólem [wspomnienie zastrzyków] powoduje że córa w pada w panikę i nic do niej
wtedy nie dociera.
Czy tak ma być? czy u Was też tak jest? Dołuje mnie to strasznie, bo
chciałabym żeby córa miała do mnie zaufanie na całej linii a jak ma mieć skoro
mamuśka ją przytrzymuje za rączki nózki i co się da żeby lekarz mógł zrobić
swoje??
Teraz już jest mała poprawa, tłumaczę przytulam i da się osłuchać ale za żadne
skarby nie otworzy buzi i nie pokaże gardła, nie da się dobrowolnie dopuścić
do ucha.
co radzicie?