a.g.r.e.s.t
04.03.08, 15:51
Mój synek nigdy nie lubił się w nic zbyt wcześnie angażować, z
dystansem obserwował zawsze nowe towarzystwo i sytuacje, choć potem
nie miał specjalnych problemów społecznych. Nie "napala się", jak
wiele dzieci, na różne imprezy, np. nigdy nie chce iśc do cyrku, gdy
przyjeżdża do naszego miasta, podczas gdy inne dzieci nie dają
spokoju rodzicom na widok namiotu czy plakatów. Niestety jest też
wrogiem wszelkich zajęć dodatkowych - w przedszkolu chodził tylko na
gimnastykę korekcyjną, bo takie było zalecenie ortopedy, ale
niechętnie. Na angielski ani taniec nie zapisywałąm go, bo skoro nie
chce, to nic na siłę, mamy czas. Teraz jest w 1. klasie i
postanowiliśmy zapisac go na karate. Zajęcia ruchowe bardzo się
przydadzą, bo wf w szkole jest marny, trudno tez w taką pogodę, jak
mamy przez pół roku, zapewnić dziecku ruch na powietrzu. Zapisalismy
go praktycznie wbrew jego woli, tzn. zgadzał się, ale widac było, że
jest nieprzekonany, że byc może tylko nie chce nam robić przykrości.
Ale zasadniczo mu się spodobało, chciał dostac specjalne kimono, w
domu ćwiczy ciosy i wymachy, powtarza japońskie komendy. Jednak
trudno powiedzieć, że chodzi na zajęcia chętnie. Gdy jest szansa na
opuszczenie zajęć (katar, wizyta), zawsze woli nie pójść. Dodam, że
i pan trener, i koledzy są w porządku - synek nie ma do nich
widocznych zastrzeżeń. A ja nie wiem, czy dać mu spokój i nie
zmuszać, czy trochę zmuszać go do tego, co uważam za pożyteczne.