Dodaj do ulubionych

rzeczpospolita dziecibijaca... :-(

07.10.08, 10:44
przeczytałam artykuł..nie mogłam sie powstrzymać ...łzy same płynely
po policzkach.Mam 30 lat a nie potrafię zrozumiec dlaczego???
jedno zdanie:-Mają kilka lat albo miesięcy. Są bite, gdy płaczą,
proszą o jedzenie albo po prostu przeszkadzają opiekunom-.Co jest
takiego w katowaniu bezbronnych dzieci??Przecież to są nasze
skarby..krew z krwi??
Bijecie swoje dzieci??
Obserwuj wątek
    • kasia8437 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 11:11
      jeszcze nigdy nie uderzylam swojego dziecka i pewnie tego nie zrobie
      bo nie toleruje takich metod a zwyrodnialcow ktorzy tak robia tez
      ktos powinien tak potraktowac, ciekawe co wtedy by zrobili
    • betty842 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 11:13
      Pewnie zaraz pożałuję że się przyznałam ale lekkiego klapsa owszem
      daję.Ale zdarza się to baaaardzo rzadko-zazwyczaj jak tłumaczenie i
      rozmowy nic nie dają.Mały ma 1,5 roku.
      Była już kiedyś dyskusja na ten temat i całe mnóstwo przeciwniczek
      klapsów.Tak więc zaraz możecie prawić mi morały,jaki to uraz
      psychiczny będzie miało moje dziecko po tych klapsach.
      • beatar9 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 11:30
        nie biłam,nie biję i nie będę tego robiła-tego jestem pewna jak
        niczego innego na świecie...nie toleruję nawet klapsów,które "nie
        bolą,bo przez pieluchę",głupie tłumaczenie bezradnych
        rodziców...dzieci bite lub klepane przez pieluchę najczęściej biją
        inne dzieci....a gdy dorosną jest szansa,że klepną
        dorosłego...np.rodziców...może i dobra taka zapłata za klapsy w
        dziecińswie,tylko potem biedni rodzice zastanawiają się "dlaczego,za
        co,jak tak można postąpić?"
        poza tym są inne bardziej dotkliwe,bezbolesne kary dla niesfornych
        maluchów-u nas od jakiś 2lat(syn ma prawie 3,5roku) sprawdza się
        siedzenie w kącie,odebranie jednej z przyjemności-skutek
        natychmiastowy...poza tym rozmowa,prośba,tłumaczenie to wg mnie
        najlepsze metody wychowawcze od samego początku..na razie się nie
        przejechałam na takim postępowaniu...
        każdy klaps to nic innego jak oznaka słabości rodzica...a jeszcze
        fajniej wygląda to wtedy,gdy klepnięte dziecko się śmieje w głos-
        wtedy rodzica szlag trafia,bo przecież chciał ukarać dziecko a nie
        rozśmieszyćsmile))
        • betty842 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 13:11
          nie toleruję nawet klapsów,które "nie
          > bolą,bo przez pieluchę",głupie tłumaczenie bezradnych
          > rodziców...dzieci bite lub klepane przez pieluchę najczęściej biją
          > inne dzieci....a gdy dorosną jest szansa,że klepną
          > dorosłego...np.rodziców...

          Klepinęte przez rodzica dziecko bije inne dzieci.Hmm...Znam kilkoro
          dziecki które w życiu klapsa nie dostały a leją inne dzieci.
          Mogę wymienić tuzin przykładów gdzie dzieci bez klapsów są
          wstrętnymi rozwydrzonymi dzieciakami i tuzin gdzie klapsowe dzieci
          są dobrze ułożonymi dziećmi które wyrosły na porzadnych ludzi.A Ty z
          pewnością możesz wymienić tuzin przeciwnych przykładów.To jest temat
          rzeka...
          Zeby wychowywać dziecko bez klapsa trzeba naprawdę mądrze to
          robić.Trzeba znać metody,które poskutkują a nie przyniosą odwrotne
          rezultaty.Bardzo wielu rodziców chce wychować dziecko bez klapsa ale
          czasem posługują się niewłaściwymi metodami a to przynosi odwrotne
          skutki.
          • beatar9 betty842 07.10.08, 21:24
            owszem są takie dzieci i nie przeczę....napisałam,że "najczęściej"a
            nie zawsze..to chyba lekka różnica...
            jestem tą szczęśliwą matką,która ani razu nie podniosła ręki na
            swoje dziecko,udaje mi się to od 3,5roku,owszem był bunt
            dwulatka,trzylatka,bunty dnia codziennego,ale nigdy nie
            rozwiązywałam tych problemów klapsem,czy biciem...nie bije się kogoś
            kogo się kocha nad życie...więcej-nie bije się kogokolwiek..
            co do metod-jest ich sporo...po to są wymyślane przez fachowców,żeby
            rodzice wypróbowali tą,która skutkuje i ją stosowali do momentu
            kiedy przynosi efekty-metoda dla dwulatka najprawdopodobniej będzie
            musiała być zmodyfikowana dla czterolatka..
            pewnie łatwiej jest przywalić w tyłek niż pofatygować się i gdy
            zachodzi potrzeba posadzić malca za karę 10razy z rzędu zanim
            zrozumie swój błąd
      • koza_w_rajtuzach Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 15:35
        > Pewnie zaraz pożałuję że się przyznałam ale lekkiego klapsa owszem
        > daję.Ale zdarza się to baaaardzo rzadko-zazwyczaj jak tłumaczenie i
        > rozmowy nic nie dają.Mały ma 1,5 roku.

        Nie jestem święta, popełniam czasem błędy wychowawcze, czasem niepotrzebnie
        ponoszą mnie nerwy (na szczęście rzadko). Choć nie biję córki to rozumiem
        sytuację, którą opisywała figrut i w najmniejszym stopniu nie potępiam tego co
        zrobiła. Rozumiem też, że czasem mogą ponieść nerwy do tego stopnia, żeby
        uderzyć dziecko, choć tego nie popieram, ale naprawdę nie mam najmniejszego
        pojęcia za co można bić półtoraroczne dziecko! Nie mieści mi się to w głowie.
        Moim zdaniem najgorsze co można zrobić to dać sobie przyzwolenie na klapsowanie
        dziecka, dojść do wniosku, że tak jest w porządku. Pierw się tłumaczy to tym, że
        przez pieluchę nie boli, że to tak tylko ostrzegawczo, a potem te klapsy są
        coraz mocniejsze, tak, żeby zabolało.
        Gdybym uderzyła córkę, to pierwsze co bym zrobiła po ochłonięciu to przeprosiła ją.
    • jagabaga92 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 11:51
      Nie czytałam artykułu, ale domyślam się, że w głównej mierze chodziło o rodziny
      z grupy patologicznych, bo "normalni" rodzice nie biją dzieci za to, że one są
      głodne. A pisząc o "normalnych" rodzicach to znam kilku takich tatusiów, którzy
      widują dziecko od świeta, biją je za byle co, bez żadnego ostrzeżenia, chyba
      tylko dlatego że są ojcami i żeby w ten sposób pokazać, że ojciec "góruje".
      Kiedyś delikatnie zwróciłam takiemu tatusiowi uwagę, to usłyszałam w odpowiedzi,
      że dziecko musi poczuć, kto tutaj rządzi..., tylko za kilkanaście lat to rządzić
      zacznie kto inny i ojczulek bedzie później w jakimś reportażu żalił się ze łzami
      w oczach, że jego WŁASNE dziecko nie ma dla niego szacunku...

      Jeśli przebywa się z dzieckiem, to się je zna i szybko wiadomo jakie kary
      skutkują i przynoszą szybszy i lepszy efekt, niż klaps.
    • figrut Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 11:59
      Mój średniak dostał 3 lata temu kilka solidnych klapsów za notoryczne wybieganie
      na ulicę i nigdy ich nie pożałowałam i nie pożałuję. Chciałabym widzieć Was
      "nigdy w życiu", jak reagujecie, które cudem i chyba z bożą pomocą
      uratowałybyście od śmierci pod kołami rozpędzonej ciężarówki z wapnem własne
      dziecko. Ciężarówka była granatowa z zielonym orłem na drzwiach. Jechała bardzo
      szybko, ale utkwiła mi tak głęboko w pamięci, że do dziś jestem w stanie opisać
      ją w najdrobniejszych szczegółach. Nie dostał za to, że jego młodszego brata
      wpakowałam w głębokie błoto aby z wózka nie wypadł, ani też za to, że pogubiłam
      budy w pogoni za nim, ani też za zgubiony podczas biegu za nim telefon który
      wpadł gdzieś w błoto. To wszystko drobiazgi. Młodszego dało się wykąpać i wyprać
      mu ciuchy, ja z nerwów nie czułam zimna stóp grzęznących w październikowym
      błocie, telefon to tylko rzecz materialna którą można nabyć, ale życia średniaka
      gdyby ponownie wyciął mi taki numer, nic by już nie było w stanie wrócić. Od
      tamtej pory nie wybiega. Pamięta, jak boleśnie takie wybieganie może się
      skończyć. Jeśli jeszcze raz znalazłabym się w takiej sytuacji, zrobiłabym to bez
      mrugnięcia ponownie.
      • betty842 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 12:21
        Zaraz ci ktoraś napisze że to i tak twoja wina,że miałaś nie
        dopuścić do tego że dziecko uciekło,że miałaś go mocno trzymać za
        rękę,itd. Ale ja Cię popieram. I rozumiem Twoje zachowanie w takiej
        sytuacji.
        • phantomka Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 12:34
          Betty nie utozsamiaj sie tak szybko z innymi rodzicami, ktorzy bija,
          chyba nie szukasz w ten sposob rozgrzeszenia, co?
          Nie wiem, czy nie widzisz roznicy miedzy skrajnie niebezpieczna syt.
          pt. wybieganie na ulice (a jest to jedna z rzeczy za ktora ja sama
          wiem, ze moglabym podniesc reke na dziecko z tego strachu) a biciem
          1,5 roczniaka, bo nie slucha. Proponuje poczytac troche o rozwoju
          dziecka, moze wtedy zrozumiesz, ze 1,5 r. dziecko nie ma wielkich
          zdolnosci do rozumienia konsekwencji swojego postepowania. Dlatego
          takich wlasnie bijacych rodzicow potepiam, bo swoja glupote
          wyladowuja na dzieciach.
          • betty842 phantomka 07.10.08, 13:02
            A skąd wiesz w jakich sytuacjach moje dziecko dostaje klapsa? Czy ja
            napisałam że daję klapsa za nieposłuszeństwo czy inną bzdurę?
            • phantomka Re: phantomka 07.10.08, 14:57
              1,5 roczne dziecko bez wzgledu na to, co zrobi, to wina lezy po
              stronie rodzica. Jezeli wybiega na ulice w tym wieku, to chyba nie
              jest to wina braku jego wyobrazni, tylko twojej...zreszta nie
              podejmuje sie dysput na ten temat, bo tu nie ma co dyskutowac nad
              biciem kogokolwiek - po prostu sie tego nie robi.
              I rozumialabym to wszystko, gdybym sama byla osoba nad wyraz
              spokojna, miala spokojne dziecko...natomiast jestem nerwusem, moje
              dziecko jest nad wyraz pobudzone, a jednak sie da...
      • mamulenka Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 12:36
        Ja Cię popieram - klaps klapsowi nierówny (artykuł był o biciu za byle co).
        Przypomniałaś mi przy okazji mojego solidnego klapsiora od mamy za podobną
        sytuację - miałam wtedy 4 lata i też mogę (po 30 latach) opisać w szczegółach
        hamujący samochód i kierowcę. I dziękuję mamie za tamtego klapsa.
      • mama-ola Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 12:37
        Wybieganie dzieci na ulicę to problem każdej matki niesfornego
        kilkulatka. Każdej - tej bijącej, i tej niebijącej. Różnica polega
        _tylko_ na reakcji matki po zdarzeniu, nie na zachowaniu dziecka.

        Mojemu dziecku też się zdarzyło wybiec na ulicę, a teraz już się nie
        zdarza, nigdy. Mało tego, jak dochodzimy do ulicy, ja już nawet nie
        zwracam na niego uwagi, bo wiem, że się trzyma blisko mnie, a jak
        mam zakupy, to chwyci za torebkę. Często mnie poucza: "mama, nie
        wiesz, że przez ulicę masz mnie trzymać za rękę?".

        Nigdy nie dostał klapsa. Ani za wybiegnięcie na ulicę, ani za
        położenie się na pasach (raz mi się położył na ruchliwej ulicy i
        wtedy zmieniło się z zielonego na czerwone), ani za inną zbrodnię.

        Po prostu są matki, które w trudnych wychowawczo sytuacjach sięgają
        po bicie i takie, które tego nie robią. Różnica tkwi w nich, nie w
        dzieciach, ich codziennym postępowaniu czy jednostkowym wybryku,
        którym przegięły.
      • daisy do Figrut 07.10.08, 12:51
        Sama powinnaś się zbić za to, że nie trzymałaś dziecka na ulicy. Śmieszny jest
        patos, z którym piszesz o zabłoconym telefonie i swoich strasznych cierpieniach.
        Zamiast uważać, zbiłaś dziecko i strasznie jesteś zadowolona. Bez sensu. Małych
        dzieci na ulicy trzeba pilnować i koniec.
        Tylko gdyby ktoś ciebie zbił (np. mąż po całej tej historii), to uważałabyś, że
        to straszne, no nie?
        • figrut Re: do Figrut 07.10.08, 14:52
          daisy napisała:

          > Sama powinnaś się zbić za to, że nie trzymałaś dziecka na ulicy.
          Czytałaś może fragment o gonitwie przez błoto ? Powinien Ci dać do myślenia, że
          błoto jest raczej na polnych dróżkach i w nie wybetonowanych parkach, a nie NA
          ULICY. Nie zmienia to jednak faktu, że takie polne dróżki często łączą się z
          ruchliwymi ulicami.
          Śmieszny jest
          > patos, z którym piszesz o zabłoconym telefonie i swoich strasznych cierpieniach
          > .
          Dla Ciebie śmieszny, bo to nie Twoje emocje i wizja Twojego dziecka +
          ciężarówki, tylko moje.
          > Zamiast uważać, zbiłaś dziecko i strasznie jesteś zadowolona.
          Zadowolona to Twój dodatek. Mój był taki, że nie żałowałam i nie żałuję tego, co
          zrobiłam. Twój to już nadinterpretacja (celowa).
          > Tylko gdyby ktoś ciebie zbił (np. mąż po całej tej historii), to uważałabyś, że
          > to straszne, no nie?
          Tak. Uważam, że gdyby ktokolwiek trzasnął mi w twarz, wykręcił rękę tudzież
          sprawił mi inny ból po którym bym się opamiętała, zrobiłby całkiem słusznie
          ratując mnie przed śmiercią.

          Tutaj gryziesz, bo ktoś nie zgadza się z Twoimi poglądami. Jak bardzo muszą Cię
          ponosić nerwy, gdy dziecko z nimi się nie zgadza. Mam uwierzyć, żeś pod tym
          względem niemal święta ?
          • daisy Re: do Figrut 07.10.08, 16:09
            O czym tu gadać. Jeżeli dróżka wpada na ulicę to co, dziecka nie trzeba trzymać?
            Daj spokój.
            Twój patos dotyczący telefonu i zagubionego trzewiczka był śmieszny, nie
            dotyczący dziecka. Za to twoje zadowolenie z wymierzonych klapsów było brzydkie.
            Nie zauważyłam, żebym coś gryzła. Nie piszę na komputerze zębami. Jedyną osobą,
            która pokazała, że ponoszą ją nerwy jesteś jak na razie ty - przecież cała ta
            historia jest właśnie o tym. Histeryczne bicie po kostki w błocie zamiast
            pilnowania dziecka - według mnie jest czego żałować.
            • magiczna_marta Re: do Figrut 07.10.08, 17:19
              Tego że miała jeszcze młodszego w wózku to już trudno zauważyć,
              prawda?
            • figrut Re: do Figrut 07.10.08, 18:02
              Widzisz Daisy, Twój problem polega na tym, że widzisz tylko to, co chcesz
              widzieć. Teraz wyobraź sobie, że spacerujesz w parku. Park jest blisko szosy
              którą jeżdżą między innymi ciężarówki z wapnem - taki rejon. Masz ze sobą na
              spacerze w parku trzylatka + niespełna 4 miesiące i dziecko które ma roczek z
              kawałkiem. Trzylatek biega między krzakami, zbiera liście, kasztany itp.,
              roczniak siedzi zmęczony w spacerówce. Wyobraź sobie też, że trzylatek nagle z
              niewiadomych przyczyn zaczyna biec w stronę ulicy . Ty zaczynasz go wołać, a on
              ucieka jeszcze szybciej. W pewnym momencie zaczynasz myśleć na wysokich
              obrotach. Zostawisz dziecko w wózku na chodniku, wypadnie na chodnik, wyjdzie z
              wózka bez upadku, wejdzie w krzaki, ale Ty akurat nie będziesz widziała w które,
              bo całą uwagę skupisz na tym, którego będziesz gonić. Nie wiesz co robić. Z
              wózkiem w tą błotnistą dróżkę nie wjedziesz, młodszego na rękę w pogoń nie
              weźmiesz, nie zostawisz też go w wózku, bo zanim złapiesz starszego, młodszy
              może zniknąć Ci z pola widzenia i między krzakami też skierować się w stronę
              ulicy. Zanim go znajdziesz, może być już zbyt blisko tej ulicy... W
              ostateczności decydujesz się wsadzić młodszego w lepkie błoto z którego szybko
              nie ucieknie i złapać starszego. Jak już tego starszego doganiasz, łapiesz go
              może 3-5 metrów od ulicy i przed oczami śmiga Ci ciężarówka która mogłaby
              zmasakrować Twoje dziecko.
              Teraz z myśleniem u Ciebie lepiej, czy dalej uparcie będziesz tkwić przy swoim ?
              Po za tym nie potrafisz czytać między wierszami. Fakt, że napisałam, iż średniak
              dostał kilka klapsów (dodam, że solidnych) trzy lata temu oznacza, że mam tych
              dzieci co najmniej troje i na tą trójkę temu średniemu właśnie się klapsy
              trafiły. Dwójce dzieci wystarczyło wytłumaczyć co i dla czego kilkanaście,
              czasem kilkadziesiąt razy upominać, ale w końcu się dało.
              Mogłabym tego nie pisać, ale czasem mam taki dzień dobroci, kiedy ludziom z
              klapkami na oczach tłumaczę jak dzieciom, by zrozumiały/.
              • mama-ola Re: do Figrut 07.10.08, 21:14
                Figrut, a ja rozumiem wszystko, co napisałaś. Głównie to, co w
                pierwszym akapicie - dramatyzm sytuacji, Twoje zdenerwowanie, ciężki
                wychowawczo moment, trudność zapanowania nad dwójką mobilnych dzieci
                itd. I przypuszczam, że inni też rozumieją tudzież współczuję.
                Naprawdę musiało być Ci trudno, to widać. I ta ciężarówka, pdo którą
                pędził Twój syn - traumatyczne.

                Ale dyskusja dotyczy tego, co się stało później - po tym, jak już
                uratowałaś dziecko. Trzymasz dziecko 3-5 metrów od ulicy i
                - możesz zbić
                - możesz nie zbić
                I tyle.

                Tak to wygląda. Wiele matek by zbiło. Wiele matek by nie zbiło. Ty
                zbiłaś. Ja bym z całą pewnością nie zbiła.

                Naprawdę nie chodzi o dziecko, bo każda z nas (pi razy oko) ma
                równie nieznośnego/ych kilkulatka/ów na wychowaniu. Chodzi o reakcję
                i metody wychowawcze matek. Mogą być takie jak Twoje, ale _nie
                muszą_. Twoja sytuacja nie była z gatunku tych _muszę_. Żadna nie
                jest z gatunku _muszę_, jeśli matka tak zdecyduje. Tylko matka. Nie
                ciężarówka ani nieznośny brzdąc.

                Nie potępiam Cię, nie czuję się nawet specjalnie oburzona smile
                Ot, po prostu nie zgadzam się z Twoją tezą, że nie mogłaś inaczej.
                • betty842 mama-ola 07.10.08, 21:21
                  > Naprawdę nie chodzi o dziecko, bo każda z nas (pi razy oko) ma
                  > równie nieznośnego/ych kilkulatka/ów na wychowaniu

                  Tak,ale na jedne dzieci tłumaczenie i kary działają,a inne mają to
                  głęboko w d...


                  > uratowałaś dziecko. Trzymasz dziecko 3-5 metrów od ulicy i
                  > - możesz zbić
                  > - możesz nie zbić
                  > I tyle.


                  Człowiek nie jest robotem!!! Jeden potrafi utrzymać emocje na wodzy
                  inny nie!
                  • beatar9 Re: mama-ola 07.10.08, 21:37
                    ...na tłumaczenie podstawowych zasad bezpiecznego spaceru to był
                    czas jak dziecko uczyło się chodzić...trzylatek ma różne
                    pomysły...mój synek tylko raz powiedział-nie wyrywał się-że chce iść
                    sam chodnikiem przy ruchliwej ulicy....ultimatum było jedno jedyne-
                    albo dajesz mi rękę albo do wózka-wybrał spacer za rękę...za każdym
                    razem gdy wychodziliśmy stawiałam sprawę jasno-spacer-o ile to nie
                    jest park-odbywa się za rękę...nigdy węcej nie było dyskusji na ten
                    temat-syn ma 3,5roku....
                    często się widzi jak mamusia ciągnie dziecko za sobą,ono nie
                    nadąża,maluch się wywraca a mamusia trzepie tyłek jak
                    podleci,zamiast pomyśleć że dziecka nóżki są o połowę krótsze od
                    jejsmile)no i oczywiście te pobrudzone ubranka są tragedią...smile)
                  • mama-ola betty842 07.10.08, 23:02
                    > Tak,ale na jedne dzieci tłumaczenie i kary działają,a inne mają to
                    > głęboko w d...

                    Jakoś do dziecka dotrzeć trzeba. Nawet takiego co ma w d..., jak to
                    określiłaś. Może uważasz, że na takie dzieci tylko bicie wpłynie -
                    to Twoja opinia. Ja mam inną.

                    > Człowiek nie jest robotem!!! Jeden potrafi utrzymać emocje na
                    > wodzy inny nie!

                    Ten, co nigdy nie bije, jest robotem? Bez przesady smile Emocje ma jak
                    każdy inny człowiek, tyle tylko uderzenie drugiego człowieka nie
                    mieści mu się w głowie. Pozdrawiam smile
                    • phantomka Re: betty842 08.10.08, 00:12
                      > Człowiek nie jest robotem!!! Jeden potrafi utrzymać emocje na
                      > wodzy inny nie!

                      A meza tez tluczesz jak cie wkurzy? Moze pania na poczcie, bo takie
                      irytujace sa z reguly? Czy tylko do slabszych i malo rozumnych
                      startujesz?
                      Powala mnie ta logika, bo ona oznaczalaby, ze naprawde mozna sie
                      bic, kiedy ma sie problem z utrzymaniem emocji. No i powiedz, jak za
                      kilka lat wytlumaczysz swojemu dziecku, ze nie wolno np. bic
                      kolegow/kolezanek w przedszkolu?
                      • betty842 Re: betty842 08.10.08, 08:31
                        > A meza tez tluczesz jak cie wkurzy? Moze pania na poczcie, bo
                        takie
                        > irytujace sa z reguly?

                        Tu wystarczy ROZMOWA,nie trzeba powtarzać czegoś kilkadziesiąt razy
                        żeby ten ktoś zrozumiał o co mi chodzi.
                        A wybiegającemu na ulicę dziecku czasem tłumaczenie i rozmowy nic
                        nie dają.

                        No i powiedz, jak za
                        > kilka lat wytlumaczysz swojemu dziecku, ze nie wolno np. bic
                        > kolegow/kolezanek w przedszkolu?

                        O to będę się martwiła za kilka lat (o ile wogóle będzie taka
                        potrzeba),jak na razie inne dzieci go leją (które nigdy po tyłku nie
                        dostały) a mały pozostaje bez reakcji.
                        Natomiast jak ktoś mu w przedszkolu przyleje to wtedy powiem mojemu
                        dziecku "Oddaj!".Przysłuchiwałam się raz rozmowie dwóch koleżanek
                        które toczyły na ten temat dyskusję.Jedna twierdziła że dziecko
                        powinno oddać a druga była oburzona.Długo nad tym myślałam i
                        przyznałam rację tej pierwszej,która powiedziała że nie chce żeby
                        jej córka wiecznie była ofiarą innych,że co jej po przeprosinach.A
                        jak odda raz czy drugi to inne dzieci nauczą się że nie jest
                        popychadłem,które można bezprawnie lać.
                        • mama-ola Re: betty842 08.10.08, 09:23
                          > > Moze pania na poczcie, bo takie irytujace sa z reguly?

                          > Tu wystarczy ROZMOWA,nie trzeba powtarzać czegoś kilkadziesiąt
                          > razy żeby ten ktoś zrozumiał o co mi chodzi.

                          A ja mam skrajnie inne doświadczenia. Mojemu synowi wystarczy
                          rozmowa, a gatunek "pań na poczcie" wydaje mi się niereformowalny.

                          I nie piszę tego tylko dlatego, żeby się upierać przy swoim. Mam
                          takie doświadczenia za sobą. Mój syn - jak już pisałam wcześniej -
                          urządził mi kiedyś cyrki na ulicy, nie chciał się dać wziąć za rękę.
                          Powinnam była wtedy kucnąć i z nim porozmawiać, ale akurat zrobiło
                          się zielone na pasach, szkoda mi było przepuścić, więc wzięłam go
                          mocno za rękę i ruszyłam na te pasy. Był już w takim amoku, że
                          wyrywał rękę, ciągnął w dół i w końcu mi się na ulicy położył. I
                          wtedy zmieniło się na czerwone. Zaciągnęłam go przemocą na chodnik,
                          kucnęłam i zaczęłam tłumaczyć. Reakcją mojego dziecka było, wiernie
                          cytuję: "więcej tak nie będę robił, mamusiu". Przed nami była
                          jeszcze droga na przystanek autobusowy i jazda autobusem na osiedle.
                          Był jak anioł, a ja się rozglądałam dumna po autobusie, czy wszyscy
                          słyszą, jakie mam rezolutne i ładnie wysławiające się dziecko.

                          Chwilę wcześniej wolałabym, żeby ulice były wyludnione, niestety,
                          zebrał się tłumek ciekawych, jak sobie poradzę z tą sytuacją, ja
                          byłam czerwona na twarzy, jakiś dziadek rzucił "zaraz mama da ci w
                          dupę", a figę, przeliczył się.

                          To było w grudniu przed świętami, plucha na ulicach, pamiętam
                          dokładnie. A jak w grudniu 2007, to Antoni miał 2 lata i 7 m-cy.

                          O przygodach z paniami urzędniczkami też mogłabym opowiedzieć, ale -
                          w przeciwieństwie do tych o moim synku - są irytujące i nie mają
                          dobrych zakończeń.
                        • beatar9 Re: betty842 08.10.08, 09:35
                          baaaaaardzo mi się podoba stwierdzenie-INNE DZIECI BIJĄ BEZPRAWNIE
                          MOJE DZIECKO.....a jak rodzice piorą lub klepią dziecko to jest
                          zgodne z prawem....żenada!!!!!gro rodziców traktuje swoje dzieci jak
                          własność,rzecz,z którą mogą robić co im się w danej chwili
                          podoba....a bicie,klepanie po tyłku jest jak najbardziej zgodne z
                          prawemsmile)))))coś tu nie gra...
                        • phantomka Re: betty842 08.10.08, 15:38
                          Nie, nie - ja sie pytam, co zrobisz jak twoje dziecko bedzie bilo, a
                          nie jak bedzie bite....i nie wyciagaj prosze takich wnioskow, ze jak
                          ktos po dupsku nie dostanie, to wtedy rozwydrzony i inne dzieciaki
                          tlucze.
                          • betty842 Re: betty842 08.10.08, 15:46
                            O to będę się martwiła za kilka lat (o ile będzie taka potrzeba).
    • agusiak.1 Nie biję swego dziecka! 07.10.08, 12:31
      • joannaiwa Re: Nie biję swego dziecka! 07.10.08, 13:26
        Zaczęłam czytać ten artykuł, ale dalej nie mogłam. Tam jest opisana
        tak straszna krzywda dzieci i tak straszne zło tkwiące w niektórych
        rodzicach psychopatach, że po prostu nie mogłam dalej czytać.
        Swojego dziecka nie biję, chociaż czasami wkurza mnie niepomiernie.
        A dyskusji na temat klapsów było już wiele, także na tym forum,
        zdania jak zwykle są podzielone. Często dzieci wymagają rzeczywiście
        anielskiej cierpliwości, a jak widać nie każdy takową ma, co jednak
        nie usprawiedliwia rodziców. Myślę jednak że idziemy w kierunku
        modelu szwedzkiego, gdzie za bicie dzieci (nawet klapsy) po prostu
        zabierają dziecko (w wyborczej był opisany taki przypadek dzieci
        polskich lekarzy), więc rodzice tego nie robią, a jakoś nikt się nie
        skarży że Szwedzi tacy źle wychowani. Wręcz przeciwnie, znam paru
        Szwedów - przemili ludzie.
    • deela TAK 07.10.08, 13:22
      w kategoriach oszalalych foremek z klapkami na oczach i sloganami na ustach
      to tak
      bije swoje dziecko
      • e_luska2 Re: NIE 07.10.08, 15:11
        Nigdy nie zbiłam swojego dziecka, bo z doświadczenia wiem (moja mama
        takie kary stosowała - w sensie klapsów), ze to nic nie daje. Biciem
        dziecka sie nie wychowa, tak postepują rodzice, którzy nie mają
        pomysłów na wychowanie własnych dzieci i swoją bezradność
        rozładowują na nieszczęsnych dzieciach. Ja osobiscie wolę
        porozmawiać z dzieckiem i mu wytłumaczyć co powinien a czego nie.
        Nie toleruję ani bicia - w sensie znęcania się ani zwykłych klapsów -
        dla mnie jest to niezrozumiałe.
      • tuberosa77 Re: TAK 07.10.08, 15:53
        Mogę się podłączyć pod Deelę.
        Daję dziecku klapsa, co przez niektóre nawiedzone jest traktowane
        jako bicie, maltretowanie i tortury a może nawet molestowanie.
        • marychna31 Re: TAK 07.10.08, 19:33
          klaps to eufemizm dla bicia. A bicie to bicie. Oczywiście jesli sie
          bije tak, że się zabija to jest to gorsze niż kiedy bite dziecko
          pozostaje przy życiu. To tak jak z kradzieżą: jesli ukradniesz komus
          50 zł to wyrządzisz mu mniejszą krzywdę niż wtedy kiedy ukradniesz
          mu 5 tyś. Ale złodziejstwo pozostaje złodziejstwem.

          Słowo "klaps" to taki wytrych dla czystego sumienia. Miejcie odwagę
          cywilną nazywać rzeczy po imieniu.

          > Daję dziecku klapsa

          Bądz odważna i napisz: "biję swoje dziecko", "krzywdzę swoje
          dziecko".
          • deela Re: TAK 07.10.08, 19:36
            ja napisalam ze TAK
            bije krzywdze maltretuje demoluje mu psychike oraz jestem nieporadna wychowawczo
            zadowolona?
            • koza_w_rajtuzach Re: TAK 07.10.08, 20:29
              deela, ale naprawdę nie masz czym się chwalić wink.
              • deela Re: TAK 07.10.08, 20:40
                ja sie nie chwale
                ani nie wstydze
                ja mam dosc pierdzielenia o tym ze klap to bicie
                kto w zyciu wp...ol nie dostal to nie odroznia wodocznie jednego od drugiego
                i nie chce i nie bede sie z tego tlumaczyc ani wdawac w dyskusje :o
              • betty842 Re: TAK 07.10.08, 20:44
                deela, ale naprawdę nie masz czym się chwalić wink.

                Ja nie uważam że to jest chwalenie się.To jest wyczerpująca
                odpowiedź na zadane pytanie.Ja również mogę się podpisać pod jej
                wypowiedzią.Każda wychowuje swoje dziecko tak jak uważa za stosowne
                a konsekwencje tego odczujemy za kilka,
                kilkanaście lat.
                Jeszcze raz się powtórzę:zeby wychowywać "trudne" dziecko bez klapsa
                trzeba robić to naprawdę baaardzo mądrze.Nie każda matka to
                potrafi,nie kazda wie jak się zachować w danej sytuacji,jaką karę
                zastosować. Takie nieumiejętne wychowywanie może doprowadzić do tego
                ze dziecko będzie rozwydrzonym bachorem,który ma wszystko i
                wszystkich w nosie. Naprawdę trzeba to robić mądrze.Niektórym
                dzieciom wystarczy wytłumaczyć,porozmawiac inne mają to głęboko
                gdzieś i nie każda matka wie co w takiej sytuacji zrobic-więc nie
                robi nic i w taki oto sposób wyrastają małe potworki.
                • koza_w_rajtuzach Re: TAK 07.10.08, 21:35
                  Betty, wiesz, ale Ty w sumie masz jeszcze bardzo małe dziecko, które nie wie co to empatia, które nie umie przewidzieć skutków swoich zachowań, bo jest małe i ma jeszcze nieduże doświadczenie jeśli chodzi o zasady panujące na tym świecie. Do tego dochodzi jeszcze nieradzenie sobie z emocjami w różnych trudnych dla takiego bąbla sytuacjach. Dziecko w tym wieku nie jest w stanie zrozumieć dlaczego mu się czegoś zabrania, nie rozumie swoich emocji, nie potrafi sobie jeszcze z nimi uporać do czego ma zresztą prawo. Nie wiem naprawdę co chcesz wskórać poprzez dawanie klapsów swojemu dziecku. Ono ma prawo być w tym wieku trudne, bo coraz więcej rozumie, a nie potrafi zbyt wiele wyrazić słowami.
                  Gdy moja córka była w tym wieku to po prostu znalazłam w sobie wielkie pokłady cierpliwości. Jeśli nie chciała np. iść to starałam się ją czymś zainteresować ("zobacz jaki tam jest duży kamień"), odwracałam jej uwagę kiedy była taka potrzeba, gdy płakała w supermarkecie, bo czegoś jej nie kupiłam, to dostawała ignora i przeczekiwałam aż jej przejdzie. Byłam konsekwentna, stanowcza, cierpliwa, spokojna, bo tego wymagał ode mnie ten trudny wiek. Dziecko dość szybko wyrosło mi z tego wieku, stało się empatyczne, mądre, sympatyczne, pozbawione jakiejkolwiek agresji.
                  A Twoje dziecko, cóż, jak ma sobie radzić z emocjami, skoro Ty sobie z nimi nie radzisz.. Bijesz je po to, aby nie było rozwydrzonym bachorem, a prawdopodobnie niewiele wiesz o psychice tak małego dziecka i raczej nie zdajesz sobie z tego sprawy, że ono niewiele z tych klapsów rozumie.
                  • betty842 Re: TAK 07.10.08, 22:06
                    raczej nie zdajesz sobie z teg
                    > o sprawy, że ono niewiele z tych klapsów rozumie.

                    Oj rozumie,rozumie. Jedyny kłopot jaki miałam ze swoim dzieckiem był
                    taki że nie pozwalał się ubrać.Zabawianie go nic nie
                    pomagało.Skakałam nad nim,stroiłam głupie miny,wygłupiałam się-nic
                    to nie dawało!Jak mąż był w domu to mi pomagał-zazwyczaj na siłę go
                    trzymał.Raz spieszyłam się do lekarza.Mały jak zwykle nie dawał się
                    ubrać.Odstawiałam cyrk żeby tylko czymś go zainteresować i szybko go
                    ubrac a i tak wyginał się i kopał.W końcu klepnęłam go (naprawdę
                    leciutko) w udko.Reakcja była natychmiastowa-uspokił się,popatrzył
                    na mnie i powiedział "aua",ale nie rozpłakał się.Od tego czasu jak
                    podczas ubierania się kopie czy wygina się wystarczy że przypomnę mu
                    o "aua" i zaraz się uspakaja.
                    Czekam na propozycję rozwiązania opisanej sytuacji (ale takiej bez
                    klapsa).Powtórzę;zabawianie,odwracanie uwagi,wygupianie się -NIE
                    DZIAŁA!
                    • royalmail Re: TAK 07.10.08, 22:13
                      betty842 napisała:

                      > Czekam na propozycję rozwiązania opisanej sytuacji (ale takiej bez
                      > klapsa).Powtórzę;zabawianie,odwracanie uwagi,wygupianie się -NIE
                      > DZIAŁA!

                      Ja przeczekuję ataki żywotności wkładając w odpowiednich
                      ("cichszych")momentach kolejną część odzieży. Włączam też rano bajkę
                      na kwadrans, więc czasami się "zagapi" i się ubierze lub da się
                      ubrać. A uwierz mi, przerabiam to codziennie szykując się do pracy,
                      a jego do przedszkola. Zaczynam też ubieranie z pewnym zapasem czasu
                      (nie na ostatnią chwilę).
                      • deela Re: TAK 07.10.08, 22:21
                        qrcze a ja myslalam ze tv jest zly, diabel wcielony i wiekszosc dzieci
                        przenajswietszych emamusiek nie pozwala ogladac tv do 5 roku zycia :o
                        • royalmail Re: TAK 07.10.08, 22:23
                          deela napisała:

                          > qrcze a ja myslalam ze tv jest zly, diabel wcielony i wiekszosc
                          dzieci
                          > przenajswietszych emamusiek nie pozwala ogladac tv do 5 roku
                          zycia :o

                          hehe deela. a dziękuję, dziękuję za przenajświętszą. jakby tak
                          jeszcze dziewica... wink
                          • deela Re: TAK 07.10.08, 22:24
                            ZAWSZE dziewica :]
                            • royalmail Re: TAK 07.10.08, 22:28
                              Baa. I oto cud się ziścił wink
                      • beatar9 :-)) 07.10.08, 22:25
                        nie miałam jeszcze scysji z ubieraniem się,ale zdarzyło się kilka
                        razy,że nie miał ochoty myć zębów-poskutkowało stwierdzenie-skoro
                        nie umyjesz zębów to pójdziesz spać z brudnymi,a gdy zęby są brudne
                        to się psują,robią się czarne i wtedy nici z jedzenie czekoladek-
                        poskutkowało ekspresowo..tak samo zrobiłam,gdy robił fochy przed
                        myciem-zaproponowałam pójście spać na brudasa-bunt stłumiony w
                        zarodkusmile)
                        gdyby mój synek nie chciał się rano ubrać to zaproponowałabym
                        wyjście na klatkę w piżamce..podejrzewam,że ubrałby się błyskawicznie
                        • royalmail Re: :-)) 07.10.08, 22:31
                          zaproponowałabym
                          > wyjście na klatkę w piżamce..podejrzewam,że ubrałby się
                          błyskawicznie

                          ehehe....mojemu tylko tak powiedz - w te pędy poleci na dwór w
                          piżamie. Mogą być nawet same skarpety. Nie robó różnicy, a nawet
                          fajniej jest, bo inaczej uncertain
                          • beatar9 Re: :-)) 07.10.08, 22:43
                            fajnie dopóki nie poczuje zimna....albo gdy ktoś obcy nie zwróci mu
                            uwagi,że w piżamce nie wychodzi się na dwór...na 99%jestem pewna,że
                            na mojego syna to byłby najlepszy sposób...ale każde dziecko jest
                            inne
                        • betty842 Re: :-)) 07.10.08, 22:31
                          > gdyby mój synek nie chciał się rano ubrać to zaproponowałabym
                          > wyjście na klatkę w piżamce..podejrzewam,że ubrałby się
                          błyskawicznie

                          Sposób dobry,ale mój mały ma dopiero 1,5 roku...
                          • beatar9 Re: :-)) 07.10.08, 22:47
                            betty,to oczywiście moje zdanie...ale czy na samodzielne ubieranie
                            to trochę nie za wcześnie,zwłaszcza gdy jest ciśnienie aby zdążyć do
                            pracy?
                    • koza_w_rajtuzach Re: TAK 08.10.08, 07:11
                      Myślę, że Twój synek rozumie coś z tym klapsów, ale nie to co Ty myślisz, że
                      rozumie.
                      Miałam kilkakrotnie jazdę z ubieraniem się gdy córka była młodsza. Przeważnie
                      pomagało wyjęcie jakiegoś ubrania z ciekawą aplikacją i powiedzenie
                      podekscytowanym głosem "ojej [z zachwytem], spójrz jaki ładny miś. Miś chciałby,
                      abyś nałożyła z nim bluzeczkę", a następnie chwycenie za spodni, udawanie łkania
                      i powiedzenie z przejęciem do córki "dlaczego te spodnie płaczą? Oj, one płaczą,
                      bo Klara nie chce ich ubrać". Inny sposób, który nieraz wykorzystywałam, to
                      danie dziecku wybór "wolisz tą czy tą bluzeczkę?", albo z ekscytacją "ubierz tą
                      kurteczkę, pokażę ci w lustrze jak słodko w niej wyglądasz!". Od dawna już nie
                      mamy problemów z ubieraniem, ale jeden ze sposobów nadal używamy traktując jako
                      bardzo fajną zabawę. Mianowicie córka siada na łóżku, łapię za jedną z jej nóżek
                      i mówię zmienionym głosem "proszę, ubierz mnie", gdy naciągnę jedną nogawkę na
                      nogę, to druga noga krzyczy: "jeszcze ja, jeszcze ja". Potem jest to samo z
                      rączkami. Z tym, że teraz córka sama mówi za swoje rączki i nóżki.
                      Miałam tylko raz sytuację gdy przez pół godziny córka płakała, bo nie chciała
                      się ubrać, a żadna z moich metod nie działała. Przeczekałam to, potem mała się
                      poddała. Trudno, ze mną nie wygra w takich sytuacjach.
                      Ogólnie wszyscy mówią mi, że trafiło mi się niesamowicie grzeczne i dobrze
                      ułożone dziecko, ale myślę, że dużo w tym mojej zasługi. Teraz w sumie niewiele
                      muszę się wysilać, bo córkę mam posłuszną i wyraźnie widać, że ona bardzo chce
                      być dobrym dzieckiem, także nie umiem się gniewać.
            • czarnataka Re: TAK 08.10.08, 15:47
              deela, ja tak samo...
              ale poproszę męża, żeby zrobił tak samo mnie jak ja Dziecku-za karę;P
              • deela Re: TAK 08.10.08, 18:08
                mrrrrrrrr
                to zabrzmialo... pikantnie
          • tuberosa77 Re: TAK 07.10.08, 21:01
            Jestem odważna, nie biję swojej córki nigdy.
            Zdarzyło mi się dać jej klapsa gdy zachowała się skandalicznie,
            złośliwie, niegrzecznie.
            Nie krzywdzę swojego dziecka, tylko jestem człowiekiem i moja
            cierpliwość ma swoje granice. Poza tym nie chcę mieć w domu
            zwierzaka, któremu wszystko wolno, które gryzie, bije,przezywa a ja
            ze stickim spokojem mu tłumaczę "niunia, tak nie wolno" po 50 razy.
            Jeżeli postawienie w koncie i inne kary nie skutkują a córka po raz
            setny zachowuje się źle daję klapa na pupę.
            Niektórym starszym dzieciom, które czasem obserwuję to przydał by
            się zdecydowanie mocniejszy klaps na otrzeźwienie.
      • beatar9 Re: TAK 07.10.08, 21:47
        najserdeczniejsze życzenie dla deel...obyś kiedyś również oberwała
        tylko "klapsa"od swojego dziecka...
        ciekawe czy ojciec dziecka to widzi,czy może patrzeć na takie
        niewinne wręcz dobro czyniące "klapsy"...a może też stosuje tą
        metodę...gdybym zobaczyła,że ojciec bije mojego,naszego syna...nie
        zaręczyłabym za siebie..
        • deela Re: TAK 07.10.08, 21:56
          no widzisz jakie masz proste myslenie
          wspolczuje ci go
          * cytujac dode :o - nie myslalam ze kiedys to napisze
          • beatar9 Re: TAK 07.10.08, 22:00
            wyrazy współczucia nie dla ciebie...tylko dla dziecka....
            gratuluję wzorców w kwestii cytatów-to dopiero prostota w czystej
            postaci...smile))))))))
            • deela Re: TAK 07.10.08, 22:03
              tak tak wiem wszyscy wspolczuja moim dziecia
              nawet se to jakis czas temu w sygnaturke wpuscilam
              daruj sobie
              a co do kwestii cytatow zadam ci dwie zagadki i moze przypadkiem wyciagniesz z
              nich dobry wniosek
              1. jesli 1000 malp przez 1000 lat bedzie bezmyslnie walic w klawisze maszyny do
              pisania z cala pewnoscia napisza przez ten czas wystkie dziela szekspira
              2. nawet zesputy zegar dwa razy dziennie dziala
    • gosika78 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 20:53
      Córka 2,5roku klapsa zaliczyła jednego. Niesłusznie. Byłam w złym stanie psychicznym (sytuacja osobista, zawodowa), ona wpadła w dwulatkową histerię bez powodu, nie wyrobiłam. Zdarza się. Żałuję, ale nie uważam żeby jakąś straszną traumę z tego powodu przeżyła. I jestem przeciwna porównywaniu pojedynczego klapsa do katowania dziecka.
      • maultier1 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 21:20
        Mi tez sie zdarzylo dac kilka razy klapsa. Sa to sytuacje kiedy
        tlumaczenie i inne kary nie skutkuja.
    • mamaigiiemilki Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 21:50
      jestem przeciwna klapsom/biciu;
      cora dostala raz wlasnie za wybieganie na ulice; fakt, ze od tamtego razu juz
      nie wybiegala, wcale nie spowodowal tego, iz nie zalowalam- bo wiem, ze nie
      powinnam dac sie poniesc emocjom; zle zrobilam i juz;

      nikogo nie powinno sie bic;
    • nataliam2 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 07.10.08, 21:52
      Przyznaję się, że przeczytałam dyskusję do połowy. Temat klapsowania i bicia
      często powraca.
      Ja już pisałam milion razy i nie uważam tego za coś złego DAJĘ KLAPSA. Syn ma 22
      miesiące i żadne kary nie skutkują, tylko klaps.
      Nie czuję się z tym gorszą matką ani nie czuję że poniosłam jakąś klęskę.
      • e_luska2 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 08.10.08, 13:48
        To poczekaj, kiedy Twój syn zacznie bić inne dzieci - bo takie
        właśnie dajesz mu przykłady - że słabszego kiedy nie słucha trzeba
        bić. Oj, brak niektórym rodzicom wyobraźni i pomysłów na chowanie
        własnych dzieci...

        Nigdy nie udeżyłam własnego dziecka - jest świetnym chłopakiem,
        który nie zawsze słucha ale zawsze podchodze go jakimś pomysłem, np.
        nie chce się ubierać lub opóźnia wyjście - mówie - ok, idę bez
        Ciebie. Od razu przynosi skutek. I do skutku cierpliwie wszystko mu
        tłumaczę, nawet kiedy tej cierpliwości i pomysłów zaczyna już
        brakować.

        Klapsem i krzykiem dziecka nie wychowasz!!!
        • kasik2222 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 08.10.08, 14:00
          jestem przeciwna biciu i klapsom, ale przyznaję sie że 3 razy małej
          dałam klapsa. Ale wiem że to było rozładowanie moich emocji, bo nie
          umiałam sobie poradzić. moja wina i już. Córeczka mnie tego sama
          oduczyła, kazała całować pupę bo "boli"
        • nataliam2 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 08.10.08, 15:28
          Mój syn nie będzie bić innych dzieci.... inaczej dostanie klapsa i to tak żeby
          poczuł. Ja dostawałam klapsy i innych dzieci nie biłam. Zaraz któraś wyskoczy że
          skoro ja dostawałam i biję swoje dziecko to ono tez będzie klapsować swoje
          dziecko. Ale dla mnie to nie argument bo wg. mnie czasem dziecko zasłuży na klapsa.

          Dajesz przykład z ubraniem, ale dla mnie bicie dziecka bo nie chce się ubrać
          jest śmieszne, albo za to że nie chce wyjść z domu.
          Moj syn dostaje klapsa gdy:
          -wkłada palce albo cokolwiek innego do kontaktu,
          -wychodzi na parapet i otwiera okno
          -rzuca czymś w telewizor albo w lustro
          - łapie się za noże
          i wszystko inne co jest dla niego groźne
          • anja0123 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 08.10.08, 22:50
            Natalia, Ty chyba zartujesz, prawda? Bijesz dziecko, bo lapie za
            noz???????????? A niby jakim cudem Twoje dziecko ma dostep do noza?
            I nie wiesz, ze za psie pieniadze mozna kupic zabezpieczenia
            kontaktow, czy okien? Wstydz sie. Bijesz dziecko za swoje wlasne
            bledy.
            • nataliam2 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 08.10.08, 23:01
              Bo moje dziecko rozbroi każdą blokadę.
              A noże staram się trzymać bardzo bardzo wysoko, zazwyczaj w suszarce nad zlewem.
              I mój inteligentny syn przystawi sobie krzesło, wejdzie na szafę a z niej już
              blisko do suszarki.
              Ostatnio otwierał mi piekarnik gdy piekłam kurczaka. Przecież mógłby się
              poparzyć a odwróciłam się tylko na chwilę.
              Musiałam więc pokazać mu że jest bardzo ciepły i przyłożyłam swoją i jego rękę
              żeby to poczuł ale żeby go nie bolało.
              I co mam z tymi nożami zrobić, bardziej dosadnie mu pokazać?
              • figrut Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 09.10.08, 04:36
                Przytoczę tu słowa mojej Teściowej. Kobiety doświadczonej, bardzo tolerancyjnej
                i dobrego obserwatora.
                "Teraz dzieci się nie bije, za to biją same dzieci. Nauczyciel boi się zwrócić
                uwagę uczniowi, bo nauczycielowi nie wolno nic, uczniowi wolno wszystko. Matka
                nie może dać klapsa, za to dziecko może kopać matkę."
                Rozmowa mojej kumpeli nauczycielki z 12 letnim uczniem - "wezwę twoich rodziców"
                - "wzywaj sobie k... mojego starego. G... mi zrobi, bo jak łapę na mnie
                podniesie, to go na gliny zgłoszę" .
                Opowiadanie znajomego gimnazjalisty "chłopaki wsadzili księdzu kosz na głowę i
                mieli z tego mega radochę" - moje pytanie "a ty co, święty byłeś i nie broiłeś
                ?" - odpowiedź gimnazjalisty "jak bym ja coś takiego zrobił i ojciec się o tym
                dowiedział, to bym przez tydzień siedzieć nie mógł."

                Słowa Teściowej skierowane były do mnie po ty, jak powiedziałam, że dawne metody
                wychowania przy pomocy pasa bardzo mi się nie podobają.
                Jest ogromna różnica między żywieniem samymi chipsami, colą, frytkami i
                kebabami, a zjadaniem wyżej wymienionych w skrajnych przypadkach (w trasie,
                kiedy nie ma się ochoty ugotować obiadu itp.).
                Dokładnie taka sama różnica jest MOIM ZDANIEM w przypadku wklepnięcia na tyłek.
                Bicie do krwi, do sińców, do utraty przytomności, oraz klapsy kiedy dziecko
                stłukło kubek, wylało napój itp. bzdury, a klaps kiedy po tysięcznym tłumaczeniu
                pcha antenkę samochodzika do gniazdka z prądem, odkręca kurek od kuchenki "bo
                fajnie szumi" itp. .
                Przesada w żadną stronę nie jest niczym dobrym.
                • betty842 mądrze napisałaś figrut n/t 09.10.08, 08:07
        • betty842 e_luska2 08.10.08, 15:55
          To poczekaj, kiedy Twój syn zacznie bić inne dzieci - bo takie
          > właśnie dajesz mu przykłady - że słabszego kiedy nie słucha trzeba
          > bić.

          Ja dostawałam ale nie klapsy tylko pasem (i moi bracia również),ani
          ja ani moi braci nigdy nikogo nie biliśmy(w przedszkolu czy w
          szkole).Za to znam całe mnóstwo dzieci które w dupę nie dostały a
          lały inne dzieci.


          > Klapsem i krzykiem dziecka nie wychowasz!!!

          Ja i moje rodzeństwo wyrośliśmy na porządnych ludzi.Mój starszy brat
          dostawał największe lanie a teraz z naszej trójki jest najlepiej
          ułożony,cierpliwy i spokojny.


          • koza_w_rajtuzach Re: e_luska2 08.10.08, 18:15
            Współczuję przykrych doświadczeń, które skrzywiły Ci psychikę.
            • betty842 Re: e_luska2 08.10.08, 19:17
              Nie mam skrzywdzonej psychiki więc nie ma czemu współczuć. Ubiegając
              stwierdzenie:"Nie wiesz jakim byłabyś człowiekiem gdyby nie te
              klapsy" odpowiadam że pewnie takim jak jestem lub gorszym.Ale
              patrząc na mojego starszego brata,który dość często dostawał lanie
              mogę stwierdzić że to lanie nie skrzywdziło jego psychiki-na 100%!
              Wyrósł na tak dobrego człowieka (ma 26 lat) że nie można sobie
              wyobrazić że mógłyby być lepszy.
              Skrzywdzoną psychikę mają dzieci maltretowane a ja do takich nie
              należę.
            • e_luska2 Re: e_luska2 09.10.08, 08:40
              Chyba mówisz tu o swojej psychice??? Bo Tobie rodzice klapsów nie
              dawali??? To, że ja dostawałam klapsa nauczyło mnie tylko tego, że
              własnego dziecka bić nie będę. Mój syn rozumie kiedy mu się
              tłumaczy, nie potrzebuję w stosunku do niego stosować zadnej
              przepomocy. Klapsy mojej mamy nauczyły mnie jak nie popełniać błędów
              naszych rodziców. zastanów się nad własną psychiką, jeżeli uważasz,
              ze dziecko można bić tylko dlatego, że nie słucha i wbiega na ulice.
              Daj mu dobry przykład, wytłumacz bo klapsem nic nie załatwisz.
              Czyżby brak było Ci pomysłów na wychowanie własnego dziecka???
              Żal mi niektórych rodziców, bo bezwolnie powielają błędy swoich
              rodziców...
              • koza_w_rajtuzach Re: e_luska2 09.10.08, 09:00
                e_luska, a do kogo Ty piszesz? Do mnie? Mnie rodzice nie bili i ja córki bić też
                nie zamierzam. Nigdy nie dostała ode mnie klapsa, a mimo tego radzę sobie z nią
                całkiem nieźle. Moim wyrzutem sumienia jest tylko to, że czasem krzyczę na córkę
                (nie codziennie, ale jednak). Te krzyki są w ogóle nie potrzebne.
                Aby dziecko dobrze wychować to trzeba się wysilić, a nie bezmyślnie dawać im
                klapsy. Zresztą podawałam gdzieś wyżej wykorzystywane przeze mnie sposoby na to,
                aby dziecko się ubrało. Mam nadzieję, że betty jednak spróbuje skorzystać z
                moich rad zamiast klepać dziecko po tyłku.
                • koza_w_rajtuzach Re: e_luska2 09.10.08, 09:02
                  aha, mój post o skrzywieniu psychiki był do betty, a nie do Ciebie. Chyba
                  nieporozumienie wynikło. No cóż, ja mam podobne zdanie do Ciebie na temat bicia
                  dzieci.
          • e_luska2 Re: e_luska2 09.10.08, 08:45
            Współczuję Ci, szczerze....
            • betty842 Re: e_luska2 09.10.08, 09:59
              Ależ naprawdę nie ma czego współczućsmile
    • angsong Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 08.10.08, 14:19
      tak czytam i sie smieje.Synkowi czesto staram sie tlumaczyc ze nie
      wolno.teraz mamy najgorszy okres synek ma 2 latka i 3 miesiace i ma
      jakies napady gdy mu sie staram wytlumaczyc spokojnie rzuca sie na
      podloge wali glowa w podloge wrzeszczy i placze nie mozemy go
      uspokoic i dostaje klapsa.tylko to pomaga bo odrazu przestaje.wiec
      jak widac nie zawsze poaga spokojne tlumaczenie.
      • nataliam2 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 08.10.08, 15:31
        Mój robi tak samo a ma 22 miesiące.
        I tak jak u Was pomagają tylko klapsy (na otrzeźwienie). Tłumaczenie nic nie
        pomaga, nie zwracanie uwagi również (ostatnio tak walił w ścianę że o mało
        zrobiłby w niej dziurę a wcześniej w szale rozbił głowę).
        • joannaiwa Re: rzeczpospolita dziecibijaca... - do nataliam 08.10.08, 22:06
          Ale co się stało, że on tak walił głową - jaka była przyczyna? Bo prawdę mówiąc to nie jest u dziecka normalne zachowanie. rozumiem płacze, wrzeszczy, nawet kładzie się na podłogę, ale okaleczanie się? To może być jakiś większy problem.
          • nataliam2 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... - do nataliam 08.10.08, 22:53
            Nie wiem czy zrobił to specjalnie, jestem pewna że nie. Po prostu taki wiek. Ja
            też podobno tak robiłam. Mam nawet bliznę na skroni od stolu.
            • joannaiwa Re: rzeczpospolita dziecibijaca... - do nataliam 09.10.08, 11:06
              Ojej - to bardzo niebezpieczne - musisz na niego uważać, bo naprawdę
              zrobi sobie krzywdę.
              • nataliam2 Re: rzeczpospolita dziecibijaca... - do nataliam 09.10.08, 11:58
                Byliśmy nawet u psychologa, bo jak pierwszy raz zobaczyłam taki atak złości to
                się zaniepokoiłam.
                Teraz rzadziej się to zdarza. Myślę że syn z tego wyrasta.
    • magdalena.sz Re: rzeczpospolita dziecibijaca... :-( 09.10.08, 12:56
      Mam małe dziecko - roczne - więc "najgorsze" jeszcze przed nami smile
      ale nie zamierzam stosować wybielonych przez niektóre z forumek
      klapsów. Tej wersji będę się trzymać. Mały raz mnie tak wkurzył, że
      chciałam mu klapsnąć czyli przylać, ale dotarło do mnie, że mam na
      to ochotę, bo nie mam na jego wrzaski innego pomysłu i na szczęście
      się powstrzymałam.
      Uważam, że klaps jest formą MOJEJ bezsilności.

      Jakiś czas temu byłam z psem u wetarynarza. Małego miałam w chuście.
      Dwie osoby w kolejce, mały trochę jęczał. Mój pies - znajda po
      przejściach - jest nieco nerwowy i zaczął się czepiać innego
      psa"oczekującego" . Szturchnęłam - nie dałam mu klapsa - go psią
      książeczką zdrowia na co jedna z pań (starsza już osoba) żachnęła
      się, że nie wolno pieska bić, oj! oj! oj! Grzecznie jej
      odpowiedziałam, że nie biję i ucięłam dyskusję. Po chwili synek w
      chuście zaczął marudzić bardziej i wywiązała się dyskusja, że co to
      panie za czasy, że dziecka już nawet uderzyć nie wolno, straszne!!!!
      I pan z panią zaczęli rzewnie wspominać, jak to łojce im pasem
      sprawiedliowść wymierzali a teraz to panie, nic nie wolno.
      Konkluzja taka - psa uderzyć nie wolno (z czym się zgadzam), ale
      dziecko to nawet trzeba. Według oczywiście tych ludzi z
      weterenaryjnej poczekalni.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka