joanna29
24.03.09, 07:01
Krótki opis najpierw: rok temy zawiozłam teściową z 2 letnim synem
na wieś. Ponieważ to 25 km więc od razu była mowa, że będę do pacy
dojeżdzać. Mały spał wtedy ze mną, nigdy nie spędził nocy beze mnie.
Teściowa uznała, że ja mam nie przyjeżdzać, bo ona chce lato z
wnukiem spedzać. Pierwszej nocy wpakowała mi sie do łózka, jak ja
usypiałam małego. Mały nie mógł zasnąć, dostał furii. Zrobiłam
awanrurę i we wtorek juz było lepiej. Za to w środę ja wacam a ich
nie ma, ani kartki gdzie są, telefonu nie odbierała. Pojezdziałam po
wsi i ich znalazłam u jakis ludzi na podwórku. Kolejny dzień
zapowiedziałam że będę dopiero o 18 i jak wróciłam to mały spał w
wózku. Usłyszałam, że siedział w wózku i czekał na mnie a ona tylko
go troche bujała. Mały miał płytki sen wiec dopiero zasnął. Nie
wytrzymałam i wziełam urlop.
Od wakacji teściowa przy kazdej okazji mówi do małego "To co
zostaniesz u babci na noc, mam dla ciebie coś fajnego, bedziemy sie
bawić". Mały oczywiście chce zostać i jest awantura pzy wychodzeniu.
Byście zostawili dziecko u babci w takiej sytuacji?
Dodam tylko, że babcia w ogóle nie stosuje się do naszych żadnych
próśb. Pzyłapałam ją nawet na manipulacji małym.