marcelina4
08.08.09, 18:21
cześć! pewnie po mnie pojedziecie, ale muszę sobie pobiadolić na temat placów
zabaw.
U nas są dwa duże place zabaw w parku jeden przeznaczony dla maluchów, drugi
dla starszaków, ja ze swoim dzieckiem ( 1,5 r ) chodzę na ten pierwszy, no i
wkurza mnie to, że na ten plac przychodzą rodzice ze starszymi dziećmi ( pół
biedy jak maja i malucha i starszaka, to wtedy wybierają plac dla młodszych
dzieci ), które szaleją i nie pozwalają na spokojną zabawę maluchom. Starsze
dzieci sa bardziej sprawne fizycznie, biegając potrącają co chwilkę maluchy,
sypią piachem, zabierają zabawki, dla mnie to jakaś porażka normalnie.
Dlaczego mając plac zabaw przeznaczony dla dzieci starszych, gdzie są
odpowiednie urządzenia rodzice przychodzą na plac młodszaków?
obrazek z dnia dzisiejszego: na plac przyszła mama z chłopcem około
siedmioletnim, dzieciak latał, skakał, nie wpuszczał maluchow na drabinki,
wreszcie wpakował się do domku, w którym nawet nie mógl stanąć w pozycji
wyprostowanej, bo był za wysoki! zablokował go i świetnie się bawił widząc jak
dzieciaczki stoją na zewnątrz i maja wielkie oczy ze zdziwienia, albo co
gorsza ryczą. Mama chłopca nie reagowała, dopiero jak rodzice jej uwagę
zwrócili pouczyła syna, zeby dzieciakow nie potrącał i nie przeganiał, ale z
placu nie przeszła na drugi.
Kilka dni temu maluch został dosłownie wyrzucony przez starszych chłopców z
drabinek, spadł na piasek, nic się nie stało, ale wyglądało to okropnie,
dzieci nawet nie przeprosiły, bawiły się dalej. Boję się ciągle o
bezpieczeństwo swojej córki, nie mogę swobodnie jej puścić między dzieci, bo
nie wiem czy ktoś jej na głowę nie skoczy, albo nie wywali wiadra piachu z
drabinek na głowe, bo takie obrazki też się zdarzają.
Jestem tym wkurzona maksymalnie, co za bezmyślność dla mnie! rozumiem, że plac
zabaw to miejsce publiczne i kazdy może tam przyjść, ale jak jest mozliwość
spędzania czasu z dzieckiem w miejscu dla niego przeznaczonym, to po co się
ładować między maluchy?
druga historia: w piaskownicy lezały nasze zabawki, córka się bawiła na
drabinkach, więc nie widzialam problemu w tym, żeby inne dzieciaki skorzystały
z zabawek, ok. ale czas iść do domu, więc zbieram zabawki, proszę ładnie
dziewczynkę zeby oddała mi łopatkę i wiaderko bo idziemy już do domu, a ona
oczywiści nie chce oddać. proszę dalej i zerkam, czy ktoś z rodziców
zareaguje, niestety nie ma odzewu, więc wyjęlam dziecku z rączek nasze
zabawki, dziewczynka w ryk, jej mamusia zerwała się z lawki i do mnie z
pretensjami, a przecież widziala i słyszała, że prosilam o oddanie zabawek,
więc o co chodzi?
Niektórzy rodzice nie przynoszą dzieciom zabawek do piasku, liczą na to, że
czyjeś się da pożyczyć, no ok niech tak będzie, ale dlaczego dziecko nie jest
nauczone, że jak nie moje, to muszę oddać? denerwuja mnie takie placowe
przepychanki i utarczki, większość niestety z winy rodziców, którzy nie
reagują na nieodpowiednie zachowanie swoich dzieci, straaaaasznie mnie wkurzają!
no to sobie poględziłam...
P.S. przepraszam za brak polskich liter, ale klawiatura mi szwankuje