Dodaj do ulubionych

Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskownicy)

11.08.09, 23:01
Witam wszystkich, bardzo proszę o opinie na taki właśnie temat smile
Co robicie kiedy wasze dziecko zostaje w piaskownicy uderzone przez
inne? Zwracacie mu uwagę, idziecie po matkę, czy może pozwalacie
waszemu dziecku oddac??? Miałam ostatnio właśnie taką sytuację w
piaskownicy - było mnóstwo dzieci, moje weszło do małego domku a tam
dwójka chłopców w podobnym wieku bawi się. "Po co tu przyszedłes?
Idź stąd " - mówi jeden do mojego syna. Moje dziecko zaczyna się
bawić, nie zwracając na niego uwagi, w pewnym momencie zaczyna
wsypywać chłopcu piasek do jego samochodziku. Na to tamten"Nie rób
tego!!" i pac w plecy (kilka razy) mojego syna. Zawsze uczyłam moje
dziecko żeby np. w żłbku zgłaszało Pani lub mnie po wyjściu że
został uderzony, że absolutnie nikogo nie wolno bić itd. Teraz
jednak zastanawiam się czy nie uczyni to z dziecka kozła ofiarnego
(bo nie wolno mu oddać, więc mogą go lać) lub kapusia (z racji
skarżenia Pani). Z drugiej strony nie wyobrażam go uczenia, zeby
oddawał. Jak wy byście zareagowały/li i jak uczycie swoje dzieci
zachowywac się w takich sytuacjach?
Obserwuj wątek
    • kasiak37 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 11.08.09, 23:10
      no ale to poniekad Twoj syn sprowokowal ta sytuacje wysypujac piasek na auta
      innych bawiacych sie tam dzieci wiec przede wszystkim zwracasz uwage SWOJEMU
      dziecku ze sie niewlasciwie zachowalo przeszkadzajac i psujac zabawe innym
      dzieciom a wiec wypada przeprosic a potem mowisz chlopcom ze mimo wszystko nie
      wolno bic,ze powinni przyjsc do Ciebie zwrocic Ci uwage na zachowanie synka.
      • aurita Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 09:42
        > no ale to poniekad Twoj syn sprowokowal ta sytuacje wysypujac piasek na auta

        a ty czesto piescia rozwiazujesz problemy?
      • axa-666 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 14.08.09, 22:37
        a czemu tak dzieci na wstepie zachowaly sie wobec tego chlopca samolubnie.niesa
        pempkami swiata...
    • epreis Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 11.08.09, 23:33
      ja swoim mówię tak "nie wolno bić, ale jeśli ktoś robi krzywdę tobie to musisz się obronić"

      jak jako nastolatek dostanie od kogoś (już wtedy nie pac w plecy a w tzwa "mordę"-porzepraszam za wyrażenie) to też ma przyjść do ciebie?
    • figrut Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 00:12
      Najpierw analizuję na szybko sytuację, co takiego się stało, że doszło do
      uderzenia. Jeśli wina leży po obu stronach, zwracam uwagę obojgu (a tu na moje
      leżała). Jeśli wina leży tylko po stronie bijącego, zwracam uwagę dziecku. Jeśli
      dziecko jest bezczelne i śmieje mi się w nos, zwracam uwagę opiekunowi. Jeśli
      opiekun nie reaguje, wtedy jeśli dzieci są podobne wzrostem i budową mówię do
      mojego "jak cię uderzy, to od tego masz ręce żeby się bronić". Jeśli bijący jest
      dużo większy, sytuacja wielokrotnie się powtarza i jest jak powyżej (dziecko
      śmieje się w nos i dalej robi to samo, opiekun nie reaguje), dziecko spotyka
      moja karząca ręka jak tylko nadarzy się odpowiednia okazja.
      • zonkastonka Re: Gdy dzieci biją dzieci..figrut 12.08.09, 08:32
        Figrut! Zrobiłabym tak samo. Nie wiem tylko co oznacza u Ciebie dokładnie "moja
        karząca ręka". Ja bym raczej powiedziała temu bijącemu i śmiejącemu się w twarz,
        że nie pozwolę mu bawić się w pobliżu mojego dziecka/dzieci (np. na tym samym
        placu zabaw) i może interweniowała u rodziców. Tylko co jeśli oni tez ci się
        będą śmiać w twarz? (wielce prawdopodobne).

        Ja pochwalam podejście: bić nie wolno (w sensie: nie wolno być agresorem), ale
        bronić się należy.
        • jagabaga92 Re: Gdy dzieci biją dzieci..figrut 12.08.09, 09:06
          > Ja pochwalam podejście: bić nie wolno (w sensie: nie wolno być agresorem), ale
          > bronić się należy.

          Ja też tak uważam i tak uczę swoje dziecko. Najpierw obrona slowna, a potem,
          jeśli zwrócenie uwagi nie poskutkuje, to pięścią. Na szczęście jeszcze pięść
          nie była uzywana smile
    • asia_i_p Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 09:22
      Nigdy nie uczyłabym dziecka, że ma oddawać - po pierwsze niebezpieczne, dziecko
      nie potrafi ocenić, czy czasem nie wdaje się w bójkę z dużo silniejszym, po
      drugie nieprzydatne w późniejszym wieku - już w szkole za oddawanie będzie miało
      kłopoty, tym bardziej w dorosłym życiu.

      Odejść od agresora. Kazać mu przestać. Zgłosić osobie odpowiedzialnej za
      bezpieczeństwo (w dziecinnym świecie mamie lub pani), jeżeli agresor się nie
      odczepi - to prośba o pomoc, a nie kapowanie. Jak się odczepi, nie zgłaszać, bo
      po co? No chyba, że atakuje kogoś innego. No i wyjaśnić, że są przypadki, kiedy
      użycie siły jest uzasadnione, ale raczej wyjątki niż reguła.

      Jeżeli dziecko zareaguje naturalnym instynktem drapieżnika i odda, dramatu nie
      robić, nie krzyczeć, że to brzydko, tylko nauczyć, że są inne sposoby.

      Takie umiejętności być może w dziecinnym świecie zapewnią mniejszą popularność
      niż walenie dwa razy mocniej niż się dostało, no i są dużo bardziej
      skomplikowane do wpojenia niż prosta zasada "oddaj" albo "powiedz mamie", ale
      przynajmniej nie trzeba ich zmieniać, kiedy dziecko dorasta.
      • lenama_2008 popieram to co napisala asia 12.08.09, 10:21
        w takiej sytuacji mowie agresorowi, ze nie wolno bic - tym samym
        przypominam mojemu dziecku, ze nastapila sytuacja niedozwolona.
        nadzoruje zabawe w poblizu dziecka, ktore uzywa sily i interweniuje,
        jesli znowu chce powtorzyc uderzenie. tlumacze w jaki inny sposob
        moze zalatwic swoje racje - zwykle skutkuje (chyba, ze mam do
        czynienia z wyjatkowym egzemplarzem).
        u
        czenie dziecka, ze moze oddac jest nieczytelna lekcja - z jednej
        strony mowimy, ze nie wolno bic a z drugiej przyzwalamy na to (nie
        pokazujac innych sposobow rozwiazania konfliktu) - potem dochodzi do
        sytuacji, w ktorych nie wiadomo kto zaczal i jak to ocenic a dzieci
        po prostu sie bija czujac zachete ze strony rodzicow....

        w tym wieku zglaszanie problemu doroslemu nie jest kapowaniem,
        dziecko jest jeszcze za male, zeby samo rozwiazac swoj problem, od
        tego sa rodzice.
      • kura17 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 11:12
        Asia, dziekuje za ten post. bardzo rzadko spotyka sie takie zdanie - ze nie uczy
        sie dziecka oddwac...
        ja robie tak samo. nie wyobrazam sobie powiedziec dziecku "oddaj"...

        i nie uwazam, ze dzieci, ktore nie oddaja, wyrastaja na ofiary. przeciez jest
        tyle sposobow radzenia sobie w konfliktowych sytuacjach. z zyciu doroslym chyba
        nie rozwiazujemy na ogol problemow mordobiciem?...

        ja bylam takim dzieckiem, ktore nie bilo (naprawde nie pamietam, abym
        kogokolwiek w zyciu uderzyla, moze jako malenkie dziecko, ale nie w przedszkolu,
        nie w szkole i nie w zyciu doroslym). za ofiare sie nie uwazam, konflikty na
        ogol rozwiazywalam. "pobita" zostalam raz (1 albo 2 klasa podstawowki), tzn
        kolega mnie uderzyl w twarz. w dodatku kolega, ktory mi po kilka razy dziennie
        wyznawal nieodwzajemniona milosc, czyli zakladam, ze byl sfrustrowany wink
    • angela10086 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 10:39
      zgadam sie z wiekszoscia: ja zawsze mowie nie zaczynaj! ale jak cie bija masz
      oddac i tyle!
    • daga_j Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 16:10
      Myślę, że dziecka w wieku żłobkowym nie należy uczyć oddawania razów, nawet
      przedszkolaka, w takiej sytuacji dziecko powinno liczyć na pomoc rodzica. Ale
      mnie nie zdarzyła się taka sytuacja więc nie wiem na pewno jak bym zareagowała,
      czy odruchowo powiedziałabym coś tamtemu dziecku? - raczej tak, coś w stylu
      "hej, nie wolno uderzać innych dzieci, powinieneś go przeprosić", a jakby
      chłopiec nie przeprosił to trudno, pewnie wytłumaczyłabym potem mojemu dziecku,
      że ten chłopiec był źle wychowany i czasem spotyka się takie osoby, wówczas
      można unikać zabawy przy nich. No i pociągnęłabym opowieść, że jak takie dziecko
      bije innych i nie przeprasza to wkrótce nikt go nie będzie lubił i nie będzie
      się miał z kim bawić. Moje dziecko by przytaknęło poważnie i bawiło się dalej z
      dala od tego dziecka.
      Jednak musiałabym jakoś nastawić moje dziecko do samodzielnego reagowania na
      takie sytuacje, przede wszystkim by wyrażało słownie co czuje czyli "nie uderzaj
      mnie, tak nie wolno!", a potem by wolało mnie, no nie mam lepszego pomysłu.
      Malutkie dzieci nie powinny się bić na podwórku, to nie jest metoda!
      • kasiak37 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 18:09
        Daga przeczytaj jeszcze raz post glowny i moj zaraz pod nim.
    • figrut Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 17:20
      Co oznacza moja karząca ręka ? A no wychodzę z założenia, że jak bijący
      zdecydowanie posturą i wiekiem przerasta poszkodowanego, a wszelkie uwagi
      trafiają w próżnię, to czas pokazać, co może ktoś większy od niego. Jeśli jest
      to bicie kijem, to to samo czeka z mojej strony bijącego. Jeśli stawianie babek
      z piasku celowo na głowę aby upokorzyć, ja robię to samo. Jeśli jest to
      traktowanie mniejszych jako worki treningowe do popisów karate, z mojej strony
      jest to powalenie na ziemię i zastraszenie, że jestem większa i następnym razem
      nie tylko przycisnę go do ziemi, ale i łapki połamię. Miałam ostatnio w planach
      dorwanie g...rza wyżywającego się na mniejszych, bo tatuś na karate wysłał i
      cieszył się z podwórkowych osiągnięć 12 letniego syna nad 5-7 latkami, a mamusia
      nie raczyła reagować skutecznie na skargi rodziców. Karząca ręka jednak dorwała
      go jakaś męska. Jedno jest pewne. Nigdy nie pozwolę na to, aby moje dzieci
      pozwalały się bezkarnie bić. Mojemu starszemu bratu Mama tak tłumaczyła, że nie
      wolno się bić. Przez wiele lat był tłuczony przez innych, nazywany lalusiem i
      konfidentem (skarżył się Mamie). Ja i młodszy brat byliśmy już wychowywani na
      "nowych zasadach" - ktoś specjalnie cię uderzył, masz ręce do obrony. Gdy
      starszy brat dorósł, zaczął chodzić na siłownię. Za każde "krzywe spojrzenie"
      swoich byłych prześladowców, tłukł ich na potęgę, co mogło się źle skończyć. Ja
      i mój młodszy brat takich potrzeb odreagowania nie mieliśmy. Każdy z nas za
      swoją krzywdę zapłatę odebrał na pniu.
      • ga-ti Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 19:49
        Figrut! A co na to rodzice dzieciaków, których dosięgła Twoja ręka sprawiedliwości? Pytam tak tylko z ciekawości.
        • figrut Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 22:37
          Rodzice oczywiście z pretensjami, że dziecięcia nie wolno było mi tykać. Jedna
          matka chciała mnie do sądu podać, ale sąsiedzi z bloku zamiast wyrazić chęć
          świadkowania w sądzie, z całego serca mnie poparli słowami "należało się
          niewychowanemu bachorowi". Jedna matka i jeden ojciec wpadli z furią na plac
          zabaw (babka na głowie i pogonienie kijem którym "anioł" inne dzieci tłukł), ale
          szybko się uciszyli, bo tu również sąsiedzi zareagowali (choć normalnie boją się
          odezwać). Nie jestem agresywna na co dzień, ale jeśli ktoś ewidentnie przegina i
          uważa, że ma ciche przyzwolenie sąsiadów, bo mało kto potrafi się otwarcie
          postawić, to narażam się na taką możliwość, że ktoś rzeczywiście poda mnie do
          sądu, choć z świadkami będzie miał problem. Same chyba dość mocno odczułyście
          zachowanie sąsiadów czy opiekunów na placu zabaw. Wszyscy szemrają po cichu, ale
          czekają aż ktoś weźmie sprawy w swoje ręce i dopiero wtedy mają odwagę głośno
          powiedzieć co myślą. W tłumie raźniej.
          Na pytanie Zebry odpowiadam - choćby moje dziecko musiało mieć przez przypadek
          głowę szytą, a byłby to przypadek tylko, a nie działanie celowe, wtedy nie
          szukam winnego i nie wściekam się na tego, kto nieumyślnie doprowadził do
          skaleczenia. Gdyby stało się coś dużo poważniejszego, jakieś trwałe kalectwo,
          wtedy chyba jak każda matka miałabym jakiś wielki, ukryty żal do sprawcy
          wypadku, choćby był nie zamierzony. Nie doświadczyłam na szczęście, więc nie
          wiem, ale myślę, że zachowałabym się tak, jak każdy typowy rodzic.
          • gdzie-idziesz Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 14.08.09, 08:43
            Figrut
            A nie myślisz czasem że dziecko, które dosięgła Twoja karząca ręka może być
            ciężko chore?
            Mam taki przypadek w okolicy, mały tłucze wszystkich jak leci, nie potrafi się
            inaczej bawić. Ewidentna wina opiekunów, bo ma na to przyzwolenie, (nic nie
            robią konkretnego żeby dzieciaka oduczyć) wszyscy dzieciaci unikają tego
            chłopca. Gdyby trafił na Twoją karzącą rękę prawdopodobnie zszedłby na zawał. Bo
            ma bardzo chore serce. A tłucze koszmarnie - w zasadzie nie potrafi już w inny
            sposób się bawić.
      • lenama_2008 figrut 13.08.09, 13:33
        figrut napisała:

        > Jedno jest pewne. Nigdy nie pozwolę na to, aby moje dzieci
        > pozwalały się bezkarnie bić.

        figrut - agresja rodzi agresje. nie ma znaczenia kto zaczal - bicie
        to bicie - uczac dziecko 'oddawania' uczysz bicia.
        mam przyklady z naszego placu zabaw, ze jednak da sie slownie
        zapanowac nad agresorami i przekonac ich do wspolpracy.
        inna sprawa, ze sa czasem dzieci 'anioly', ktorych rodzice nie
        interweniuja i jestem w stanie wyobrazic sobie w ostatecznosci
        koniecznosc uzycia 'karzacej reki' - ale to Twoja reka a nie Twojego
        dziecka.
        • figrut Re: figrut 13.08.09, 14:42
          > figrut - agresja rodzi agresje. nie ma znaczenia kto zaczal - bicie
          > to bicie - uczac dziecko 'oddawania' uczysz bicia.
          Absolutnie się z Tobą nie zgodzę. Dużo mniej szkody przyniesie odpłacenie
          pięknym za nadobne w wieku dziecięcym, niż wieloletnie tłumienie w sobie
          nienawiści do tych, którzy nas bili, a nas uczono, że bić się nie wolno. Jak
          takie odegranie się dotrwa do wieku późno nastoletniego, wtedy może być nie
          tylko boleśnie, ale i bardzo niebezpiecznie. Mój starszy brat z tłumionym przez
          lata żalem tak stłukł dawnego znajomego z podwórka (mój brat kiedyś był
          prawdziwą ofiarą losu), że ten z dwoma połamanymi żebrami i złamaną ręką
          wylądował w szpitalu. Kiedy brat wrócił do domu, absolutnie nie żałował tego, że
          tak tamtego stłukł. Powiedział tylko "całe lata gnojek mnie tłukł bezkarnie,
          teraz dostał za swoje". To mogło skończyć się sądem i więzieniem. Gdyby
          pozwolono mu oddać kiedy był bity jako dziecko, nie czułby chęci zapłaty za
          katowanie w dzieciństwie. To, że Mama chodziła na skargi do rodziców tamtego,
          skutkowało tylko na parę dni, póki sprawa nie ucichła. Później dla mojego brata
          zaczynał się koszmar od nowa. Ja byłam bojowa, mój młodszy brat też. Tak nas
          nauczono (niestety, na błędach w stosunku do starszego). Potrafiłam wrócić do
          domu z garścią włosów koleżanki, posiniaczona ale zadowolona z bójki z 2 lata
          starszym chłopakiem. Jednak jak się zorientowali, że ja oddam ZAWSZE, to nikt
          nie miał odwagi mnie ruszyć. Teraz nie mam potrzeby odbijania sobie za przeszłość.
          • erin7 Re: figrut 13.08.09, 16:09
            Ja popieram oddawanie. W zyciu trzeba sie umiec bronic. Ja bylam
            troche taka ofiara losu co to nigdy nie oddawala a pozniej sie
            skarzyla mamie. Tak mnie wychowano. Z perspektywy czasu stwierdzam
            ze corki tak nie wychowam, ma bronic siebie w kazdej sytuacji. Z
            ta "karzaca reka sie nie zgodze tylko". Ja bym ja jednak skierowala
            nie na winne dzieco tylko na tego rodzica niereagujacego.
    • marcelina4 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 17:51
      ja nie spotkałam się jeszcze z agresją cielesną skierowaną w stronę mojego
      dziecka, córeczka jest jeszcze mała (1,5 )więc jestem przy niej na placu zabaw,
      zazwyczaj takie próby udaje mi się udaremnić poprzez np. powstrzymanie rączki
      dziecka, które ma ochotę moją córkę walnąć.
      Oczywiscie nie zamierzam uczyć dziecka rozwiązywania konfliktów metodami
      siłowymi, ale nie będę też patrzeć bezczynnie jeżeli zostanie przez inne dziecko
      uderzona, więc będę jej tłumaczyć że ma prawo do obrony.

      P.S. Figrut bardzo mi sie podoba "Twoja karząca ręka" smile kto wie, może kiedyś ja
      tez będę musiała dosięgnąć kogoś ramieniem sprawiedliwości ? smile
      • vvipp Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 17:58
        A jak to się ma do nieużywania kar cielesnych w wychowywaniu dzieci.
        • czar_bajry Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 12.08.09, 22:22
          Mój radzi sobie sam i jak widzę że nie zagraża to zdrowiu jego i innych dzieci
          to się nie wtrącam.
    • zebra12 A jak dziecko walnie nieumyślnie? 12.08.09, 20:24
      Moja córka przybiegała do mnie zakrwawiona. Miała rozbity łuk brwiowy. Nie
      miałam pojęcia co się stało, bo byłam obok i nie dostrzegałam tego momentu...
      Okazało się, że chłopczyk zza ogrodzenia rzucił kamykiem w drzewo. Kamyk się
      odbił i rozbił mojej małej brew. Malec się przeraził (ma 4 latka) i zaczął
      ryczeć. Musiałam go pocieszać... Oczywiście najpierw zatamowałam krwawienie,
      choć to łatwe nie było i opatrzyłam ranę.
    • mama-ola Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 13.08.09, 11:31
      Myślę, że najważniejsze to wysłuchać najpierw obu stron. Bo może być
      tak, że zobaczyliśmy uderzenie, które nastąpiło po czymś tam, czego
      wcześniej nie zauważyliśmy. A potem... no cóż, reprymenda i tyle.
      Nie wyobrażam sobie, żeby bić w odwecie.
      Chociaż widziałam taką sytuację na placu zabaw - szczerze mówiąc
      ubawiła mnie, choć może nie powinna. Ojciec klapsnał synka w rękę i
      powiedział stanowczo: "nie wolno bić", klapsnął drugi raz i znów
      stanowczo i powoli (coby dotarło): "nie wolno bić". No i ciekawe, co
      do synka dotarło smile
      • kasiaczek181987 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 13.08.09, 14:15
        moja mama też mnie uczyła zeby nie oddawac do momentu kiedy jeden dzieciak nie
        uderzył mnie deską z gwoździem. Były to sekundy i mama od tego momentu uczy
        mnie: jak cię uderzy to oddaj. Niestety taka jest prawda i brutalne życie.
        Zawsze byłam ułożona,miła ,grzeczna io się nie biłam ale po tym wydarzeniu mama
        powiedziała : dość. Dzieki temu nie jestem ofiarą losu i radzę sobie w życiu
        • scarlet_s Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 13.08.09, 20:09
          No cóż buraków nie brakuje. Niektórzy orostu tak uczą dzieci i otem
          zdziwieni, że im bandyta wyrósł. Ja głośno zwracam uwagę dziecku a
          jak nikt nie reaguje to biorę delikwenta za rączki i mówię, że jak
          się nie otrafi ładnie bawić, to się nie będzie bawił z moimi
          dziećmi. Jak rodzic przychodzi, to tłumaczę sytuacje i proszę o
          pilnowanie dziecka, żeby nie bił moich. Chociaż różnych już
          widziałam, to nie poieram bicia i oddawania. Czasami strasze dziecko
          i ytam czy ja mam je też uderzyć?
          • anyx27 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 13.08.09, 20:12
            scarlet_s napisała:
            > No cóż buraków nie brakuje. Niektórzy orostu tak uczą dzieci i
            otem
            > zdziwieni, że im bandyta wyrósł.

            Nie masz racji, bo jest akurat odwrotnie. Tak jak pisał ktoś niżej,
            to własnie te dzieci, których bronic się nie było wolno, częściej w
            dorosłym życiu wyrastają na "bandytów" jak ich nazwałaś. Nikt nie
            mówi, żeby bić, atakować, ale żeby się bronić w razie konieczności,
            a to różnica.
            • scarlet_s Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 13.08.09, 21:18
              Ale ja nie pisze o obronie, tylko o dzieciach, którym rodzice
              pozwalają na siłowe rozwiązywanie konfliktów. O agresorach, którym
              nie zwraca się uwagi.
              • czar_bajry Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 14.08.09, 01:02
                O agresorach, którym
                > nie zwraca się uwagi.

                A mnie się wydawało że rozmawiamy o dzieciach??????
                Wynika z tego że plac zabaw to istna dżungla i tylko nielicznym uda się przetrwać.
                Najlepiej nie być przewrażliwionym i nadopiekuńczym rodzicem bo ani dziecku ani
                rodzicowi nie wyjdzie to na zdrowie.
                Jak widzę niektóre mamy trzęsące się nad swoim dzieckiem i widzące tylko
                wyimaginowane krzywdy swojej latorośli a nie widzące tego że ich dziecko innym
                przeszkadza w zabawie to szlag mnie trafia.
                Dzieci szybciej i lepiej załatwiają swoje "konflikty" jak dorośli się nie
                wtrącają, wystarczy obserwować i zareagować naprawdę w ostateczności.
                Jak wasze dzieci pójdą do szkoły /gimnazjum, liceum to też będziecie wtrącać się
                w ich konflikty z rówieśnikami???
                Dajcie tym dzieciom więcej samodzielności- oczywiście w granicach rozsądkutongue_out
                • scarlet_s Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 14.08.09, 04:53
                  Moje są bardzo samodzielne i do tego ułożone i grzeczne, ale z
                  charakterkiem. Nie ozwalają sobie w kasze dmuchać. Na szczęście są
                  bardziej wygadane, niż bitne i często udaje im się wyjść z konfliktu
                  bez szarpaniny, z czego jestem bardzo dumna smile
                  • madziulec Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 14.08.09, 07:42
                    Pewnego pieknego dnia bylam na placu zabaw z dzieckiem.
                    I widzialam jak pewna DZIEWCZYNKA znecala sie zrecz nad moim dzieckiem.

                    Ja swojego syna uczylam odchodzenia. Dlaczego? Bo w przedszkolu jest jeden taki
                    urwis, na ktorego nie ma bata. Nie pomagaja kary rozdawane swoicie przez pania,
                    rozmowy z rodzicami ... sa w ogole nieskuteczne. Dziecko wowczas jeszcez
                    4-letnie brzydko sie odzywa (jako jedyne w grupie) i bije inne.

                    Tak wiec moje odchodzi.

                    I co widze na placu zabaw??? Ze moje dziecko ucieka, po prostu ucieka, a za nim
                    leci dziewczynka, z mokrym piaskiem i rzuca w niego. On ucieka, mowi, ze juz nie
                    chce, a ona nadal. Potrafil tak uciekac naprawde dobrych kilka minut. A ona...
                    jak dobrze wytrenowany robot za nim, taki terminator.
                    Byla na placu zabaw ze sporo starszym bratem, ktory w pewnym momencie rzucil tym
                    piachem w oczy mojego syna.

                    Nie wyrobilam.
                    Wstalam, podeszlam i wrzasnelam. Na tamtego, czy chcialby, bym wsadzila ten jego
                    glupi leb (a mial tak z 10 lat) w ten piach i czy by to uznal za zabawne.

                    I wtedy odnalazla sie mamuska. Przedziwne, ze siedziala, ze widziala cale
                    zajscie i to, ze jej coreczka z calym podejsciem terminatora przesladowala
                    dzieci (bo nie tylko moje) i swojego synia, ktory cala zabawe ograniczal do
                    rzucania piachem.
                    I co zrobila???? Wrzasnela na mnie. Ze jak w ogole smiem. Ze ona wezwie policje,
                    bo krzycze na dzieci, ze wezwie straz miejska, ze w ogole.

                    Biedna poszkodowana.

                    Dziekuje takim mamuskom. Za chwilke zginelo jej dziecko.
                    I to tyle w temacie...

                    Nastepnym razem zareaguje szybciej.
                    • czar_bajry Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 14.08.09, 12:30
                      Napisałam przecież że w granicach rozsądku nie reagować.
                      Opisana przez Ciebie sytuacja była dość ekstremalna a i mamuśka głupia krowasmile

                      Za chwilke zginelo jej dziecko.
                      > I to tyle w temacie...

                      ???????????
                      • madziulec Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 15.08.09, 19:00
                        Jak widac po prostu mamuska byla lekko "zakrecona".
                        Przyszla na plac zabaw, kompletnie nie patrzyla na to, co robia jej pociechy.

                        To, ze znecaly sie nad innymi uwazala pewnie za cos bardzo fajnego i
                        nobilitujacego (dzialo sie przed jej oczami).

                        Tak jak napisala - chwilke pozniej na placu zabaw zaginelo jej dziekco. Jedno z
                        3, z ktorymi przyszla.
                        No coz...
                        Znalazla je, ale po dobrych 10 minutach szukania.

                        Jak widac nie dosc, ze olewala co robia dzieci, to jeszcez gdzie sa.
                        • scarlet_s Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 16.08.09, 19:16
                          To ja nigdy nie zapomne ewnego 3-latka, który lał inne dzieci z byle
                          powodu. Np. moja córcia wzieła jego zabawke a on biegiem do niej i
                          od razu bez słowa bac ją prosto w twarz z otwartej dłoni. Mamusia
                          biegnie za nim i z uśmiecem na twarzy: "ale nie bij od razu".
                          Ogólnie chłopak z tych wrzeszczących, rzucających się na ziemie.
                          Pewnego dnia podczas awantury (nie chciał iść do domu) pośród
                          wyklinania i wyzywania matki wyjmuje siusiaka i na nią sika z
                          tekstem: "głupia krowo". Ico na to mamusia? Śmieje się dalej.
                          Wariatka?
                          • madziulec Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 16.08.09, 19:47
                            To, ze mamusia na to pozwala to ogolnie jej problem.

                            Problem, ze taki rozwydrzony bachor (bo inaczej sie nei da tego okreslic) potem
                            przebywa w piaskownicy, w przedszkolu, a potem w szkole.
                            I niestety dalej stosuje swoje wspaniale metody silowe, uwazajac, ze wszystko mu
                            sie nalezy, bo jest od niemowlectwa do tego przyzwyczajony.


                            I to chyba jest najstraszniejsze.
                            Bo tak naprawde potem nasze dzieci przez takich rodzicow cierpia
                    • scarlet_s Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 16.08.09, 19:10
                      No jak już pisałam: buraków nie brakuje
    • kawa08 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 15.08.09, 12:57
      pilnowalaś synka, jak wchodził do tego domku, gdzie chłopcy się
      bawili? uzgodniliście, że twoje dziecko może się przyłączyc? Jeśli
      nie, to ty zawiniłaś przede wszystkim, takie moje zdanie

      co do samego bicia, to oczywiście, najlepiej do niego nie
      dopuszczac; niestety, nie zawsze się da, wtedy trzeba zwrócic uwagę,
      ale nie jestem zwolenniczką awantur na placu zabaw, wolę powiedziec
      spokojnie dziecku, co myślę, czy swojemu, czy obcemu. Trzeba działac
      również wtedy, gdy nasze dziecko bije inne, i także wtedy, gdy
      przeszkadza innym dzieciom - to nie jest tak, że nasz maluszek może
      robic to, na co ma ochotę - może wystarczyloby, gdybyś zapytała
      tamtych chłopców w imieniu swojego dziecka, czy może do nich
      dołączyc. Kto wie, może zapobiegłabyś w ten sposób poszturchiwaniom?
      • qwerty3.5 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 15.08.09, 18:28
        kawa08 napisała:

        > pilnowalaś synka, jak wchodził do tego domku, gdzie chłopcy się
        > bawili? uzgodniliście, że twoje dziecko może się przyłączyc? Jeśli
        > nie, to ty zawiniłaś przede wszystkim, takie moje zdanie
        >
        No żart jakiś....do piaskownicy jak ma zamiar wejść to też ma pytać
        wszystkie dzieci czy może dołaczyć do "ich piasku"wink?????
        • czar_bajry Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 16.08.09, 02:12
          No żart jakiś....do piaskownicy jak ma zamiar wejść to też ma pytać
          > wszystkie dzieci czy może dołaczyć do "ich piasku"wink?????

          Nie nie żart, do piaskownicy jak wchodzi nie ale jak chce się przyłączyć do
          zabawy innych dzieci nawet w piasku( nie wiem budują tunele, tor dla samochodów
          lub ciasta piaskowe)to powinnaś się zapytać czy może się przyłączyć do zabawy,
          Ty albo dziecko nie wiem w jakim jest wieku jak małe to Ty a jak już mówiące to
          samo powinno nawiązać kontakt z innymi dziećmi. To samo dotyczy zabawy w domku,
          jeśli jest grupa dzieci i bawią się w jakąś zabawę to nie zawsze dochodzące
          dziecko jest miło przyjęte i nie ma obowiązku że wszystkie bawią się razem.
          A jakby Twoje dziecko pierwsze było w domku i bawiło się tam samo lub z innymi
          i tym czasie weszły by do domku inne dzieci i zaczęły przeszkadzać to co też
          uważała byś że to jest ok?
          • kawa08 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 16.08.09, 03:46
            nie, nie żartuję

            chocby dobre maniery wymagają, by zapytac, czy można dołaczyc do
            zabawy, konkretnej zabawy;
            jak dziecko małe, trzeba to zrobic za nie, jeśli starsze, niech
            radzi sobie samo - oczywiście, nie wszędzie będzie mile widziane,
            ale niewykluczone też, że będzie na odwrót

            ech, matki, pomyślunku trochę...
            • qwerty3.5 Re: Gdy dzieci biją dzieci..(opowieści z piaskown 17.08.09, 09:38
              Co innego włączać sie do zabawy, bez wyrażnej zgody uczestników, a
              co innego rozpocząć zabawę "nie wadząc nikomu". Przecież plac zabaw
              to miejsce publiczne, gdzie kazde dziecko na równych prawach może
              korzystać z zasobów tego miejsca, oczywiście z poszanowaniem
              otoczenia.
              Idąc tokiem rozumowania autorek powyższych postów, gdyby sytuacja
              zakończyłą się np.rozwalonym nosem chopca przez jednego z
              chłopców "z zamku" , wina tego chłopca byłaby oczywiście
              pomniejszona , bo przecież tamten sam się o to prosił włażąc do tego
              zamku, który okurat był w "jego okupacji".
              Drogie mamy , autorki powyższych postów, nauczcie swoje dzieci
              dobrych manier, kultury na placu zabaw, ze każdy ma prawo korzystać
              w równym stopniu z uciech tego miejsca, oczywiscie z poszanowaniem
              drugiej osoby, że nic nie usprawiedliwia agresji w stosunku do
              innych,ze plac zabaw to akurat miejsce wspólnej, wesołej , miłej
              zabawy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka