To ja

Poczytałam wątki o kurach domowych i pomyślałam że może wypowiedzą się dzieci
takich domowych kur. Chciałabym napisać co z życia mojej mamy zgadzało się ze
stereotypami a co nie:
Tak:
-zaniedbała się w domu pod względem wyglądu
-kiedy wyrośliśmy przez wiele lat nie miała co ze sobą zrobić
i myślę że była tym sfrustrowana
-nie rozwinęła się szczególnie siedząc przy garach i dzieciach
-straciła jakąś odwagę życiową i ochotę do zabawy (myślę że mimo iż
zaprzeczała miała problem z zaakceptowaniem siebie bo była bardzo ładną
kobietą we wczesnej młodości a potem bardzo się zaniedbała. Inna rzecz że w
końcu po urodzeniu trzeciego późnego dziecka mając 43 lata wzięła się za
siebie i schudła bardzo i zaczęła o siebie na jakiś czas dbać)
- długo miała żal do siebie i do świata że życie upłynęło jej na praniu
gotowaniu i obsługiwaniu nas (niestety)- w końcu ten żal chyba jej przeszedł
ale miało to związek z życiem duchowym całej mojej rodziny i chyba nieczęsto
się tak zdarza.
NIE:
- tata nigdy jej nie zdradził, powiem że kochał ją bardzo aż do końca jej życia
- dzieci jej nie zostawiły, oboje z bratem zaopiekowalibyśmy się nią gdyby
dożyła późnej starości, dostałaby od nas nie tylko osławioną szklankę wody ale
i wszystko co potrzebne + ogromną miłość. Tak samo z tatą którego uwielbiam i
którym zaopiekowałabym się w razie potrzeby bez chwili wahania.
- Nie denerwowało mnie kiedy dzwoniła do mnie, wręcz przeciwnie sama dzwoniłam
i gadałyśmy dłuuugo

- wnuki widywała ile chciała i ile się dało i z chęcią zostawiałam od czasu do
czasu pod jej opieką bo babcią była wspaniałą i mądrą.
Patrząc na życie mojej mamy mimo całej mojej miłości i szacunku jakie dla niej
mam postanowiłam już jako nastolatka że nie chcę za żadne skarby siedzieć w
domu z dziećmi i nie pracować. Owszem, obiadki i śniadanka i mama zawsze w
domu są fajne. Ale odbyło się to jej kosztem, dużym kosztem. Mnie ten jej
pobyt w domu był potrzebny może z 5 lat. A ona resztę życia spędziła przez to
w domu bo nie potrafiła się z tego wydobyć. Moje koleżanki których mamy
pracowały wcale nie były nieszczęśliwe czy zaniedbane. Te dzieci były też o
wiele bardziej samodzielne i zaradne życiowo niż ja (ja dorosłam dopiero kiedy
miałam już dziecko i męża bo wcześniej to dziecko we mgle - emocjonalnie i
psychicznie kilka razy byłam rozwalona totalnie i nie mogłam pojąć że świat
nie jest taki milutki i wspaniały jak pod kloszem mojej mamy. Miałam też
dzięki mojej mamie taką awersję do gotowania i zmywania że pierwsze lata
mojego małżeństwa kuchnią zajmował się niemal tylko mąż.
Ciekawa jestem czy wasze mamy były/są szczęśliwe i do końca przekonane o
słuszności swojego wyboru. Piszę o mamach które nigdy nie poszły po dzieciach
do pracy bo wiem że są i takie które odchowają maluchy i jednak potrafią zająć
się swoim życiem, uważam że takie rozwiązanie jest całkiem ok. Jestem naprawdę
ciekawa jak to wygląda wiele lat później. Bo na początku każda kobieta mówi że
ona będzie o siebie dbać etc. I pewnie są i takie. Ale ciekawa jestem jaka
jest większość.