Dodaj do ulubionych

dziecko kury domowej

27.10.09, 09:32
To ja smile
Poczytałam wątki o kurach domowych i pomyślałam że może wypowiedzą się dzieci
takich domowych kur. Chciałabym napisać co z życia mojej mamy zgadzało się ze
stereotypami a co nie:

Tak:
-zaniedbała się w domu pod względem wyglądu
-kiedy wyrośliśmy przez wiele lat nie miała co ze sobą zrobić
i myślę że była tym sfrustrowana
-nie rozwinęła się szczególnie siedząc przy garach i dzieciach
-straciła jakąś odwagę życiową i ochotę do zabawy (myślę że mimo iż
zaprzeczała miała problem z zaakceptowaniem siebie bo była bardzo ładną
kobietą we wczesnej młodości a potem bardzo się zaniedbała. Inna rzecz że w
końcu po urodzeniu trzeciego późnego dziecka mając 43 lata wzięła się za
siebie i schudła bardzo i zaczęła o siebie na jakiś czas dbać)
- długo miała żal do siebie i do świata że życie upłynęło jej na praniu
gotowaniu i obsługiwaniu nas (niestety)- w końcu ten żal chyba jej przeszedł
ale miało to związek z życiem duchowym całej mojej rodziny i chyba nieczęsto
się tak zdarza.

NIE:

- tata nigdy jej nie zdradził, powiem że kochał ją bardzo aż do końca jej życia
- dzieci jej nie zostawiły, oboje z bratem zaopiekowalibyśmy się nią gdyby
dożyła późnej starości, dostałaby od nas nie tylko osławioną szklankę wody ale
i wszystko co potrzebne + ogromną miłość. Tak samo z tatą którego uwielbiam i
którym zaopiekowałabym się w razie potrzeby bez chwili wahania.
- Nie denerwowało mnie kiedy dzwoniła do mnie, wręcz przeciwnie sama dzwoniłam
i gadałyśmy dłuuugo smile
- wnuki widywała ile chciała i ile się dało i z chęcią zostawiałam od czasu do
czasu pod jej opieką bo babcią była wspaniałą i mądrą.


Patrząc na życie mojej mamy mimo całej mojej miłości i szacunku jakie dla niej
mam postanowiłam już jako nastolatka że nie chcę za żadne skarby siedzieć w
domu z dziećmi i nie pracować. Owszem, obiadki i śniadanka i mama zawsze w
domu są fajne. Ale odbyło się to jej kosztem, dużym kosztem. Mnie ten jej
pobyt w domu był potrzebny może z 5 lat. A ona resztę życia spędziła przez to
w domu bo nie potrafiła się z tego wydobyć. Moje koleżanki których mamy
pracowały wcale nie były nieszczęśliwe czy zaniedbane. Te dzieci były też o
wiele bardziej samodzielne i zaradne życiowo niż ja (ja dorosłam dopiero kiedy
miałam już dziecko i męża bo wcześniej to dziecko we mgle - emocjonalnie i
psychicznie kilka razy byłam rozwalona totalnie i nie mogłam pojąć że świat
nie jest taki milutki i wspaniały jak pod kloszem mojej mamy. Miałam też
dzięki mojej mamie taką awersję do gotowania i zmywania że pierwsze lata
mojego małżeństwa kuchnią zajmował się niemal tylko mąż.

Ciekawa jestem czy wasze mamy były/są szczęśliwe i do końca przekonane o
słuszności swojego wyboru. Piszę o mamach które nigdy nie poszły po dzieciach
do pracy bo wiem że są i takie które odchowają maluchy i jednak potrafią zająć
się swoim życiem, uważam że takie rozwiązanie jest całkiem ok. Jestem naprawdę
ciekawa jak to wygląda wiele lat później. Bo na początku każda kobieta mówi że
ona będzie o siebie dbać etc. I pewnie są i takie. Ale ciekawa jestem jaka
jest większość.
Obserwuj wątek
    • 18_lipcowa1 no wybacz 27.10.09, 09:45
      NIE:

      - tata nigdy jej nie zdradził, powiem że kochał ją bardzo aż do
      końca jej życia
      - dzieci jej nie zostawiły, oboje z bratem zaopiekowalibyśmy się nią
      gdyby
      dożyła późnej starości, dostałaby od nas nie tylko osławioną
      szklankę wody ale
      i wszystko co potrzebne + ogromną miłość. Tak samo z tatą którego
      uwielbiam i
      którym zaopiekowałabym się w razie potrzeby bez chwili wahania.
      - Nie denerwowało mnie kiedy dzwoniła do mnie, wręcz przeciwnie sama
      dzwoniłam
      i gadałyśmy dłuuugo
      - wnuki widywała ile chciała i ile się dało i z chęcią zostawiałam
      od czasu do
      czasu pod jej opieką bo babcią była wspaniałą i mądrą.



      Ale te argumenty na NIE to akurat moga i pracujacej matki dotyczyc,
      bo ja rownie dobrze to moge o swojej napisac, oczywiscie pomijajac
      fakt bycia pewnym czy tato jej nie zdradzil, bo sorry ale w rozporku
      tacie nie siedze.
      • 18_lipcowa1 Re: no wybacz 27.10.09, 09:53
        A co do mojej mamy to ciesze sie ze pracowala- i nie tylko bo moja
        matka to dzialaczka jest,rozne organizacje, zwiazki i imprezy nie sa
        jej obce.
        Ma przynajmniej swoje zycie, znajomych, nis stetryczala, wyglada
        mlodo i ladnie bo jak sie pokazuje wsrod ludzi to musi, ma
        emeryture, nie czuje ze zycie jej przecieklo przez palce, nie jest
        zalezna od ojca. Jest szczesliwa, zadowolona i dala mi dobry
        przyklad, a ze obiad byl czasem kupny? Olewam to, naprawde.

        A i tak mimo tego chcialaby moim zyciem zyc, zwlaszcza teraz gdy ma
        1 wnuczke. Czyli mozna- miec prace, zycie, dzieci i niczego nie
        zaniedbac, bo zaniedbana sie nie czulam nigdy ( wrecz przeciwnie)
      • zonka77 oj lipcowa 27.10.09, 09:55
        Przecież chodziło mi o stereotypy wypisane w niedawnym wątku o kurach domowych.
        Napisano tam i często się tak mówi że kury domowe przestają być atrakcyjne dla
        mężów i zdradzają je oni ponieważ są nimi znudzeni i szukają atrakcyjniejszych
        partnerek. Postrzega się tą grupę (tzw kury domowe) jako bardziej narażone na
        zdradę.
        Oczywiście że każdy może zdradzić każdą. Ale ja piszę o stereotypach.
        • 18_lipcowa1 Re: oj lipcowa 27.10.09, 10:03
          No ale skad ty wiesz ze twoj ojciec twojej matki nigdy nie zdradzil?
          Sadzisz, ze przyznalby sie corce?
          • zonka77 Re: oj lipcowa 27.10.09, 10:16
            możesz sobie myśleć co chcesz ale ja wiem. Nie ten typ. Mój tata ma taki
            charakter że nie zdradziłby żony, nie ukradł niczego, nie okłamał itp. Przez
            wiele lat klepali przez to biedę, tata nie potrafił nawet łapówy dać żeby im
            wreszcie tel podpięli. W końcu wyszli na swoje ale tata do dzisiaj jest
            najbardziej uczciwym człowiekiem jakiego znam i jemu się w głowie nie mieści że
            można kogoś zdradzić, oszukać okłamać itp. Tata finalnie osiągnął całkiem sporo
            w swoim biznesie bez łapówek i oszustw. I to jest tak widoczne u niego że ma
            opinię niezwykle uczciwego człowieka w branży, ludzie powierzają mu instrumenty
            za dziesiątki tys zł bez pokwitowania.
            Nie wspomnę o tym że tata po prostu kochał mamę i nigdy nie słyszałam żeby
            powiedział jakąś niestosowną uwagę o innej kobiecie, nigdy też nie oglądał się
            za kobietami. I co jak co ale moja mama nigdy nie robiła scen zazdrości, nigdy
            też zazdrosna nie była jakoś szczególnie o kogoś i mówiła o tym wiele razy i
            akurat ten aspekt ich życia był powodem jej radości i dumy.

            Oczywiście mogłabym myśleć że może to wszystko nieprawda ale po co? Nie mogę
            wierzyć w uczciwość mojego taty? Po co mam się u niego doszukiwać złych cech
            skoro całym swoim życiem daje świadectwo jakim jest człowiekiem i mam za to dla
            niego poza bezwarunkową miłością ogromny szacunek. Bo kocham go bez powodu. Ale
            szanuję za to jakim jest człowiekiem (świetnym)
            • 18_lipcowa1 Re: oj lipcowa 27.10.09, 10:43
              tjaaa bla bla bla

              mozesz wierzyc w co chcesz, ale nie sadzisz chyba ze twoj ojciec
              zwierzalby ci sie ze swojego zycia intymnego?
              • zonka77 Re: oj lipcowa 27.10.09, 10:48
                no ale o co Ci chodzi? Uważasz że każdy facet musi zdradzić czy też przeszkadza
                Ci moja wiara w to że mój tata mamy nie zdradził.
                No i po co ten rozporek. W odniesieniu do taty bardzo niefajne określenie uncertain
                • 18_lipcowa1 Re: oj lipcowa 27.10.09, 10:54

                  > Ci moja wiara w to że mój tata mamy nie zdradził.
                  > No i po co ten rozporek. W odniesieniu do taty bardzo niefajne
                  określenie uncertain

                  wiara mi nie przeszkadza, raczej ta pewnosc...

                  a co tata rozporka nie ma?
                  • lila1974 oj lipcowa a to dowcip 27.10.09, 10:58
                    Ten pewny ton powinnaś skądś znać, nie uważasz? tongue_out
                    • 18_lipcowa1 Re: oj lipcowa a to dowcip 27.10.09, 11:01
                      lila1974 napisała:

                      > Ten pewny ton powinnaś skądś znać, nie uważasz? tongue_out


                      co do siebie to mozna byc czegos pewnym
                      natomiast co do innych osob to juz raczej nie, zwlaszcza co do zycia
                      intymnego tatusia...
                      • lila1974 Re: oj lipcowa a to dowcip 27.10.09, 11:03
                        Ale jak sama zauważyłaś niedawno nawet siebie nie mozna być pewnym.

                        To jest WIARA nie wiedza.
                        • zonka77 Re: oj lipcowa a to dowcip 27.10.09, 11:57
                          No właśnie. To jest wiara. Wierzę i jest mi z tym dobrze smile
                          A tata rozporek ma ale ja nie muszę i nie chcę o nim myśleć.
                      • echtom Lipcowa. ale czego próbujesz dowieść? 27.10.09, 11:46
                        Nawet jeśli ku Twej niezmiernej satysfakcji okaże się za 20 lat (jak w filmie "Co się zdarzyło w Madison County"), że ojciec Zonki miał jakiś skok w bok, pozostanie faktem, że nie wpłynęło to w najmniejszym stopniu na poczucie szczęścia i bezpieczeństwa jego żony, ich małżeńską więź i ogólnie dobre relacje w tej rodzinie, wiec czego tu się czepiać? Tamten wątek mówił wyraźnie o "kurach domowych" lekceważonych i porzucanych przez mężów.
                        • japoneczki Re: Lipcowa. ale czego próbujesz dowieść? 29.10.09, 14:59
                          tylko, że w tym filmie żona wiedziała/czuła, ze coś jest nie tak... wink
                      • sanna.i Re: oj lipcowa a to dowcip 29.10.09, 16:27
                        Lipcowa, a może mąż ciebie zdradza?
              • isa1001 Re: oj lipcowa 27.10.09, 12:05
                Ja ci się lipcowa nie dziwię, że ty nie wierzysz, że jakiś facet
                może być wierny kobiecie przez całe wspólne życie. Przecież ty
                jesteś z facetem, który zdradzał swoją żonę (poprzednią). Ciebie też
                może zacząć zdradzać. Ale zapewniam cię, że są tacy mężczyźni jak
                ojciec autorki wątku. Mój ojciec był taki.
                • lisbeth25 lipcowa 27.10.09, 13:17
                  Lipcowa, to Ty jesteś drugą żoną jakiegoś faceta? Moje ubolewanie.
                  • majenkir lisbeth25 27.10.09, 13:34

                    lisbeth25 napisała:
                    > Lipcowa, to Ty jesteś drugą żoną jakiegoś faceta? Moje ubolewanie.

                    A z jakiegoz to powodu tak ubolewasz????
                    Ja jestem druga zona i sama sobie zazdroszcze tak cudownego meza smile.
                    • lisbeth25 Re: lisbeth25 27.10.09, 13:42
                      Bycie drugą żoną to dla mnie porażka. Zasługuję na to by być pierwszą
                      żoną i taką jestem. Nie zbieram resztek po innych kobietach. Ale co kto
                      woli.smile
                      • deodyma Re: lisbeth25 27.10.09, 14:08
                        ale to chyba zalezy tez duzo od tego, czemu jestes ta druga zona?
                        nie przyszlo to nigdy do Twojej pustej glowki?



                        P.S.
                        czy Ty lisbeth25 nie oglaszasz sie przypadkiem na jednej ze stron
                        malopolski, ze szukasz meza, cudzoziemca, za konkretna kase???
                        dziwny zbi9eg okolicznosci z tym nickiem lisbth 25.
                        nie sadzisz?big_grin
                        • deodyma Re: lisbeth25 27.10.09, 14:09
                          lisbeth25-mialo bycsmile
                        • lisbeth25 Re: lisbeth25 27.10.09, 14:13
                          Taa, zrób research w necie, znajdź wszystkie nicki lisbeth25 albo
                          podobne, może okaże się jeszcze coś ciekawszego. Jak fajnie, że nie
                          masz swojego życia i musisz przeszukiwać cały net, żeby mnie śledzić.
                          Na n-k zaglądałaś?smile
                          Do twojej pustej główki: wybrałam pierwszy lepszy nick z netu, bo nie
                          dało się zarejestrować na takich, jakich chciałam.

                          Co do drugiej żony- no cóż, tak jak pisałam, każdy ma to co lubi.
                          • deodyma Re: lisbeth25 27.10.09, 14:20

                            -lisbeth25 napisała:

                            > Taa, zrób research w necie, znajdź wszystkie nicki lisbeth25 albo
                            > podobne, może okaże się jeszcze coś ciekawszego. Jak fajnie, że
                            nie
                            > masz swojego życia i musisz przeszukiwać cały net, żeby mnie
                            śledzić.
                            > Na n-k zaglądałaś?smile




                            dziwne tylko, ze w internecie nie ma nikogo innego o nicku deodymasmile
                            oczywiscie to nie ty sie oglaszasz i nie ty szukasz sobie meza,
                            cudzoziemcasmile
                            komu ty dziewczynino mydlisz oczy?
                            jsli rzeczywiscie szukasz sobie tego cudzoziemca, to ja sie nie
                            dziwie, skad w twoich postach tyle jadu, goryczy i czemu wszystkim
                            dookola wspolczujesz, bo ciezki musi byc twoj zywot na tej pieknej
                            planeciebig_grin


                            -> Do twojej pustej główki: wybrałam pierwszy lepszy nick z netu, bo
                            nie
                            > dało się zarejestrować na takich, jakich chciałam.



                            tak tak, oczywisciebig_grin
                            tak to sobie tlumaczsmile

                            Co do drugiej żony- no cóż, tak jak pisałam, każdy ma to co lubi.
                            >




                            rozumiem, ze Ty niedlugo bedziesz miala drugiego meza, czyli
                            bedziesz tymi "resztkami"big_grin


                            mój suwaczek
                          • meduza7 Re: lisbeth25 30.10.09, 23:38

                            Lisbeth, nie bądź taka wyrywna z tym potępianiem drugich żon, bardzo Cię proszę.
                            Wychowała mnie macocha, gdyż moja mama zmarła, gdy miałam trzy lata. Dzięki niej
                            miałam normalny, pełny dom, mam rodzeństwo. Czy teraz powinnam prychnąć z
                            pogardą "phi, zbierała resztki po innej kobiecie"?
                        • echtom Re: lisbeth25 27.10.09, 14:15
                          Lisbeth ewidentnie stworzyła na forum swój wizerunek wirtualny - czasem nawet myli się w szczegółach smile
                          • lisbeth25 Re: lisbeth25 27.10.09, 14:19
                            Kolejna kłamczuszka? Jakich szczegółach?
                            Jakie to żałosne i śmieszne, że jesteście tak słabe że musicie się
                            jednoczyć w walce ze mną.smile
                            • deodyma Re: lisbeth25 27.10.09, 14:23

                              --> Jakie to żałosne i śmieszne, że jesteście tak słabe że musicie
                              się
                              > jednoczyć w walce ze mną.smile





                              czy ktos tu sie z kims jednoczy, sierotko???
                              ty za cienka jestes na to, zeby choc z jedna osoba prowadzic
                              konwersacje na temat swojej wirtualnej postaci, jaka tu stworzylasbig_grin
                              oczami wyobrazni widza ta twoja firme, ciebie, jako dyrektorke tej
                              firmy i to zycie z odsetek, jakie to rzekomo prowadzisz.
                              no coz, narzenia nic nie kosztuja...

                              mój suwaczek
                              • lisbeth25 Re: lisbeth25 27.10.09, 14:26
                                To, że tobie się nie udało i żyjesz z kasy faceta, nie znaczy, że każdy
                                ma tak beznadziejne życie.
                                • deodyma Re: lisbeth25 27.10.09, 14:31
                                  ojojoj...
                                  ales mi dopieklasmile
                                  zaraz sie rozplacze z niemocy i zalu nad swym zmarnowanym zyciem!
                                  co do beznadziejnego zycia, twoje musi byc wyjatkowo beznadziejne,
                                  co po postach zreszta widacbig_grin


                                  P.S.
                                  no to zglosil sie juz jakis cudzoziemiec?
                                  • lila1974 lisbeth25 i deodyma 27.10.09, 14:51
                                    Kontynuujcie tę pogawędkę poza forum - od tego jest poczta.

                            • echtom Re: lisbeth25 27.10.09, 17:36
                              > jesteście tak słabe że musicie się
                              > jednoczyć w walce ze mną.smile

                              Nie musimy - każda się tym bawi na własną rękę smile

                              A co do meritum - w jednym wątku deklarujesz wstręt do macierzyństwa, w innym piszesz, że jesteś matką adopcyjną. Ciekawe, jak przy takiej fobii przeszłaś testy psychologiczne? smile
                              • gryzelda71 Re: lisbeth25 27.10.09, 18:44
                                Nie jest matką adopcyjną.Pisała,że:opiekujemy się nastolatkiem-bratem mojego męża.
                                • deodyma Re: lisbeth25 27.10.09, 18:53
                                  tak naprawde to nie wiadomo, kim jest nasza droga lisbeth25smile
                                  lecz wiemy, ze ma ciezkie zycie, potrafi wczuc sie w sytuacje innych
                                  kobiet i gleboko im wspolczujebig_grin
                                  do tego stopnia, ze chce wziasc slub z obcokrajowcem w zamian za
                                  pieniadzebig_grin

                                • echtom Re: lisbeth25 27.10.09, 18:58
                                  Czyli potwierdzasz, że gubi się w konfabulacji:

                                  forum.gazeta.pl/forum/w,567,100179470,100184250,Re_Niedozywione_dzieci_.html
                                  • gryzelda71 Re: lisbeth25 27.10.09, 19:00
                                    Ty spryciulo...wczoraj to samo wyciągnełam,to odpisała to co juz napisałam.
                                    • suazi1 Re: lisbeth25 27.10.09, 22:06
                                      Dajcie sobie spokój z tą kobietą (o ile to kobieta! smile). To troll
                                      jakiś...

                                      "Ja nie zupa pomidorowa, nie każdy musi mnie lubić!!!" by pJ
                      • zonka77 ja też jestem drugą zoną ;) 27.10.09, 14:33
                        ale nie postrzegam mojego męża jako resztki po kimś smile Raczej jak bardzo
                        apetyczny kąsek smile
                        Ale fakt że w rozpadzie małżeństwa i jego zakończeniu nie uczestniczyłam (męża
                        poznałam PO rozpadzie - w trakcie jego rozwodu ale oczywistego rozwodu - jego ex
                        była z innym wtedy)
                        Ja tam wiem że i mężczyzna i kobieta mogą zdradzać ale wierzę i mam nadzieję że
                        kiedyś powiem (jak już będę stara) że z własnego doświadczenia wiem ze nie każdy
                        zdradza.

                        PS: mój mąż NIGDY nie nazwał mnie drugą żoną. Zawsze mówi o mnie moja żona.
                        JEDYNA smile
                      • sueellen Re: lisbeth25 27.10.09, 23:10
                        A ja nie jestem żoną ani pierwszą, ani drugą ani dziesiątą bo nie jestem w ogóle
                        żoną! I nic mnie nie obchodzą eks mojego faceta tak długo jak są eks nie mają
                        żadnego wpływu na na teraźniejszość. Tak samo mojego mężczyznę nie obchodzą moi eks.

                        Ile lat miał Twój mąż kiedy Cię poznał?
                        Mój partner miał 33 lata. Jak Jezus Chrystus - przez ten czas można naprawdę
                        dużo przeżyć.
                      • klubikowa Re: lisbeth25 29.10.09, 12:58
                        A wdowca też uważasz "za resztki" po innej kobiecie? A rozwodnika,
                        którego zdradziła kobieta? Ciekawe masz podejście....Poza tym, nie
                        do końca masz pewność, że zawsze bedziesz tą jedyną, bo jednak za
                        swojego męża decyzji do końca nie podejmujesz wink
                      • japoneczki Re: lisbeth25 29.10.09, 15:00
                        lol... ale tekst. rozumiem, że męża też rozdziewiczyłaś, żeby resztek
                        nie zbierać - gratuluję!

                        jej, skąd się takie baby biorą??? brrr...
                      • wilma.flintstone Re: lisbeth25 30.10.09, 14:03
                        lisbeth25 napisała:

                        > Bycie drugą żoną to dla mnie porażka.

                        Ooooo, ciekawa teoria. A posiadanie drugiego meza? Tez porazka czy
                        dowod, ze sie ma branie? Chetnie poczytam, bo ja akurat tak mam.
                      • quba Re: lisbeth25 30.10.09, 16:55
                        lisbeth25 napisała:

                        > Bycie drugą żoną to dla mnie porażka. Zasługuję na to by być
                        pierwszą
                        > żoną i taką jestem. Nie zbieram resztek po innych kobietach. Ale
                        co kto
                        > woli.smile

                        No tu przegięłaś -


                        Mąż drugiej żony jest człowiekiem, a nie resztką po innych kobietach.
                        Swoją drogą wspólczuję twojemu męzowi, ze traktujesz go jedynie
                        instrumentalnie, a nie uważasz za osobę.
                        Poza tym nie wyśmiewaj się z tego że inni ludzie zyją inaczej niz
                        ty, bo nie masz do tego zadnego prawa.
                      • takajatysia Re: lisbeth25 31.10.09, 11:09
                        no ja bym tam wolała byc drugą żoną sensownego mężczyzny niż pierwszą byle kogo.
                        Ważne bym była najważniejszą. Co to w ogóle za głupie podejście z tym
                        pierszeństwem? I po co?
              • sanna.i Re: oj lipcowa 29.10.09, 16:25
                A jak kobieta pracuje to mąż jej nie zdradza? Skończmy z tymi idiotyzmami,
                wykreowanymi w durnych łbach. To zależy od faceta. Od kobiety. Od związku. Są
                niepracujące nie zdradzane i pracujące zdradzane. I odwrotnie. Finito.
                Zaś post autorki mnie wzruszył szczerze, bo pomijając sprawę "pracuje/nie
                pracuje" daje po oczach wielka miłość do rodziców.Super.
            • lila1974 zonka77 27.10.09, 10:57
              Bardzo mi się podoba to co napisałaś o swoim tacie.
              I popieram Twoją wiarę w niego - ja tak bezwarunkowo wierzę w swojego.
              Dzięki jego miłości okazywanej mamie wierze, że małżeństwa mogą być szczęsliwe.
              • zonka77 Re: zonka77 27.10.09, 14:34
                o, ja też tak mam. Nawet często mawiamy z bratem że pomijając wybory życiowe
                rodziców oboje mamy nadzieję mieć takie małżeństwa jak nasi rodzice (tak się kochać)
            • japoneczki Re: oj lipcowa 29.10.09, 14:58
              fajnego masz tatę wink oczywiście, zawsze znajdzie się cały zastęp ludzi,
              którzy będą twierdzić, że Ci się tylko wydaje... bo jak się na codzień
              nie przebywa z uczciwymi ludźmi i samemu nie jest się siebie pewnym, to
              łatwo wątpić w to, że ktoś może poprostu bezwarunkowo kochać i nie zdradzać wink a to się widzi na codzień, w gestach, w tym, jak się mówi,
              myśli o drugiej osobie... ja nie mam ojca, ale takiego właśnie
              chciałabym mieć smile
      • zonka77 Re: no wybacz 27.10.09, 09:57
        przecież napisałam na początku:
        "Chciałabym napisać co z życia mojej mamy zgadzało się ze
        stereotypami a co nie:"
      • lilka69 lipcowa 27.10.09, 10:32
        zdajesz sobie sprawe, ze wlasnego meza tez NIE mozesz byc pewna? nie siedzisz w
        koncu w jego rozporku. nie wszyscy mezczyzni zdradzaja a jezeli ty tak myslisz
        to wspolczuje ci ciaglego czekania az twoj maz cie wreszcie zdradzi. moze
        aktualnie z coreczi sie cieszy, tobie mowi slodkie slowka" jaka to wspaniala
        rodzine tworzycie" a na boku uprawia z kims wesolo seksik?
    • bazylea1 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 09:58
      moja mama sama mnie przestrzega żebym nigdy nie rezygnowała z pracy.
      cytuję "żebyś nie skończyła tak jak ja".
      żal zmarnowanych zdolności, jest bardzo inteligentna a nawet nie
      zrobiła dyplomu. siedzenie w domu ją rozleniwiło, przy małych
      dzieciach jest dużo roboty ale potem już wcale nie.
      małżeństwo się rozpadło, chyba z powodu innych przyczyn niż
      niepracowanie mamy. z domu pamiętam kłótnie o pieniądze,
      postanowiłam wtedy nigdy nie być zależna od kogoś finansowo
      [poprawka - dopuszczam urlop wychowawczy ale nie dłużej, tak aby nie
      spalić za sobą mostów zawodowych].

      mam porównanie z teściową która zawsze pracowała - mm wcale nie ma
      gorszego z nią kontaktu. a jeśli chodzi o chęć zaopiekowania się na
      starość, to bardziej kwestia charakteru osoby którą miałabym się
      zaopiekować niż tego czy pracowała czy nie.
      • zonka77 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 10:04
        charakter też ale moim zdaniem bardzo dużo znaczy wychowanie. I to wcale nie
        rozpieszczenie na maxa, dawanie wszystkiego i rozpływanie się nad dzieckiem i
        życie dla niego całe życie i zrobienie z dziecka roszczeniowego egoisty ale
        ogromna miłość + wymagania, obowiązki i nauczenie empatii.
        Ale to temat na osobny wątek smile
        • zocha16 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 10:28
          moja mama siedziała w domu do czasów mojego liceum (2 klasa),
          później po rozwodzie pracowała - prowadziła swój własny biznes.
          Pomimo bycia kurą domową przez tyle lat - zawsze była bardzo zadbana
          i elegancką kobietą, nie wyszła po bułki do sklepu jak nie miała
          zrobionych paznokci. Rano na śniadanie nas budziła jak sama była w
          pełni gotowa (ubrana, umalowana, fryz zrobiony), nie przypominam
          sobie abym kiedykolwiek widziała ja w tzw. pieleszach, czy wałkach
          na głowie.

          Uwielbiałam wracac ze szkoły i przesiadywać z nia w kuchni jak
          gotowała, zawsze sobie gadałysmy.
          Uwielbiałam jak przychodziła do mnie do szkoły bo nawet jak było to
          juz liceum zawsze budziła zachwyt.

          Wpoiła mi natomiast jedno do głowy - pamietaj abys nigdy nie była
          zalezna od mężczyzny. Jeśli nie ułozy Ci sie w związku a ty będziesz
          kobieta niezależną, po prostu weźmiesz walizki i nie oglądając sie
          za siebie bedziesz mogła odejść (bo będziesz niezależna i samo
          wystarczalna) - sprawdziło sie to w moim przypadku kilka lat
          później.

          Pomimo, że zawsze była piękną, zadbaną i zwracająca na siebie uwagę
          kobietą - została zdradzona.
          Tak więc w tym przypadku stereotyp nie zadziałał.
    • kropkacom Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 10:24
      Mama przez wiekszość życia nie pracowała zawodowo. Prowadziła dom. Teraz ma
      ponad pięćdziesiąt i znowu chwilowo nie pracuje. Ojciec matki nie zdradził.
      Kocha ją bardziej niż ona go. Nie zaniedbała się, wygląda rewelacyjnie. Uczyła
      się ciągle języków obcych, malowała i nadal to robi. Czy żałuje czegoś? Pewnie
      tak. Jak każdy. Mamy z mamą częsty kontakt. Kilka razy przechodziła niestety
      załamania nerwowe (przyczyn należy szukać chyba już w dzieciństwie).
      • kropkacom Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 10:31
        Z obserwacji widzę że najlepszy kontakt z własnymi dziećmi i wnukami mają te
        okropne kury domowe. Najgorszy mamy jedynaków które zamiast rodziny stawiały
        zawsze pracę na pierwszym miejscu.
        • zonka77 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 10:53
          hehe to może u mnie nie będzie tak źle bo mam dwójkę a praca na pierwszym
          miejscu nie jest wink

          Ja nie piszę że kury domowe są okropne. Moja mama nie była okropna, była
          kochana. Ale jestem ciekawa jak to widzą dzieci. Ja kocham mamę bardzo ale mam
          swoje zdanie na temat jej drogi życiowej. Oczywiście że to był jej wybór i nie
          dogadywałam jej ani nie mówiłam że źle zrobiłam. Tylko patrząc na nią sama
          wybrałam inną drogę - świadomie. Mimo że było mi bardzo dobrze kiedy byłam
          dzieckiem.
          • zonka77 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 10:58
            a po zastanowieniu się dodam że z tym kontaktem to jest różnie. Najgorszy
            kontakt ze swoją mamą ma moja koleżanka której mama nie potrafi odbyć nawet
            jednej rozmowy bez wypominania że życie dla niej poświęciła, że figurę przez nią
            straciła, że nie pracowała żeby jej było dobrze itp. Ale z drugiej strony moja
            mama też nie pracowała a kontakt miałyśmy super. Chociaż się nie zgadzałyśmy w
            większości tematów to jednak kochałyśmy się bardzo, tęskniły, gadały duuużo
            (sprzeczały też ale mogłam mamie wszystko powiedzieć i zawsze na nią liczyć, zawsze)
          • kropkacom Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 11:01
            W domu byłyśmy trzy siostry i każda wybrała trochę inna drogę życiową. Także
            przykład mojej matki chyba średnio zadziałał jakby nie patrzeć. smile Ja w swoim
            życiu nie chciałam powielać pewnych rzeczy ale nie związanych z pracowaniem w
            zawodzie czy na odwrót tongue_out
          • babcia47 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 12:47
            > Ja nie piszę że kury domowe są okropne.
            bycie kura domowa to moim zdaniem nie sposób spędzenia swojego
            zycia "zawodowego" a mentalność..moja mama pracowała praktycznie
            przez całe zycie, ja byłam jedynaczką rzucaną po placówkach,
            karmiona w stołówkach, nie miała też zaciecia do jakis prac domowych
            ale mentalnie jest taka "kurą domową" bez własnego życia,
            zainteresowań, pasji, nawet specjalnych umiejętnosci, sfrustrowana i
            roszczeniowa, zazdrosna wobec wszystkich o wszystko, ciągle
            wypominajaca jak to sie "paswięcała", choc z pespektywy swojego
            życia moge terac ocenić, ze miała swoje usłane różami i to pod
            każdym względem..czy ojciec ją zdradził nie wiem ale bywała
            szaleńczo zazdrosna, szczególnie o efektowne, inteligentne kobiety
            jednak nie było to impulsem by zrobić coś "ze sobą", całe zycie
            upływa jej pod hasłem "co ludzie powiedzą" i zawsze była gotowa
            poswięcić na tym ołtarzu nawet mnie, nie widząc w tym nic
            nieodpowiedniego, nie rozumie "żartów", wszystko bierze do siebie
            tak, ze kazdy musi uważać co do niej mówi i nigdy nie wiadomo jak to
            zinterprettuje, zaowocowało to tym, ze dość szybko ze sobą
            straciłyśmy kontakt a raczej poza moim okresem wczesnodzieciecym
            nigdy go nie było, teraz z nią utrzymuję kontakty z
            obowiązku..niewiele mnie nauczyła, niczego nie wytłumaczyła..nawet w
            momencie dojrzewania to ojciec kupował mi ksiązki na ten temat, jej
            sposób patrzenia na życie wywołuje we mnie nieustanny szok i
            zdziwienie, ma mentalnośc egzaltowanej pensjonarki a świat okresla i
            ocenia nie na podstawie doświadczeń a swoich wydumanych wyobrażeń,
            nigdy np.nie interesowała się rozwojem dziecka, nie szukała wiedzy,
            polegała tylko na tym co jej kolezanki powiedziały a potem
            eksperymenbtowała na mnie sad..wymysla sobie przyczynę jakiegos
            zdarzenia i każe sie tłumaczyc z własnych na ten temat wyobrazeń,
            udowadniać, ze nie jest się wielbładem, ojcu tez ciagle urządzała
            takie jazdy, w wielu sprawach, nawet gdy jej "zarzuty" były
            bezsensowne i nielogiczne..często się zastanawiam czy nie przespała
            swojego życia a w sumie była "między ludźmi" co prawda w dośc
            hermetycznym środowisku (jedna firma, placówki w dwóch miastach,
            jedno b.duze) ale jednak jakis tam status zawodowy osiągnęła..Myslę,
            ze takich klasycznych, stereotypowycch kur domowych juz się prawie
            nie spotyka, może wśród kobiet z pokolenia mojej mamy.. ale mozna je
            tez spotkać wśród ich rówiesniczek, które przepracowały całe życie w
            zawodzie, który nie wymagał szcególnego dokształcania się,
            zasklepionych na pracy, domu, dzieciach i mających nadzieje, ze
            wszystko w ich zyciu ułozy sie "samo", po bożemu i nie zauważających
            jak świat wokół się zmienia
            • echtom Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 13:36
              > które przepracowały całe życie w zawodzie, który nie wymagał szczególnego dokształcania się, zasklepionych na pracy, domu, dzieciach i mających nadzieje, ze wszystko w ich życiu ułoży sie "samo"

              Trochę jak moja mama - choć mnie, jedynaczki, nie rzucali po świetlicach i stołówkach, bo do końca mojego liceum była w domu pełnoetatowa gosposia. Mama też nie jest kurą domową, bo zajmowanie się domem traktowała zawsze jak zło konieczne i niestety wsączyła mi od dziecka to nastawienie (dopiero kontakt z teściową uświadomił mi, że ugotowanie obiadu dla rodziny może być źródłem radości i spełnienia, a nie pańszczyzną). Ale właśnie brakowało jej w życiu prawdziwej pasji - lubiła swoją pracę, nawet coś w niej osiągnęła, niemniej po przepisowym odpracowaniu 8 godzin wracała do domu, jadła obiad i kładła się na kanapie z książką, bo czytanie było praktycznie jedynym jej zainteresowaniem. I tak żyła od-do, sumiennie wykonując obowiązki i oplatając się emocjonalnie jak bluszcz wokół rodziny. I była nieszczęśliwa, że rodzina (mąż i córka) żyje aktywnie, zamiast poświęcać jej więcej czasu. I tak jest do dziś, kiedy zostałam tylko ja (i te okropne wnuczki, które zabierają mój cenny czas, który mogłabym spędzić z nią).
              • babcia47 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 13:54
                kładła się na kanapie z książką
                > , bo czytanie było praktycznie jedynym jej zainteresowaniem.
                moja ograniczała się do właczenia tekewizora..a kupowanie książek
                (pasja ojca i moja) uwazała za wyrzucone pieniądze, czytanie strate
                czasu..w domu szanowała tylko ładne grube ksiązki (encylkopedie,
                albumy) ustawione w regale..na widoku, by goscie podziwiali
                I tak żyła od-do,
                > sumiennie wykonując obowiązki i oplatając się emocjonalnie jak
                bluszcz wokół ro
                > dziny. I była nieszczęśliwa, że rodzina (mąż i córka) żyje
                aktywnie, zamiast po
                > święcać jej więcej czasu. I tak jest do dziś, kiedy zostałam tylko
                ja (i te okr
                > opne wnuczki, które zabierają mój cenny czas, który mogłabym
                spędzić z nią).
                ..jakbym czytała o swojej, tyle, ze w pewnym momencie moja próbowała
                zawłaszczyć sobie moje dzieci..potrafiła posunąc się nawet do
                obmawiania mnie i bezpodstawnych oskarżeń, czym zraziła wnuki na
                dobre..utrzymuja kontakt tez z obowiązku i z obawą, bo wiedzą na co
                ją stać byle osiągnąć wymarzony cel, stac się osrodkiem
                zainteresowania..ale jednak jest jedna pasja w jej zyciu namietnie
                pielegnowana od jakiegos czasu..leczenie urojonych lub wręcz
                wymyslonych chorób..to chęc wywołania zainteresowania i poczucia
                winy, rrobi duzo szumu wokół siebie, "umiera", ma miec
                opieracje..niestety w dobie internetu mozna sprawdzić wyniki,
                dowiedziec się o chorobach, objawach..no i jakoś operacje okazuja
                się niepotrzebne a wyniki wykazują dobry stan lub niewielkie
                odstępstwa od normy. Ostatnio wymysliła sobie reumatyzm..zazyczyła
                sobie stałej opieki, bo jest niedołezna i niesamodzielna..ale w
                cierpiętnictwie długo nie wytrzymała..teraz ma mieć wycinany
                woreczek żółciowy..gdy spytałam o powód zaczeła kręcić, ze jeszcze
                musi zasięgnąc konsultacji itd. Najgorsze, że przestaję już reagować
                a kiedyś może się okazac, ze będzie faktycznie chora..
            • princess_yoyo Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 16:54
              wow, jakbym czytala o wlasnej matce, do tej pory myslalam ze jest
              ona jedynym takim przypadkiem (wlacznie z urojeniami i oznakami
              lekkiej choroby psychicznej). wpolczuje.
        • 18_lipcowa1 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 10:53
          kropkacom napisała:

          > Z obserwacji widzę że najlepszy kontakt z własnymi dziećmi i
          wnukami mają te

          no tak bo co innego maja do roboty w zyciu? NIC.
          • kropkacom Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 11:03
            Mało wiesz o życiu dziecko. To do Lipcowej.
            • embeel Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 11:09
              Kropko, ciekawa jestem twoich obserwacji ad. jedynakow. Mozesz rozwinac?
              Bo widzisz, ja jedynaczka pelna beda, ale nie czuje sie nieszczesliwa, a mama
              nigdy nie stwiala pracy na pierwszym miejscu, ale dom i rodzine.
              • kropkacom Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 11:20
                Spostrzeżenia są takie że matki znanych mi jedynaków z mojego pokolenia nie mają
                jakiś ciepłych stosunków ze swoimi dziećmi i mimo własnej absorbującej pracy
                uzurpują sobie prawo do wtryniania się w ich życie. Jak córka stwierdziła że
                chce trójkę dzieci (stać ją) to matkę o mało szlag nie trafił smileI też mnie to
                dziwi bo wydawało by się że ktoś kto nie koncentrował się na rodzinie nie
                powinien tworzyć takich problemów.
                • 18_lipcowa1 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 11:29
                  Zadziwiajaco duzo wiesz o zyciu kropko.
                  • arwena_11 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 12:03
                    Moja mama była w domu zawsze. Było posprzątane, ugotowane itd. Miała
                    dla mnie zawsze czas. Była i nadal jest zadbana. NIe była zwykłą
                    kurą domową. Nie pracowała po prostu na etacie, bo miała za twardy
                    kręgosłup i nie potrafiła ugiąć karku przed przełożonymi z
                    partyjnymi plecami, ale bez podstawowej wiedzy. jak wcześniej było
                    to nie pamiętam, ale jak byłam w drugiej klasie podst. mama zaczęła
                    prowadzić własną działalność. Była obrotna, miała wiedze i
                    umiejętności. Łączyła to wszystko z zajmowaniem się domem. Pracowała
                    po nocach, a w dzień miała czas dla mnie.
                    Do dziś pamiętam, jak połowa klasy w podstawówce przychodziła po
                    lekcjach do mnie. Jedlismy zupe, odrabialiśmy lekcje, mama z nami
                    rozmawiała o pierwszych miłościach, problemach itd. Wszyscy mi wtedy
                    zazdrościli.
                    Jak poszłam do liceum, akurat zmienił sie nam ustrój i mama mogła
                    wrócić do wyuczonego zawodu, ale też w ramach własnej działalnosci.
                    Sprawiła, że mój tata się przebranżowił i prowadzą razem firmę już
                    ponad 15 lat.

                    Tata tez mamy nigdy nie zdradził, i ja to wiem. Za bardzo był
                    zazdrosny o mamę, aby patrzeć na obce baby. Poza tym, na delegacje
                    nie wyjeżdżał , po pracy wracał do domu, to niby kiedy? Jak pracował
                    na etacie to były czasy, gdzie nie było nadgodzin, nie miał
                    sekretarki, a kierował męskim zespołem. Potem to już cały czas
                    pracują razem.

                    Ja z mamą mam super kontakt, co łamie steerotyp jedynaczki. Widzimy
                    się codziennie, razem pracujemy, moje dzieci uwielbiają babcie i
                    dziadka zresztą też. Moje dzieci też widują się z moimi rodzicami
                    codziennie, wyjeżdżają na wakacje, nocują u nich.

                    A ja powielam model mojej mamy. Mam to szczęście, że nie muszę
                    pracować, bo mąż zarabia super, ale lubię swój zawód. Pracuję z
                    rodzicami, co daje mi możliwość bycia na bieżąco z zawodem, ale nie
                    zabiera czasu rodzinie. Po południu wożę dzieci na zajęcia,
                    rozmawiam z nimi, pomagam w lekcjach. Nie zarabiam dużo, ale też nie
                    to jest moim celem, bo stać nas właściwie na wszystko.
                    • 4nt Re: dziecko kury domowej 30.10.09, 10:16
                      Przyjemnie się czyta o takiej rodzinie. Ja jeszcze mamą nie jestem, ale przez
                      pracę w domu - mam swoją firmę - uważam się za kurę domową. Jeśli moje przyszłe
                      życie wyobrażam sobie w jakiś tam sposób, to właśnie w taki, jak życie Twojej mamy.
                      Żeby dojść do tego, do czego doszli Twoi rodzice potrzeba ogromnej siły
                      charakteru i samozaparcia. Jest to wysiłek, na który nie wszystkich stać. Stąd
                      biorą się te stereotypowe "kury" - rozgoryczone, zaniedbane. Ja na razie
                      próbuję, staram się i uczę. A co będzie dalej - zobaczymy.
                • echtom Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 11:53
                  Jak córka stwierdziła że
                  > chce trójkę dzieci (stać ją) to matkę o mało szlag nie trafił smile

                  Jakieś mi znajome big_grin
        • na_pustyni Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 13:39
          Najgorszy mamy jedynaków które zamiast rodziny stawiały
          > zawsze pracę na pierwszym miejscu.

          to nie można być mamą jedynaka i kurą domową?
          bycie kurą domową z buta zakłada wielodzietność?
        • lucusia3 Re: dziecko kury domowej 29.10.09, 22:17
          > Z obserwacji widzę że najlepszy kontakt z własnymi dziećmi i wnukami mają te
          > okropne kury domowe. Najgorszy mamy jedynaków które zamiast rodziny stawiały
          > zawsze pracę na pierwszym miejscu.
          Moim zdaniem nałożyły Ci sie dwia modele, oba destrukcyjne:
          1. Kura domowa żyjąca życiem dzieci
          2. Egoistka, która urodziła dziecko, żeby : znajomi nie mówili, mąż się upierał, nie wypada nie mieć dzieci, wpadła.
          Moja mama była kurą domową, która przerwała studia jak wychodziła za mąż - rocznik przedwojenny, wtedy tak wypadało w dobrym domu, pracowała krótko i całe życie o tym wspominała. Prowadziła razem z ojcem firmę, ale nie była niezależna, nic nie szło wyłącznie na jej konto i w firmie ojciec był bardziej widoczny, choćby sobie sam nie poradził. Mama zawsze czuła się mniej ważna, mniej wartościowa, musiała wiele sobie i innym udowadaniać. Zadbana była zawsze i mimo, że była starsza od mam moich koleżanek (jestem spóźnionym egzemplarzem) byłam z niej dumna.
          Ja pracuję, troche siedziałam w domu, gdy dzieci były mniejsze, ale nigdy tak zupełnie - tu zajmowałam sie trochę nauką, tu pracowałam w wolnym zawodzie. Gdy dzieci były już w podstawówce rzuciłam się do pracy na całej linii. Mimo to mam doskonały kontakt z moimi dziećmi i wydaje mi się, że więcej z ich problemów rozumiem niż rozumiała moja mama. Ona jednak żyła za szybą, nie musiała tak walczyć o swoje jak ja i jej nie dotyczyło układanie się w grupie, z szefostwem, z przyjaciółmi, z rywalami w firmie. Moje życie ma więcej wspólnego z życiem dzieci (szkoła to dośc brutalny kawałek świata), niż życie mojej mamy z moim. Wielu rzeczy nie da się wytłumaczyć.
          Co innego wyłączne skupienie na pracy, czy wyłącznie na rodzinie, co innego życie pełnią życie - z pracą, z rodziną, z przyjaciółmi. Ja wolę mieć frajdę z dobrze wykonanej roboty,niz idealnie wysprzątane mieszkanie. To daje więcej wspólnych tematów z dziećmi.
    • lila1974 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 12:21
      Moja mama przestała pracować, gdy ja miałam 4 lata i urodziła się moja siostra.

      Nigdy nie postrzegałam jej jako kury domowej.
      Byłą i jest fajną, energiczną kobietą, która się nie nudzi sama ze sobą ... przy
      ans tym bardziej nie miała szans tongue_out

      Tata za nią przepada. Poznali się jako dzieci i po dziś dzień są ze sobą szczęśliwi.
    • volta2 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 12:58
      to może ja słówko?
      ja byłam dzieckiem nietypowym za sprawą matki
      w latach 70-tych miała już własną firmę, ja jako kilkulatka
      wiedziałam już co to zus i ile kosztuje, paczek z zakładu pracy i
      mikołaja to tylko z opowieści znałam
      w klasie byłam jedynym dzieckiem tak operatywnej kobiety.

      ale wychodziłam sama do szkoły często bez śniadania, coś tam zjadłam
      jak znalazłam jakiś chlebsmile
      w szkole to czasem jabłko miałam, kanapki w sumie też były, nie było
      tak źle
      czasem założyłam brudne ubranie do szkoły, bo było nie naszykowane,
      a nie wiedziałam jeszcze gdzie szukać, albo czyste mi się nie
      podobało

      wracałam do pustego domu po szkole
      rodzeństwa nie mam
      w domu jak już rodzice byli to najczęściej się kłócili o kasę
      matka tak obsesyjnie pracowała i zarabiała, bo nie chciała być
      gorsza od ojca

      jak zasiedziałam się po szkole u koleżanki to do ciemnego wieczora
      nikt się nie zainteresował gdzie jestem, aż rodzice tej koleżanki
      interweniowali...

      nie było tak oczywiście codziennie - ale nader często, matka
      pracowała i w soboty i w niedziele (własna firma)
      czasem miała wolne popołudnia, czasem łikend, ale generalnie było
      źle, ojciec też był zresztą zarobiony.
      w klasie byłam dzieckiem najbogatszych rodziców, kasy miałam jak
      lodu, stać mnie było połowie koleżanek zafundować drożdżówki itp.
      ale pieniądze to nie było wszystko...


      dlatego ja chętnie zostałam z dziećmi w domu, jest spokojnie,
      rodzinnie, mąż o kasę się nie chandryczy a i ja przesadnie nie
      wydaję, wolny czas jest dla mnie mocno najważniejszy.

      no i nie pytajcie mnie o kontakty z moimi rodzicami...
      zostali sami w tej willi o którą zabijali się tak przez całe moje
      dzieciństwo.

      na wakacjach jako rodzina nigdy nie byliśmy, raz jak miałam naście
      lat 2 dni w zakopcu.
      podoba wam się mamy ten opis?
      • lisbeth25 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 13:15
        Taaa, i założę się, że do matki masz żal o to że pracowała, a do ojca
        już nie albo i mniejszy? Widać to z twojego postu. Jakie to żałosne.
      • 18_lipcowa1 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 14:14
        mialas zimny dom i matke pracoholiczke
        nie kazda pracujaca mama to pracoholiczka

        moja zawsze pracowala ''biurowo'', max o 16 byla domu, no nie
        mialam obiadku podanego pod nos, musialam poczekac ta godzinke az
        sie zrobi- no tragedia wielka

        ubranie i tak sobie sama szykowalam- nie bardzo wiem dlaczego
        dziecko chodzace do szkoly nie moze sie samo ubierac?
        sniadanie mialam albo kase zeby sobie kupic- traumy nie mam.


        ja nie wiem czemu niektore panie te biedne matki przez pryzmat
        zarcia postrzegaja....
      • daga_j Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 16:06
        volta, dziewczyny Ci napisały tak nie współczująco, a podejrzewam, że nie łatwo
        było Ci się z tego zwierzyć. Uważam, że Twój przykład pokazuje bardzo dobitnie,
        że rodzice przepracowujący się by mieć "willę" nie dają szczęścia dzieciom. Nie
        o tę willę chodzi w życiu, a o szczęśliwą rodzinę. Wyciągnęłaś wnioski ze
        swojego dzieciństwa i brawo, że w swojej rodzinie nie powtarzasz tego zgubnego
        modelu. Moi rodzice pracowali oboje ale mama z licznymi przerwami na urlopy
        wychowawcze, więc bywała w domu sporo, ale i z kluczem "na szyi" się chodziło.
        Myślę, że pod tym względem miałam normalny dom, i też nie chcę być
        pracoholiczką, chcę mieć czas dla rodziny. Pracuję by żyć, a nie odwrotnie (tzn.
        ja nie pracuję jeszcze ale i tak mam takie hasło wink
    • lisbeth25 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 13:13
      Na szczęście nie jestem dzieckiem kury domowej i nigdy nie chciałabym
      być. Bardzo bym się wstydziła, gdyby moja matka lub ojciec nie mieli
      żadnych ambicji zawodowych i żyli na czyimś utrzymaniu.
    • aagnie.szkaa Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 13:34

      Nie jestem dzieckiem kury domowej, a kobieta majaca za soba
      dziecinstwo z kluczem na szyi, ale znam kilkoro doroslych dzieci
      matek nie pracujacych zawodowo.
      Wszystkie 3 ''kury'' sa juz pod 60-tke, zadbane, madre, pozytywnie
      nastawione, inteligentne, z poczuciem humoru.
      Ich dzieci super wyksztalcone, piastujace wysokie stanowiska,
      bezproblemowe. Z matkami maja wspanialy kontakt, doceniaja to co
      matki robily dla rodziny, doceniaja to, ze mialy cieply, bezpieczny
      dom i mame, ktora zawsze miala dla nich czas i sile.

      Ja na chwile obecna jestem 'kura', ale z tych aktywnych smile. Wlasnie
      robie sobie dodatkowe kwalifikacje, ktore pozwola mi na ''prace z
      domu'' przez kolejne kilka lat, pozniej pewnie zdecyduje sie na
      prace poza domem, ale juz nigdy w pelnym wymiarze godzin.

      Chce byc wypoczeta mama i zona, nie chce sie realizowac zawodowo
      kosztem rodziny.
      • lisbeth25 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 13:41
        > Chce byc wypoczeta mama i zona, nie chce sie realizowac zawodowo
        > kosztem rodziny.

        A jak znosisz to, że Twój mąz chce się realizować zawodowo kosztem
        rodziny?smile
        • aagnie.szkaa Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 14:01

          lisbeth25 napisała:
          > A jak znosisz to, że Twój mąz chce się realizować zawodowo
          kosztem
          > rodziny?smile

          Maz pracuje po 5-6 godzin dziennie, okolo 11 jest juz po pracy.
          Takze realizuje sie zawodowo, ale nie kosztem rodziny smile.
          Na rodzine mamy takie samo spojrzenie- pracowac, by moc zyc, a nie
          zyc by moc pracowac.
          • lisbeth25 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 14:07
            No kosztem, kosztem. Ty nawet godziny nie możesz pracować, bo
            straciłaby na tym twoja rodzina, ale to że mąż pracuje 5,6 godzin
            dziennie, a mógłby spędzać ten czas z rodziną przecież już ci nie
            przeszkadza. Zresztą jak wiadomo, matka pracująca krzywdzi swoją
            rodzinę, ojciec pracuje dla dobra rodziny. Mega, megażałość.
            • gryzelda71 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 14:16
              Nie boli głowa od współczucia?I to uczucie wstydu jak czytasz ileż to kobiet
              jest utrzymankami...Straszne....współczuję
              • lisbeth25 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 14:20
                Przestań w końcu za mną łazić. Zajmij się w końcu obsługiwaniem swojego
                męża, w końcu przecież za to ci płacismile
                • gryzelda71 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 14:22
                  Nie pracuję dla niego.A ty taka zabawna...
            • aagnie.szkaa Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 14:17

              lisbeth25 napisała:

              > No kosztem, kosztem. Ty nawet godziny nie możesz pracować, bo
              > straciłaby na tym twoja rodzina, ale to że mąż pracuje 5,6 godzin
              > dziennie, a mógłby spędzać ten czas z rodziną przecież już ci nie
              > przeszkadza.

              moje dziecko ma rok, od lutego zaczynam prace, ale bede pracowala w
              domu, takze rodzina na tym nie straci. smile

              budzimy sie o 9 rano z corka, takze 2 godz bez tatusia, akurat na
              kapiel, ogarniecie domu i przygotowanie mu sniadanka smile

            • fenced_meadow Re: dziecko kury domowej 29.10.09, 17:26
              Do lisbeth Ty zawsze taka wredna?czy masz dzisiaj zy dzień
    • majenkir Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 13:38

      W podstawowce mialam tylko jedna kolezanke, ktorej mama byla "kura
      domowa". Tak po cichutku strasznie zazdroscilam dziewczynie mamy w
      domu. Wypoczeta, usmiechnieta, obiadek w domu, nie na tej wstretnej
      stolowce. A ja latalam z kluczem, a w domu tylko echo sad.
    • na_pustyni Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 13:40
      a ja tam bym chciała być kurą domową
      a najchętniej emerytką
    • 18_lipcowa1 oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 13:54
      czy pracowaly czy nie?
      Bo takie odnosze wrazenie....
      Czy mialybyscie inne dziecinstwo - zakladajac ze matka to ta sama
      osoba, tylko pracujaca? Inne wartosci by wam wpajala? Inaczej
      tlumaczyla swiat? No prosz......
      Czy inaczej by was wychowywala? Czy to by byloby straszne nie miec
      podanego obiadu tylko poczekac godzinke albo zrobic go z mama?

      Bo jakos tak przez pryzmat tego podanego 3 daniowego obiadu,kapci i
      pomocy w lekcjach patrzycie na niepracowanie waszych matek.
      Czy kochalybyscie je mniej gdyby pracowaly?

      Bo takie opisy sa ''moja mama byla w domu i mi to pasowalo''
      A co mialo nie pasowac? Gdyby chodzila do pracy tez by wam pasowalo,
      bo nie mialybyscie wyboru- taka prawda.

      Moja matka pracowala a ja tez mialam normalny dom, a dla niej
      wieksza ambicja bylo spedzenie z nami czasu jakos ciekawie niz
      podanie parujacego obiadu.
      • gryzelda71 Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 14:13
        > Moja matka pracowala a ja tez mialam normalny dom, a dla niej
        > wieksza ambicja bylo spedzenie z nami czasu jakos ciekawie niz
        > podanie parujacego obiadu.


        A powiesz co robiliscie razem?
        • lisbeth25 Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 14:14
          Może to samo co twój mąż robi ze swoimi dziećmi? A zapomniałam, to
          przecież jest facet, on nie musi mieć czasu dla dziecismile
          • gryzelda71 Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 14:19
            Może i to samo.Chce porównac
        • 18_lipcowa1 Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 14:16

          > A powiesz co robiliscie razem?


          spacery, rowery, basen, wyjazdy nad jeziora/morze, ogladanie filmow,
          kino, wspolne gotowanie/pieczenie ciast, czytanie, pomoc w lekcjach
          ( rzadko bo nie potrzebowalam, ale jak mam wyszczegolnic to prosze )-
          malo ?

          domowe obiadki byly co drugi dzien, bo mamie sie nie chcialo gotowac
          i przynosila kupne pierogi/kopytka itp.- no powinnam miec traume
          normalnie...
          • gryzelda71 Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 14:20
            Czyli norma.Nie widzę nic coby aż tak piać pochwały.
            • 18_lipcowa1 Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 14:26
              gryzelda71 napisała:

              > Czyli norma.Nie widzę nic coby aż tak piać pochwały.

              A czy ja sie chwale albo oczekuje pochwal?
              Pisze tylko ze pracujaca matka tez ma czas dla swoich dzieci.
              Tez okazuje im uczucia.

              I to niekoniecznie w postaci tego nieszczesnego obiadu- bo widze ze
              niektore babki to matki poprzez pryzmat gotowego zarcia postrzegaja.
              • gryzelda71 Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 14:29
                Nie lipcowa,ty za kazdym razem piejesz jakie to dzieciństwo miałaś.Takie jak
                większość,ani lepsze,ani gorsze.
                • 18_lipcowa1 Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 17:34
                  gryzelda71 napisała:

                  > Nie lipcowa,ty za kazdym razem piejesz jakie to dzieciństwo
                  miałaś.Takie jak
                  > większość,ani lepsze,ani gorsze.



                  glupoty klepiesz
              • aagnie.szkaa Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 14:36

                • lisbeth25 Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 14:39
                  Dokładnie tak samo, jak niepracujący ojciec ma więcej czasu dla swoich
                  dzieci niż twój pracujący mąż.
                • 18_lipcowa1 Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 17:35
                  no nie za bardzo
                  zwlaszcza jesli chodza do szkoly

                  to w domu spotykaja sie o tej samej porze
          • kropkacom Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 14:25
            Lipiec, Tobie było git w takiej sytuacji a komuś innemu nie. O co się kłócisz?
            • 18_lipcowa1 Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 14:28


              kropkacom napisała:

              > Lipiec, Tobie było git w takiej sytuacji a komuś innemu nie. O co
              się kłócisz?

              O nic sie nie kloce.
              Pisze tylko ze pracujace matki tez maja czas dla swoich dzieci.
              I ciasto potrafia zrobic.
            • malila Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 27.10.09, 18:45
              Lipcowa się akurat nie kłóci. Tylko bardzo słusznie IMO zauważa, że
              linia podziału między matką dobrą a matką złą nie przebiega w tym
              samym miejscu, co linia podziału między matką zarobkującą i matką
              domową. Kiedy czytałam posty dziewczyn, które niezbyt dobrze, a
              czasem bardzo źle wspominają swoje matki, to nie widzę w nich
              pretensji o to, że te matki pracowały, tylko o to, że były dla
              swoich matek nie tak ważne jak pieniądze, kariera, uroda albo własne
              pielęgnowane latami poczucie krzywdy. Nie o pracę więc tu chodzi, a
              o system wartości i nierozwiązane duże problemy emocjonalne.
      • titta Re: oceniacie wlasne matki przez pryzmat tego 29.10.09, 12:52
        Kochanie, pracujaca mama to nie brak obiadu, a koszmar zlobka,
        zmieniajacych sie opiekunek, zupelnego nie zauwazania problemow itp.
        Oczywiscie dzieci sa rozne, niektore sa niezalezne i przebojowe, a z
        mama kontak beda miec dobry, nawet jak im sie c
        poswieca tylko polgodziny na przemaglowanie co bylo na obiad i na
        zadanie domowe.
    • s.lonko Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 14:52
      "Mnie ten jej
      pobyt w domu był potrzebny może z 5 lat. A ona resztę życia spędziła przez to
      w domu bo nie potrafiła się z tego wydobyć."

      Tak właśnie było u nas. Moja mama na początku chciała pracować (musiała zostać w domu, bo nie udało jej się znaleźć ani miejsca w przedszkolu ani opiekunki), potem urodził się mój brat, a potem nagle okazało się, że już studiujemy, a mama wciąż nie ma powodu by porzucić "kurzenie". Ja od zawsze chciałam, żeby mama poszła do pracy. Zwłaszcza, kiedy oboje z bratem spędzaliśmy już większość dnia w szkole i na dodatkowych zajęciach. Nie chciałam, żeby się dla mnie poświęcała, nie chciałam być centrum jej życia, widziałam w tym spore obciążenie - no bo skoro ona poświęca swoją karierę dla mnie, to musi to dać jakieś efekty, muszę być lepsza niż dzieci pracujących matek, najlepsza (to były tylko moje osobiste lęki, absolutnie nigdy takie słowa nie padły, o poświęcaniu też nigdy słowa nie usłyszałam). Bałam się, co będzie, jak tata straci pracę - wyobrażałam sobie, że będziemy chodzić na zupkę do Caritasu (wiem, głupie, ale wiecie że na dziecięce lęki ciężko coś poradzić). Widziałam, jak stresuje go rola jedynego żywiciela rodziny, rozkręcającego własną firmę w niepewnych czasach - chociaż nigdy mi się do tego stresu nie przyznał (dopiero niedawno, po prawie trzydziestu latach) i na zewnątrz wyglądał na prawdziwego twardziela. Po prostu dzieci czują takie rzeczy - w każdym razie ja czułam i było mi źle, że nic z tym nie mogę zrobić.


      "Moje koleżanki których mamy
      pracowały wcale nie były nieszczęśliwe czy zaniedbane. Te dzieci były też o
      wiele bardziej samodzielne i zaradne życiowo niż ja (ja dorosłam dopiero kiedy
      miałam już dziecko i męża bo wcześniej to dziecko we mgle - emocjonalnie i
      psychicznie kilka razy byłam rozwalona totalnie i nie mogłam pojąć że świat
      nie jest taki milutki i wspaniały jak pod kloszem mojej mamy. "

      U mnie podobnie. Najpierw zerówka, w której zamiast nawiązywać pierwsze przyjaźnie, wyłam że chcę do domu do mamyyyyy. Całe dzieciństwo pod kloszem, którego na pierwszy rzut oka nawet nie było widać, bo zawsze byłam raczej samodzielna, nie potrzebowałam pomocy w lekcjach itp. To był raczej taki klosz emocjonalny - ciężko to opisać, ale na pewno wiesz o co mi chodzi. Mimo, że mama chciała dobrze, starała się nas uczyć życia i samodzielności. Dorosłam, jak wyjechałam na studia do innego miasta - oj, twarda to była szkoła życia. No ale dorosłam, natomiast mój brat nie wyjechał i niestety jest od mamy do dziś okropnie emocjonalnie zależny.


      Nie potrafię Ci odpowiedzieć na pytanie, czy moja mama jest szczęśliwa. Zawsze twierdziła, że tak, ale nie wiem ile w tym było prawdziwego szczęścia, a ile obaw przed zmianą. Podobnie jak Ty, obserwuję u niej zanik tej "odwagi życiowej", plus coś w rodzaju wyuczonej bezradności. I jeszcze coś - jej rada dla mnie brzmi: pracuj, choćbyś miała i 100% pensji oddawać opiekunce. Wzięłam sobie do serca.
      • zonka77 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 21:10
        Wydaje mi się że miałyśmy bardzo podobnie. Ja też jakoś podświadomie czułam że
        muszę być b.dobra też miałam lęki że tata straci pracę albo co zrobi mama ze
        sobą i z nami jeśli tata umrze nagle (tata mojej koleżanki szkolnej zmarł nagle
        i bałam się tego) no i klosz emocjonalny. Wiem że mama chciała dla mnie jak
        najlepiej i wg niej chroniła mnie przed światem ale nie wyszło mi to na dobre.
    • zonka77 dookreslenie co rozumiem przez kurę domową 27.10.09, 14:53
      Pod określeniem "kura domowa" w tym wątku rozumiem kobietę która nie pracuje i
      nie uczy się i jej jedynym zajęciem jest prowadzenie domu i zajmowanie się
      dziećmi. Zaznaczam że ja nie do końca tak to widzę ale chodziło mi tutaj o
      stereotypowe stwierdzenie. Czyli nie wchodzą w to mamy pracujące w domu,
      prowadzące własny interes, studiujące jeszcze. Albo takie które były w domu
      kilka pierwszych lat życia. Tylko takie które nie pracowały CAŁE życie
      dotychczasowe lub już nigdy po urodzeniu dzieci (myślę w tej kategorii o naszych
      mamach to o kobietach pewnie zazwyczaj po 50 r.ż)

      Sama pracuję od ponad 3 lat w domu i uważam to za normalną pracę zawodową
      (tym bardziej że faktycznie pracuję w zawodzie swoim) z tym ogromnym plusem i
      błogosławieństwem ze mogę dzieciom poświęcić sporo czasu a młodszą mieć gdzieś
      tam na oku nawet jak jest z nianią.
      Cieszy mnie ta forma pracy ale gdybym musiała wybierać siedzenie w domu albo
      praca poza domem wybrałabym pracę poza domem.

      Mnie chodziło o takie typowe matki poświęcające życie swoim dzieciom które nie
      potrafiły wyjść poza swój kierat. Które naprawdę swoje życie skupiły na
      dzieciach, domu, porządkach, obiadach i zakupach. Były/są w 100% zależne od
      mężów finansowo.
      • zonka77 kilka pierwszych lat 27.10.09, 14:54
        życia dzieci oczywiście a nie własnego smile
    • mamazuzika Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 15:44
      moja mama byla nauczycielka w czasach prl-u, pracowala po 6-7 godz
      ,zawsze byla zabiegana,na nic nie miala ochoty a ja tak teskinlam za
      mama,ktora czeka na dziecko z obiadem i pyta z ciekawoscia -jak bylo w
      szkole?nigdy bym nie wpadla na to,zeby porownywac kto jest lepszym
      czlowiekiem,pracujacy cyz bezrobotna,czarny czy bialy.kazdy z nas
      odpowie za swoje zycie,kiedy przyjdzie jego pora.zalosna ta wasza
      dyskusja,jedna matka pracowala inna nie pracowala ,a co to ma do
      rzeczy?bycie dobrym czlowiekiem -to jest sztuka.
      • zonka77 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 21:15
        ja nie porównuję. Wręcz przeciwnie - napisałam z ciekawości bo zastanawia mnie
        czy tylko ja mam takie odczucia względem mamy niepracującej czy jest to jakaś
        reguła. Bardzo chciałabym podkreślić że moja mama była WSPANIAŁĄ mamą,
        popełniała błędy jak każdy (jak ja) i bardziej mi chodziło o dowiedzenie się jak
        te mamy które nie pracowały oceniają to po latach, czy uważają że to była
        słuszna decyzja a nie o porównywanie która matka jest lepsza.
        Wg mnie moja mama trochę żałowała chociaż się nie potrafiła przyznać i myślę że
        bywała nieszczęśliwa bo nie miała trochę swojego życia i kiedy dzieci dorosły
        długo była taka trochę zła na swoje życie i było to po niej widać.
    • panirogalik Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 18:24
      A ja jestem dzieckiem kobiety całe życie pracującej. Nie mam z nią prawie
      żadnych wspomnień z dzieciństwa. Pamiętam dziadków, przedszkole, szkolną
      świetlicę, nawet żłobek pamiętam ale matkę słabo. Wiem tylko, ze w złobku i
      przedszkolu chorowałam na co się dało. W domu nie było wspólnych spacerów,
      zabaw, rytuałów bo przychodziła z pracy późno i zmęczona. Brakowało mi jej nawet
      jak byłam nastolatką. Nie miała czasu żeby ze mną rozmawiać i podzielić się
      ”życiową mądrością”. Mi się wydaje, ze gdyby miała dla mnie więcej czasu, lepiej
      bym pokierowała swoim życiem, podpowiedziałaby mi więcej ze swojego większego
      doświadczenia, nie popełniłabym kilku błędów. Nie obwiniam jej o nic, bo ona nie
      robiła tego dla kariery i dla siebie ale z finansowej konieczności. Jej nikt nie
      pomagał (ojciec to jest inna historia). Ale ja bardzo zazdrościłam koleżankom
      które miały niepracujące mamy. Sama pracuję od pełnoletności ale jak urodzę
      dziecko, zamierzam zrezygnować z pracy na jakiś czas, może na stałe jak się wciągnę.
    • mamazuzika Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 21:48
      wiecie teraz to trzeba by zalozyc watek ,ktora mama lepsza?pracujaca w
      biurze czy w sklepie rybnym vel kucharka na stolowce...litosci..
      • baba06 Re: dziecko kury domowej 27.10.09, 23:34
        stawiam,że najlepsza mama to kucharka na stołówce, jest szansa,że przyniesie obiadsmile

        p.s.też uważam wątek za wyjątkowo żałosny, dorosłe kobiety, matki dzieciom, a
        dyskutują o wyższości matki nad matką, a przecież w życiu chodzi o zupełnie coś
        innego......
      • fenced_meadow Re: dziecko kury domowej 29.10.09, 17:32
        Dlaczego ludzie nie czytaja ze zrozumieniem? nie mozesz zrozumiec że komus wcale
        nie chodzi o ocenę?
      • zonka77 ja też proszę : litości 30.10.09, 09:31
        Czytajcie ze zrozumieniem proooszę. Przecież nie o to mi chodziło żeby oceniać
        lub obwiniać o coś matki. Przeczytaj proszę mój poniższy wpis.
    • foczkaka Re: dziecko kury domowej 28.10.09, 17:01
      Moja mama przez jakis czas była matką pracującą - moje dwie starsze siostry
      odchowały sie chodzac do przedszkola i latając z kluczem na szyi. Natomiast ja
      mam mame-kure domową. Gdy brat miał lat 11 a ja miałam 2 lata urodziła się moja
      młodsza siostra - niepełnosprawna i mama siłą rzeczy musiała zostać w domu.

      - tak, mama zaniedbała się fizycznie siedząc w domu, przytyła, nie kupowała
      wielu nowych ciuchów
      - tak, mama zaniedbała się towarzysko - i to nie z własnego wyboru - nie każdy
      chce się przyjaznic z rodzicem niepełnosprawnego dziecka
      - przytłoczona problemami na pewno tez straciła ochotę na zabawy

      Ale:
      - nigdy nie zaniedbała się duchowo/mentalnie. Zawsze wiele czytała, interesowała
      się tym co się w świecie dzieje.
      - Bardzo dbała o atmosferę w domu. I do tego domu I tata i dzieci zawsze chętnie
      wracały
      - Zdarzyło się tak, że gdy mama juz była po pięćdziesiątce moja siostra zmarła.
      Dlatego mama przestała być "uwiązana" do domu. Całkiem dobrze wtedy zaczęła się
      odnajdywac towarzxysko i kulturalnie.

      Mimo że siedzenie w domu nie do końca było jej wyborem, nigdy nie żałowała tych
      lat spędzonych w domu.

      Muszę dodac, że mimo iz mama była w domu przez całe moje dzieciństwo, nauczyła
      mnie samodzielności, nie uwiązała mnie do siebie, wręcz przeciwnie zawsze
      zachęcała by wychodzić, wyjeżdzać, wyprowadzić się, jesli mam na to ochote. Sama
      zawsze myślałam, że chciałabym stworzyć taki dom, jaki stworzyli moi rodzice, że
      właśnie chcę być tą "kura domową". Bo siedzenie w domu nie musi hamować własnego
      rozwoju, natomiast może stworzyć cos niepowtarzalnego, taki azyl dla całej rodziny.
      Dopiero teraz, będac dorosła, widze jakie to bycie kura domowa może być trudne i
      dopiero teraz nie wiem, czy się na to zdobęde.
      Łatwo wyjść do pracy, cześć obowiązków domowych rozłożyć po rodzinie, zrzucic na
      partnera. Natomiast trudno tworzyć taki azyl, oazę, dbać o dom, rodzinę, a
      jednocześnie nie zapominac o sobie, czytać, uczyc się, rozwijac.
    • titta Re: dziecko kury domowej 29.10.09, 12:46
      Trudno mowic co z czego wynika.
      Moja babcia, "kura domowa", byla osoba niezwykle elegancka i
      zadbana. Byla pedantka, ale bardzo ciepla i kochana pedantka. Mama -
      robiac kariere i zajmujac sie domem tyle by sie nie zawalil, dla
      siebie juz nie miala czasu. Ja chyba do dzisiaj nie doroslam, za to
      zal, za pozostawienie samej sobie, mam. Chyba chciala bym byc jak
      babcia. Przeciez "kura domowa" to nie tylko dzieci...
    • 43agawa Re: dziecko kury domowej 29.10.09, 14:22
      Moja mama,choc zawodowo pracowała z przerwami,to bez przerwy starała
      sie łatać domowy budżet w siermiężnych czasach komunizmu,z mężem
      alkoholikiem.Więc była w domu,nie zrobiła kariery.Na latanie po
      salonach kosmetycznych nie bylo wtedy pieniędzy i chyba samych
      salonów tez na lekarstwo.Jednak,chociaż nie miała urody gwiazdy
      filmowej,kasy na super ciuchy,kosmetyczki,itp.-nigdy nie nazwałabym
      jej kurą domową.Wkurza mnie,że zamiast walczyć ze
      stereotypami,zrywać z takim szablonowym postrzeganiem ludzi,ty swoją
      pisaniną jeszcze do tego zachęcasz.Stereotyp kury domowej-dobre
      sobie!Wiesz,że są takie mamy,które nie wracają do pracy po urodzeniu
      dziecka,a zastanawiałaś się,dlaczego,dla ilu z nich to ich świadomy
      wybór,a ile nie wraca,bo nie ma dokąd,zwłaszcza,jesli taka mama ma
      gromade dzieci,jak twoja.Ciekawa jestem,bo o tym juz nie piszesz,jak
      pomagaliście mamie wyjść z impasu,stanąć emocjonalnie na
      nogi,podnieść jej samoocenę.I jeszcze twierdzisz,ze jej pobyt nie
      był ci dłużej potrzebny,niż 5 lat.I pretensje,że przez maminy klosz
      ty miałaś awersje do czynności domowych i mąż musiał cie wyręczać!
      Szok.Naprawde,podejrzewam,że to jakaś prowokacja.Jeśli nie-będziesz
      dla mnie od tej pory uosobieniem egoizmu.
      • zonka77 Re: dziecko kury domowej 30.10.09, 09:41
        Nie mam pretensji. Noż kurcze gdzie ja napisałam że mam pretensje???
        To są fakty: naprawdę to że moja mama pół życia zmywała gary po nas płacząc nad
        tym sprawiło że ja wkroczyłam w życie z postanowieniem że do kuchni wchodzić
        będę jak najrzadziej. Ktoś już napisał że po latach zrozumiał że można ugotować
        obiad dla rodziny z przyjemnością. Dla mojej mamy przez lata był to
        znienawidzony obowiązek. Tata też czasem gotował ale nie bardzo mógł ponieważ
        pracował na 2 etaty. Ja i mój brat nie potrafiliśmy ugotować nawet ziemniaków.
        Mama nas do gotowania nie dopuszczała. Do zmywania tylko mnie ponieważ brat
        udawał że nie potrafi. Mama płakała i zmywała sama. Zresztą moja refleksja
        przyszła kiedy byłam dorosła, jako dziecko czy wczesna nastolatka nie myślałam o
        tym za wiele - korzystałam. Jak każde dziecko. Moja mama miała 2 dzieci, ja
        byłam młodsza. Trzecie dziecko pojawiło się 15 lat po mnie.
        To wszystko sprawiło że moja córka w wieku 8 lat zmywa nie tylko po sobie ale i
        po nas czasami, odkurza, sprząta - wszystko nie za dużo ale uczy się
        uczestniczyć w obowiązkach. Nie chronię jej też przesadnie przed skutkami jej
        zachowań, nie trzymam w domu ze strachu że jej się coś stanie, nie załatwiam za
        nią problemów z koleżankami, nie kryję że świat bywa niefajny itp.
        Dlaczego nie można o tym rozmawiać ? Ja przeczytałam tu kilka wpisów o mamch
        pracujących i dało mi to DUŻO do myślenia. Co w tym złego?
        • echtom Re: dziecko kury domowej 30.10.09, 10:24
          > Ktoś już napisał że po latach zrozumiał że można ugotować
          > obiad dla rodziny z przyjemnością.

          To ja pisałam - choć czasem [...] mnie bierze, gdy pomyślę, że ten
          obiad trzeba ugotować codziennie, i to zaraz po pracy, kiedy
          wygłodzona najchętniej przyszłabym na gotowe tongue_out Wolę się bawić w
          kuchni w święta i weekendy, na dni powszednie opracowuję listę
          szybkich dań albo kupuję gotowce ze sprawdzonego źródła. A co do
          Twego poprzedniego postu - według mnie układ idealny to praca w
          niepełnym wymiarze etatu lub okresy pracy/niepracy w zależności od
          aktualnej sytuacji rodzinnej, ale czasem trudno to pogodzić z
          realiami rynkowymi.
          • zonka77 Re: dziecko kury domowej 30.10.09, 14:31
            też uważam to za zbliżone do ideału zwłaszcza kiedy jeszcze pracę się lubi i
            jest ona pasją lub przynajmniej w mocno interesującym nas temacie. Mnie się
            akurat tak udało - mam pracę w domu którą bardzo lubię i całkiem dobrze
            finansowo się opłaca. A do tego mam czas dla dzieci i mogę tak układać zajęcia
            że mogę dziecko odebrać ze szkoły, pouczyć się, pobawić itp. I nie mam problemu
            powiedzieć w pracy: nie mogę bo dziecko ma występ w szkole albo choruje albo
            muszę iść z nią na lekcję skrzypiec albo ma urodziny.
            Ale to rzadki układ, wiem i doceniam bardzo bardzo.
    • mama_olusia Re: dziecko kury domowej 29.10.09, 15:44
      Akurat ja jestem przykładem dziecka "kury domowej" niezadowolonego z tego że
      matka nie pracuje.
      W mojej rodzinie mama pracowała dość krótko, jak byłam mała, wtedy praktycznie
      wychowywała mnie babcia, u rodziców byłam jedynie w weekend. Gdy miałam 9 lat
      urodziła się moja siostra, wtedy mama już nie wróciła do pracy. Przez jakiś czas
      prowadziła sklep (mniej więcej 3 lata). Potem już tylko prowadziła dom. Tata
      chciał, żeby pomogła mu w prowadzeniu firmy, jednak nie radziła sobie (zawsze
      była nerwowa). W sumie nie pracuje mniej więcej od 20 lat.
      Mimo że matka była w domu gdy byłam nastolatką nigdy nie miałyśmy z sobą dobrego
      kontaktu. Ale teraz wiem, że to wynikało z jej charakteru. Dla niej "dom" to
      było miejsce, gdzie miało być posprzątane, uprane, uprasowane, ugotowane. Teraz
      widzę jak zupełnie nie było tam rodzinnej atmosfery.
      Obecnie mama ciągle siedzi w domu, zmieniło się jedynie to, że mieszka w domku a
      nie w bloku. Zajmuje się dwoma psami, sprząta, gotuje (dla siebie bo taty więcej
      nie ma niż jest), ogląda telewizję i pali papierosy. Jej jedyną rozrywką są
      zakupy. Oczywiście się zaniedbała, przytyła.
      Trudno jest się z nią dogadać. Siostra mieszka od nas ponad 200 km i przyjeżdża
      najrzadziej jak tylko może. Mamy siostra w ogóle do niej nie dzwoni, nie
      odwiedza bo nie chce się denerwować. Tata jeździ po budowach, wraca do domu jak
      musi. Ja również staram się nie jeździć tam zbyt często. Jestem samotną matką i
      naprawdę czasem przydałaby mi się pomoc jak synek np. choruje, ale to dla mamy
      jest problem. Ja nawet chętnie bym jej zapłaciła ale ona po prostu nie wie co ma
      z tym dzieckiem robić. Ponadto jest nałogową palaczką (pali bo lubi - 2 paczki
      papierosów dziennie) i w sumie ciągle tylko stoi z papierosem przy oknie....
      Nie da się z nią normalnie porozmawiać bo ma takie wyobrażenie o świecie...
      jakieś swoje wizje które nijak się mają do rzeczywistości. Często ma do mnie
      pretensje, że z nią nie rozmawiam.. ale ja naprawdę nie mam z nią o czym
      rozmawiać. A jak już zacznę to wiecznie są o coś nieporozumienia.
      Próbowałam ją przekonać, żeby zajęła się czymś pożytecznym ale nie udało mi się.
      Ciotka namawiała ją, żeby zajęła się jakimś dzieckiem jako opiekunka, ale
      powiedziała, że obcymi dziećmi zajmować się nie będzie. Cóż, jedynym wnukiem też
      się nie zajmuje...

      no i wylałam swoje żale. Czasem tylko myślę co ona zrobi gdy zabraknie taty...
      swoich dochodów nie ma, po tacie dostanie ewentualnie jakieś grosze.... Ja nie
      wyobrażam sobie, żebym miała jeszcze kiedykolwiek z nią mieszkać pod jednym
      dachem. Już w zeszłym roku nabawiłam się nerwicy jak mnie zamęczała swoimi
      wydumanymi problemami..

      Dlatego zawsze będę niezależna smile

      Pozdrawiam
      M.
      • anyaa77 Re: dziecko kury domowej 29.10.09, 20:08
        A ja napiszę z zupełnie innej strony. Jestem dzieckiem rodziców mocno zapracowanych. Kiedy byłam malutka moja mama pracowała i kończyła studia wieczorowe. Ojciec pracował i wykładał w szkole wieczorami. Ja od poniedziałku do piątku nocowałam u babci (przez pewien czas aby mnie nie ciągać w tę i z powrotem), gdzie rodzice spędzali ze mną codziennie tyle czasu ile mogli. Szczerze mówiąc nawet nie pamiętam tego okresu. Natomiast pamiętam, ze nigdy mi nie brakowało miłości najbliższych, rodziców, dziadków i reszty rodziny. Gadanie, że ktoś się poświęca dla dobra dzieci w ogóle do mnie nie trafia. Dla mnie to lenistwo i tyle. Tyle rodziców wychowało dzieci na ludzi pracując, że naprawdę można, pod warunkiem że się chce.
        • maj16 anyaa77 30.10.09, 09:08
          anyaa77 napisała:
          "Natomiast pamiętam, ze nigdy mi nie brakowało miłości
          najbliższych, rodziców, dziadków i reszty rodziny. Gadanie, że ktoś się poświęca dla dobra dzieci w ogóle do mnie nie trafia. Dla mnie to lenistwo i tyle. Tyle rodziców wychowało dzieci na ludzi pracując, że naprawdę można, pod warunkiem że się chce."

          No nie wiem czy "tyle rodziców wychowało swoje dzieci pracując". Sama piszesz o wsparciu rodziny w wychowywaniu ciebie: o dziadkach, rodzicach, reszcie rodziny.
          Nieraz słyszy się opowieści super-matek, które chwalą się, że bez problemu potrafią pogodzić życie rodzinne z pracą zawodową. "Przyciśnięte" dodają: "ale gdyby nie ukochana babcia, nie mogłabym tak się realizować".
      • echtom Re: dziecko kury domowej 30.10.09, 08:50
        No i potwierdzasz tym postem, że dobre relacje w rodzinie nie są
        prostą funkcją pracy/niepracy kobiety, tylko kwestią jej charakteru.
        • mama_olusia Re: dziecko kury domowej 30.10.09, 09:01
          Na pewno charakter ma duże znaczenia.
          Jednak zarówno ja, jak również pozostała rodzina jesteśmy zdania, że gdyby
          pracowała, byłaby zupełnie inną osobą. A tak to żyje w świecie zupełnie
          oderwanym od rzeczywistości. Jej argumenty w rozmowach są irracjonalne do tego
          stopnia, że zupełnie nie wiadomo jak na nie odpowiedzieć. Ma pretensje, że
          rodzina z nią nie rozmawia a próba jakiejkolwiek rozmowy kończy się albo
          obrażeniem, albo kłótnią, albo po prostu druga strona przestaje dyskutować bo
          nie widzi w tym sensu....
          Ona uważa, że najlepiej dla niej jest jak zostaje w domu sama z tymi swoimi
          psami. No i z reguły tak jest... tylko nie widzi tego, jakie to jest tragiczne..
    • zonka77 niektre z was nie zrozumiay chyba 30.10.09, 09:26
      mojego wpisu rozpoczynającego wątek. Napiszę więc jeszcze raz i mam nadzieję że
      te surowo oceniające jak to paskudnie oceniać swoją mamę to przeczytają.

      Nie chodziło mi o ocenianie która mama była lepsza czy gorsza. Ciekawiło mnie:

      a)jak kobiety które zdecydowały się nie pracować nigdy zawodowo oceniają po
      latach ten wybór

      b)czy stereotypowe oceny się sprawdzają (typu jestem w domu przez lata =
      zaniedbuję wygląd)

      NIGDZIE nie napisałam że moja mama była zła, gorsza itp. Wręcz przeciwnie
      - moja mama była najukochańszą mamą na świecie. I jestem jej wdzięczna za te
      obiadki i bycie w domu kiedy byłam mała. Jednak dzisiaj z perspektywy czasu
      myślę że wybrała lepiej dla nas a gorzej dla siebie. Jest mi żal że zrezygnowała
      z siebie. Nigdy nie kryłam przed Nią i wiele razy o tym rozmawiałyśmy że nie
      wybrałabym takiej drogi życiowej jak ona, również ze względu na to że widziałam
      jak jej się żyło. Z mojego punktu widzenia mama poświęciła dla nas większość
      swojego życia i po latach zdałam sobie sprawę że wiele z jej żali i problemów ma
      źródło właśnie w tym że zrezygnowała z siebie i ze swojego życia. Z dbania o
      siebie, z rozwijania się.
      Wcale nie uważam że mam świętą rację i że wszystkie mamy niepracujące takie są i
      będą - dokładnie ciekawiło mnie jak to widzą takie właśnie mamy po latach.
      Ciekawa byłam bardzo czy więcej będzie takich które jednak żałują czy takich
      które wybrały by drugi raz tak samo. albo czy ten wybór sprawił że właśnie
      stereotypowo się zaniedbały czy nie miały co ze sobą zrobić kiedy dzieci dorosły.
      Czy te kobiety są szczęśliwe i nie zmieniły by nic czy gdzieś tam oceniają że
      poświęciły się dla dzieci.

      Byłam po prostu ciekawa jak to wyglądało u waszych mam po wielu latach, kiedy
      dzieci już dorosły i jak to wpłynęło na wasze wybory życiowe.

      Niestety dyskusja przerodziła się chwilami w ocenę matek w zależności od tego
      czy pracowały czy nie. A ja byłam ciekawa jak to oceniają same matki (nie wiem
      jak wy ale ja rozmawiałam z mamą dużo dużo i widziałam i czułam wiele więc mogę
      się jakoś tam wypowiedzieć o tym)

      Jeszcze raz podkreślam dla nierozumiejących: NIE OCENIAM MOJEJ MAMY ŹLE.
      Pracująca czy nie jako matka była kochająca i troskliwa. Ja po prostu kiedy
      zaczęłam dorastać uważałam i uważam do dzisiaj że szkoda że mamie nie udało się
      ruszyć z tego domu. Że może nawet jej zdrowie byłoby w lepszym stanie gdyby się
      sobą zajmowała więcej i może teraz by żyła.

      Moja mama zmarła niecałe 2 lata temu. Jestem ciągle na etapie niepogodzenia się
      z tym faktem. Chwilami płaczę z tęsknoty, chwilami jestem na nią wściekła że
      paliła, nie dbała o siebie itp. A nade wszystko staram się ją zrozumieć i
      poukładać sobie wszystkie myśli o niej. No i pogodzić się z jej utratą ponieważ
      wbrew temu co się wydaje niektórym ja moją mamę uwielbiałam kochałam szanowałam.

      --
      "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
      niemożliwe"
      • joanna35 Re: niektre z was nie zrozumiay chyba 30.10.09, 13:20
        Zonka miałaś świetny pomysł, a ja miałam nadzieję, że ten wątek
        przekona mnie dlaczego warto być matką pracującą zawodowo/
        niepracującą bardziej niż wszystkie poprzednie, no, ale wyszło jak
        zawsze....taki urok e- matkiuncertain, która nawet cudze wspomnienia musi
        oceniac, bo dzień bez dokpania innym to dzień sracony.
    • aiwlysji Re: dziecko kury domowej 30.10.09, 09:28
      mama mojego ex meza nigdy nie zarabiala pieniedzy, natomiast smialo moge powiedziec, ze duzo pracowala. oprocz stworzenia naprawde cieplego, fajnego domu rozbudzila w swoich synach zainteresownie sztuka szerokopojeta. sama maluje obrazy (miala nawet swoja mala wystawe-oczywiscie nieodplatnie). byla dla synow ale nigdy nie zyla przez nich. z mezem bardzo dobrze sie rozumieja, bardzo duzo wspolnie podrozuja, obydwoje kochaj jezdzic motoremsmile
      do dzis wyglada bardzo mlodo, czasami nawet jest w jej ruchcach cos dziewczecego. mam dla nie ogromnie duzo szacunku, mimo, ze jest ex tesciowa.
      nie wiem czy maz ja zdradzal...ale wiem, ze w jego oczach do dzis widac milosc i szacunek. oni bardzo dobrze sie dopelnili.
      moja mama byla mama pracujaca, chodziaz nie musiala pracowac, ale srodowisko i moj ojciec uwazali, ze niepracujaca kobieta to glupia kobieta.

    • drzewkopomaranczowe Re: dziecko kury domowej 30.10.09, 10:10
      pięknie piszesz o swoim tacie...i to ze go tak bardzo kochasz-wierze ci,bo ja
      też tak mam,
      i myśle też że to,że darzysz go (ich) takim uczuciem jest konnsekwencją tego ze
      twoja mam była w domu,i miała dla was czas

      ja mam porównanie -moja mama też siedziała w domu a teściowa -nie.
      nie chodzi że dzieci teściowej jej nie kochają -ale nie ma u nich rodzinnych
      czułości,mój mąż zachowuje się czasami jak osoba autystyczna-zupełnie nie umie
      okazywać uczuć-typu duma z dzieci czy cos takiego,myśle że to jest takie
      wychowanie,np. mój tata jest b. ciężko chory już 5 lat a żadna szwagierka nigdy
      nie zapytała się mnie jak on się czuje,jak się ma,jest mi b. przykro z tego
      powodu bo obcy ludzie są bardziej czuli niż oni,np.jak się urodził wnuczek u
      jedynego syna to ojciec nie przyjechał go zobaczyć,jak do nich przyjedziemy(2
      razy w roku)to jakiś chłod tam czuje -mój 3-letni synek się zapytał czemu
      dziadek z nim w ogóle nie rozmawia ,obiady jedzą pokątnie na
      kolanie-dosłownie,nawet jak my przyjedziemy-to mnie zawsze zdumiewa...
      Jesłi chodzi o zaradność to też to stereotyp-dzieci teściów są o wiele mniej
      zaradne niż my-dzieci kury domowej,
      • zonka77 Re: dziecko kury domowej 30.10.09, 14:26
        O mojej mamie też wiele razy pisałam z całego serca i najpiękniej jak
        potrafiłam. Oboje darzę wielkim uczuciem (chociaż mamy już z nami nie ma) Oboje
        ich jakoś tam po swojemu oceniam ale żeby zrozumieć a nie żeby osądzić. Sama
        przecież też jestem mamą i moje dzieci też kiedyś mi powie że są rzeczy w
        których się nie zgadzają ze mną.
      • julii84 Re: dziecko kury domowej 30.10.09, 15:01
        to i ja napiszę o swojej mamie. nie bardzo miałam kiedykolwiek z kim o tym porozmawiać, bo rodzice moich znajomych pracowali i nie rozumieli mojej sytuacji. moja mama jest, była i będzie kurą domową choć nie wiem czy w jej przypadku jest to najlepsze określenie, gdyż "kura" kojarzy mi się o osobą dbającą o dom, a moja matka nigdy tego nie robiła. mam wrażenie że łączy wszystkie złe cechy mam: babci47, autorki wątku czy mama_olusia, co nie znaczy że jest złą osobą...
        Pracowała kilka lat i poszła na zwolnienie wychowawcze po urodzeniu mojego brata z powodu jego chorowitości, a póżniej i mojej - faktycznie jako dzieci często mieliśmy choroby dróg oddechowych. Mama czesto jeżdziła z nami do lekarzy, załatwiała sanatoria, nawet kiedy mam wrażenie już wszystko było z nami ok.
        Jeśli chodzi o wygląd - przed naszym urodzeniem brała hormony, które sprawiły że bardzo przytyła (całe życie to jest jej wytłumaczeniem), a tak naprawdę je/jadła bardzo dużo, niezdrowo, późno w nocy i prawie wcale się nie ruszała. wcale o siebie niedba i jest totalnie zapuszczona, mimo że była kiedyś piękną kobietą i nadal ma bardzo ładną twarz. Pali ogromne ilości papierosów, którymi śmierdzi w całym mieszkaniu (zauważyłam to dopiero po wyprowadzce z domu).
        W domu zawsze był bałagan i było brudno - nie chciało jej się sprzątać. Jedyne co robiła z obowiąków "kury domowej" to gotowała obiady zawsze przy tym jęcząc, że musi nam usługiwać i że jej się nie chce a my jesteśmy niewdzięczni.
        Zainteresowania miała chwilowe- przez jakiś czas malowała, uczyła się tego przez jakiś kurs e-learningowy, teraz całe dnie spędza przed kompem "grzebiąc" w wojennej historii naszych przodków.
        Trzymała nas pod kloszem, nigdzie dalej niż na podwórko pod domem niewolno było mnie i bratu chodzić, chciała nam pomagać w lekcjach, załatwiała korepetycje, prowadziła do szkoły (trudno się przyznać jak długo).
        Dotyczy jej także to o czym pisały niektóre dziewczyny - mam wrażenie że ma/miała lekkie zaburzenia psychiczne. Zawsze panicznie się o nas bała, ojcu robiła awantury jak musiał jechać w delegacje, przy tym chętnie mówiła że pewnie niedługo umrze i zawsze narzeka na swoje zdrowie mimo ze w ogóle o sibie nie dba. Wypominała nam że się dla nas poświęciła, a od kiedy ja zrozumiałam że to co robiła wcale nie było dla naszego dobra (czyli jak miałam kilkanaście lat) nie mam z nią żadnego kontaktu, rozmawiamy jak musimy i tyle. a ona na to narzeka i nie rozumie dlaczego. a ja mam do niej wielki żal, poczucie że mnie skrzywdziła choc pewnie robiła to nieswiadomie. Ja mimo ze jako dziecko czy nastolatka bardzo strałam sie być samodzielna (ona starała mi sie to uniemożliwiż jak tylko mogła) to mam poczucie tego że jestem mało decyzyjna, brak mi pewnosci siebie i poczucia własnej wartosci. Niestety. Przepraszam że się tak rozpisałam ale ten wątek wydał mi się tak bliski że musiałam wyrzucić to z siebie.
        • zonka77 Re: dziecko kury domowej 03.11.09, 14:48
          nie masz za co przepraszać. Ja mam inny obraz mojej mamy (w sumie bardzo
          pozytywny bo dla mnie była bardzo dobrą i kochaną mamą) ale pewne cechy wspólne
          widzę. Moja mama niektóre cechy zyskała moim zdaniem pod wpływem zostania w
          domu, zaniedbania swojej urody i stracenia pewności siebie i chęci do życia a
          jednocześnie niejasnego żalu do życia i poczucia poświęcenia.

          Mam nadzieję że może uda Ci się zrozumieć Twoją mamę tak jak ja zrozumiałam moją
          i uda Ci się zyskać z nią jakiś kontakt. Ja z moją kontakt miałam zawsze ale
          teraz już jej nie ma i przeszłam jakiś etam złości/żalu do niej kilka razy przed
          jej śmiercią i po. Okropnie potrzebowałam ją zrozumieć i wytlumaczyć sobie
          niektóre jej cechy i zachowania. I myślę że mi się to udało, w każdym razie
          czuję spokój i nie mam żadnych żali a za to dużo pięknych wspomnień niezmąconych
          już złością na mamę i chyba na to że już jej nie ma.
          pozdrawiam Cię ciepło

          "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
          niemożliwe"
    • brutus36 Re: dziecko kury domowej 01.11.09, 14:33
      A czym "kura domowa" miałby być gorsza od "kury niedomowej"? He, he,
      wpoili wam kult pracy, a wy zap.erdalata jet dzikie osły, jeszcze ciesząc
      się z tego.
    • gdsta dyskusja :-) 02.11.09, 00:00
      czy nie możecie wymieniać argumentów tylko co jakis czas ktos musi ubliżać komuś
      i lejecie się po życiorysach ech!
      Wychowywałam dzieci nie pracując i nie załuję ani jednej sekundy spedzonej w
      domu. Nie wiem co to znaczy kura, bo dla mnie wychowywanie dzieci to czas
      niesamowitej aktywności, nigdy tak wiele sie nie uczyłam i tak bardzo nie czułam
      się spełniona. Byłam po studiach juz wtedy więc mam pojecie co to nauka. Uważam,
      ze kiedy ma się małe dzieci to doba jest za krótka zawsze i nie ma mowy o tym
      zeby ktos inny był lepszy niż mama. Bywają mamy znudzone i sfrustrowane ale ja
      nie potrafię sobie tego wyobrazić - dla mnie bycie z dziećmi to wiecej niż
      studiowanie psychologii i paru innych kierunków na raz. Wolna wola mozna inaczej
      spedzać ten czas.
      Kiedy poszłam do pracy zasuwałam bardzo i mój dom wiele stracił - kobiety
      powinny móc pracować na 1/2 etatu do czasu kiedy wszyscy domownicy nie sa w
      stanie razem prowadzić domu - moje dzieci musiały sie nauczyć tego za wczesnie
      cóz tak sie ułozyło.
      Mam pracę ciekawą ale na pewno nie zamieniłabym czasu spedzonego z dziećmi na
      karierę zawodową ani nie tęskniłam i nie tęsknie za kultem cud ciała,
      paznokciami ciuchami i szpanem - mnie to smieszy no cóz tak mam. Kiedy dzieci
      były małe brakowało mi czasu na czytanie i odpoczynek. Dzis kiedy patrzę na to
      co pozostanie kiedyś z mojej pracy to wierzcie mi, ze jestem szczesliwa, ze
      sporo lat spędziłam z dziećmi a nie w biurze.
      Moje dzieci maja już swoje dzieci i lepiej czują się te które mogą zostać w domu
      z pociechami. Dziecko stale czekające na matke jest powodem wyrzutów sumienia
      ani matka ani dziecko nie jest szczesliwe. Szkoda że finansowo bardzo trudno
      rozwiazać ten problem.
      Ja na pewno postapiła bym tak samo jak kiedyś - zrezygnowałabym z bardzo wielu
      rzeczy żeby tylko wychowywać swoje dzieci.
      A co do zdradzania to na pewno nie ma to związku z pracowaniem lub nie kobiety.
      Jesli się nagle uda menowi awansować to czasem szuka kobiety na poziomie bo
      wydaje mu się ze nagle mu szare komórki spuchły - chyba ze kiedyś marna sobie
      kobicine wziął - widać inna go nie chciala. Tak to dziala, ze miedzy 40 a 50
      facet postanawia się zrealizować a stara partnerka go ciągnie w dól i fru leci
      na hormonach. Szerokiej drogi nalezy zyczyć bo nie da się trzymać kogos na siłę.
      A jesli ktos uważa że ważniejsze sa eleganckie ciuszki i makijaż niż fajna
      ciepła domowa żona dbajaca o dom i dzieci to wolna wola pozory czasem myla i
      cieżkie zycie ma facet dodatek do wypasionej kobiety.
      Cudownie jesli udaje się być kilka lat w domu z dziećmi a potem robić karierę
      pracując 8h dziennie - wszyscy sa bardzo szczesliwi a jesli do tego praca daje
      kase to można bez uszczerbku dla wszystkich domowników zadbać o extra wygląd. Na
      ogól jest cos za coś.
      A co do zdrad to mysle ze jeśli się nie pilnuje człowiek to zawsze kiedy spotka
      na drodze kogoś fajniejszego od swojego partnera wpadni jak sliwka w kompot -
      uczciwy czesciej się zakocha i rozwali małzeństwo a luzaczek nacieszy sie nowym
      związkiem po cichutku i na boku i wróci do domu. Czujnosc tracą i żony i
      mężowie, a czsem juz tak mają siebie dość ze planowo wdaja się we flirty i
      romnse po cichu a małzeństwo sobie trwa.
      Czasem ma wrażenie że wiele osób nie kocha swoich dzieci i współmałżonków - sa
      bo maja być i wystarczy wymienić między sobą dwa trzy zdania na dzień i już - do
      pracy trzeba się odpicować i tam toczy sie prawdiwe życie, a dzieci tez maja
      swoj swiat o którym rodzice nie mają pojęcia. Wszysscy robią karierę i czesto
      tacy ludzie o spełnoonej madrej kobiecie mówią kura domowa bo nie maja pojęcia
      jak wygląda dom gdzie kobieta dobrze dba o rodzinę.
      • echtom Re: dyskusja :-) 02.11.09, 09:28
        Czytam Ciebie i znów ogarnia mnie żal, że mogłam być w domu z
        dziećmi tylko przez dwa lata, w tym aktywnie przez rok. Nic to,
        efekty wychowania będę mogła ocenić za jakieś 10 lat - mam nadzieję,
        że bilans wyjdzie jednak na plus.
        • magda.kunicka Re: dyskusja :-) 02.11.09, 15:00
          Mój mąż jest synem kobiety, która poświęciła się domowi. I skutki tego widoczne
          są bardzo do dziś, kiedy jest odpowiedzialnym mężem i ojcem. Mimo, że jest
          człowiekiem bardzo sprawiedliwym, spokojnym, większość rzeczy w domu robimy
          razem, lub na zmianę - poza gotowaniem może, gdzie wyraźnie ja dominuję. I tu
          miewa takie małe, niepokojące odruchy. Czasem uważa za oczywiste, że podstawia
          mu się jedzenie pod nos. Nie mówię, żeby za każdym razem padał mi z wdzięczności
          do stóp, ale tu jest wyraźne "obsługiwanie". Kiedy zwracam mu uwagę, przeprasza
          mnie, ale kiedy idziemy do jego mamy na obiad - doskonale widzę skąd to się wzięło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka