Dodaj do ulubionych

dylemat życiowy

08.12.09, 19:18
Zastanawiałam się trochę, czy poruszyć taki wątek tu na forum, czy
to wypada, ale widzę, że tu jest sporo takich bardziej prywatnych
spraw, więc i ja dodam swoja. Mój mega problem to przyszłośc moja i
mojej rodziny dotycząca naszego miejsca na dom, na nasze ukochane
gniazdko. Już ponad rok mieszkamy tymczasowo u moich rodziców z
mężem i synkiem, od ślubu. Już kilka planów było, ale skończyło się
na tym, że przeprowadzimy się do domu rodzinnego męża. Tzn dostawimy
sobie do tego domu praktycznie drugi dom, tyle tylko, że będziemy
mieli ładną działkę na dobudowę i przed domem. Byłoby ładnie,
pięknie, gdyby nie to, że tam jest teść, który bardziej niz bardzo
ma pociągi do alkoholu. I wiadomo co się z tym wiąże, nic nie zrobi
w podwórku, w ogóle nigdzie nic nie zrobi, pieniędzy brak itd., a i
zachowanie pod wpływem alkoholu wiadome. Żeby tam coś było zrobione,
w polu, czy drzewo na opał zwiezione, jedzie tam szwagier i czasami
mój mąż. Mnie przeraża tam cała sytuacja, jak pomyślę, że miałabym
tam byc i patrzeć codziennie na piajanego dziadka moich dzieci, to
bym chyba zwariowała. Już miałam wyobrażony tam nasz dom i nasze
dzieci, ale po którychś tam z kolei akcjach już mam dość nawet
myślenia, że mam tam mieszkać. Mąż tez zbytnio nie chce tam
mieszkać, ale szkoda mu domu, bo już popada w ruinę, a co będzie jak
teścio zostanie sam. Mieszka tam też męża siostra, nastolatka,
której nie przeszkadza, że w domu zimno itd, że opału nie ma na
zimę, byle tylko kochany tatuś był szczęśliwy. Może ktoś miał
podobną sytuację i zamieszkał z takim człowiekiem i jak to się
ułozyło. Ja już sama nie wiem co mamy zrobić i jak bedzie dla nas
najlepiej. Mąż nie chce kupować mieszkań w blokach, bo ciągle musi
coś majsterkować. Ja już jestem dobita samą świadomością, że mam tam
mieszkac. I znajomi znający sytuację juz mi współczują, a ja o tym
myslę, że zamieszkanie tam to będzie skazanie mojej rodziny na
trudne zycie i nie wiem, czy będę miała siłę na codziennośc tam.
Może się mylę??? A może nie? Czy możecie coś poradzić?
//dodam, że nie pokieruję swojego życia odpisami na tego posta,
jedynie wezmę je pod uwagę//
Obserwuj wątek
    • magoska1984 Długie wyszło. 08.12.09, 19:18
      jw
    • a.va Re: dylemat życiowy 08.12.09, 19:32
      Broń cię Panie Boże przed tym pomysłem. Mieszkanie z pijakiem to wieczna
      gehenna. Nigdy nie wiesz, czy ci domu nie wysadzi w powietrze (bo zapomniał
      zakręcić gaz), czy ci pożaru nie zrobi (bo zasnął z papierosem), czy nie
      sprowadzi jako kumpla do wypicia jakiegoś złodzieja albo bandyty. Wiecznie coś
      niszczy, brudzi, gubi, nic mu się nie chce, pomijam już, że się awanturuje, a
      jak mu kasy brakuje na gorzałę, to wynosi z domu co cenniejsze rzeczy. Nawet o
      tym nie myśl!
    • ola_motocyklistka Re: dylemat życiowy 08.12.09, 19:32
      nie zamieszkałabym. Mieszkałam kiedyś a raczej wynajmowałam a mężem i dzieckiem
      piętro w rodzinie alkoholika-oddzielne wejście, ale mimo wszystko po kilku
      miesiącach zaczynaliśmy wykazywać syndromy współuzależnienia. Były dni, w
      których ten człowiek pił, a ja w tych dniach chodziłam już od rana
      poddenerwowana (a to się udzielalo młodej) jak zakończy się dzień, i jak mocna
      będzie tym razem awantura.
      Wyprowadzając się odetchnęliśmy z wielką ulgą.
    • marzeka1 Re: dylemat życiowy 08.12.09, 19:38
      "Byłoby ładnie,
      pięknie, gdyby nie to, że tam jest teść, który bardziej niz bardzo
      ma pociągi do alkoholu."- serio widzisz JAKIKOLWIEK pozytyw takiego
      zamieszkania? Nigdy, nigdy w życiu dobrowolnie, świadomie nie zdecydowałabym się
      na sąsiedztwo pijaka.
      Widzisz, miałam kiedyś w domu rodzinnym sąsiadkę pijaczkę koszmar, stąd tylko
      znam problem, ale znam- nigdy w życiu.W poprzednim mieszkaniu na I pietrze też
      mieszkał pijak, raczył kilka miesięcy temu zapić się na śmierć i uwolnił
      sąsiadów od koszmaru smrodu, awantur, pijackich burd.
      • magoska1984 Re: dylemat życiowy 08.12.09, 20:54
        Widzę pozytywy, ładna działeczka, spokojnie na wsi, tylko właśnie to
        wszystko teść grubą kreską przekreśla. Ja nie miałam do tej pory
        problemów tego typu i jak widać miałam szczęście. Bo to co dla mnie
        jest zwykłym szarym dniem w domu alkoholika jest świętem.
        • marzeka1 Re: dylemat życiowy 08.12.09, 21:33
          "ładna działeczka, spokojnie na wsi"- co ci po spokoju, który zakłóca pijany
          teść? Co ci po ładnej działeczce, gdy obok w walącym się domu ten sam zapity
          teść? Widać jedno: nie miałaś do czynienia tak na co dzień z pijakiem, który
          potrafi bardzo uprzykrzyć życie. Mnie po doświadczeniach sąsiedzkich -wystarczy,
          dziękuję.Z tym, że ja w 2 wypadkach nie miałam wpływu na sąsiedztwo, gdy
          przeprowadzaliśmy się ostatni raz na dobre- już tak.
        • roula Re: dylemat życiowy 09.12.09, 09:11
          magoska1984 napisała:
          > Widzę pozytywy, ładna działeczka, spokojnie na wsi,

          To przyjezdzajcie ta na wakacje,.Masz tam w ogole
          znajomych,przyjaciolki,prace?Bo okaze sie ze cale dnie spedzasz sama z
          tesciem pijakiem na ladnej dzialeczce.Ja bym sie nie
          zdecydowala.Mieszkalam kiedys troche na spokojnej wsi niby niezbyt
          daleko od miasta ale po roku bylam bliska fiksacji z nadmiaru spokoju.
    • super-mikunia Re: dylemat życiowy 08.12.09, 20:29
      Miałam bardzo podobną sytuację. Nie powiem, żeby było łatwo przekonać męża do
      rezygnacji z tego domu, a raczej z pomysłu zamieszkania w nim. Na szczęście się
      udało. Trzymam się jak najdalej w ogóle od tego tematu w rozmowach, a co
      dopiero od tego domu.
    • beliska Re: dylemat życiowy 08.12.09, 22:09
      Nigdy nie zdecydowałabym się na coś takiego.
      • loganmylove Re: dylemat życiowy 08.12.09, 22:20
        POdpisuję się pod tym co już napisano! Trudno, szkoda że dom się rozpada ale w
        życiu nie zgodziłabym się na mieszkanie z pijakiem u boku ze względu na spokój
        swojej rodziny.
        • zuzanna56 Re: dylemat życiowy 08.12.09, 22:29
          Rozumiem że jesteście młodzi, jeszcze za dużo nie zaoszczędziliście,
          pewnie nie za wiele zarabiacie. Ale dlaczego nie chcecie się w pełni
          usamodzielnić, kupić na kredyt choćby i kawalerkę? Za parę lat
          kupicie coś większego a może i ładną działkę z domem na wsi skoro o
          tym marzycie. Tylko po co z teściem pijakiem???
          • czar_bajry Re: dylemat życiowy 09.12.09, 00:33
            małgośka nie zgadzaj się żeby zamieszkać koło teścia alkoholika, bat na własną
            dupę ukręcisz.
          • magoska1984 Re: dylemat życiowy 09.12.09, 08:58
            Chodzi o to, że właśnie chcemy się usamodzielnić i pewnie, że bez
            kredytu na kupno mieszkania, czy nawet jak myśleliśmy na dobudowę
            tam, nie ruszylibyśmy z miejsca. Jak miałam jakieś znikome nadzieje,
            że tam koło teścia da się stworzyć nornalny dom, to teraz juz
            całkiem jestem tam antynastawiona.
    • olamka1 A wysiudanie Teścia??? 09.12.09, 00:27
      Myślałam o wrednym wygryzieniu go stamtąd??? Albo nawet nie wrednym co np.
      kupieniem kawalerki i przeniesieniem tam Teścia? Kawalerka oczywiście Wasza - on
      tam mieszkający. Bo w bawienie się w mieszkanie z pijakiem - NIGDY!!!
      Skrzywdzisz całą swoją rodzinę. Skarzesz dzieci na awantury i patrzenie na brudy sad
      • magoska1984 Re: A wysiudanie Teścia??? 09.12.09, 09:01
        Oj nie ma szans na pomysł z tą kawalerką.
        • lejdi111 Re: A wysiudanie Teścia??? 09.12.09, 11:33
          ja przeprowadziłam sie z miasta na wieś i uważam, że to był mój życiowy błąd!!!!!
          • mamciulka-nikulka Re: Przeżyłam coś takiego... i mówię NIE! 09.12.09, 18:00
            Zamieszkaliśmy z moimi rodzicami jak ja byłam w ciąży, zaraz po ślubie.
            Obawialiśmy się tego, bo oni kiedy przechodzili kryzys małżeński 5 lat temu w
            moim popadli w alkoholizm, czemu stanowczo zaprzeczają. Przed zamieszkaniem
            ustaliliśmy wszystkie szczegóły, kto, co, kiedy, gdzie itd żeby nie było
            nieporozumień. Mieliśmy swoją lodówkę, płaciliśmy połowę wszystkich rachunków,
            wyremontowaliśmy pokój. Moi rodzice mają 2 psy, jeden strasznie lnieje i
            odkurzanie sierści jest potwornie męczące, więc mój mąż miał nie odkurzać pokoju
            rodziców. Z czasem jednak ustalenia zaczęły się zmieniać samoistnie i zięć
            zaczął być bee. Nawet jak odkurzył ich pokój to ojciec miał pretensje (o czym
            zawsze mnie informował), że jak on odkurza - zostawił sierść na dywanie, że on
            jak odkurza to najpierw normalnie z końcówką z włosiem, a potem zdejmuje
            końcówkę i samą rurą na kolanach ściąga sierść. No sorry, ale to jest
            przegięcie. A potem to już wszystko po kolei zaczęło być źle: bo nie umył od
            razu po obiedzie talerza, bo nie wytarł po kąpieli podłogi w łazience, bo za
            głośno się zachowuje, bo ojcu nie pomógł jak ten coś w ogródku robił, nawet była
            pretensja jak mój mąż kosił trawę w ogródku i w połowie drogi kosiarka się
            popsuła i nie dokończył koszenia, to usłyszałam tekst: a co on kur..wa nie umie
            kosiarki naprawić? Wytrzymaliśmy niespełna 8 miesięcy i wyszliśmy w środku
            kłótni zabierając co potrzebniejsze rzeczy. A wiesz co było dalej, po paru
            dniach ojciec wstawił sobie frytki po pijaku i zasnął - spaliła się kuchnia,
            wtedy moja matka darła się na mnie, że to wszystko przeze mnie, bo ich tak
            potraktowałam. Nie polecam życia z alkoholikiem, wykończysz się dziewczyno i
            tyle będziesz miała ze swojego pięknego, spokojnego życia na wsi. Mój mąż zawsze
            powtarzał, że najgorsze jest to, że nigdy nie wiesz kto ci otworzy drzwi: czy
            trzeźwy teść czy pijany teść, bo to niestety dwie skrajnie różne osoby są sad
    • daga_j Re: dylemat życiowy 09.12.09, 21:57
      Słuchaj, znalezienie swojego miejsca na ziemi to musi być jakaś radosna
      perspektywa, a Ty już na starcie jesteś zdołowana i zniechęcona. Co może
      oznaczać tylko jedno - nie będziesz tam szczęśliwa. A w życiu chodzi o
      szczęście, więc nie wchodź w to "bagno". Może to kwestia by wziąć trochę wyższy
      kredyt i kupić swoją własną działkę i zbudować dom, no nie wiem, ale warto mieć
      coś swojego, niezależnego i nie drzwi w drzwi z rodzicami..!
      Nie poświęcaj się by ratować czyjąś ruinę. bezsensu.
      • matijas77 Re: dylemat życiowy 10.12.09, 02:33
        Nie pakuj się w to!!! Pomyśl, że cierpisz ty, ale przede wszystkim masz
        dzieciaki i jesteś za nie odpowiedzialna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka