Dodaj do ulubionych

Szpital "przyjazny" dziecku

09.04.10, 15:06
Znacie to?

wiadomosci.wp.pl/kat,1019379,title,Szpital-dla-dzieci-budza-w-nocy-i-przywiazuja-do-lozek,wid,12155463,wiadomosc.html
Ja tak. Każdego dnia dziękuję opatrzności za to, że nie mam dziecka chorego
przewlekle, że nie muszę przeżywać tego w kółko.
KAŻDA znajoma, której dziecko leżało w szpitalu raczy mnie opowieściami rodem
z horroru. Odleżyny u dziecka .... leżącego na OIOM-ie, opryskliwie rzucone na
korytarzu "przecież ona i tak umrze, pani się uspokoi!!!!", brak informowania
o czymkolwiek, ruganie za to, że rodzic żyje i potrzebuje czegokolwiek,
zamiast być tylko maszyną do przewijania, karmienia i wyręczania pielęgniarek,
kopanie w rozkładany fotel w środku nocy i opisane w artykule zapalanie
wszystkich świateł. Przede wszystkim upokarzające traktowanie rodziców,
kompletne, bez cienia empatii lekceważenie dzieci, wydzieranie się, trzaskanie
drzwiami - to już szczegóły.
Kto był ok? Pani ordynator oddziału patologii noworodka i niemowlęcia na
Niekłańskiej w Warszawie i jedna, doświadczona pielęgniarka, która po prostu
lubiła swoją pracę i - UWAGA!- szanowała ludzi. Cała reszta to wredne, okrutne
i nieczułe babsztyle. Kiedy płakało niemowlę, którego matki nie było przy nim
w nocy, interwencja pielęgniarek sprowadzała się do darcia ryja (tak, to
adekwatne określenie) na którąś z matek chcących uspokoić dziecko. Rozumiem,
to nie moje dziecko i nie mam prawa dotykać go bez pozwolenia rodziców, ale
matkom serca pękały i nie wytrzymywały godzinnego płaczu, podczas kiedy
pielęgniarki kompletnie ignorowały całą sytuację.
Trauma z powodu choroby dziecka to 1/10 traumy, którą w ogóle bez sensu
fundują pielęgniarki swoim chamskim i wrogim zachowaniem. Z moich obserwacji
wynika niestety, że nie należą im się podwyżki. Jak zaczną OPIEKOWAĆ się
pacjentami, to będę za.
Obserwuj wątek
    • carmita80 Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 16:35
      O matko!
    • el_jot Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 16:43
      Ja to znam, niestety. Ze szpitala na Niekłańskiej, oddział
      alergologiczny. Brak szacunku dla dziecka i rodziców, piguły nie
      potrafiły założyć dziecku wenflona, musiałam w środku nocy wstawać i
      trzymać wenflon, żeby kroplówka "leciała", to był mój i dziecka
      pierwszy pobyt szpitalu w życiu (nie licząc porodu) i nie miałam
      pojęcia co zrobić kiedy kroplówka nie kapie - dostałam opier.. że
      źle trzymam wenflon, którego poprzednia zmiana założyła na
      odpierdziel się. Po przyjściu z badania EKG zastałam spakowane swoje
      torby, bo musiałam zmienić salę. Było jeszcze mnóstwo takich
      sytuacji, ale ja się nie dawałam, do tego stopnia, że jak mój mąż
      przyszedł po wypis, to jedna z pielęgniarek powiedziała, że mój mąż
      to jest taki sympatyczny, a ta pana żona tak na nas krzyczała. Tyle
      tylko, że to ja musiałam to wszytko znosić.
    • iwoniaw Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 16:59
      Niestety, znam. Na szczęście nie wszystkie opisywane sytuacje
      przeżyłam, dziecko leżało w szpitalu raptem kilkanaście dni po
      operacji, co przeżyłam, to moje. I tak miałam szczęście, bo szpital w
      miejscu zamieszkania, więc mąż mógł przyjeżdżać po pracy codziennie;
      serdecznie współczuję ludziom mieszkającym nieco dalej, którzy
      musieli koczować w szpitalu np. tydzień bez zmiany nikogo z rodziny.

      Na lekarzy nie mogę złego słowa powiedzieć, natomiast pielęgniarki
      rzeczywiście, jak opisałaś, prezentowały:

      ruganie za to, że rodzic żyje i potrzebuje czegokolwiek,
      > zamiast być tylko maszyną do przewijania, karmienia i wyręczania
      pielęgniarek,
      > kopanie w rozkładany fotel w środku nocy i opisane w artykule
      zapalanie
      > wszystkich świateł. Przede wszystkim upokarzające traktowanie
      rodziców,
      > kompletne, bez cienia empatii lekceważenie dzieci, wydzieranie się,
      trzaskanie
      > drzwiami - to już szczegóły.

      Nie była to Niekłańska, więc niestety nie jest to domena jednego
      szpitala czy nawet jednego miasta. Typowa scena: przez kilka dni 3-
      miesięczne dziecko musiało być karmione sondą wprowadzoną przez nosek
      i pielęgniarki nie kryły oburzenia, że je do tego "zmuszam" zamiast
      sama się także tym zająć. Szkoda słów.
    • dzika41 Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 17:57
      Masakra sad
      Aż wierzyć się nie chce że tak można traktować pacjentów i ich rodziców sad

      Każdego dnia proszę Boga żeby nie był mi dany pobyt w szpitalu z dzieckiem sad
      • funky_mamma Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 18:27
        Ja co prawda mam za sobą tylko parodniowe 2 pobyty - jeden na Działdowskiej z 9
        miesięczniakiem a drugi na Litewskiej w Warszawie z niespełna 2-latkiem. W obu
        przypadkach nie mogę narzekać na personel, owszem matki spały na własnych
        przywiezionych z domu fotelach czy kalimatach, owszem zwracano uwagę żeby nie
        rozrzucać zabawek po całej sali (ale to głównie przed obchodem), czasami budzono
        jakieś dziecko w nocy, które płaczem budziło resztę albo miało robioną inhalację
        ale to nic. Personel był miły i konkretny, do zabiegowego zawsze chodziłam z
        dzieckiem, które przy mnie było spokojniejsze, generalnie o ile sam pobyt w
        szpitalu nie jest miły, nie mam tak niemiłych wspomnień jak te z artykułu.
    • karra-mia Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 19:28
      Znamy. Wspaniałobrzmiące Centrum Pediatrii i Onkologii w moim mieście, a w środku jedno wielkie szambo. Niemowlak zanoszący się płaczem z głodu, z przemoczonej pieluchy przez 3 godziny; pani ordynator, która nie chciała nas puścić do domu, bo przecież nie zostawimy sąsiadkę z łóżka obok; pielęgniarki dyskutujące o kosmetykach z avonu, podczas gdy ja stałam i potulnie czekałam, aż mnie któraś zauwazy; pielęgniarki oświecające w nocy wszystkie światła po to, żeby odłączyć kroplówkę i strofujące, gdy dziecko się w tym czasie przebudziło i marudzilo. Pamiętam tylko jedną pielęgniarkę z powołania, która jedno dziecko karmiła, drugie trzymając na kolanach w oczekiwnaiu na karmienie.

      Tak, masz rację, pobyt z moim dzieckiem w sszpitalu określam jako traumę. leżeliśmy dwa razy (każdy pobyt taki sobie ok 10 dni) i po każdym pobycie musieliśmy gdzieś wyjechać zregenerować siły, bo wychodziłam stamtąd w stanie prawie depresyjnym.
    • protozoa Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 20:22
      Narzekacie na pielęgniarki - oczywiście są różne. Ale za moment nie będzie ich
      wcale, bo mając ciężka odpowiedzialną pracę zarabiają grosze i są , nierzadko po
      chamsku, traktowane przez pacjentów czy ich rodziny.
      Kilka dni temu musiałam interweniować, bo pacjentka zachowała sie skandalicznie
      wobec pielęgniarki. W cywilizowanym kraju odpowiadałaby karnie.
      • kkokos Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 20:25
        protozoo, ale zauważasz też chamskie zachowania pielęgniarek? czy twoja
        wrażliwość na chamstwo działa tylko w jedną stronę?

        • protozoa Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 20:28
          Nie, potrafię ochrzanić pielęgniarki, ale NIGDY nie widziałam pielęgniarki
          rzucającej czymkolwiek w pacjenta, natomiast w tym przypadku pacjentka - i to
          nie psychicznie chora- rzuciła mydelniczka w pielęgniarkę. Jedyne co mogłam
          zrobic pacjentce to porosić psychaitrę o konsultacje .
          • kkokos Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 20:38
            protozoa napisała:

            > Nie, potrafię ochrzanić pielęgniarki, ale NIGDY nie widziałam pielęgniarki
            > rzucającej czymkolwiek w pacjenta, natomiast w tym przypadku pacjentka - i to
            > nie psychicznie chora- rzuciła mydelniczka w pielęgniarkę. Jedyne co mogłam
            > zrobic pacjentce to porosić psychaitrę o konsultacje .


            parę razy czytając przykłady z tego wątku i z tekstu w linku poczułam, że
            świerzbi mnie ręka. pielęgniarce, która rzuciłaby mi tekst "co się pani rzuca o
            te odleżyny, przecież on i tak umrze" prawdopodobnie dałabym po mordzie. ZANIM
            byłabym w stanie pomyśleć. a potem jakaś zimna sucz sprowadziłaby psychiatrę
            oraz policję i prawdopodobnie płaciłabym za obrazę funkcjonariusza państwowego
            na służbie. i wiesz co - zapłaciłabym z radością. a najpierw dołożyła z drugiej
            strony.
            • protozoa Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 21:18
              Oj w tej sytuacji nie zapłaciłabyś, ale wylądowała w szpitalu psychatrycznym.
              Myslę, że odechciałoby Ci się.
              • zonka77 protozoa 09.04.10, 21:28
                tiaaa - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, co?

                Tak chamskiego i okrutnego tekstu sobie nie wyobrażam, jak odczłowieczonym
                trzeba być żeby coś takiego mówić?

                Czytam czasem co piszesz protoza i tylko utwierdzasz mnie w mojej niechęci do
                środowiska lekarsko/pielęgniarskiego. Niechęci nabytej niestety przez bardzo
                przykre doświadczenia moje i mojej rodziny sad

                Do cholery lekarz czy pielęgniarka POWINNI posiadać odrobinę empatii. Jeśli nie
                szczerej to wyuczonej - jak w Stanach.



                • protozoa Re: protozoa 09.04.10, 21:35
                  Jeśli pacjent jest zdrowy psychicznie i rzuca sie na pielęgniarkę to powinien
                  odpowiadać karnie za naruszenie nietykalności cielesnej. Jeżeli uszczerbek na
                  zdrowiu trwa powyżej 7 dni kary są surowsze. Jeśli do tego używa siły wobec
                  człowieka będącego na służbie powinien być karany jeszcze surowiej.
                  Sama doprowadziłabym do tego, ze pielęgniarka miałaby zwolnienie znacznie dłużze
                  niż 7 dni.
                  Natomiast jeśli robi to człowiek chory psychicznie to jako lekarz muszę poprosic
                  na konsultację psychiatrę, który wyda orzecznie czy dany człowiek nie zagraża
                  sobie i innym. Bo a nuż rzuci się i pobije współpacjentów,..... Jeśli psychaita
                  uzna, że jest niepoczytalny jego miejsce jest, niestety, w szpitalu psychatrycznym.
                  I nie ma to nic wspólnego z empatią.
                  • kkokos Re: protozoa 09.04.10, 21:54
                    > I nie ma to nic wspólnego z empatią.

                    oczywiście, protozoo, nic wspólnego z empatią, a wiele z mściwym, cynicznym
                    działaniem takiego "ubeckiego" (nie w sensie historycznym, a
                    charakterologicznym) charakteru: doprowadzić kogoś zdesperowanego na skraj
                    poczytalności, a potem z uśmieszkiem chłopczyka wyrywającego nogi musze
                    oznajmić: no proszę, mówiłam, wariat.


                    i potwierdź mi, proszę, że się słusznie domyślam, że w sądzie nie mrugnąwszy
                    okiem zełgałabyś pod przysięgą, iż pielęgniarka nic złego broń boże nie powiedziała?
                    • protozoa Re: protozoa 09.04.10, 22:01
                      Nie!! Nie skłamałabym w sądzie. Zdarzało mi się wielokrotnie opieprzać
                      pielęgniarki, pędzić je do pracy, ale w sytuacji, w której pacjentka rzuca w
                      pielęgniarkę mydelniczką, a ów wyczyn poprzedzony jest wykrzykiwaniem inwektyw
                      pod adresem młodej dziewczyny dlatego, że nie była wstanie być w dwóch miejscach
                      naraz zeznałabym na niekorzyść pacjentki. Tak, była winna, ordynarna, chamska,
                      roszczeniowa a do tego agresywna. Agresja mogła wynikac albo z choroby
                      psychicznej albo .... tu niech sie wypowie sąd.
                      • kkokos Re: protozoa 09.04.10, 22:12
                        Agresja mogła wynikac albo z choroby
                        > psychicznej albo .... tu niech sie wypowie sąd.

                        bo oczywiście takie proste rozwiązanie, ze z tygodnia strachu o własne
                        dziecko,połączonego z obserwacją jego cierpienia i cierpienia innych dzieci,
                        połączonego z obserwacją okrucieństwa/chamstwa/bezmyślności ze strony
                        pielęgniarek (ok, niektórych! pielęgniarek), połączonego z upodleniem koczowania
                        w szpitalu w urągających wszystkiemu warunkach - że z tego wszystkiego ta
                        agresja wynikła to ci nie przyjdzie do twojej wyedukowanej głowy. bo to przecież
                        niemożliwe, żeby kobieta straciła nad sobą panowanie z tego powodu.
                        • protozoa Re: protozoa 09.04.10, 22:16
                          Jeżeli straciła panowanie to powinna- dla swojego i innych dobra- leczyc się
                          psychiatrycznie.
                          A co by było gdyby "tracąc nad soba panowanie" zabiła ową pielęgniarkę? Też
                          uznałabys, ze miała do tego prawo?
                          • kkokos Re: protozoa 09.04.10, 22:51
                            protozoa napisała:

                            > Jeżeli straciła panowanie to powinna- dla swojego i innych dobra- leczyc się
                            > psychiatrycznie.

                            kolejne potwierdzenie tezy, że empatia jest dla ciebie pustym słowem.

                            > A co by było gdyby "tracąc nad soba panowanie" zabiła ową pielęgniarkę? Też
                            > uznałabys, ze miała do tego prawo?

                            nie, nie miałaby do tego prawa. gdyby zabiła ją rzutem mydelniczką z odległości
                            dwóch metrów, miałaby wyjątkowego życiowego pecha i poszłaby siedzieć za
                            nieumyślne spowodowanie śmierci. jeśli sędzia miałby w rodzinie protozoę, być
                            może na dłużej, jeśli sędzia miałby chore dziecko w szpitalu, być może na krócej
                            (oczywiście nie piszę tego serio).
                          • edor67 Re: protozoa 10.04.10, 16:24
                            Pielęgniarkę, która traci panowanie nad sobą i rzuca płaczącym dzieckiem też
                            poddałabyś obserwacji psychiatrycznej? Wątpię. W szpitalach ręka rękę myje. Broń
                            Boże przed takimi lekarzami jak ty!
      • dzika41 Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 20:28
        Protrozoa niemal z utęsknieniem czekałam na Twój komentarz uncertain

        Zero odniesienia do przytoczonego artykułu....
        I jak zwykle służba zdrowia jest cacy a pacjenci i ich rodziny są beee (tak wiem
        że generalizuję)
        • dzika41 Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 20:29
          dzika41 napisała:

          > Protrozoa

          Sorki
          Protozoa
      • przeciwcialo Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 20:37
        Najlepsze pielegniarki to te po srednich szkołach medycznych.
        Wiekszość po studiach do wyższych celów stworzona i nie powinna
        pracowac w zawodzie. Takie mam obserwacje po kilku npobytach w
        szpitalu.
        Zniszczyli siec szkół pielegniarskich i wiele kobiet z sercem do
        lidzi nie idzie na studia z róznych powodów.
      • lolinka2 Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 21:26
        protozoa, skoro tak trudny zawód masz, pacjenci są be, rodziny pacjentów też be
        no i generalnie pies z kulawą nogą nie doceni - to po co się męczyć. Krawców
        brakuje, fryzjerów brakuje - a ty się w szpitalu marnujesz......
      • wuika Re: Szpital "przyjazny" dziecku 10.04.10, 19:47
        Wiedziałam, wiedziałam, że ktoś przyjdzie i powie: bo one zarabiają mało! To
        nigdy nie jest tłumaczenie dla chamstwa i znieczulicy.

        To niech się zwolnią, jak im praca nie odpowiada.
    • lykaena Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 20:37
      Znam szpitale dziecięce z innego punktu widzenia- nie rodzica i powiem Wam,że
      kiedyś było inaczej, pomimo tego,że wtedy dopiero powstawały oddziały "otwarte",
      na których mogli przebywać rodzice wraz z dziećmi i, że warunki urągały
      europejskim standardom to współpraca personel medyczny- rodziny- dzieci -bajka.
      Rodzice spali na karimatach, kanadyjkach czasem krzesłach - ale mogli być zawsze
      24h / doba - dla dzieci znaczyło to wiele, obecni rodzice zajmowali się dziećmi
      tych nieobecnych i tymi z DD.
      W całym cierpieniu ,smutku, mimo wszystko samotności - dodawało to otuchy.
      Może kiedyś było inaczej, obecnych doświadczeń nie mam....
    • el_jot Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 20:42
      OK,żeby nie było że tylko narzekam. Potem byłam z dzieckiem jeszcze
      dwa razy w szpitalu i było w miarę. SZczególnie ciepło, jeżeli można
      tak powiedzieć o pobycie w szpitalu, wspominam pobyt w szpitalu na
      Kopernika w WArszawie. Pielęgniarki chętne do pomocy, nie krzyczące
      na dzieci, chętnie się nimi zajmowały, moją córką zostały a ja
      mogłam wyjść na spacer, były miłe i opiekuńcze. Nie zawsze i nie
      wszędzie jest "przyjaźnie"
      • lolinka2 Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 21:27
        eljot, mam z Kopernika jeśli chodzi o humanitaryzm personelu średniego szczebla
        identyczne odczucia.
    • kawka74 Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 20:53
      Jestem świeżo po szpitalu z dzieckiem i jestem - o ile można tak powiedzieć -
      bardzo zadowolona. Dobrze, że trafiłam właśnie tam.
      Świetna pani dr prowadząca, skrupulatna, a pielęgniarki przemiłe, delikatne,
      ostrożne i z doskonałym podejściem tak do maluchów, jak i ich rodziców.
      • kocianna Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 21:14
        Ja trzy lata temu leżałam z Młodą na pulmunologii na Niekłańskiej w Wawie - poza
        tym, że warunku bytowe były straszne, to nie mogę narzekać - ludzie byli
        wspaniali. Pielęgniarki przemęczone, wypalone - ale mimo wszystko starały się
        mieć dla dzieci uśmiech, a dla rodziców dobre słowo. Lekarze tłumaczący "jak
        krowie na granicy", dobierający sposób mówienia do poziomu interlokutora, mający
        swoje sposoby na zbuntowanych dwuletnich pacjentów. Salowe, którym się chciało
        wymienić po raz kolejny pościel, umyć po raz setny podłogę.
        Do półrocznej dziewczynki, której starsza siostra leżała w innym szpitalu, a
        mama rozrywała się między nimi, pielęgniarki wpadały co 10 minut, czy jej
        przypadkiem czegoś nie potrzeba, czy nie płacze.

        Gdybym miała taką wiedzę i doświadczenie, jaką mam teraz, Młoda nie poszłaby
        wtedy do szpitala, bo dla mnie zamknięcie w czteroosobowej sali praktycznie bez
        możliwości wyjścia przez tydzień było traumatyczne. A dla Młodej, o dziwo, nie.
        I za to jestem głęboko personelowi Niekłańskiej wdzięczna.
        • czar_bajry Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 22:02
          Nie rozumiem jednego- dlaczego rodzice dają tak się gnoić?
          Nie wyobrażam sobie sytuacji aby w środku nocy ktokolwiek wyrwał moje dziecko ze
          snu np.w celu wymiany wenflonu albo podał jakie kolwiek leki bez wcześniejszego
          poinformowania mnie co dziecko dostaje.
          Mam to szczęście że z 3 dzieci tylko jedno leżało 3 dni w szpitalu a było to 18
          lat temu, reszcie udawało się uniknąć tej " przyjemności".
          Zresztą kiedy tylko mogłam nie wyrażałam zgody na hospitalizację. Owszem bywamy
          na ostrych dyżurach ale jesteśmy zawsze traktowani jak ludzie a jak ktoś z
          personelu jest chamski to szybciutko spuszcza z tonutongue_out
          • kkokos Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 22:17

            czar_bajry napisała:

            > Nie rozumiem jednego- dlaczego rodzice dają tak się gnoić?

            ze strachu o własne dziecko. o to, że personel tak mało empatyczny jak protozoa
            będzie się na tym dziecku mścił. że przy następnej 20-minutowej próbie wkłucia
            się i założenia wnflonu będzie jeszcze gorzej. i, rzecz jasna, nawet niczego
            podobnego nigdy nikomu nie byś nie udowodniła.



            • protozoa Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 22:25
              Nikt nigdy nie mści sie na pacjentach. Natomiast pacjenci i ich rodziny nie
              potrafią zrozumiec, ze nie są sami i jedyni na oddziale, że czasem na cos trzeba
              zaczekac a w końcu, ze nie wszystko załatwia sie awanturą i agresją. I to, że
              ludzie w białych fartuchach nie są służącymi, którymi mozna pomiatać.
              • kkokos Re: Szpital "przyjazny" dziecku 09.04.10, 22:46
                protozoa napisała:

                > Nikt nigdy nie mści sie na pacjentach.

                tia, nauczyciele też się nie mszczą. wybacz, ale to stwierdzenie nie jest
                wiarygodne w ustach osoby, która tu pisała "tacy jesteście mocni na forum, a
                gdybyśmy się spotkali w szpitalu, to byście się czołgali u stóp, by tylko was
                leczyć" (cytat z pamięci, ale ducha, niestety, oddaje).


                Natomiast pacjenci i ich rodziny nie
                > potrafią zrozumiec, ze nie są sami i jedyni na oddziale, że czasem na cos trzeb
                > a
                > zaczekac a w końcu, ze nie wszystko załatwia sie awanturą i agresją.

                to prawda. zwłaszcza wtedy trudno zrozumieć, gdy się ktoś bliski zwija na ostrym
                dyżurze trzecią godzinę z bólu, a lekarze z pielęgniarkami chichoczą od pół
                godziny w najlepsze rozmawiając o dupie maryni i wydając z siebie duuużo
                decybeli mimo pierwszej w nocy - a gdy się podchodzi i próbuje zwrócić na
                siebie/swojego chorego uwagę (grzecznie i uprzejmie, w końcu chichoczą dopiero
                pół godziny), to lekarz warczy "proszę mi tu nie przeszkadzać, przyjdzie czas,
                to do pani przyjdę". i po kolejnej godzinie w końcu się przywleka i mówi
                "czekałem na wyniki analiz". ale wrodzony takt i uprzejmość oraz brak agresji,
                którymi z definicji charakteryzują się lekarze, nie pozwolił mu na powiedzenie
                tego od razu.

                I to, że
                > ludzie w białych fartuchach nie są służącymi, którymi mozna pomiatać.

                za to pacjentami można. niech czekają, nie wiedząc na co i dlaczego - po co mają
                wiedzieć, że lekarz czeka na wyniki, przecież są z definicji kretynami i nie
                zrozumieją, że lekarz nie jest w stanie pójść dalej w diagnozie/leczeniu bez
                tych wyników. niech się stresują, niech mają wrażenie, że są olewani, niech
                znają swoje miejsce.
                a to jest naprawdę najbardziej delikatny przykład braku szacunku lekarza dla
                pacjenta.
    • jadena Re: Szpital "przyjazny" dziecku 10.04.10, 09:05
      Moja 2 tygodniowa córeczka leżała w szpitalu kilka tygodni. Warunki
      były niezłe, ładne sale, łóżka dla mam, wanienki dla dzieci,
      natryski na korytarzu dla rodziców, ale personelu to ja prawie nie
      widywałam. Dokładnie raz dziennie obchód i wizyta pielęgniarki ze
      strzykawką. Zero informacji o leczeniu, lekach, lekarza prowadzącego
      zastałam w godzinach przyjmowania 2 razy!!! Ordynator wiecznie
      zajęty, słyszałam tylko: nie przeszkadzać. Byłam po cesarce z
      powikłaniami i sama potrzebowałam pomocy, ale na prośbę męża żeby
      pielęgniarki odciążyły mnie przy dziecku był tylko jeden wielki foch
      i krzyki przy obchodzie, że się nie potrafię zająć. Dopiero kiedy
      zasłabłam i mąż znalazł mnie rano na podłodze trochę zaczęły pomagać
      przy kąpaniu. Nie miałabym pretensji, ale na oddziale było wtedy
      tylko 3 dzieci (z matkami) i żadnym dzieckiem się nie zajmowały.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka