stara_dominikowa
09.04.10, 15:06
Znacie to?
wiadomosci.wp.pl/kat,1019379,title,Szpital-dla-dzieci-budza-w-nocy-i-przywiazuja-do-lozek,wid,12155463,wiadomosc.html
Ja tak. Każdego dnia dziękuję opatrzności za to, że nie mam dziecka chorego
przewlekle, że nie muszę przeżywać tego w kółko.
KAŻDA znajoma, której dziecko leżało w szpitalu raczy mnie opowieściami rodem
z horroru. Odleżyny u dziecka .... leżącego na OIOM-ie, opryskliwie rzucone na
korytarzu "przecież ona i tak umrze, pani się uspokoi!!!!", brak informowania
o czymkolwiek, ruganie za to, że rodzic żyje i potrzebuje czegokolwiek,
zamiast być tylko maszyną do przewijania, karmienia i wyręczania pielęgniarek,
kopanie w rozkładany fotel w środku nocy i opisane w artykule zapalanie
wszystkich świateł. Przede wszystkim upokarzające traktowanie rodziców,
kompletne, bez cienia empatii lekceważenie dzieci, wydzieranie się, trzaskanie
drzwiami - to już szczegóły.
Kto był ok? Pani ordynator oddziału patologii noworodka i niemowlęcia na
Niekłańskiej w Warszawie i jedna, doświadczona pielęgniarka, która po prostu
lubiła swoją pracę i - UWAGA!- szanowała ludzi. Cała reszta to wredne, okrutne
i nieczułe babsztyle. Kiedy płakało niemowlę, którego matki nie było przy nim
w nocy, interwencja pielęgniarek sprowadzała się do darcia ryja (tak, to
adekwatne określenie) na którąś z matek chcących uspokoić dziecko. Rozumiem,
to nie moje dziecko i nie mam prawa dotykać go bez pozwolenia rodziców, ale
matkom serca pękały i nie wytrzymywały godzinnego płaczu, podczas kiedy
pielęgniarki kompletnie ignorowały całą sytuację.
Trauma z powodu choroby dziecka to 1/10 traumy, którą w ogóle bez sensu
fundują pielęgniarki swoim chamskim i wrogim zachowaniem. Z moich obserwacji
wynika niestety, że nie należą im się podwyżki. Jak zaczną OPIEKOWAĆ się
pacjentami, to będę za.