Dziewczyny, mam do Was pytanie, czy też macie tak jak ja.
Ja czesem widzę świat przez różowe okulary, wydaje mi się że jestem
szczęśliwa, mam w miarę fajną rodzinę, dobrą pracę i wszystko jest
oki, a potem przychodzą jakieś czarne dni, kiedy wydaje mi się, że
wszyscy byliby szczęśliwsi gdyby mnie wogóle nie było.
Zresztą pokażę Wam na przykładzie:
Jesteśmy w trakcie budowania nowego domu, mojego męża wiecznie nie
ma,bo praca, bo doglądanie budowy a jak jest to zmęczony, padnięty,
nie mamy wcale czasu dla siebie, rozmawiamy tylko o sprawach bardzo
ważnych (nawet powiedziałabym, że wymieniamy tylko informacje o
budowie i dzieciach). Cały ciężar prowadznia domu i opieki nad
dziećmi spada na mnie, nie mam od niego żadnej pomocy ( a też
pracuję zawodowo). Też jestem padnięta i wyczerpana.
Czasem akceptuję ten stan rzeczy, rozumiem, że to lepsza przyszłośc,
że musimy wytrzymac, bo inaczej nie damy rady z tym domem....
A czasem przychodzą takie dni jak dziś, że nie daję rady. I placzę,
bo znowy muszę sama rozwiązac problemy, które w szkole mają moje
dzieci..., bo mąż znowu nie miał czasu pomyślec co bym chciała
dostac na imieniny, które minęły

, bo kolega w pracy
powiedział ..."moja żona czyta....", a mój nie wie co czytam

, bo
już nie pamiętam kiedy powiedział, że kocha. Moje zadania
ograniczają się do uprania, posprzątania, zrobienia zakupów...etc.
Czy Wy też tak macie nagminnie, bo ja to tak falami

Czy to depresja, czy przemęczenie, czy zbytnie rozczulanie się nad
sobą.
pozdr
aldona