Dodaj do ulubionych

Pytanie do Tatyadriana

07.06.05, 14:59
Zeby nie umknelo...

Bardzo Cie prosze Tatoadriana, abys rozwinal i podal logiczna argumentacje do
tego co napisales. Dlaczego wg Ciebie dziadkowie ze strony matki sa
ZOBOWIAZANI do pomocy w pierwszej kolejnosci, a dziadkowie ze strony ojca NIE
SA do tego zobowiazani??????? Oczywiscie mowimy tu o sytuacji, gdy ojciec
dziecka sie miga od wspoluczestniczeniu w kosztach wychowywania dziecka.

Bede wdzieczna.

Leeya

tataadriana napisał:

> nie zapominaj że są jeszcze rodzice czyli dziadkowie ze strony matki tych
> wspaniale wychowywanych dzieci i lekko rozgarnięty adwokat w pierwszej
> kolejności powinien tam wysłać matkę po pieniądze najpierw.
Obserwuj wątek
        • szymon00 Re: Pytanie do Tatyadriana 07.06.05, 17:22
          alimenty prawnie wyglądają następująco:

          rodzice biologiczni, jeśli jeden z rodziców nie jest w stanie zadośćuczynić
          obowiązkowi, ciężar spada w 100 % na drugiego rodzica, dopiero gdy i ten drugi
          rodzic nie jest w stanie spełnić swego obowiazku wtedy przechodzi na dalszych
          krewnych np. dziadków, teoretycznie obowiązek wobec dziadków jest taki sam i
          nie ma to różnicy czy od strony matki czy też ojca, zarówno po jednej stronie
          jak i po drugiej mają taki sam obowiązek, jednak sięgając dalej czyli biorąc
          pod uwagę zasadę współżycia społecznego, można domniemywać, że jeśli z jednej
          strony jest ten obowiązek wykonywany, to należy również i obciążyć tą drugą
          stronę, która z tego się nie wywiązuje

          czy to jest zrozumiałe?

          pozdrawiam
          • leeya Re: Pytanie do Tatyadriana 07.06.05, 20:03
            Szymonie,

            Nie chcialam w odpowiedzi uzyskac wykladni prawa. Jezeli by mi o to chodzilo,
            to zapytalabym Ciebie. Chodzilo mi o wyjasnienie slow, ktore zacytowalam, a
            ktorych autorem byl Tataadriana. Nie rozumiem, dlaczego samotna matka ma
            najpierw swoje kroki kierowac do swoich rodzicow w celu uzyskania pomocy.
            PIERWSZE kroki powinna kierowac do ojca dziecka, a jezeli on sie miga, obciazyc
            jego rodzicow. I to jest zgodne z zasadami wspolzycia spolecznego.

            Caly czas czekam na odpowiedz na moje pytanie od Tatyadriana.

            Leeya
            • ania_rosa Re: Pytanie do Tatyadriana 07.06.05, 21:07
              Leeya, ja nie jestem TatąAdriana (nie powiem, abym się cięła żyletką z tego
              powodu),ale mimo to spróbuję Ci odpowiedziec:

              Po pierwsze chodzi o to, ze skoro rodzice wychowali roszczeniową gó..arę ( w
              domyśle jest : puszczalską gó..arę), która "zrobiła sobie" dziecko z męzczyzną
              ( w domysle jest: normalnym, naciągniętym, wykorzystanym mężczyzną) i tenże
              mężczyzna nie płaci (w domyśle: to normalne, że nie płaci, bo jak suka nie da to
              pies nie weźmie) to dlaczego mają płacić rodzice tego męzczyzny ( w domyśle
              jest: normalni, sympatyczni, równi, kochani ludzie)?

              Z tego wynika, że Po Drugie: jak wiadomo dzieci rodzą się dlatego, bo na tym
              świecie są złe kobiety i one uwodzą dobrych mężczyzn. Kolacyjka, winko i bach!
              dwie kreski na teście ciązowym. I te biedne żuczki (męzczyźni) bardzo
              racjonalnie nie chcą płacić na dzieci. W ogóle to nawet nie wiadomo, czy to sa
              ich dzieci, bo na przykład raz się zdarzyło już niepokalane poczęcie, więc
              dlaczego nei miałoby byc powtórki z rozrywki? A badania DNA jak wiadomo są
              fałszowane, więc tym bardziej nie ma moralnych podstaw do ubiegania się o
              alimenty. Tak więc ci ojcowie są bardzo mądrzy i odpowiedzialni, ze mimo
              jeżdżenia Chryslerem Cirrusem oficjalnie są bezrobotni.

              I PO Trzecie: No sama powiedz, Leeya, dlaczego rodzice tych złotych chłopaków
              mieliby za coś płacić? Wychowali synów jak marzenie- widac, że taki syn i ma
              głowę na karku, i dobre serce, i żyłkę do biznesu, i w ogóle jest cud, miód i
              malina, więc za co tu do cholery płacić?! Za udany plan pedagogiczny?!
              Co innego rodzice tych puszczalskich i roszczeniowych gó..ar- jak se tak
              córeczke wychowali, to niech teraz płacą.

              Mam nadzieję, że rozświetliłam Ci nieco moralne mroki filozofii TatyAdriana. Ty,
              Leeya, niby niegłupia dziewczyna Jestes, a takich oczywistości nie rozumiesz...wink
              Rosa
              • aggtt Re: Pytanie do Tatyadriana 07.06.05, 22:16
                łoj, ja nie rozumiem i nie zrozumiem sad(((
                Bo mimo ę się pośmiałam Aniu-Roso, to potem mnie dziwny niepokój dopadł i
                poczucie pustki i osamotnienia...
                Ale przecież jestem samotna, nie? To jak inaczej miałabym się czuć...
              • leeya Re: Pytanie do Tatyadriana 08.06.05, 09:09
                Aniu,

                Tak tez myslalamsmile) Tylko, ze choc raz chcialam, zeby ktorys z "mocno
                poszkodowanych i ograniczonych w dostepie do dziecka" tatulek sie wypowiedzial,
                tylko obawiam sie, ze nie napisalby tak ladnie a zaczal jak zwykle krecictongue_out

                Leeya

                PS. Ania, swoja droga to w koncu obciaze Cie za szmatki do wycierania
                monitoratongue_out Znow oplulam czytajac Twoj postsmile)))))))))))))
    • tataadriana Re: Pytanie do Tatyadriana 09.06.05, 01:31
      generalnie to są zobowiązani w równym stopniu smile dziadkowie z obu stron (vide
      szymon). jeśli chodzi o moje sformułowanie: często, i zbyt często, a nawet
      chyba rzadko się wspomina o zobowiązaniach ze strony dziaków rodzica
      sprawującego bezpośrednią opiekę nad dzieckiem. dlatego też znalazło się takie
      a nie inne sformułowanie, które oczywiście jest błędne, za co przepraszam,
      jeśli ktoś się nim zbyt pochopnie zasugerował.
      pzdr
      • leeya Re: Pytanie do Tatyadriana 09.06.05, 09:08
        Przyznam,

        Zla jestem i zgrzytam zebami na Ciebie. Najchetniej to bym na Ciebie
        pokrzyczalatongue_out Bo widzisz, szlak mnie trafia jak sie facet miga i jeszcze przy
        okazji ktos wysyla dziewczyny do JEJ rodzicow. Nie moze tak byc, ze tylko jedna
        strona jest obciazona wydatkami na utrzymanie dziecka. Jezeli ja pracuje i
        utzrymuje SAMA dziecko, a tatulek sie wypisuje, grzecznie mowiac, z lozenia na
        dziecko, to mam sie zwracac do moich rodzicow po pomoc?? A TAKIGO WALAtongue_out Jak
        jest niezciagalny, to podaje do sadu jego rodzicow. Bo ja obowiazek mojej
        czesci rodziny wykonuje, a on jesli chce, niech nie placi, jego rodzice zaplaca.

        Leeya

        PS. Im blizej do rozprawy o alimenty tym bardziej nerwowa i czula na tym
        punkcie sie robie. Wrrrrr.....
    • magdmaz Re: Pytanie do Tatyadriana 11.06.05, 08:12
      Wiesz co, Tatoadriana? Przeczytałam to wszystko i najpierw ciśnienie mi
      podskoczyło, potem ręcę mi opadły, i nie tylko.
      Ja zgodziłam się NIE ZAKłADAĆ SPRAWY O ALIMENTY - wycofałam mój wcześniejszy
      wniosek, żeby dać szansę ojcu, a chodzi o to, żeby to w życiorysie ładniej
      wyglądało - żeby w pracy nie wiedzieli, na przykład. Mam dwoje dzieci - oboje w
      przedszkolu. Pracuję - dla pracy przeniosłam się do małej wiochy, gdzie
      prowadzę tartak - praca 24 godz. na dobę. Dostaję 1300 zł - dużo. Przedszkole -
      400 zł - chyba że nie chodzą, ale wtedy lekarstwa - wychodzi na to samo.
      Wynajmuję mieszkanie - wspólny dom (wspólnota po 50%) jeszcze nie sprzedany i
      nie podzielony, bo... mąż ma sentyment!!! Domagam się sprzedaży, ale nie
      poszłam z tym do sądu, tylko właśnie SIĘ DOGADUJEMY, jak widzisz. Za
      wynajmowane mieszkanie (najmniejsze, jakie znalazłam) płacę w sumie - z
      wszystkimi opłatami 600 zł + 50 za telefon (stacjonarnego tu nie ma). W sumie
      nie dużo. Podliczyłeś? Reszta na jedzenie. Dużo nie potrzeba, w końcu jadają w
      przedszkolu, zostają soboty, niedziele i kolacje, słodyczy nie kupuję, ubrań
      nie kupuję, noszą używane. No, trochę kosztują środki czysości, ale nie
      wymagajmy, dzieci nie muszą mieć szamponu jonssona. Wiesz? Czasem mi na
      podpaski nie starcza. Śmieszne, nie?
      A tata? Czasami nie daje nic, tylko zabiera dzieci do siebie na tydzień lub
      dwa. Czasami daje 200 zł (w maju dostałam 250!), więcej nie może, bo dużo
      kosztuje dojeżdżanie do dzieci. Ciuchy im kupuje za to firmowe - i szczerze
      mówiąc dobrze, bo przynajmniej czasem wyglądają ładnie. On też ma firmowe.
      Zabawki im kupuje. W sumie stara się. Zawsze mi obiecuje, że JAK MU STARCZY to
      da na dzieci.
      I teraz, Tatoadriana, ty mi odpowiedz - dlaczego ja mam w kosztorysie
      miesięcznym punkt 1. wyżywienie dzieci, dalej opłaty mieszkaniowe i
      przedszkole, i na tym sie zwykle kończy, a on ma najpierw różne punkty, a no
      końcu punkt: TO CO MI ZOSTAŁO na dzieci???
      Ale jak powiedziałam, że sobie radzę, że wprawdzie czasem na kolację jest chleb
      z masłem, ale głodne nie chodzą, to się popłakał w słuchawkę. No kurcze, na te
      danonki, kubusie i bakusie codziennie mnie nie stać.
      A jak myślisz, kto mi dosyła kasę, jak przed wypłatą zabraknie na mleko? MOI
      RODZICE. I jak myślisz, czy są bardzo ze mnie dumni, że nie domagam się
      sądownego ustalenia alimentów i podziału majątku (który w dużej mierze
      sfinansowali?). Mnie się zdaje, że raczej myślą, że mają głupią córkę.
      Więc wiesz, Tatoadriana? Ja sobie całkiem nieźle radzę, w porównaniu do innych
      samotnych mam. Zwykle akurat związuję koniec z końcem. Tylko mój były mąż ma
      willę z ogródkiem i wkrótce kupi sobie samochód, a ja nie zafunduję dzieciom
      żadnych płatnych dodatkowych zajęć poza szkolnych, więc są skazane na
      patogenne "podwórko" czy "ulicę" w małej dziurze, gdzie piją wszyscy -
      mężczyźni i kobiety. Nie dołożę im do zakupu własnego mieszkania, jak to
      zrobili moi rodzice, choć pewnie wyślę je na studia - ale o płatnych mowy nie
      ma, bo i tak muszą stąd wyjechać do akademika lub na stancję. Myślisz, że tatuś
      zapłaci za ich edukację? To dlaczego nie płaci za przedszkole?
      Kończę, bo mi się coś robi z wątrobą.
      pozdrawiam wszystkie samotne i samodzielne.
      Magda
      • tataadriana Re: Pytanie do Tatyadriana 12.06.05, 20:00
        taaa... cięzka sprawa. generalnie opisujesz to z drugiej strony - rodzica,
        który jest z dziećmi, się nimi opiekuje i jeszcze dodatkowo pracuje. nie wiem
        dlaczego, ale zwykle spotykam się z takimi sytuacjami: dzieci są przy
        niepracującej matce, ojciec musi łapać etaty na horrendalne alimenty, a
        wspaniała mama jeszcze dziadków chce ciągać po sądach. tak też się zdarza i to
        wcale nie rzadko. podziwiam twoją samodzielność i zaradność.
        to w jaki sposób twój eks dzieli swoje pieniądze - to już on się rozliczy z
        własnym sumieniem, ty możesz go pociągnąć do większego wysiłku, aby podzielił
        to w większej częsci i pierwszej kolejności na dzieci.
        co do studiów - raczej odradzam wysyłać na płatne. sam kończyłem bezpłatne, ale
        nasłuchałem się o tych płatnych wielu opinii i w większości się chyba pokrywają
        ze stanem faktycznym smile gdzie opłata załatwia praktycznie zdobycie tytułu.
        pzdr i życzę powodzenia
      • ann17 Re: Pytanie do Tatyadriana 12.06.05, 20:14
        Magdo,
        co prawda piszesz do Taty Adriana, ale ponieważ na forum - to myślę że mam
        prawo napisać co o tym sądzę. oczywiście zrobisz jak zechcesz.
        ale ja tak myślę, że oprócz udowodnienia sobie i wszystkim dookoła, że sobie
        dasz radę z utrzymaniem dzieci, powinnać pójść do sądu po alimenty. bo Twoje
        dzieci mają prawo pić danonki i chodzić na zajęcia pozalekcyjne. a ich ojciec
        ma obowiązek na nie łożyć nie tylko gdy mu coś zostanie.
        nie traktuj tego broń Boże jako jakąś krytykę Twojego postępowania. trzymam
        kciuki żeby starczyło Ci siły. ale obowiązkiem ojca jest łożenie na utrzymanie
        dizeci. i nie powinnaś go z tego obowiązku zwalniać (jakiekolwiek szlachetne
        pobudki by Tobą nie kierowały) - to się dzieje kosztem dobra dzieci.
        pozdrawiam, Ania.
        • edzieckokarenina Re: Pytanie do Tatyadriana 12.06.05, 22:06
          ale zwykle spotykam się z takimi sytuacjami: dzieci są przy
          niepracującej matce, ojciec musi łapać etaty na horrendalne alimenty, a
          wspaniała mama jeszcze dziadków chce ciągać po sądach. tak też się zdarza i to
          wcale nie rzadko
          ************************
          ciekawe w jakim ty sie srodowisku obracasz że opisujesz "takie przypadki"wink
          btw. jeżeli ojciec jak mówisz płaci horrendalne (a możesz powiedzieć co to
          znaczy według ciebie?jaka to kwota? i na ile dzieci?) alimenty to matka nie
          może jednocześnie pozwać dziadków o alimenty.Dziadków się pozywa tylko wtedy
          jeśli rodzic nie płaci i egzekucja komornicza jest bezskuteczna-dopiero wtedy
          matka może złożyć pozew o alimenty od dziadków.
          • tataadriana Re: Pytanie do Tatyadriana 12.06.05, 22:26
            droga edzieckokarenino smile
            środowiska są różne smile im więcej ich człowiek poznaje tym większą zdobywa
            wiedzę.
            nie słyszałaś nigdy o rodzicach żadających na dziecko po 1000 zł? i to na
            dziecko w wieku szkolnym, w dodatku z sytuacją gdy opiekującemu się rodzicowi
            nie chce się szukać pracy bo "musi się opiekować dzieckiem"? smile
            co do tego czy można żądać alimentów od dziadków dopiero gdy drugi rodzic nie
            wywiązuje się z nałożonego obowiązku - otóż podppowiem że nie tylko. poza tym
            chyba nie znasz życia, które już niejeden taki scenariusz napisało. przemawiają
            prze twoją wypowiedź negatywne uczucia smile
            jeśłi chcesz poczytać jak można dostawać alimenty nawet w dorosłym życiu,
            zapraszam na moją stronę.
            pzdr
            • pelaga Re: Pytanie do Tatyadriana 13.06.05, 08:50
              > nie słyszałaś nigdy o rodzicach żadających na dziecko po 1000 zł?

              Coz za rodzice, TAKIE zabojcze sumy!!! Chyba sie rozplacze nad losem tych
              biednych alimenciarzy, chlip chlip...
              A tak serio, to jest to suma, ktors tez poitrafilabym DOBRZE wydac na dziecko,
              wystarczy zapisac dziecko na angielski (2 godz. x 30 zl 1 raz na tydzien) i
              niemiecki (2 godz x 30 zl 1 raz na tydzien) pozalekcyjnie i juz koszt
              miesieczny wyniesie 480 zl (choc nie wiem, czy tak tanio da sie znalezc
              prywatne lekcje jezykow, mysle, ze 40 zl/godz to najnizsze wynagrodzenie, jakie
              da sie znalezc), ale ja mojego Mlodego nie zapisze na dwa jezyki, bo mimo, ze
              pracuje nie stac mnie na to, przymierzam sie jedyniedo angielskiego od
              wrzesnia.Tatusiek nie poczuwa sie do obowiazku zapewnienia dziecku startu w
              zycie, bo on placi alimenty, wedlug niego zastraszajaco wysokie, wedlug mnie
              nienajgorsze, ale zawsze moznaby dziecku wiecej zapewnic. No ale to trzeba by
              dziecko kochac, a na to uczucie dziecko moze liczyc tylko z mojej strony.
              • tataadriana Re: Pytanie do Tatyadriana 13.06.05, 21:51
                hmmm, nie wiem czy się śmiać, czy płakać. znalezienie lekcji języka obcego na
                pewno nie jest trudne nawet za 40/h, ale to widocznie zależy od tego co się
                chce znaleźć, a w twoim przypadku pelago cena musi odpowiadać twoim ambicjom
                dołożenia kosztów smile dziwne że ja bez trudu znalazłem w ogłoszeniach lekcje za
                połowę ten podanej przez ciebie "najniższej" smile

                > nienajgorsze, ale zawsze moznaby dziecku wiecej zapewnic. No ale to trzeba by
                > dziecko kochac, a na to uczucie dziecko moze liczyc tylko z mojej strony.
                >
                czyżby stopień uczucia mierzony był kwotą płaconych alimentów?? naprawdę
                przykre i karygodne...
                napewno nie wątpię że potrafiłabyś DOBRZE wydać każdą sumę, jaką byś otrzymała
                dla dziecka... smutne to sad
                pzdr
                • kammik Re: Pytanie do Tatyadriana 13.06.05, 22:14
                  Tatoadriana, pewnie, ze mozna znalezc lekcje za dwie dychy. Wszystko mozna.
                  Mozna sie wyniesc na wies zabita dechami, gdzie za angielski sie nic nie placi,
                  bo go nie ma, fryzjer kosztuje 5zl a na obiad mozna zasunac sasiadowi ziemniaki
                  z pola. I nie zarzucaj peladze, ze zawyza koszty utrzymania dziecka, bo nie
                  jest to prawda.

                  > czyżby stopień uczucia mierzony był kwotą płaconych alimentów?? naprawdę
                  > przykre i karygodne...

                  Karygodne jest wysnuwanie krzywdzacych wnioskow. Ale tak to juz jest - jeden
                  zaplaci trzy stowy i wypina piers po order Super Ojca, drugi tez zaplaci trzy
                  stowy i zdaje sobie sprawe z tego, ze to dosc mikra kwota.

                  > napewno nie wątpię że potrafiłabyś DOBRZE wydać każdą sumę, jaką byś otrzymała
                  >
                  > dla dziecka... smutne to sad

                  Smutne by bylo, gdyby jej nie potrafila dobrze wydac. Ja tam lubie wydawac
                  pieniadze na swojego syna. Ty nie?
                • pelaga Re: Pytanie do Tatyadriana 14.06.05, 08:40
                  > hmmm, nie wiem czy się śmiać, czy płakać

                  Jak czytam twoje wypowiedzi to zupelnie nie jest mi do smiechu.

                  > a w twoim przypadku pelago cena musi odpowiadać twoim ambicjom
                  > dołożenia kosztów smile

                  Zalosne stwierdzenie pokrzywdzonego alimentami na WLASNE w koncu dziecko
                  tatuska. Dodatkowo zupelnie w moim przypadku niezgodne z prawda. We wrzesniu z
                  pewnoscia poinformuje za ile udalo mi sie znalezc korepetycja z angielskiego,
                  przy czym [oza niska cena MNIE bedzie interesowala opinia ludzi, czy sa to
                  pieniadze ZAINWESTOWANE z sensem.

                  > czyżby stopień uczucia mierzony był kwotą płaconych alimentów?? naprawdę
                  > przykre i karygodne...

                  Stopien uczucia jest mierzony miedzy innymi CHECIA apewnienia dziecku
                  wyksztalcenia i startu w dorosle zycie. A na to potrzeba pieniedzy, jk na
                  wszystko w zyciu. A wiekszosci tatuskow tych checi brak, jak widac doskonale po
                  twoich miedzy innymi wypowiedziach.

                  > napewno nie wątpię że potrafiłabyś DOBRZE wydać każdą sumę, jaką byś otrzymała
                  > dla dziecka... smutne to sad

                  Smutne to by bylo gdybym kase wydawala na podroze po swiecie a dziecko
                  chodziloby w podartych ciuchach. Ja spokojnie patrze w lustro, skoro mam
                  swiadomosc, ze POTRAFIE i LUBIE wydawac na moje dziecko pieniadze, skoro
                  potrafie sobie odmowic, zeby dziecku zapewnic lepszy start w zycie, ja nawet
                  wiem, ze to kiedys zaprocentuje.
                  • pelaga Re: Pytanie do Tatyadriana 14.06.05, 08:42
                    przy czym poza niska cena MNIE bedzie interesowala opinia ludzi, czy sa to
                    > pieniadze ZAINWESTOWANE z sensem.

                    Moze uscisle. CHodzi mi to to, czy rodzice posylajacy dzieci do danej
                    korepetytorki widza efekty nauki jezyka. Bo tez jaki sens ma posylanie dziecka
                    do kogos taniego, skoro efektow nauczania zadnych nie bedzie.
                    • edzieckokarenina Re: Pytanie do Tatyadriana 14.06.05, 18:33
                      Zalosne stwierdzenie pokrzywdzonego alimentami na WLASNE w koncu dziecko
                      tatuska.
                      ****
                      właśnie pelagasmile
                      dobrze to ujełaś, tak odbieram tatuska adriana.Żal mu pieniędzy których nie
                      może wydać na siebie-tylko biedny zapomniał że jego dziecko też ma potrzeby.
                      • tataadriana Re: Pytanie do Tatyadriana 16.06.05, 21:49
                        wrrrrr.... żal mi Ciebie edzieckokarenino i pelagi. oraz wszystkich kobiet
                        waszego pokroju.
                        uważam taką opinię o mnie za bardzo krzywdzącą.
                        i tyle. kultura i szacunek nie pozwalają mi wyrazić się szczerzej smilesmile
                        pzdr
            • edzieckokarenina Re: Pytanie do Tatyadriana 13.06.05, 15:55
              tataadriana napisał:
              przemawiają
              >
              > prze twoją wypowiedź negatywne uczucia smile
              > jeśłi chcesz poczytać jak można dostawać alimenty nawet w dorosłym życiu,
              > zapraszam na moją stronę.
              > pzdr
              ****
              w jednym masz rację-że przemawiają przeze mnie negatywne uczucia i nie kryję
              tegosmile))czytając to co piszesz nie sposób zapałać do ciebie sympatiąwink
              na Twoją stronkę nie mam ochoty wchodzić, ale dziękuję za zaproszeniewink)
              btw. nie uważam aby 1000zł na dziecko było strasznie wysoką kwotą, dziecko nie
              powinno żywić się samym chlebem i wodą (choć takie diety co pewien czas ponoć
              robią dobrze na zdrowie), nie powinno chodzić tylko w używanych rzeczach z
              lumpów czy po straszych dzieciakach.
              • mikawi Re: Pytanie do Tatyadriana 13.06.05, 16:15
                Jeśli rodziców na to stać, mogą wydawać na dziecko znacznie więcej niż owe
                1000zł. Co nie znaczy że to jest norma, bo zależy to od zarobków i proszę nie
                mów że 1000 zł to nie jest strasznie wysoka kwota na dziecko, bo dla wielu
                osób - również na tym forum - to może być cała pensja albo i więcej.
                • edzieckokarenina Re: Pytanie do Tatyadriana 13.06.05, 16:22
                  mikawi napisała:

                  > Jeśli rodziców na to stać, mogą wydawać na dziecko znacznie więcej niż owe
                  > 1000zł. Co nie znaczy że to jest norma, bo zależy to od zarobków i proszę nie
                  > mów że 1000 zł to nie jest strasznie wysoka kwota na dziecko, bo dla wielu
                  > osób - również na tym forum - to może być cała pensja albo i więcej.
                  ***********
                  wiadomo- rodzice (kochający) wydają na dziecko tyle ile mają i mogą, natomiast
                  tataadriana reprezentuje chyba ten typ rodzica ,który chciałby płacić tyle ile
                  jemu się podobawink
                  pozdrawiam
                  • tataadriana Re: Pytanie do Tatyadriana 16.06.05, 22:03
                    wiadomo- rodzice (kochający) wydają na dziecko tyle ile mają i mogą, natomiast
                    > tataadriana reprezentuje chyba ten typ rodzica ,który chciałby płacić tyle
                    ile
                    > jemu się podobawink

                    no masz rację. tyle ile mi się podoba. z tą różnicą tylko że to jest znacznie
                    więcej niż zasądzona przez sąd kwota smile i nie zapomnij o dodatkowych wydatkach,
                    które ponoszę bez zmużenia oka podczas bezpośredniej opieki i wychowywania smile
    • chalsia A wsadzę sobie kij w mrowisko 14.06.05, 19:02
      Tataadriana napisał:
      nie słyszałaś nigdy o rodzicach żadających na dziecko po 1000 zł? i to na
      dziecko w wieku szkolnym, w dodatku z sytuacją gdy opiekującemu się rodzicowi
      nie chce się szukać pracy bo "musi się opiekować dzieckiem"? smile
      ---------------------

      Mam dziecko w wieku przedszkolnym, ojciec płaci od 2,5 roku 1600zł, co stanowi
      niecałe 20% jego pensji netto. Jakoś widać mu to nie przeszkadza. Jakie w
      takiej sytuacji ma znaczenie fakt, czy ja pracuję, czy nie? Żadne.

      Chalsia
      • edzieckokarenina Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 14.06.05, 19:35
        chalsia napisała:

        > Tataadriana napisał:
        > nie słyszałaś nigdy o rodzicach żadających na dziecko po 1000 zł? i to na
        > dziecko w wieku szkolnym, w dodatku z sytuacją gdy opiekującemu się rodzicowi
        > nie chce się szukać pracy bo "musi się opiekować dzieckiem"? smile
        > ---------------------
        >
        > Mam dziecko w wieku przedszkolnym, ojciec płaci od 2,5 roku 1600zł, co
        stanowi
        > niecałe 20% jego pensji netto. Jakoś widać mu to nie przeszkadza. Jakie w
        > takiej sytuacji ma znaczenie fakt, czy ja pracuję, czy nie? Żadne.
        >
        > Chalsia

        *****
        chalsiu- bo najwięcej krzyczą ci co nic nie płacą,albo płacą śmieszne pieniądze
        a i tak im żal na własne dziecko i do głowy by im nie przyszło że można więcej;-
        )
      • leeya Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 14.06.05, 20:05
        Jaki kij w mrowisko Chalsiu? Przeciez to niecale 20% jego zarobkow, wiec to
        chyba normalne? Po prostu masz szczescie, ze tyle Twoj ex zarabiasmile Ja tez
        wnioskuje o 20% zarobkow exa, ale to bedzie duuuuuuzo mniejtongue_out

        I fakt, najbardziej krzycza Ci, ktorzy placa malo lub w ogole. Njbardziej mnie
        smiesza Panowie krzyczacy, ze za alimenty matka lata po fryzjerach i
        kosmetyczkach. he he he. Nagle pada kwota 350PLNsmile

        A tak swoja droga, kiedy zrobilam kalkulacje utrzymania miesiecznego to sie
        lekko przerazilam. Nawet nie wiedzialam, ze tyle na Kulcie wydajesmile Ale to
        tylko przyjemnoscsmile

        Leeya

        PS. Jutro zlyyyy dzien, oj zlyyyyyy
          • tataadriana Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 14.06.05, 20:51
            ucinam dyskusję.
            absolutnie nie zgadzam się z tym że krzyczą tylko ci co dają na dziecko
            najmniej. to co odpisuje jest próba głosu rozsądku - kompromisem między
            wybujałymi ambicjami niektórych rodziców próbujących zedrzeć z innego rodzica
            wszelkie zarobione pieniądze a a próba jakiejkolwiek obrony tychże przed tymi
            pierwszymi.
            z przykrością muszę was drogie panie poinformować że Adrian nie musi chodzić w
            używanych ciuchach, nie cierpi głodu i nie musi się wstydzić przed dziećmi że
            nie ma jakichś zabawek smile albo w jakiś inny sposób jest gorszy lub pokrzywdzony
            w stosunku do innych dzieci tylko z powodu takiego a nie innego wyboru przez
            jego rodziców smile
            pzdr i mimo wszystko życzę rozsądku
            • tataadriana Re: 14.06.05, 21:04
              tytułem podsumowania:
              matka tak jednak kocha Adriana, że od czasu kiedy ma drugie dziecko skończyły
              się problemy z kontaktami. sądownie ustalone 2x w tyg stały się fikcją. teraz
              mogę zabierać Adriana codziennie a zdarza się często że od rana dostaje esa aby
              wziąźć go, lub matka sama go przyprowadza smile
              według niektórych osób bliska może być chwila gdy wraz z dzieckiem zabiorę
              walizki z jego rzeczami.
              taka to może być miłość do... czasu drugiego dziecka smile
              • leeya Re: 14.06.05, 21:29
                Po pierwsze: gratuluje pracy,ktora pozwala od rana spedzac czas z dzieckiemsmile

                Po drugie: Milosc matki na pewno jest ogromna do KAZDEGO dziecka, z tym, ze
                TATA tez chyba moze pomoc w opiece nad dzieckiem, prawda? Skoro dazyles do
                czestszych kontaktow z Adrianem, masz to co chciales, wiec po co te
                zlosliwosci? A jezeli uda Ci sie przejac calkowita kontrole nad Adrianem, to
                pamietaj, zeby nie utrudniac mu kontaktow z matkatongue_out

                Po trzecie: zaczales nas wysylac do naszych rodzicow. Niby tak C sie wyrwalo.
                Ale pamietaj, ze sytuacja sytuacji nierowna. Twoja wygladala tak a nie inaczej,
                maja, jak i wielu dziewczyn na forum wyglada zupelnie inaczej. Jaki wniosek?
                Robic swoje w zyciu nie wtykac swojej sytuacji jako normy wszystkim dookola.

                Po czwarte: Ja na prawde uwazam, ze jezeli ojca stac to powinien partycypowac w
                kosztach utrzymania dziecka w wiekszym stopniu. I ze 20% zarobkow to nie jest
                tak wiele, zeby na dziecko lozyc. Przeciez to idzie na potrzeby dziecka. I na
                rozwoj dziecka, a to tylko procentuje w przyszlosci!! Kurcze.... Czemu
                odbierane to jest tak strasznie personalnie przez ojcow? Jako dokopywanie,
                oskubywanie? Szczerze? Niech exi nie daja do reki matkom tych pieniedzy, ale
                niech np zrobia zakupy dziecku POTRZEBNYCH rzeczy, np zgodnie z lista matki, to
                beda wiedzieli ile i co kosztuje. Moze wtedy przestana warczec i sczekac...

                Ojjjj.... nerwy mnie powoli zjadajasad(

                Leeya
                • czekolada72 Re: 15.06.05, 11:14
                  leeya napisała:

                  >Niech exi nie daja do reki matkom tych pieniedzy, ale
                  > niech np zrobia zakupy dziecku POTRZEBNYCH rzeczy, np zgodnie z lista matki,
                  to
                  >
                  > beda wiedzieli ile i co kosztuje. Moze wtedy przestana warczec i sczekac...

                  Hahahaha
                  poszlam kilka lat temu w sadzie na ugode, zgodzilam sie na mniejsze alimenty,
                  duuzo nizsze niz 20%
                  Tatus mojego dziecka mial za to oplacac lub doplacac do treningów, zorganizowac
                  basen (ma mozliwosc za symboliczne grosze), mial dokladac do obozow polowe
                  kosztow. Faktycznie - do konca roku szkolnego tak bylo. Od tego czasu - za
                  treningi place sama (bo przeciez wydarlam z niego takie wielkie alimenty),
                  basen - albo bedzie chodzić z nim na godz. 21 w ciagu tygodnia albo w ogole (a
                  na 8 do szkoly...), obozy - on nie ma obowiazku dokladac sie dodatkowo do obozu.

                  Fantastycznie. Dostalam dodatkowa niewycenialna chyba nauczke - zadnych ugod na
                  korzysc exa.
            • pelaga Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 15.06.05, 13:24
              > z przykrością muszę was drogie panie poinformować że Adrian nie musi chodzić
              > w używanych ciuchach, nie cierpi głodu i nie musi się wstydzić przed dziećmi
              > że nie ma jakichś zabawek smile

              Moze pwwinienes z DUMA, a nie przykroscia (zapewne spowodowana wysokimi
              alimentami) o czyms takim informowac?
              Taaaakkkk zdecydowanie rozsadku zycze.
        • mikawi Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 15.06.05, 11:33
          a ja mam pytanko, czy jak zdarzy się że zarobki waszych eksów się zmniejszą,
          czy zgodzicie się na utrzymanie tych 20% jego zarobków, mimo że nominalnie to
          będzie znacznie mniej alimentów? eks mojego M. dostawała 50% jego zarobków,
          niestety po stracie pracy i otrzymaniu następnej ale gorzej płatnej nie chciała
          słyszeć o 50% nowej pensji. Taka "dobra wola" w teorii hehe.
          • megan58 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 15.06.05, 11:41
            Mikawi myśle , ze odpowiedż bedzie pododbna do odpwowiedzi na pytanie:
            Ciekawa jestem ile tatusiów po podniesieniu wlasnych dodchodów - sami z
            nieprzymuszonej woli podnosza dzieciom aliemnty ( tak aby procentowo pozostały
            na tej samej stopie)????
            • kkokos mój podniósł - o całe 100 zł, podczas gdy jego 16.06.05, 09:53
              pensja skoczyła dwukrotnie (i nie mówimy o zarobkach rzędu kilkaset zł na
              miesiąc..) tak więc dostaję na dziewięciolatka (regularnie, to prawda!) całe
              400 zł miesięcznie.
              i jeszcze chciałam skomentować tekst tatyadriana, że on zna wyłącznie matki
              niepracujące żyjące z alimentów. Cholera, ja nie znam ani jednej!!! Znam
              natomiast co najmniej kilka samodzielnych mam, ciężko pracujących na swoje i
              dziecka utrzymanie, bo z alimentami bywa baaardzo różnie.... Tia, znowu światy
              równoległe...
          • chalsia Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 15.06.05, 11:43
            Być może się zgodzę. Ale nie zgodzę się na 100 zł, nawet jeśli by to było 20%
            zarobków. Minimum to 50% kosztów utrzymania dziecka. Mogę pójść na czasowe,
            notarialne zmniejszenie (czyli mniej niż 50% kosztów), ale z zapisem, że jest
            to dług do zwrócenia dziecku. Mogę zgodzić się na rozłożenie długu na raty.
            Chalsia
            ______________
            Większość ludzi to ssaki.
            • mikawi Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 15.06.05, 15:47
              chalsia ale sama wiesz że dla jednych 50% kosztów utrzymania dziecka to 300 zł,
              dla innych 2000. W końcu jeśli dziecko powinno żyć na takim poziomie jak
              rodzice (tu ograniczmy to do poziomu życia ojca) to jesli poziom ten spada
              (wraz ze zmianą zarobków na gorsze) spadać powinien poziom życia dziecka i te
              50% kosztów to zupełnie inna kwota. A ty piszesz że byłby to dług wobec
              dziecka. Wiec w sytuacji gdy za zmianą pracy (z przyczyn w pełni obiektywnych)
              idzie zmiana warunków finansowych, trudno zrozumieć przymus utrzymania
              dotychczasowej kwoty, jeśli była dotąd dość wysoka, nawet jeśli to było 50%
              kosztów utrzymania dziecka. Bo płacąc 1600 zł alimentów można zapewnić dziecku
              więcej - i bardzo dobrze, ale jeśli facet zarabiał tyle że mógł to zapewnić
              dziecku. Natomiast gdyby twój eks zaczął zarabiac połowę, nie byłby w stanie
              zapewnić dziecku takiego poziomu utrzymania jak dotychczas. I uważasz że
              powinno się to traktować jako dług? czyli zupełnie "nie opłaca" się, że tak
              brzydko ujmę, dawać byłej żonie na maxa wedle faktycznych możliwości na ten
              moment, bo w razie kłopotów finansowych ona tego maxa będzie traktowac jako
              kwotę startową i ewentualną obniżkę traktować jako dług do spłacenia. Przeciez
              to absurd. Z punktu widzenia ojca (normalnego) - zarabiam 8000, daję 2000
              dziecku bo mogę, bo mam dobry okres w soim życiu. Ale jak zacznę zarabiać 3000
              wiadomo że nie będe w stanie tyle dać co dotąd. Ale eks żona będzie tego
              wymagać?
              • chalsia Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 15.06.05, 16:49
                widać niejasno napisałam. Ja piszę o swoim konkretnym przypadku. W tej chwili
                alimenty od ojca w powyżej wymienionej kwocie stanowią ponad 50% kosztów
                dziecka. Gdyby zaczął zarabiać mniej, to w pierwszej kolejności obniżyłabym mu
                do 50% kosztów utrzymania dziecka. Gdyby chciał obniżyć jeszcze bardziej - to
                tak jak napisałam - notarialnie i dług. Bo to jest wg. mnie dług - z tym, że
                zaciągnięty u mnie, bo to ja wtedy pokrywam te wszystkie potrzeby dziecka. A
                dlaczego tak uważam - ponieważ nie sądzę, żeby eksowi w ogóle groziła tak
                drastyczna zmiana zarobków.
                Chalsia
                PS. nawet jak by zaczął zarabiać połowę tego co teraz, to aktualna kwota
                alimentów była by ok. 35%. Owszem, gdybyśmy RAZEM byli rodziną, to by NAM się
                pogorszyło. A tak, to nie mój interes - jemu się pogorszyło i to on ma problem
                jak zarządzać kasą, której ma mniej. Jeśli by wystąpił o obniżenie alimentów,
                to sąd by rozsądził. Fakt jest taki, że alimenty od niego de facto służą po to,
                bym JA mogła pracować i dobrze zarabiać = pokrywać pozostałe potrzeby dziecka (
                w tym również bezpośredniej opieki). Współpracy i bardziej "ludzkiego"
                podejścia mozna oczekiwać tylko, gdy się coś w zamian oferuje. Podejście mojego
                eksa (generalnie) wyklucza "chodzenie" mu na rękę.
                • mikawi Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 15.06.05, 16:59
                  to jak to jest: dziecko ma żyć na takim poziomie jak (załóżmy) ojciec - czyli
                  ojcu się wiedzie super, może i powinien płacić więcej, sąd bierze to pod uwagę
                  zasądza alimenty w kwocie 1600 (przykład, nie rozpatruję twojej chaslu
                  sytuacji). Ojciec płaci. Ojcu się wiedzie jeszcze lepiej, matka wnosi o
                  podwyżkę bo zwiększyły się możliwości zobowiązanego. Dostaje dajmy na to 2500.
                  Ojciec płaci, stac go bo zarabia super. Mija czas, ojciec traci rewelacyjną
                  pracę za rewelacyjną płacę. Chce zmniejszyć kwotę alimentów na które go nie
                  stać. I co słyszy? że eks żony to nie obchodzi.
                  Gdzie tu konsekwencja w takim razie - albo uwzględniamy zmianę sytuacji eksa,
                  ale jeśli tak - róbmy to w obie strony, czyli - ojcu wiedzie się super, daje
                  więcej, dziecko można wysłać na fajne kursy, dodatkowe zajęcia, fajne wakacje;
                  ale gdy sytuacja ojca się pogorszy kończą się ekstrasy zaliczane dotąd do
                  kosztów utrzymania dziecka. Czyli tak jak to się dzieje w pełnej rodzinie.
                  Albo nie uwzględniamy tych zmian w sytaucji finansowej ojca, ale wtedy nie
                  oczekujmy że jak zacznie zarabiac więcej to zwiększy kasę.
                  • megan58 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 15.06.05, 17:18
                    Miakwi - może nie dotczytałas i popadasz w dramatyczna nute.
                    #5% dochodów przeznaczac na dziecko to nie jest drastyczna suma i mozna
                    powiedziec ze zapewnia dziecku zycie na poziomie zgodnym z pozimem ojca i nie
                    zubaża i nie doprawoasdz do ruiny. Zyjąc w pełnej rodzine mysle , ze
                    przeznaczał by wiecej niż 35% na dziecko ze swoich dochodów. Im mniej zarabiasz
                    tym wiekszy procent przekazujesz na dziecko... ja przekazuje dużo ponad 50%
                    moiuch dochodów moje eks koló 20% lub mniej
                    • mikawi Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 09:32
                      według prawa dziecko powinno żyć na takim poziomie jakby żyło, gdyby rodzice
                      nie rozwiedli się. Oczywiste jest że gdyby rodzice nie rozwiedli się a np.
                      ojciec traci pracę, spadek poziomu życia uderza w całą rodzinę, również w
                      dziecko. Podobnie się ma rzecz po rozwodzie, gdy ojcu powodziło się bardzo
                      dobrze mógł dzięki wysokim alimentom zapewnić dziecku ciekawe zajęcia,
                      atrakcyjne wakacje, dodatkowe kursy, drogie markowe ciuchy itp. Gdy jego dochód
                      dratycznie się zmniejsza, oczywiste jest dla mnie że absurdem jest oczekiwanie
                      że nadal będzie opłacał (w formie alimentów) te rzeczy które wymieniłam. Nie
                      mówię tu o bardzo podstawowym poziomie utrzymania dziecka, chcę pokazać że dla
                      jednej matki (zwłaszcza jak sama nieźle zarabia) koszt utrzymania dziecka to
                      będą te wszystkie "atrakcje", które traktuje jako podstawę a dla innej matki są
                      już luksusem. I w sytuacji gdy zmienia się możliwość finansowania przez ojca
                      nie rozumiem oczekiwania że na dziecko będzie płacił tyle samo, czy tez 50%
                      kosztów utrzymania dziecka (szczególnie gdy dotychczas, dzięki możliwościom ten
                      koszt był dość znaczny). I oszczędzanie ojca nie ma tu nic do rzeczy, bo nie na
                      tym rzecz polega żeby ojciec jadł chleb ze smalcem żeby dziecku kupić kolejne
                      markowe spodnie bo dziecko innych nie uznaje i do takich było przyzwyczajone.
                      Podobnie ma się rzecz z podziałem 50/50. Same piszecie że taki rozdział to
                      bzdura, że zależy od zarobków obu stron. Dlaczego w takim razie nie działa to w
                      sytuacji gdy to facet jest tym gorzje zarabiającym (choćby czasowo). Dlaczego
                      wtedy nie jest naturalne, że lepiej zarabiająca matka ponosi 70% kosztów
                      utrzymania dziecka, zwłaszcza jesli ten koszt jest wysoki bo właśnie z owych
                      możliwości wynika? Rozumiem, bezpośrednia opieka też się liczy, ale nie
                      popadajmy w - jak to ujęla mag - dramatyczną nutę.
                      • megan58 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 09:44
                        Miakwi przypomne ze "dramatyczne" wnioski wysnułas po tym jak Chalsiua
                        napisała -na jakich warunkach by sie zgodziła..
                        I nikt tu nie mowi o jedzeniu przez ojca chcelba ze smalcem . W koncu dawałby
                        35% procent swoich dochodów -a reszta jego .. To co jadło by dziecko gdyby on
                        jadł chleb ze smalecem - jesłi by tylko tyle dostawało.?????

                        Mikawi - my sie nigdy nie zgdgodzimy - a wiesz dlaczego. Bo ty traktujesz
                        dziecko i wydatki na dziecko jak rubryczek w ekselu . NZmienjsza sie przychut
                        toi tniuemy po wszystkim rowno. A ja traktuje dziecko - jako miłośc a wydatki
                        na nie jak coś co msze zapewnic najlepiej jak potrafe.
                        I dlatego ja pewnie czasem wcinam chleb ze smalcem - zeby moje dziecka miało
                        pewny dom, pewnośc jutra , stabilne zycie i mozliwosc dobrej nauki i dobrego
                        rozwoju.

                        I jak starciłam cos - to oczywiście dziecko to odzczuje ale ja starm sie bym
                        najpierw odczuła to ja

                      • megan58 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 09:50
                        A mikawi tak odnośnie odwoływania sie do tego prawa. Jak mysłisz Ilu ojców -
                        podnosi alimety zgodnie z tym jak podnosząsie mu dochody - bez sadów - tak aby
                        zachować udział procentowy????
                        I drugi pytanie ilu ojców pląci od wysztkich sowich dochodów - np. dodatkowych -
                        nieuwzglednionych - tez z włłasnej woli???

                        A ilu ojcu probuje przy sprawie o aliemty pomiejszyc i ukryc dochody...??

                        Pozdrawaim

                        A i ciagle zapominasz ze to sa pieniadze dla dzieci...
                        • bob_dinozaur Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 12:41
                          Mysle Megan, ze dokladnie tylu ile samotnych matek probujacych przy sprawie o
                          alimenty pomniejszyc i ukryc swoje dochody i przedstawic jak najbardziej rozdete
                          koszty utrzymania dziecka, przedstawiajac wydatki ktorych w rzeczywistosci nie
                          ponosza albo ponosza w o wiele mniejszym zakresie. Akurat ta kwestia odnosi sie
                          do jednej i do drugiej strony.
                      • pelaga Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 09:52
                        > Rozumiem, bezpośrednia opieka też się liczy,

                        Nie sadze, zebys to rozumiala. Te nieprzespane noce, choroby, dowozenie dziecka
                        na zajecia dodatkowe, do szkoly, odrabianie lekcji, pranie, prasowanie,
                        sprzatanie, gotowanie, te wszystkie sytuacje, kiedy czlowiek jest postawiony
                        pod sciana, bo nie jest dyspozycyjny w pracy, a powinien byc, bo jesli nie
                        jest, to jest omijany przy podwyzkach. Nie sadze, zebys to rozumiala, bo gdybys
                        to rozumiala nie wymagalabys od matek sprawujacych te obowiazki w pojedynke,
                        nie majacych ZADNEJ pomocy w OBOWIAZKACH ze strony exow, muszacych pogodzic
                        jednoczesnie zarabianie na siebie i swoja czesc utrzymania dziecka, z opieka
                        nad dzieckiem, utrzymania dziecka w wysokosci wiekszej niz 50%.
                        I bardzo dobre pytanie zadala Megan: ilu ojcow po podwyzce leci do sadu
                        dobrowolnie podwyzszyc alimenty???? Chyba takiego przypadku nie bylo w historii
                        ludzkosci.
                        • e_r_i_n Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 09:54
                          pelaga napisała:

                          > I bardzo dobre pytanie zadala Megan: ilu ojcow po podwyzce leci do sadu
                          > dobrowolnie podwyzszyc alimenty???? Chyba takiego przypadku nie bylo w
                          > historii ludzkosci.

                          Pewnie żaden nie leci, tylko po prostu więcej wydaje na dziecko - m.in. po to,
                          zeby w razie spadku dochodow nie 'bujać się' z obniżkami.
                        • mikawi Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 10:04
                          no widzisz pelago, mój facet to jakiś ewenement w takim razie, bo jak miał
                          więcej kasy w danym miesiącu dawał więcej, uczciwie bez kręcenia; niestety w
                          drugą stronę to nie zadziałało i teraz ma nauczkę i mam nadzieję że jak zacznie
                          zarabiać więcej nie będzie eks żonie płacił więcej gotówką, tylko albo
                          zainwestuje w coś dla dzieci albo będzie odkładał, żeby w razie kłopotów mieć z
                          czego płacić tyle ile jest w wyroku. Bo więcej się jak widać "nie opłaca".
                          • megan58 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 10:10
                            Mikawi- rownie dobrze każda z nas może powiedzieć ze obniżyc sie nie opłaca. Bo
                            moje eks- zarabia duzo wiecej niż kiedys i nie podniusł sam z siebie . wieć
                            jak bedzie miał mniej - ja w imienu dziecka zgodze sie na obniżenie- koszyttem
                            dziecka- bo ja nie mam mu z czego tego wyrównać- to po dotycchczasowych
                            doswiadczeniach wyjdzie - ze jak bedzie mu leoiej - on nie podniesie...

                            Mikawi - ponieważ tysiace facetów uciekka z dochodami , ukrywa je, jak im sie
                            podniosa - nie czuje sie w obowiązku podnieśc dzieciom - to niestey wiekszoś
                            matake - które musza desydowac za dzieci i i musza deydowac o obniżeniustatusu
                            zycia dziecka - bo to dziecko poniesie ten koszt - robi to niechetnie...
                            Widzisz gdyb te strony sobie ufały to pewnie nie było by problemu ..
                            I tak jak ty ja mohg powiedziec:
                            Moj eks ziwkszyłosobie sporo dochdy - wydatki jak pisałam z przyczyn
                            obiektywnaych na malego wzrosły . Moj eks - jesłi nie wymusze na nim tego
                            sadownie - nie poczuwa sie do podwyższenia - Powiedz mi czemu - jesłi jemu
                            przez pewnie czas bedzie gorzej ja mam sie poczuwac do obniżenia?? Jaka mam
                            gwarancje - ze jak mu bedzie lepiej - podwyższy - skoro teraz tego nie robi????
                          • megan58 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 10:13
                            I jeszcze jedno - pamietaj , ze matce nie jest latwo podjać taka decyzje- bo
                            konsekwencja w góownej mierze spadna na dziecko. To ono bedzie np. musiało
                            zmienic szkołe, mnie uczestniczyc w pewnych zajęciach , nie wyjedzie na
                            obózitd...
                            Czyli matak decyduje o nie swoich pieniądzach - dlatego trudniej , niż gdybym
                            maiał decydowaco swoich -ja jak musze to po prostu rezygnuje..
                            • mikawi Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 10:34
                              ale mag, tak się właśnie dzieje jeśli rodzice nie są po rozwodzie (a taki
                              standard życia jest punktem wyjścia dla sądu) - rodzina rezygnuje z wielu
                              rzeczy na którą było ją do tej pory stać, dotyczy to również róznych zajęć
                              dodatkowych. Gdy moja mama straciła pracę, musiałam zrezygnować z zajęć na
                              które chodziłam bo rodziców nie było na nie stać. Tak się dzieje w większości
                              rodzin gdy zaczynają się problemy finansowe. Oczywiscie pozostaje kwestia
                              kolejności - wiadomo że najpierw rezygnuje się z kupowania drogich ciuchów i
                              wakacji na ciepłych wyspach, a na końcu z zajęć językowych na przykład. Ale się
                              jednak rezygnuje a nie żyje ponad możliwości.
                              • megan58 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 10:38
                                Takk. I tak kolejności i to jak co obcinamy jest wazne.
                                Znam kilka rodzin w których bardzo zmieniły sie warunki a ze szkoły dziecka
                                rezygnwano na koncu a wrecz wogólen nie zrezygnowano. Po prostu rodzice zaczeli
                                oszczedzać od siebie...

                                DWA..
                                Mikawi dziecko ma uczestniczyc wpogorszeniu zycia ojca - a czemu nie
                                polepszeniu.. Cigale nie odpwoiwadzqsz na zadne przezemnie pytania.
                                Przeczytaj posty powuyzej i powiedz czemu ja mam sie godzić??
                                Przeciez moje dziecko nie uczestniczło w polepszeniu - czemu ma uczestniczyć w
                                pogorszeniu..
                                Powiem wiecej - ja powinnma i robie krzywde dziecku ze nie ide do sadu o
                                podwyzke - bo jak mu sie obniży dochody to on o obniżek pewnie pujdzie...
                                Mikaiw - odpiwedz czemu mam kotś uczestniczy w zniżce jesli nie uczetniczy w
                                zwyzce???

                                • mikawi Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 10:53
                                  ty rozpatrujesz to bardzo osobiście - ok. zgadzam się jeśli ojciec mimo
                                  znacznego polepszenia zarobków nie dokłada więcej dziecku, nie masz powodu by
                                  uwzględniać zmianę jego dochodu in minus. Tym bardziej że ty też nie żądasz
                                  podwyżki.
                                  Ja mówiłam o sytuacji gdy matka podnosi alimnety gdy eks zarabia więcej, ale w
                                  drugą stronę tej konsekwencji brakuje i nie obniża (czy tez nie zgadza się na
                                  obniżkę) gdy ojcu powodzi się znacznie gorzej. Bo jeśli zmieniamy kwotę
                                  alimentów w zależności od zarobków ojca - róbmy to w dwie stronmy - zarówno gdy
                                  zarobki rosną ale i gdy maleją. To chciałam tylko powiedzieć. Dyskusja się
                                  wzięła stąd że dziewczyny jednak odnoszą kwotę alimentów do zarobków ojca (i
                                  słusznie) stąd zapytałam czy w drugą stronę też będą ja odnosić.
                                  • megan58 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 11:00
                                    A i jeszcze jedno - takich kobiet jak jest jest znacznie wiecej - , tzn nie
                                    ubiejajacych sie o zmiane - momo zwiekkszenia i wydatku i dochodu eks - po
                                    rpostu maja dośc sadów . maja to kwote i chce ja traktowac jake pewnegor
                                    rodzaju stało - to im daje latwośc w planowaniu..
                                    Widzisz miakiw i dlatego potem nie chca obniżąc., !00 - 10000 - po prostu
                                    wiekszośc nie odpala swoim dziciom z dodatkowych dochodów i to tezna tym wazy...

                                    I widzisz- jesli chodzi o zmienjszeni. W rodzine zazwyczaj wiadomoi - ze wpracy
                                    zaczyn a sie dziać zle , ze pop pracy chodzą pogłoscki itd.. I zazwyczaj
                                    wcesniej wie sie o zagrożeniu i lepiej mozna sie przygotować. Jak u nas były
                                    nie halo- to mprzygotowywałam sie - mninaczej kupowałam - inaczej planowałam
                                    itd..
                                    Ale na eks- zazwyczja spada to jak piorun z nieba - onanie ma
                                    okresu ..przygotowawczego....

                                    Pozdrawaim
                                  • chalsia Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 11:38

                                    > Ja mówiłam o sytuacji gdy matka podnosi alimnety gdy eks zarabia więcej, ale
                                    w
                                    > drugą stronę tej konsekwencji brakuje i nie obniża (czy tez nie zgadza się na
                                    > obniżkę) gdy ojcu powodzi się znacznie gorzej. Bo jeśli zmieniamy kwotę
                                    > alimentów w zależności od zarobków ojca - róbmy to w dwie stronmy - zarówno
                                    gdy
                                    >
                                    > zarobki rosną ale i gdy maleją. To chciałam tylko powiedzieć. Dyskusja się
                                    > wzięła stąd że dziewczyny jednak odnoszą kwotę alimentów do zarobków ojca (i
                                    > słusznie) stąd zapytałam czy w drugą stronę też będą ja odnosić.

                                    Oj Mikawi,

                                    To zwróć swoje uwagi do kogoś kto tak robi, tj matki, która chce podwyższyć
                                    alimenty jak zarobki eksa rosną. Ja do takich akurat nie należę. Dostaję
                                    alimenty w kwocie, którą uznaję (eks widać też, skor od 2 lat nie oponuje)za
                                    odpowiednią do potrzeb związanych z dzieckiem i wyższe zarobki ojca nie są dla
                                    mnie powodem by żądać od niego więcej (choć ,gdyby brać te 20% jako sposób
                                    wyliczania - to pewnie powinnam). ALe z tego powodu moje stanowisko co do
                                    obniżenia alimentów jest takie, jak przedstawiłam wcześniej.

                                    ____________________________
                                    Większość ludzi to ssaki.
                                    • chalsia Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 11:42
                                      A jak zauważyłas, dziewczyny odnoszą się do zarobków ojca procentowo, ale chyba
                                      nie zrozumiałaś Mikawi, czemu. NIE DLATEGO, że mają zasądzone alimenty
                                      procentowo (bo chyba stosunkowo niewiele matek ma tak zasądzone), ale dlatego
                                      by w dyskusji w prosty sposób pokazać , czy aktualne alimenty rzeczywiście
                                      rujnują faceta czy nie.
                                      Przy zasądzeniu alimentów procentowo odpowiedź na Twoje pytanie jest prosta -
                                      alimenty ulegają zmianie "z automatu". Uważam, ze najlepszą opcja jest
                                      ustalenie alimentów % z zaznaczeniem "nie mniej niż x". Szkoda, ze nie miałam
                                      takiej wiedzy kiedyś wcześniej ....
                                      Chalsia
                                      • mikawi Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 11:57
                                        ale o to minimum własnie chodzi, dla jednych to będzie nie mniej niż 200 zł,
                                        dla innych nie mniej niż 1000zł. I póki facet zarabia dobrze ok, gorzej jak
                                        straci pracę ale owe "nie mniej niż 1000" nadal będzie musiał płacić. Bo to
                                        bardzo wygodne jest - w sumie zero ryzyka - jak będzie zarabiał więcej, będzie
                                        rosło, jak mniej - zawsze istnieje magiczne "nie mniej niż..."
                                        • megan58 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 12:58
                                          Tak samo wtgodne jak posiadanie dziecka.
                                          Słowem posiadanie dziecka jest wygodne.
                                          Bo czy pracujesz czy nie musisz zapewnić mu
                                          1. Lokum
                                          2. jedzenie
                                          3. Ubranie
                                          4. dbałośc o zdrowie
                                          5. rozwój (szkoła)
                                          Na tym dziekuje za dyskuje - dal mnie to wszystko.
                                          • mikawi Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 13:15
                                            jak się to ma do niepracujących matek za to sprawujących opiekę = wywiązujących
                                            się z obowiązku alimentacyjnego? czy samo sprawowanie opieki zapewni dziecku
                                            lokum, jedzenie, ubranie, lekarstwa, książki do szkoły?
                                            • chalsia Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 13:22
                                              Oczywiście, ze nie. Ale jak jedna strona zapewnia całkiowicie bezpośrednią
                                              opiekę, to nic dziwnego, że sąd może obciążyć drugą stronę 100% pokryciem
                                              kosztów zapewnienia dziecku lokum, jedzenia, ubrania, lekarstw, książek do
                                              szkoły. Jakoś to tak samo wygląda jak w pełnej rodzinie, gdzie para decyduje
                                              się, że kobieta dba o domowe ognisko, a facet finansuje. I jak wiemy taki układ
                                              jest dość częsty, zarówno wiele samodzielnych tak miało, jak i wśród obecnych
                                              macoch też tak w wielu przypadkach jest.
                                              Jest to zresztą wielce ogólna dyskusja, bo wiemy z różnych forum, że NIE NALEŻY
                                              GENERALIZOWAĆ, tylko każdy przypadek rozpatrywać osobno.
                                              W związku z czym tak ogólna dyskusja nie ma sensu, bo nie rózni się od dyskusji
                                              na temat wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą (bądź odwrotnie)
                                              Chalsia
                                              • chalsia Mikawi 17.06.05, 01:12
                                                odwrócę SWOJĄ sytuację i w kontekście Twoich postów zadam Ci pytanie - a jak
                                                być powinno (jesli chodzi o poziom alimentów od eksa), jesli JA stracę z nagła
                                                pracę? I nie wiadomo, czy dostanę nową za 2 czy 8 miesięcy (bo nie zakładam, ze
                                                jej nie znajdę w ogóle mimo tak często podkreślanej trudności ze znalezieniem
                                                pracy) ??
                                                Chalsia
                                                • mikawi Re: Mikawi 17.06.05, 09:32
                                                  wersja idealna: w takim przypadku, jak to napisała leeya - cywilizowana rozmowa
                                                  z eksem o zaistniałej sytuacji, z jego strony w miarę jego możliwości czasowy
                                                  większy wkład finansowy w utrzymanie dziecka (tylko pytanie w kontekście tego
                                                  co wcześniej napisałaś - czy to miałby byc jakiś dług potem wobec eksa? wink ) i
                                                  z pewnością czasowe ograniczenie wydatków na dziecko, mówię tu o tych nie
                                                  niezbędnych. Zależy to też od tego na jakim poziomie są alimenty, kwota 1600
                                                  jest mimo wszystko obiektywnie patrząc jak na polskie realia dośc wysoka, więc
                                                  pytanie o ile powinna wzrosnąć. I podkreslam - w sytuacji odwrotnej takiego
                                                  wsparcia oczekiwać wypadałoby od eks żony.
                                                  A w praktyce - jeśli ojciec nie ma kasy - narasta mu dług, który potem komornik
                                                  ściągnie z odsetkami. A co z wkładem finansowym matki? przecież eks mąż nie ma
                                                  możliwości podać jej do komornika? rozumiem że wiele z Was nie ma zaufania do
                                                  eksa i działa tu zasada "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie" ale akurat u nas -
                                                  zadziałało to zupełnie inaczej i jak się okazało bycie fair w stosunku do eks
                                                  żony to był kiepski pomysł.
                                                  • megan58 Re: Mikawi 17.06.05, 09:49
                                                    Ja mam ososbiste pytanie - jeslinie chcesz nie odpowiwiadaj. Bo moze chciałabym
                                                    Ci cos doradzic.Znam troche - ale tylko troche Twoja historie. Napisze jak
                                                    zrozumiałam.
                                                    Facte rozwodzi sie i zaraz po rozwodzie - lub w jego trakcie traci prace -
                                                    wyjezdza z miasta i szuka nowej. - wyjeżdza do miasta w którym Ty mieszkasz.
                                                    Idzie do sądu - śad mu nie obniża.
                                                    Opierając sie na możliwościach i dochodach które miał..
                                                    Opisze teraz inaczej ten kawałek histori - NIE MUSI BYC PRAWDA- ale tak tto w
                                                    opoariu o to co sie dzieje - i jak postepuje wieksząsc ojców mozna to
                                                    zinterpretowac i widzieć i zapewne tak widzi to sad i Twoja eks .. i wielu
                                                    ludzi -a wszystko przez Włąsnie OJCÓW - którzy migają sie w ten sposob od
                                                    płacenia i Twój za to zapłacił.
                                                    Wizja :
                                                    " On rozwoidzi sie- nie chce mieszkać w tym mieście - bo kochanke ma w innym
                                                    nie chce tez zonie płacic takich alimentów - dodgaduje sie z pracodawcą , który
                                                    i tak kogoś miałzwolnić i to on idzie do zwolnienia , wtedy bez przeszkód
                                                    możeprzenieś sie do kochanki i wnieśc o zmniejszenie alimetów. Sam znajduje
                                                    prace - ael juz jeje nie rejestruje - lub rejestuje - bardzo niskie dochody...
                                                    " - Wiele takich histori -tu można przeczytać i dlatego jesli komus zdarzy sie
                                                    inaczej ,to jest to ewentment i tak trudno w to uwierzyć .
                                                    I dalej -Poszedłdo śadu - nie zarabiał i przedstawił z czego placił te
                                                    aliemty???
                                                    Moja rada mikawi - wiem , ze to kosztowane - ale nich może zacznie
                                                    siewykawzywac debetem na koncie i długami na poczet alimentów. Bo skoro płaci -
                                                    nie zarabia i nie madługów - to skąd bierze - to dla sadu zagatka- a że Ty
                                                    pomagasz.. No to wszystcy wietrza wtedy w tym juz niestety oszustwo...

                                                    Mikawi - lubie Ciebie i dlatego to pisze. Choc powiem szczerze , ze uwazam ze
                                                    400 złoty na dziecko to nie rozrzutnośc...w dzisiejszych czasach.
                                                    Ale to moje zdanie.
                                                    Goska
                                                  • mikawi Re: Mikawi 17.06.05, 10:37
                                                    > Facte rozwodzi sie i zaraz po rozwodzie - lub w jego trakcie traci prace -
                                                    > wyjezdza z miasta i szuka nowej. - wyjeżdza do miasta w którym Ty mieszkasz.
                                                    > Idzie do sądu - śad mu nie obniża.

                                                    było zupełnie inaczej megan, a w mieście w którym mieszkamy obecnie mój partner
                                                    zaczął mieszkać znacznie wcześniej niż mnie poznał i znacznie później niż
                                                    rozstali się ze swoją eks;

                                                    > Bo skoro płaci -nie zarabia i nie madługów - to skąd bierze

                                                    ależ zarabia, owszem ma długi i to spore (sąd się debetem nie przejął)

                                                    wiesz, może i 400zł na dziecko to żadna rozrzutność, ale też nie uważam że
                                                    można znaleźć pracę ot tak, za kilka tysięcy i wtedy ta relacja wygląda
                                                    zupełnie inaczej, moja matka pracuje za 900 zł miesięcznie (służba zdrowia);
                                                    zastanawia mnie też dlaczego tylko on musi pokrywać koszty utrzymania dzieci?
                                                    skoro dla eksi 800zl to pryszcz, dlaczego tak trudno jej zarobić ten "pryszcz"
                                                    że dotąd tego nie osiągnęła?
                                                  • megan58 Re: Mikawi 17.06.05, 10:54
                                                    Mikawi - to wiem tyja i Wiesz Ty za zarabia sie pieniądz cieżko. Napisałam Ci ,
                                                    zebyś zobaczyła jak to może byćodbieraneprzez innych i jak może to byc
                                                    widziane zwłaszcza , ze jaki pisze jest Tysiące OJCÓW tak postepujących . Ja
                                                    Ci wierze.. Ale co z tego?
                                                    Jak pani sedzina w sadzie ma ocenic ze to taki przypadek a nie taki jak ja
                                                    przedstwaiłam...
                                                    Powiedz mi skad ?
                                                    To takie retoryczen pytanie.

                                                    Wygladaja identycznie. Smotne matki też borkaja sie w sadach ze schematami ..
                                                    Pomysle facte nie odiwedza dziecka 2-3 lata , nie ietersuje sie losem tego
                                                    dziecka i matce trudno jest oderbac mu prawa?? Bo powie , ze kocha . Czy to
                                                    normalne??
                                                    Nie ale w sadzie pojawiaj sie widmo m- schemat tez niktórych samotnych - które
                                                    utrudniaja kontakt..
                                                    I na podstawie tych schematów - bo w sadzie trudno rozpoznac który to
                                                    przypadek - ferowany jest wyrok...
                                                    Niestey padamy ofiarami schematów w sadach...

                                                    Smutne to .
                                                    To na tyle ode mnie. Zycze Ci udanego weekendu i moze spsobu by obalić i
                                                    podwazyc ten schemat w sadzie.

                                            • pelaga Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 13:50
                                              > czy samo sprawowanie opieki zapewni dziecku
                                              > lokum, jedzenie, ubranie, lekarstwa, książki do szkoły?

                                              Czy samo przelanie na konto aliemntow przez ojca zapewni dziecku warunki do
                                              zycia??? Lokum, jedzenie, ubranie, lekarstwa, ksiazki??? Raczej nie, ktos musi
                                              po ksiazki isc, czynsz za mieszkanie oplacic, pojsc do lekarza z dzieckiem,
                                              kupic proszek i wyprac ubrania, itd, itp.
                                              A obowiazek alimentacyjny to, w swietle obowiazujacego prawa, obowiazek zarowno
                                              wychowania jak i utrzymania dziecka. Jesli ktos sie wywiazuje z jednego
                                              obowiazku w pelni, to dlaczego druga osoba nie mialaby byc obciazona drugim
                                              obowiazkiem w pelni??? Ja osobiscie uwazam, ze to sprawiedliwe, choc w moim
                                              przypadku niestety taka sprawiedliwosc nie miala miejsca.
                                              A... zapomnialam dlaczego!!!! Bo tatus chce zalozyc nowa rodzinke, a poprzednia
                                              wymazac gumka myszka!!
                                              • mikawi Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 16.06.05, 14:15
                                                zgadzam się z chalsią, dyskusja staje się jałowa, bo równie dobrze mamusia
                                                poznając kogoś i zakładając z nim rodzinę, chciałaby wymazać biologicznego ojca
                                                gumką myszką z życia dziecka; możemy się tak licytować do jutra wink
            • leeya z proznego w prozne.... 16.06.05, 21:37
              Tak patrze, czytam i dochodze do wniosku, ze ta dyskusja jest bezcelowa. Takie
              przelewanie z proznego w prozne. Wiadomo jest, ze ex i next nie dojda w kwestii
              alimentow do ladu. Jezeli dla ex beda w porzadku, to dla next beda za duze i
              podobne kombinacje. Ja wiem ile kosztuje utrzymanie dziecka. Wiem, jakie sa
              potrzeby dziecka i staram sie je zaspokajac w jak najwiekszym stopniu. Faktem
              tez jest to, ze odmawiam najpierw sobie, aby zaspokoic potrzeby dziecka.
              Tylko... w imie czego mam to robic, skoro jeszcze jedna osoba zobowiazana do
              lozenia na dziecko jest jego ojciec? Dlaczego tylko matka ma rezygnowac z
              pewnych rzeczy a ojciec nie?

              Mikawi, zadalas pytanie: co jesli ojcu sie pogorszy sytuacja finansowa, nie z
              jego winy. Tak na zdrowy rozum odpowiadam: Jezeli ojciec jest w porzadku wobec
              dziecka, to znaczy, ze "dzieli sie" swoimi sukcesami z dzieckiem, a nie tylko
              probuje obciazac je swoimi kleskami, siadamy przy stole, jak cywilizowani
              ludzie i dogadujemy sie. Z tym, ze mam caly czas swiadomosc, ze reprezentuje
              dziecko. I tylko o interesie dziecka mysle. Niestety, ja do mojego exa mam
              zaufanie ograniczone, wiec pewnie jeszcze te "dogadanie sie" chcialabym
              przyklepac notarialnie albo w inny sposob. A ze nie wszyscy tak robia... No
              coz, nie jest przeciez idealnie na swiecie. Bo przeciez gdyby bylo, to moglabym
              sie dogadac z ojcem Kulki bez sadu, a Twoj m nie musialby placic horendalnych
              alimentow....

              Realnie patrzac na sprawe dochodze do wniosku, ze nalezaloby zlapac jakas
              platforme porozumienia pomiedzy rodzicami w kwestiach dotyczacych dziecka.
              Kurna, przeciez to nie o nas, doroslych w tym calym balaganie chodzi. Szkoda,
              ze czasem zapominamy o tym. A dziecko traktujemy jak spory wydatek w budzecie
              domowym.

              Leeya

              PS. W ostatnim akapicie pisalam o doroslych a nie o matkach czy ojcach
              konkretnie. Bo przeciez matki uchylajace sie od alimentow na rzecz dzieci takze
              sa.....
          • leeya Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 15.06.05, 13:10
            Ja w pozwie napisalam: 20% ale nie mniej niz 600PLN, co stanowi dokladnie 50%
            kosztow utrzymania Kulki. Jak tata Kulki straci prace to zaproponuje mu
            zajmowanie sie Kulka w czasie, gdy ja jestem w pracy, czyli
            bedzie "odpracowywal" swoja czesc kosztow utrzymania dziecka jako opiekunka i
            tyle.
            Chyba to uczciwy uklad?

            Leeya
          • megan58 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 15.06.05, 13:22
            czy jak zdarzy się że zarobki waszych eksów się zmniejszą,
            > czy zgodzicie się na utrzymanie tych 20% jego zarobków, mimo że nominalnie to
            > będzie znacznie mniej alimentów

            Odpwiem tak. Zarobki mego eks ziwekszyły sie , i placi juz chyba niecałe 20
            procent
            Wydatki na dziecko zwiekszyły sie i to dośc drastycznie - doszło jedno cos
            nowego ale dośc drogiego i jest systematycznie co miesiąc - nie jest to moj
            wyysł a raczej obowiązek.

            I tak to wyglada .Zycze milego dnia
            • kini_m Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 18.06.05, 01:00
              > Tak samo wtgodne jak posiadanie dziecka.
              > Słowem posiadanie dziecka jest wygodne.
              > Bo czy pracujesz czy nie musisz zapewnić mu
              > 1. Lokum
              > 2. jedzenie
              > 3. Ubranie
              > 4. dbałośc o zdrowie
              > 5. rozwój (szkoła)
              > Na tym dziekuje za dyskuje - dal mnie to wszystko.
              Czy to znaczy że mam współopłacać moim teściom mieszkanie, bo exia tam mieszka
              z dzieckiem?
              Tak by wynikało z waszego "kalkulatora".
              • edzieckokarenina Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 18.06.05, 12:49
                kini_m napisał:

                > > Tak samo wtgodne jak posiadanie dziecka.
                > > Słowem posiadanie dziecka jest wygodne.
                > > Bo czy pracujesz czy nie musisz zapewnić mu
                > > 1. Lokum
                > > 2. jedzenie
                > > 3. Ubranie
                > > 4. dbałośc o zdrowie
                > > 5. rozwój (szkoła)
                > > Na tym dziekuje za dyskuje - dal mnie to wszystko.
                > Czy to znaczy że mam współopłacać moim teściom mieszkanie, bo exia tam
                mieszka
                > z dzieckiem?
                > Tak by wynikało z waszego "kalkulatora".
                ***
                z tego kalkulatora wynika to co wynika,jeśłi tego nie zrozumialaś/łeś to już
                wyjaśniam.Czynsz płaci się od osoby-im więcej osób jest zameldowanych tym
                większe są opłaty mieszkaniowe-prawda? dziecko jest zameldowane więc za nie też
                się płaci.Regułą jest że tatusiowie myślą że dziecko żyje tylko powietrzem-że
                ewentualnie można brać pod uwagę koszty wyżywienia dziecka(ale jest mniejsze od
                dorosłego to i mnie jewink).Tatuś w sądzie podaje swoje koszty utrzymania-czyli
                min.koszt wynajmu mieszkania czy czynszu jaki on płaci.Jest bardzo zdziwiony
                jeśli się okazuje że dziecko to też człowiek i ma podobne koszty utrzymania.
                (mówię to na podstawie wlasnych doświadczeń-ex założył mi sprawę o obniżenie
                alimentów i przegrał)
                • kwiatek1974 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 18.06.05, 20:07
                  przestań pierniczyc. My z moim zostalismy zmuszeni opłacac całosc za mieszkanie
                  w któym mieszka kur...sko z córką mojego bo mamuśka ma w dupie, czy dziecko
                  bedzie miało dach nad głową czy nie płacimy alimenty i dodatkowo opłacamy
                  alimenty wiec zgadzam sie tatą adriana i znam wiele takich ku..kich nasion
                  które chciałygby nie pracowac i dostawac najmiej 1000 alimentów plus opłaty
                  bierzące i to wszysto miałby pokrywac były mąż bo zasłaniają sie na sprawach
                  alimentacyjnych dzieckiem jak ogniem. Ja nie mam standardu życia ze swoim
                  synem i mężem ex ma ponad 1200 zł zasiłków i chyba jej obowiązek jest
                  pokrywanie opłat w połowie za mieszkanie, ale wie że to służbowe mieszkanie i
                  jak nie bedzie płaciła to mojemu na pensję wejdą. Jesttem wredna i dlatego
                  wykupujemy z moim to mieszkanie i wiecie co wyjebie ją z tamtąd na zbity pysk
                  albo tak umile jej życie jako własciciel mieszkania ze sama go opuści za to że
                  nie płaci, i możecie nazwac mnie jak chcecie ale jak nie mam zamiaru płacic z
                  moim za mieszkanie w którym mieszka exsia z dzieckiem za dziecko mogę dodatkowo
                  pacic do alimentów ale nie za tą ku...e która zasłaniając sie dzieckiem nie
                  pracując i czekając na zbawienie żyruje na naszej słabości do córki, wiec nie
                  róubcie z siebie męczennic i pokazujcie jakis głupich kalkulatorków że
                  płacicie za przedszkole 400 zł miesiecnie no jak sie dziecko wysyła do
                  prywatnego przedszkola to przesada.
                  Zastanówcie się co maja powiedziec pełne rodzny które z braku pracy mają na
                  utrzymanie 600 zł miesiecznie na 4 osobową rodinę, a co mają powiedziec ojcowie
                  którzy wychowują dziecko bo mamuska wyjebała za granice i nie wróciła albo
                  poszła w h...j i zostawiła ojca z 3 dzieci i on musi zapewnic całkowite
                  utrzymanie dziecią bo po matce ani sladu. pomyślcie nad takimi sprawami a nie
                  jak tylko dokopac exsowi i zamścic sie na nim i jego rodzinie robiąc z siebie
                  pokrzywdzone do entej potęgi
                  Atak naprawde każda z was wie dlaczego wasze małżeństwo sie rozpadło ale tak
                  naprawde nie potraficie sie do tego przyznac i najlepiej zwalic to wszystko na
                  ex partnera.
                  Ja nie byłam powodem rozbicia związku małżeńskiego mojego meza z jego byłą, ona
                  pierwsza znaslazła sobie faceta, wiec powinna byc odpowiedzi8alna za utrzymaie
                  siebie i dziecka bo to ona rozbiła swoje małżeństwo, ale nie jej k....e jest
                  lepiej żyrowac na nas i robic z siebie ofiarę, bo wie jak nam zależy na małej
                  ale to się już skończyło z momentem musowego opłacania jej mieszkania i to na
                  nią dodatkowo jesli nie potrafi byc odpowiedzialna za to co zrobiła ze swoim
                  życiem marnując je dziecku dodatkowo bedzie musiaała ponieśc konsekwencje
                  swojego losu.

                  Tak naprawdę to utrzymaie 50% na 50% jest uczciwe ale trzeba byc uczciwym do
                  okazywania prawdziwych kosztów a nie tych wyssanych z palca tylko po to aby
                  dostac parę grosza wiecej żeby mamą starczyło na swoje przyjemności.

                  No teraz mozecie mi jechhsc jaka to ja zła jestem i niedobra itp. jak zawsze.
                  • virtual_moth Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 18.06.05, 20:21
                    kwiatek1974 napisał:

                    > No teraz mozecie mi jechhsc jaka to ja zła jestem i niedobra itp. jak zawsze.

                    Kwiatek, Ty zła i niedobra? No dajże spokójwink

                    Wydaje mi się, mówiąc wprost, że coś z Tobą nie teges. Żaden zrównoważony
                    emocjonalnie człowiek nie przenosi swoich kłopotów z opłacaniem czynszu na
                    innych ludzi (a raczej exiewink, zupełnie z tym czynszem nie związanychwink
                    Potrafisz pod kwestię niepłacenia czynszu przez ex podciągnąć wszelkie ciemne
                    sprawki, których KAŻDE ex się dopuściły, dopuszczają, lub moga dopuścić.

                    Wiadomo, ze samotne matki z 3 dzieci naciagają państwo na zasiłki, ale samotni
                    ojcowie z przychówkiem już nie. Jakież to prostesmile Ciekawe jakie ci ojcowie
                    mają "kalkulatory", hehewink
                    • kwiatek1974 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 19.06.05, 12:17
                      niezrównoważona to moze jestes ty. po pierwsze płace z moim alimenty na jego
                      dziecko po drugie płace za mieszkanie ex ku..y bo mieszkanie prawnie jest na
                      mojego ale zeby dziecko miało dach nad głową zostawilismy jej to mieszkanie ale
                      ona miała opłacac czynsz na pół z nami wiec pezestań mi pierniczyc że czynsz
                      nie ma nic wspólnego z utrezymaniem ex i dodatkowo dzxiecka jesli ta kur..a
                      zobowiązała się tam mieszkac to powinna ponosic koszty utrzymania i opłacania
                      dziecku dachu nad głową, jesli jest sie poreządną matką to tak się robi a jesli
                      wykożystuje sie dziecko do gierek to aby tylkom pokazac wine drugiej strony i
                      nie zwaza sie czy dziecko bedzie miało dach nad głową to jest się zwykłą ......
                      • kwiatek1974 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 19.06.05, 12:24
                        czytając ten wątek mozna łatwo wyciągnąc wnioski ze niektórym z was zależy nie
                        na dziecku ale na tym jak najwiecej mozna wyciągnąc kasy od exsa, jak mu
                        dokopac zeby było na wasze, nie rozuumiem tylko jednego jesli twierdzicie że
                        nie obchodzi was juz były to dlaczego obchodzą was tak jego pieniążki i to ile
                        zarabia co sobie kupiła a co nie???? przeciez najmniej to was powinno obchodzic
                        ale to juz wasza sprawa.
                  • czekolada72 Re: A wsadzę sobie kij w mrowisko 18.06.05, 20:22
                    kwiatek1974 napisał:
                    jesli nie potrafi byc odpowiedzialna za to co zrobiła ze swoim
                    > życiem marnując je dziecku dodatkowo bedzie musiaała ponieśc konsekwencje
                    > swojego losu.

                    Masz swieta racje - jezeli jeden z rodzicow ma w tylku los wlasnego dziecka -
                    powinien poniesc tego konsekwencje. Nic dodac nic ujac!


                    > Tak naprawdę to utrzymaie 50% na 50% jest uczciwe ale trzeba byc uczciwym do
                    > okazywania prawdziwych kosztów a nie tych wyssanych z palca tylko po to aby
                    > dostac parę grosza wiecej żeby mamą starczyło na swoje przyjemności.

                    Zgadzam sie jak najbardziej. Trzeba byc uczciwym, uczciwie przedstawiac wydatki
                    i zarobki, a nie podawac fikcyjne straty we wlasnej firmie, aby fikcyjnie
                    obnizyc wlasne dochody i placic jak najmniejsze alimenty, zas prawdziwe dochody
                    moc przeznaczyc na kolejne nowe autko i przyjemnosci dla swojej panienki.
    • edzieckokarenina Re: Pytanie do Tatyadriana 18.06.05, 20:50
      przestań pierniczyc. My z moim zostalismy zmuszeni opłacac całosc za mieszkanie
      w któym mieszka kur...sko
      ***
      z tym pierniczeniem to do mnie???jeśli tak to chyba zaraz sprawdzę rozkład
      jazdy PKS-ów i przejadę się do Gliwic własnoręcznie założyć Ci kaganiecwink
      myślę że wiele osób na tym skorzysta
          • kini_m Re: Pytanie do Tatyadriana 19.06.05, 01:57
            >Regułą jest że tatusiowie myślą że dziecko żyje tylko powietrzem-że
            >ewentualnie można brać pod uwagę koszty wyżywienia dziecka (ale jest mniejsze
            >od dorosłego to i mnie jewink)
            No jak dla mnie to regułą winno być że oboje mają obowiązek i prawo. I koszty
            winny wyrównywać się w opiece w sposób naturalny. (Alimentacja naturalna).
            Niestety moja pani traktuje już 3-letnią córkę jak niemowlaka którego nie można
            odstawić od piersi a ojcu chciałaby zaoferowac jakieś tam godzinki co 2 tyg. I
            to dopiero po wywalczeniu w sądzie. Na razie to mogę pomarzyć że mam córkę.
            Aha, a kto to mówił, że jedno winno zapewniać opiekę a drugie ponosic koszty?
            I w przypadku gdy matka chce samowładnie wbrew ojcu "położyć łapę" na dziecku
            to myślę że powinna sama się zatroszczyć o koszty.
            Wciąga dziecko w wojnę, a ja mam jeszcze za to płacić?
            A może jeszcze płacić za te kłamstwa w opini z RODK o mojej osobie?
            (Eh, poczekam do wtorku to tu wszystko poopisuję.)
            • kini_m Re: Pytanie do Tatyadriana 19.06.05, 02:24
              czekolada72 18.06.2005 10:17 + odpowiedz
              >nie tesciom! Powinienes wspoloplacac dziecku mieszkanie obojetnie czy mieszka
              >ono z Twoimi bylymi tesciami, Twoja byla zona, czy Toba samym. Srednio pol na
              >pol koszty mieszkania dziecka powinni pokrywac oboje rodzice dziecka.

              No, jo. Teście mają udziały w zakładzie produkującym na cały kraj srebro,
              biżuterię. Dodatkowo teść leży dupą do góry bo ma z Reichu kuroniówkę
              (troooooooochę wyższą niż krajowa).
              Jak zbudowali chałupę w jeden sezon to się jeszcze chwalił ile to kilkaset
              milionów mógł zaoszczędzić na materiałach, ale on nie prostak i musi tylko z
              najlepszych materiałów budować.
              Więc ja się będę dokładał do ich utrzymania, bo uwięzili tam wspólnie moją
              córkę i nie dadzą mi przestąpić progu, żeby dziecko nie mogło zobaczyć ojca.
              Bo jak podejdę do ich domu to kolejny raz naślą na mnie policję (tzw mir
              domowy, art 193-KK).
              Eh, drogie panie ... no ale przecież moralny obowiązek utrzymania dziecka (i
              popatrzenia na córkę przez płot.)
              Czekam tylko na kolejny atak tej exi biedulki na forum, i jak ją razem
              wesprzecie.
              Życzę czystego sumienia.
              • kini_m No dobra, juz ostatni raz. 19.06.05, 02:31
                Zapomniałem:
                Córki jednak nie zobaczę przez płot - bo mają tak ku..ko wysoki żywopłot
                (dookoła, ze wszystkich stron) że musiałbym mieć helikopter żeby zobaczyć tam
                własne dziecko.
              • pelaga Re: Pytanie do Tatyadriana 20.06.05, 12:50
                No prosze jaki typowy przyklad meskiego podejscia do utrzymania WLASNEGO
                dziecka, do ktorego podobno palaja wielka miloscia:

                > Więc ja się będę dokładał do ich utrzymania, bo uwięzili tam wspólnie moją
                > córkę

                Jasssne, po co placic dziecka czesc kosztow utrzymania, skoro moze cie ktos
                wyreczyc. Troszeczke HONORU i AMBICJI by sie przydalo. Jak sie umialo plemniki
                rosiac trzeba umiec poniesc konsekwencje, bo plemnikow sie bezkarnie nie
                rosiewa.
                Nie dociera do ciebie tak prosty fakt, ze jesli dziecko gdzies mieszka, to ma
                swoja czesc kosztow utrzymania??? Widac nie. No ale to widac trudne jest dla
                facetow, bo moj tak tez argumentowal w sadzie smile)) Przegral, co mam tez
                nadzieje w twoim przypadku sie stanie smile))
                Zycze powodzenia twojej Exi smile)) Mam nadzieje, ze wytrze toba podloge w
                sadzie smile
            • virtual_moth Re: Pytanie do Tatyadriana 19.06.05, 12:01
              kini_m napisał:

              > Wciąga dziecko w wojnę, a ja mam jeszcze za to płacić?

              Wiesz co, to jest twoje dziecko i twoja broszka. Płać jeśli chcesz, nie płać,
              jeśli nie chcesz. Co nas to obchodzi?

              > A może jeszcze płacić za te kłamstwa w opini z RODK o mojej osobie?

              Rób co chcesz. Jeśli ważniejsze jest dla ciebie jakieś durne poczucie "dumy"
              (nie zaplacę za rodk, choćbym miał dziecka nie widywać), to juz twój problem.

              To nie jest forum dla "tatusiów", którzy nie płacą na swoje dziecko i nie robią
              NIC aby to dziecko móc widywać. Gęby mają pełne frazesów o opiece nad
              dzieckiem, ale jak przychodzi co do czego, to w widywaniu dziecka im PŁOT
              przeszkadza. To podskocz, albo drabinę se kup.
              Ja znam takiego, kóremu w widywaniu córki przeszkadza to, że ma inne nazwisko
              niż on i w sumie to już nic mnie nie zdziwi w tej materii.

              > (Eh, poczekam do wtorku to tu wszystko poopisuję.)

              A o czym będziesz pisał? Że exia cię molestowała psychicznie? To już wiemy. Że
              płot za wysoki? To też wiemy. Że nie musisz płacic na dziecko, bo je teściowie
              współutrzymują? OK. Tylko co nas to obchodzi?
            • edzieckokarenina Re: Pytanie do Tatyadriana 19.06.05, 15:16
              A może jeszcze płacić za te kłamstwa w opini z RODK o mojej osobie?
              ***
              hehehe-no sorrywink to widzę że już wszyscy są przeciwko tobie-nawet
              psychologowie z RODK
              tak, tak- tylko ty masz rację a inni się uwzięli na ciebiewink
              • kini_m Re: Pytanie do Tatyadriana 19.06.05, 16:45
                Oj, no nie udawaj że w tym kraju nie ma stereotypu "przypisania dziecka do
                matki". I że w RODKach się temu hołduje.
                Oczywiście można nie dostrzegać, że stereotypy zabijają merytoryczność każdej
                sprawy.
                Gwoli psychologów z RODK - nie są przeciwni mojej osobie. We wnioskach
                przepisali po prostu opinie własne matki. Czyli w ogóle nie mają, lub nie chcą
                mieć zdania które chocby o milimetr sie różniło z matką.
                Wywiad był tak kierowany abym nie mógł wyrazić swojej opini o postawie matki
                (matka mogła bluźnić do woli), nie wyrazić jakichkolwiek postulatów co do
                opieki nad dzieckiem. Więc nie ma tam mojego zdania, a więc i nie ma na
                papierze żadnego konfliktu.
                Wg RODK ojciec to tylko figurant, któremu nie daje się nawet dojść do głosu,
                który w wychowywaniu dziecka winien byc na łasce i niełasce matki dziecka.

                V_M
                >To nie jest forum dla "tatusiów", którzy nie płacą na swoje dziecko
                Znowu mnie z kimś mylisz. Bo ja płacę alimenty.
                >i nie robią NIC aby to dziecko móc widywać
                A niby co mam robić do osoby która niczego nie słucha, aby to dziecko widywać?
                Nawet jak z teściową policje na mnie nasyłała, to funkcjonariusze za kazdym
                razem jej mówili: "Powinna pani umożliwić ojcu widywanie z dzieckiem." Nawet
                policji nie słucha. Sądowi wprost odpowiedziała: "Nie chcę medjacji." Więc na
                jakiej podstawie myslisz że tą kobietę poza wyrokiem sądowym cokolwiek rusza.
                Gdy co jakiś czas próbuję podjąć dyskusję to kolejny raz słyszę tak ogólnikowe
                zarzuty do których nijak sie można ustosunkować. Bo jak niby sie ustosunkować
                do zarzutu: "Ty zawsze przekręcasz kota ogonem" itp, itd, same ogólniki.
                Niechby chociaz powiedziała "którego kota". Ta kobieta nigdy nie umiała gadać
                do rzeczy. Nawet zarzuty którymi rzucała na forum były "o kant dupy".
                Czy sugerujesz aby się "podkładać", wziąć na siebie wszystkie winy, udobruchać
                matkę - po czym usłyszeć: "A widzisz miałam rację, nie zasługujesz na dziecko."
                Czy ty naprawdę wierzysz że w każdej sytuacji idzie się dogadać? (Wobec tego
                gdzie ojciec twojego dziecka?)
                Płot nie przeszkadza w widywaniu z dzieckiem - tylko matka dziecka wespół z
                rodziną.
                No ładnie, problem widzisz w płocie, ale napewno nie w matce.
                • e_r_i_n Re: Pytanie do Tatyadriana 19.06.05, 17:03
                  kini_m napisał:

                  > Wg RODK ojciec to tylko figurant, któremu nie daje się nawet dojść do głosu,
                  > który w wychowywaniu dziecka winien byc na łasce i niełasce matki dziecka.

                  Wg Ciebie - tak ogólnie jest, czy tylko w Twoim, konkretnym przypadku?
                  • virtual_moth Re: Pytanie do Tatyadriana 19.06.05, 17:28
                    e_r_i_n napisała:

                    > Wg Ciebie - tak ogólnie jest, czy tylko w Twoim, konkretnym przypadku?

                    Erin, ogólnie może nie, znam co najmniej 2 przypadki "proojcostwa" w rodkach,
                    ale w przypadku twojego meża możesz spokojnie zdać się na opinię kiniegobig_grin
                  • kini_m Re: Pytanie do Tatyadriana 19.06.05, 23:34
                    >Wg Ciebie - tak ogólnie jest, czy tylko w Twoim, konkretnym przypadku?
                    Problem stereotypu "przypisania dziecka do matki" zauważają też sędziowie
                    (nawet sędziny!, mam publikacje).
                    Poczucie figuranctwa ojca jest po wywiadzie w RODK jak opisałem - na słowa
                    krytyczne pozwalano jedynie matce dziecka, kwestie przez mnie poruszane były
                    blokowane przez prowadzącego/cą, lub wręcz ironizowane.
                    Czy tylko u mnie? Odpowiem inaczej:
                    Znam doświadczenia jednego ojca o różnych ośrodkach (osoba badana w dwóch
                    różnych ośrodkach) - i są to ośrodki o diametralnie różnym podejściu do tematu.
                    (Jeden - feministyczny, drugi - neutralny.) Więc bywa różnie - zależnie gdzie
                    się trafi. Ja trafiłem na ten z feministyczną opinią.
                • virtual_moth Re: Pytanie do Tatyadriana 19.06.05, 17:24
                  kini_m napisał:

                  > Płot nie przeszkadza w widywaniu z dzieckiem - tylko matka dziecka wespół z
                  > rodziną.

                  Zaczaj się na córkę, gdy jest na spacerze z matką i ją weź. Wolno ci, to twoje
                  dziecko (chyba ze sądownie ustalono miejsce pobytu przy matce). Przypuszczam
                  jednak, że masz (miałeś) za mało pary i chęci na to, aby zająć się swoim
                  dzieckiem. Mogę ci taki pomysł podsuwać bo wiem, że w życiu tego nie zrobisz.
                  Po pierwsze jesteś cienki bolek, po drugie wolisz marudzić na kontkaty niż
                  działać. Zresztą, w bajeczki o teściowej i mamusi zakazującej kontaktów to ja
                  nie wierzę. Może komuś innemu bym uwierzyła, ale na pewno nie tobie, ktory
                  żyjesz w jakiejś iluzji rzeczywistości, skreowanej na potrzeby stłamszenia
                  poczucia winy.

                  Co do teściów, to dam ci dobrą radę: na kolana do nich i dziękować, że dają
                  twojemu dziecku i jego matce dach nad głową i poczucie bezpieczeństwa. Robią
                  to, do czego ty się nie nadajesz. Moze jak im podziękujesz za wyręczanie cię w
                  twoich obowiązkach, to spojrzą na ciebie łaskawszym okiem.
                  Druga rada: jeśli zależy ci na córce, okaż szacunek jej matce, albo chociaż
                  przestań ją gnębic np. poprzez inwigilowanie jej poczty. Po prostu daj jej żyć,
                  zamiast opowiadać na publicznym forum o chorobach NIE TWOICH rodziców. O swoich
                  rodzicach opowiadać moze tylko ona, a nie ty, który czepiasz się wszelkich
                  możliwych sposobów, aby narobić jej koło pióra i po raz kolejny wytłumaczyć
                  swoją marność.

                  > No ładnie, problem widzisz w płocie, ale napewno nie w matce.

                  problem to ja widzę w tobie.
                  • kini_m Re: Pytanie do Tatyadriana 20.06.05, 00:09
                    > Zaczaj się na córkę, gdy jest na spacerze z matką i ją weź. Wolno ci, to
                    > twoje
                    > dziecko (chyba ze sądownie ustalono miejsce pobytu przy matce). Przypuszczam
                    > jednak, że masz (miałeś) za mało pary i chęci na to, aby zająć się swoim
                    > dzieckiem. Mogę ci taki pomysł podsuwać bo wiem, że w życiu tego nie zrobisz.
                    > Po pierwsze jesteś cienki bolek, po drugie wolisz marudzić na kontkaty niż
                    > działać.
                    Dzięki za ocene z której wynika że jednak nie jestem cienki bolek (twoim
                    słowami).
                    Bo właśnie próbowałem wziąć córkę w odwiedziny do siebie, do rówieśnicy
                    kuzynki, do dziadków. Gdy exia zezwoliła mi się z nią zobaczyć na 2 godz na
                    mieście.
                    Gdy chciałem wziąć córkę (a córka happy że będzie z kuzynką) to podnisła panikę
                    że porywam córkę, panikę wszczęła tak wielką że przed chwilą szczęśliwa na
                    odwiedziny córka też przestraszona przez matkę zaczęła panikować.
                    To że nie ustalono miejsca pobytu córki - i co to daje?
                    Od tamtego momentu nie wychodzi za płot. Bo żyje przekonaniem że groziłem jej
                    porwaniem córki.
                    Aha, raz gdy małą i matkę spotkałem na dworcu PKS - to gdy córka chciała do
                    mnie na opa, to matka ją szybko na ręce i zaczęłą uciekać.

                    > Zresztą, w bajeczki o teściowej i mamusi zakazującej kontaktów to ja
                    > nie wierzę. Może komuś innemu bym uwierzyła, ale na pewno nie tobie, ktory
                    > żyjesz w jakiejś iluzji rzeczywistości, skreowanej na potrzeby stłamszenia
                    > poczucia winy.
                    Eh, na siłę nie będę przekonywał. Tylko jedno zdanie teściowej do mnie przy
                    dziecku:"Ja cię tak urządzę, że więcej tu nie będziesz mógł wejść (do córki)."
                    No i ziściła swoje plany, przecież to jej chałupa.

                    > Co do teściów, to dam ci dobrą radę: na kolana do nich i dziękować, że dają
                    > twojemu dziecku i jego matce dach nad głową i poczucie bezpieczeństwa. Robią
                    > to, do czego ty się nie nadajesz. Moze jak im podziękujesz za wyręczanie cię
                    > w twoich obowiązkach, to spojrzą na ciebie łaskawszym okiem.
                    Za uwięzienie córki, za nie wpuszczanie ojca do dziecka mam dziękować????
                    Za te ciągłe zarzuty na moją osobę za moimi plecami i sączenie jadu do exi???
                    Chyba nie dość to wytłumaczyłem.
                    Ci teście wywalili exię na bruk miesiąc przed maturą za to że pełnoletnia córka
                    odważyła się wracac ode mnie po godz.22. (I fajnie nam się wtedy żyło z dala od
                    nich.)
                    To chorzy ludzie, przez duże CH.

                    > Druga rada: jeśli zależy ci na córce, okaż szacunek jej matce, albo chociaż
                    > przestań ją gnębic np. poprzez inwigilowanie jej poczty. Po prostu daj jej
                    > żyć, zamiast opowiadać na publicznym forum o chorobach NIE TWOICH rodziców.
                    > O swoich
                    > rodzicach opowiadać moze tylko ona, a nie ty,
                    Piszę o tych którzy krzywdzą moją córkę. Czy to będzie ksiadz, prezydent, czy
                    teście. To tylko wybór tych ludzi jaką mają postawę.
                    A że teście przyjęli taka postwę - to oni się tu przewijają.
                    Oni sami mi zwisają. Ich zachowanie do mojej rodziny - już nie.
                    Niestety ich choroby są źródłem rozbicia mojej rodziny. To ichchoroba jest
                    źródłem nienauczenia exi podstawowych wartości moralnych, dążeń do
                    rozwiązywania a nie zagrzebywania problemów.
                    Przez cały czas wspólnego związku pomijałem ich czynnik, wpływ na exię.
                    I to był BŁĄD. Byłem ślepy na ich znaczenie dla rozwoju psychicznego exi.
                    • chalsia Re: Pytanie do Tatyadriana 20.06.05, 00:28
                      Kini, przeszłość masz jak widzę przerobioną (tj. przemyślaną) w tę i z
                      powrotem, więc już ją zostaw i przestań rozgrzebywać (bo to jak w przedszkolu -
                      ja to bo Jurek tamto, Jurek - nie bo Ty siamto, Ja - nie bo wtedy wcześniej
                      Jurek i Gieniek jeszcze owamto). Zamiast tego zajmij się przyszłością.
                      Chalsia
                      • kini_m Re: Pytanie do Tatyadriana 20.06.05, 00:56
                        Więc przystępuję do obrony córki w sądzie. Przygotowuję linię obrony. Niestety
                        sąd = rozgrzebywanie. Ale to exia wybrała drogę sądową, zamiast dogadywania.
                        Coż, że ona myślała, że jak pójdzie do sądu to po prostu powie jedno zdanie i
                        sąd ograniczy ojcu dostęp do jej "własnego" dziecka.
                        Trochę to komiczne było, gdy pod koniec pierwszej rozprawy zapytała wysoki sąd -
                        "A to dzisiaj nie będzię rozstrzygnięcia???"
                        No cóż, zwijam się ze śmiechu na jej sposób myślenia o świecie.
                        Naprawdę mi jej żal, skrzywdzono ją bardzo, na długo. I wcale odcięcie ode mnie
                        tego nie zmieni - bo to nie ja ją tak wychowałem.
                        Wszyscy we trójkę mamy przesrane.
                        A sprawcy tego zamieszania strzyżą sobie 3-metrowy żywopłot na swojej
                        izolującej posesji.
                        Nie.
                        Przyznam że nie umiem mysleć spokojnie o przyszłości gdy moje dziecko zostało
                        wciągnięte w tą patologiczną otchłań.
                        W której mogę z nim być tylko duchem.
                        I do zasranej śmierci będę robił wszystko aby je stamtąd wyciągnąć.
                • ania_rosa do Kini 19.06.05, 20:40
                  Zarzuty, które stawiała Ci Twoja żona na forum nie były o "kant dupy". To tylko
                  Twoja opinia. Mało tego: na podstawie Waszej wymiany myśli i Twoich odpowiedzi
                  większośc tu piszących uznała, że nie chce mieć z Tobą nic wspólnego, choćby
                  wirtualnie.
                  "Widzimy chętnie to, co chcemy widzieć i spodziewamy się, że inni podzielają
                  nasze spostrzeżenia". A tu dupa, Kini. Świat się z Tobą nie zgadza, przynajmniej
                  na tym forum. Albo nas wszystkich odesłać do psychiatryka, albo głębiej się
                  zastanowić nad spójnością Twoich sądów o sobie samym.
                  I podejrzewam, że z opinią z RODK było podobnie- ponieważ nie spełniała Twoich
                  oczekiwań to po prostu ją wyparłeś i deprecjonujesz.

                  Rosa
                  • kini_m Re: do Kini 20.06.05, 00:37
                    > Zarzuty, które stawiała Ci Twoja żona na forum nie były o "kant dupy".
                    > To tylko Twoja opinia.
                    No to jeszce raz wróć do mojej odpowiedzi na jej zarzuty. Tylko że to długa
                    lektura, no nie?
                    Każdy jest albo zbudowany na niskich pobudkach, albo koloryzowany, albo
                    wymysłem, albo wręcz irracjonalny z jej własnym światopglądem (jak ten gdy:
                    exia-ateistka się obraziła bo nie ochrzciliśmy dziecka). Wszystkie je słowa tam
                    prostowałem, tylko ze trzeba to poczytać.

                    > Mało tego: na podstawie Waszej wymiany myśli i Twoich odpowiedzi
                    > większośc tu piszących uznała, że nie chce mieć z Tobą nic wspólnego, choćby
                    > wirtualnie.
                    Nie na podstwie wymiany myśli i odpowiedzi, ale na podstawie solidarności
                    płciowej. Ale nie mam ochoty tego udowadniać - chyba że mi w końcu odpowiesz
                    kto na wejściu do poradni małżeńskiej jest winny za problemy w związku i
                    dlaczego właśnie mężczyzna?

                    > "Widzimy chętnie to, co chcemy widzieć i spodziewamy się, że inni podzielają
                    > nasze spostrzeżenia". A tu dupa, Kini. Świat się z Tobą nie zgadza,
                    > przynajmniej na tym forum.
                    Pamiętam jak dojrzale oceniłaś kiedyś moje wypowiedzi. I pamiętam że to się
                    skończyło po ataku Exi.
                    No, a jednak właśnie niechcący wykazałem solidarność płciową.

                    > Albo nas wszystkich odesłać do psychiatryka, albo głębiej się
                    > zastanowić nad spójnością Twoich sądów o sobie samym.
                    > I podejrzewam, że z opinią z RODK było podobnie- ponieważ nie spełniała Twoich
                    > oczekiwań to po prostu ją wyparłeś i deprecjonujesz.
                    Nie spełniła - nie moich oczekiwań, ale oczekiwań córki.
                    Niestety nie uwierzysz, bo nie widziałaś bólu mojej córki przy rozstanaich gdy
                    exia nie pozwala na 5 minut dłużej spotkania i grozi słuchawka z wykręconym
                    numerem na policję jeśli będę przedłużał spotkanie z córką.
                    Rosa, jesteś równie nieczuła na dziecko jak moja Exia (bo nie chcesz pamietać
                    opisów o bólu mojego dziecka).
                    Ty chyba tylko masz swoje wyobrażenie o dzieciach.
                    Ale to tylko wyobrażenia, jesli atakujesz ojca który chce się zajmowac
                    dzieckiem jak najwięcej.
                    Kret...izm rodzicielski najczytszej postaci.
                    A gdzie jestem niespójny? Ale tak wyraźnie - w punktach proszę.
                    Eh, znowu się zniżam....
                    • edzieckokarenina Re: do Kini 20.06.05, 10:25
                      Gwoli psychologów z RODK - nie są przeciwni mojej osobie. We wnioskach
                      przepisali po prostu opinie własne matki. Czyli w ogóle nie mają, lub nie chcą
                      mieć zdania które chocby o milimetr sie różniło z matką
                      ****
                      heheeh(dzieki ci o kini_m za te dowcipy z samego rana)
                      rozumiem że ty jesteś w stanie przyjąć tylko taką opinię jaka tobie schlebia-
                      jeśli nie, to wszyscy są chorzy bo nie potrafią dostrzec twojej dobroci i
                      nieomylnośći.
                      btw.złóż wniosek o ponowne badanie w RODKwink
                    • ania_rosa Re: do Kini 20.06.05, 13:31
                      Twojej odpowiedzi na post Twojej Eksi poświęciłam sporo uwagi. I nie tylko ja.
                      Tu jest tylko mała próbka:

                      Twoja eks żona pisze:
                      "w połogu dostałam krwotoku - zadzwoniłam z prośbą, żeby przyjechał, wrócił,
                      bo może mnie będą
                      zabierali do szpitala - nie zrobił tego - był umówiony z kolegami na
                      omawianie biegów po lesie"

                      To jest Twoje sprostowanie:

                      "6. Zażądałaś Nimi abym w nocy wracał 150 km (publicznym transportem!!!) i
                      rzucił wszelkie realizowane zobowiązania które wyjechałem sfinalzować, nie
                      mając nawet możliwości poinformować o tym osób które miały się ze mną spotkać z
                      rana. Sama nie chciałaś nawet zadzwonić po konsultację lekarską (musiałem Cię
                      prosić telefonicznie abyś zadzwoniła do położnej skonsultować sytuację, bo
                      miałaś przed tym opory)"

                      To jest dobry przykład rzekomej "koloryzacji" Twojej eks żony, która miała,
                      biedna, jeden niefart życiowy: po prostu jej postrzeganie obowiązków męza było
                      normalne w przeciwieństwie do Twojego postrzegania. I czego by Kobita nie
                      napisała, to okazywało się, że chodzi o "odwieczną dychotomię obojga płci" i
                      "narastającą polaryzację"- bowiem w czczych pseudointelektualizmach zawsze byłeś
                      dobry.
                      Do tego dochodzi ciągłe powoływanie się na DDA Twojej ex żony, które to DDA
                      stało się chyba synonimem schizofrenii, paranoi i siedmiu plag egipskich, bo za
                      wszystko jest odpowiedzialne i ma już status głębokiego schorzenia psychicznego.
                      Zapomniałam tez, że w co drugim Twoim poście Twoja żona jest "przemocowcem" w
                      przeciwieństwie do Ciebie, który Jesteś biedną ofiatą.

                      Tu jest zresztą link do całej dyskusji
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=23382562&a=23546028
                      MOżna sobie poczytać, jak wielki entuzjazm wzbudziłeś w czytelnikach. Tak więc
                      moje zdanie nei jest odosobnione.

                      Do solidarności jajników się nie poczuwam. I proszę nawet mnie nie obrażać taką
                      sugestią, bo wynika z niej, że powinnam mieć coś wspólnego z takim Kwiatkiem,
                      która podobno też jest kobietą. Tymczasem ja się nie czuję nawet częścią tego
                      samego gatunku, co Kwiatekwink Podejrzewam, że Bóg w osobie Kwiatka stworzył
                      oddzielną kategorię gatunkową, która to kategoria ma na szczęście jedynego
                      reprezentanta.

                      I Kini- ja nie jestem nieczuła. Ja jestem tylko logiczna. Nie kupuję Twoich
                      wywodów, Twoich teorii przemocowych i całej tej martyrologii, jaką wypociłeś.

                      Rosa
                      • kini_m Re: do Kini 22.06.05, 00:17
                        nooo Rosa, odpowiedz mi w końcu jak Ty rozpoznajesz nieomylnie kto jest
                        przemocowcem a kto ofiarą?
                        Samo to, że się za czymś opowiesz jeszcze tego nie uprawdopodabnia.
                        Bo wg mnie to jedyne słuszne byłoby dystansowanie się od jakiejkolwiek strony.
                        Inaczej nadal tkwisz w filozofi: "kto jest winny i dlaczego właśnie mężczyzna".
                        • ania_rosa Re: do Kini 22.06.05, 01:40
                          NIe rozpoznaję nieomylnie, kto jest katem, a kto ofiarą. Natomiast od zawsze
                          zniechęcają mnie ludzie o nadętej filozofii własnej osoby.
                          Rosa
    • berkot Uwaga do Kwiatka i nie tylko 19.06.05, 13:05
      Pomijając kwestię mieszkania, oraz wszystkich kłopotów związanych z waszą eks,
      Kwiatku nie moge znieśc Twoich odzywek, chamstwo i wulgaryzmy pozostaw na boku,
      możesz to samo powiedziec inaczej.
      W takim układzie raczej Twój nick nie pasuje do Twoich wypowiedzi.
      Pozdrawiam mimo wszystko i życze troche więcej zimnej krwi, bo wiesz, agresja
      wywołuje agresję, tak to działa niestety, a chcemy chyba sobie pewne sprawy
      wyjasnic z róznych punktów widzenia a nie urzadzac pyskówki - to dotyczy nas
      wszystkich.
      pzdr.
      berkot

      • magdmaz Re: Uwaga do Kwiatka i nie tylko 19.06.05, 22:59
        Popieram. Pyskówki są wulgarne i poniżej poziomu podłoża. A np. 400 zł płacę za
        przedszkole ja. Za dwoje dzieci. A mój konkubent vel kochanek płaci swojej
        żonie miesięcznie tyle, że ho! I opłaca jej WSZYSTKIE koszty mieszkania -
        swojego zupełnie własnego, bo dzieci tam mieszkają. Ona zarabia na kosmetyki.
        Ma prawo. A moje dzieci utrzymuję ja i eks. I dobrze. Pozdrawiam i życzę więcej
        zimnej krwi.
          • agamagda Re: Uwaga do Kwiatka 20.06.05, 14:50
            Kwiatek, mimo że dałam sobie słowo, że nie będę pisać pod twoimi postami, to
            jednak nie wytrzymałam. Głupstwo za głupstwem , do tego wulgarność i chamstwo,
            a do tego jakaś straszliwa chorobliwa zazdrość o Ex.
            Człowieku wróć do realnego świata. Zupełnie zatraciłaś poczucie rzeczywistości.
            Mieszkanie nie należy do Twojego M, on jest tam lokatorem. Gdyby porządnie
            wszystko było załatwione, dziś nie byłoby problemu, ale jak się ma fujarę za
            męża, to oczywiście łatwiej zwalić winę na Exie. Po drugie za co i z czego TY
            PŁACISZ? . Przecież nie pracujesz, żyjesz kątem u rodziców, a twój płaci
            alimentów tyle, co kot zapłakał. O co te wieczne pretensje?
            Prawda jest taka ,że dzieciaka sobie zmajstrowałaś - przy jego pomocy- gdy on
            był jeszcze w związku małżeńskim ze swoją pierwszą żoną i gdyby Twoja Ex była
            naprawdę wredna zażądałaby alimentów na siebie i w DOSTAŁABY je, bo jej się
            należą. Czy ty nie rozumiesz, że w takiej sytuacji jak opisujesz nie Twoja Ex
            jest tą złą stroną mocy?
            • kwiatek1974 Re: Uwaga agamagda 22.06.05, 11:38
              miałąm ni pisac juz do ciebei ale po tym co przeczytałam na temat mojej rodziny
              nie powstrzymałam się już, powiem ci tak :jestes typową plotkarą która, wie że
              gdzieś dzwonią ale nie ma pojęcia w którym kościele to co napisałas jest tak
              przez ciebei poprzekręcane że aż boki zrywac, widocznie mało czytałaś a wiecej
              zmyśliłąs jak to niektóre plotkary robią.
              Do trwojej wiadomości niech dotrze to co pisałam

              po pierwsze Mieszkanie jest i zawsze było mojego męża(główny najemca)i już
              prawnie moje wiec mój m nie jest lokatorem poczytaj sobie definicje lokatora i
              najemcy.
              Po drugie to jest moja sprawa kiedy urodziłam dziecko, i do twojej wiadomości
              podam ci jeszcze to raz to nie ja rozbiłam małżeństwo tylko ex na własne
              życzenie, robiła to z kim popadnie, ale to już najmniej istotne dla mnie, po
              drugie jestes podła wtrancając do tego dziecko i to własnie ty uświadomiłas
              kilku macochą że jak już nie masz sie czego czepic to wtrancasz w to dzieci, na
              temat zazdrości o moją ex to ty to powiedziałas bo ja nie mam jej co zazdrościc
              a napewno nie tego że wytykają ją palcamismile kolejna sprawa to ta że nie życzę
              sobie obrażania mojego męża powstrzymam sie od tego komentarza na temat fujary
              ale powiem ci jedno szlag cie trafia że ktoś potrafi ułożyc sobie życie na
              nowo, jesli chodzi o alimenty skąd ty możesz wiedziec ile my płacimy alimentów
              nigdzie o tym nie pisałąm a ty widac wiesz lepiej od nas wszystko ale plotkary
              zawsze wszystko wiedzą lepiej po drugie płace dodatkowo za mieszkanie exsi bo
              to my jestesmy glównymi najemcami ale to juz cie nie powinno obchodzic.
              I ostatnia rzecz za co płace za to mieszkanie jak tak bardzo cie to interesuje
              to za pensję mojego gdybys poczytała uważnie na innym forum co pisałam nie
              musiałabys sie wysilac przy pisaniu tych plot i bzdur przekręconych. Jesli
              chodzi o alimenty na ex poczytaj sobie prawo alimentacyjne kiedy byli
              małżonkowie mogą starac sie o alimenty na siebie i przestan wymyślac ze ona by
              dostałą alimenty nasiebie gdybys uwazniej czytała wypowiedzi doczytałabys sie.
              Moze i jestem złą stroną mocy, ale za to duzo zyskałam broniąc sie przed exsią,
              ja nie jestem z tych co chowają głowę w piasek.
              Teraz posiec i poczytaj sobie moje posty i przemysl swoją wypowiedz w której
              piszesz brednie, ja juz kończe ten głupi wątek to co miała do powiedzenia
              powiedziałam i nie dam się obrażac wy myślicie że macie do tego prawo wiec ja
              mam takie samo prawo jak wy.
              • chalsia Re: Uwaga agamagda 22.06.05, 12:59
                > powiedziałam i nie dam się obrażac wy myślicie że macie do tego prawo wiec ja
                > mam takie samo prawo jak wy.

                A kto to są WY??????

                Ty się Kwiatek zdecyduj, czy Ty pisałaś ten post do Agamagda w końcu czy nie. A
                jak nie - to do kogo?
                I staraj się nie uogólniać pod koniec postu (często Ci się to widać w nerwach
                przytrafia).

                Chalsia
              • agamagda Re: Uwaga agamagda 22.06.05, 13:53
                Kwiatek, biedaku najemca i lokator w prawie stosuje się wymiennie. Przez słowo
                lokator - rozumie się najemcę lokalu lub osobę używającą lokal na podstawie
                innego tytułu prawnego niż prawo własności. Innymi słowy locator, najemca - to
                nie właściciel. Mieszkanie należy do osoby, która KUPI nieruchomość. A póki, co
                to nie jesteś właścicielem mieszkania. Masz w tej chwili, prawo podrapać się po
                nosie, a nie wyrzucać kogokolwiek skądkolwiek.
                Czy twoja sprawa, kiedy urodziłaś dziecko? Oczywiście, ale dla sądu miałoby to
                znaczenie, bo jest "owocem" zdrady małżeńskiej twojego obecnego M. Dziecko jest
                dowodem powiedzmy sobie "materialnym", że twój M, nie był wierny swojej żonie,
                a co za tym idzie (gdyby Ex była wredna) powodem do określenia winy, i dającym
                prawo do starania się o alimenty na siebie.
                A co ma podłość do dziecka? Chyba ty sama chcesz wyrzucać dziecko z pierwszego
                małżeństwa na bruk?
                Co do zazdrości, człowieku Ty żyjesz tylko i wyłącznie tym co tamta kobieta,
                powie co ma w domu , nawet kiedy prawo jazdy zdała... tak skala zainteresowania
                życiem innej kobiety to choroba.
                Co do alimentów kiedyś wyliczyłaś Wasze wydatki i to co Wam zostaje, nie
                płacicie więcej niż 200-300 zł. to naprawdę nie jest wystarczające na
                zapewnienie "luksusów" córce twojego M. Powiedziałaby nawet że to są groszowe
                sprawy.
                Co do mojego układania sobie życia dziękuję za troskę, tak się składa, że
                jestem szczęśliwą pracującą mężatką mającą dwójkę udanych dzieci, duży dom, dwa
                samochody, psa, kota, myszki, i rybki w akwarium, więc raczej nie jestem ani
                sfrustrowana, ani samotną.
                Twój mąż jest fujarą, bo nie potrafi oddzielić nowej partnerki od dawnej, nie
                potrafi zarobić na tyle, żeby nie było problemów finansowych i konfliktów na
                tym tle, nie potrafi nawet uregulować sprawy tego nieszczęsnego mieszkania.
                Co do obrażania to nikt to Cię nie nazwał tak jak ty nazywasz swoją Ex.