Wystawiam się z pewnością znów na zgryźliwe komentarze Gazety
dotyczące mojej moralności, trudno, muszę się wygadac... Ale od razu
zaznaczam, że to bardziej taki wątek anegdotyczny, a nie poważny
problem.
Żaliłam się kiedyś Wam, że facet, z którym się spotykam (już pół
roku jakby nie patrzec - może i nie dużo, ale też i nie chwilkę),
przedstawił mnie raz jako swoją dobrą koleżankę. Odbyliśmy od tamtej
pory kilka rozmów na ten temat, tłumaczył się, że to siła
przyzwyczajenia, że przedtem przez 13 lat miał żonę, a na dziewczynę
to już za stary jest, że przyjaciółka to mu się tak z seksem tylko
kojarzy, ale że mam rację i tak dalej... No i oczywiście dziś znów
rano gada przez telefon i znów o mnie było, że koleżanka coś tam...
Jak zobaczył moją minę, to od razu się poprawił, że nie koleżanka
tylko dziewczyna najukochańsza i przyszła żona

ale i tak miałam
ochotę za drzwi go wywalic. I co mam zrobic z takim typem? za ucho
wytarmosic? Widzę poprawę w jego zachowaniu, stara się pod innymi
względami, ale od tej koleżanki nie może się odczepic.
Swoją drogą mam tak powikłane relacje z mężczyznami, że sama nie
wiem, jak o kim mówic. Były musi byc byłym lub eksem, bo nawet moim
mężem nie był, ale mamy dziecko, więc w moim życiu będzie sobie
jakoś tam istniał zawsze. Gdy byliśmy razem, to najczęściej mówiłam
o nim "mój mąż" i w bardziej oficjalnych sytuacjach jest obecnie
moim byłym mężem, no bo jak? były konkubent? narzeczony? chłopak?
Raz się na to naciełam, bo poszłam do urzędu i mówię, że mój mąż...
a pani do mnie: "ale jak to, przecież pani ma w dowodzie wpisane, że
jest panną"

Z kolei "ojciec mojego dziecka" to megadługie. A ten
obecny, to już sama nie wiem, jak przez to jego koleżankowanie go
nazwac. Chłopak? - ma 40 lat, narzeczony? - nie jest nim i szybko
nie będzie. Partner? - jakoś tak oficjalnie. Przyjaciel? - chyba
najchętniej, ale jemu, tak jak napisałam, kojarzy się seksualnie
Najczęściej mówię więc o byłym były i o obecnym obecny

) Masakra.