Z racji posiadania pociechy w wieku odpowiednim uczęszczamy z małżonką i wyżej wspomnianym na msze dla dzieci.
Dzisiaj ewangelia o tym jak Jan Chrzciciel robił to, co wychodziło mu najlepiej, czyli chrzcił (Jezusa w tym konkretnym przypadku). A jak chrzest, to pogadanka dla dzieci o odpuszczeniu grzechów. Ksiądz, specjalista od nauczania dzieciaków, urządził w celu przybliżenia tematu scenkę rodzajową. Dwóch panów robiło za Jana Chrzciciela i Jezusa (ten ostatni w białej koszulce). Jedno dziecko (chłopak w wieku późnoprzedszkolnym lub wczesnopodstawówkowym) zgłosiło się na ochotnika do odegrania roli grzesznika (też dostał białą koszulkę). Pomysł był taki, aby dziecko podchodziło do innych i zachowywało się niegrzecznie, w zamian otrzymując "grzechy" w postaci pomazania markerem na białej koszulce. Na koniec Jezus daje grzesznikowi nową białą koszulkę (sakrament pokuty).
Plan był dobry. Ksiądz wytłumaczył Kubie (bo tak miał chyba na imię chłopak), co ma robić:
- Zacznij bycie niegrzecznym od księdza - powiedział duchowny, na co rezolutny chłopak odpowiedział do mikrofonu:
- Spier**laj...
Księdzu opadła kopara, lud gruchnął śmiechem, a rodzice chłopca nie odnaleźli się do końca mszy.
też bym się pewnie zgubiła

